21 grudnia 2015

[Recenzja] The Rolling Stones - "Exile on Main St." (1972)



"Exile on Main St." uznawany jest za kolejne wielkie dzieło Stonesów. Zdarzają się nawet opinie, że właśnie ten longplay jest szczytowym osiągnięciem grupy. Trudno mi zrozumieć ten fenomen. Zarówno kiedy poznawałem "Exile..." przed pięcioma laty, jak i przypominając go sobie teraz, miałem dokładnie takie same odczucia. Mieszane, lecz z przewagą negatywnych. Uważam, że ten dwupłytowy album - częściowo składający się z odrzutów po "Let It Bleed" i "Sticky Fingers" - to chaotyczny zbiór (głównie) nieprzemyślanych, niedopracowanych i pozbawionych wyrazistości kawałków. Być może ogólne wrażenie byłoby lepsze, gdyby okrojono ten materiał do jednej płyty, o standardowym czasie trwania około czterdziestu minut. Choć i wtedy nie byłby to album na miarę trzech poprzednich (dwóch wyżej wspomnianych i "Beggar's Banquet"). Gdyż, moim zdaniem, nie ma tu żadnego naprawdę rewelacyjnego utworu. Choć kilka przyzwoitych kawałków można wyłapać.

Z pierwszej płyty właściwie tylko jeden utwór zwrócił moją uwagę - singlowy "Tumbling Dice" o dość przebojowej melodii i przyjemnie pulsującej linii basu (w wykonaniu Micka Taylora, grającego na basie także w trzech innych utworach). Od biedy mogę wyróżnić jeszcze zadziorny "Rocks Off", który całkiem nieźle sprawdza się na otwarcie, choć niczym szczególnym nie zachwyca, a także łagodniejszy "Torn and Frayed" (w którym błyszczą gościnnie zaproszeni muzycy, grający na gitarze hawajskiej, pianinie i organach). Druga płyta przynosi nieco więcej ciekawej muzyki. Chociażby intrygujący blues "Ventilator Blues" (jedyny utwór Stonesów, przy którym został uwzględniony kompozytorski wkład Taylora). Albo wyraźnie inspirowane soulem "Let It Loose" i "Shine a Light" (w tym drugim znów pojawia się świetna linia basu w wykonaniu Taylora, jego zgrabna solówka gitarowa, a także fantastyczne organy Billy'ego Prestona). Nie brakuje tu też bardziej zadziornego, a zarazem przebojowego grania - vide "All Down the Line" i "Soul Survivor". Z wymienionych utworów można by skompilować krótki jednopłytowy album, który może i nie byłby wybitnym osiągnięciem, ale przynajmniej by nie nudził. Jako dwupłytowy album "Exile..." niestety nudzi. Niemal połowa utworów jest tak bezbarwna, że po przesłuchaniu ich nic nie zostaje mi w głowie, a zdarzają się tutaj też kompletne niewypały. Do tych ostatnich zaliczam "Sweet Virginia" (kolejny kawałek w repertuarze grupy w stylu country), "I Just Want to See His Face" (zdecydowanie mniej udany, od wyżej wspomnianych, flirt z soulem), a także "Happy" (najbardziej znany utwór zespołu śpiewany przez Keitha Richardsa, jednak strasznie banalny).

"Exile on Main St." powstawał w okresie największych narkotykowych i alkoholowych ekscesów muzyków The Rolling Stones. I chyba tym właśnie należy tłumaczyć wydanie takiego albumu - nikt nie był na tyle trzeźwy, aby uświadomić sobie, że co najmniej połowa tego materiału powinna pozostać w archiwum. Druga ("mniejsza") połowa wyszła jednak całkiem nieźle, jak na warunki, w których powstawała.

Ocena: 6/10



The Rolling Stones - "Exile on Main St." (1972)

LP1: 1. Rocks Off; 2. Rip This Joint; 3. Shake Your Hips; 4. Casino Boogie; 5. Tumbling Dice; 6. Sweet Virginia; 7. Torn and Frayed; 8. Sweet Black Angel; 9. Loving Cup
LP2: 1. Happy; 2. Turd on the Run; 3. Ventilator Blues; 4. I Just Want to See His Face; 5. Let It Loose; 6. All Down the Line; 7. Stop Breaking Down; 8. Shine a Light; 9. Soul Survivor

Skład: Mick Jagger - wokal, harmonijka, instr. perkusyjne, gitara (LP1: 5, LP2: 7); Keith Richards - gitara, bass (LP1: 4, LP2: 1, 9), wokal (LP2: 1), pianino (LP2: 4), dodatkowy wokal; Mick Taylor - gitara, bass (LP1: 5,7, LP2: 4,8); Bill Wyman - bass; Charlie Watts - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Nicky Hopkins - pianino; Bobby Keys - saksofon, instr. perkusyjne (LP2: 1); Jim Price - trąbka, puzon, organy (LP2: 2); Bill Plummer - kontrabas (LP1: 2, LP2: 2,4,6); Ian Stewart - pianino (LP1: 3,6, LP2: 7); Jimmy Miller - perkusja (LP1: 5, LP2: 1,8), instr. perkusyjne (LP1: 8,9, LP2: 4,6); Al Perkins - gitara (LP1: 7); Richard Washington - marimba (LP1: 8); Chris Shepard - tamburyn (LP2: 2); Billy Preston - pianino i organy (LP2: 8); Clydie King, Venetta Fields, Joe Green, Gram Parsons, Jerry Kirkland, Mac Rebennack, Shirley Goodman, Tami Lynn, Kathi McDonald - dodatkowy wokal
Producent: Jimmy Miller


4 komentarze:

  1. hmm... Sweet Virginia jest - dla mnie - jednym z najwspanialszych kawałków RS. Jaki ten świat różny może to i dobrze. Tak czy owak WSZYSTKIEGO DOBREGO..

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie do jedno z najlepszych dokonań The Glimmer Twins !!!! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest to jeden z takich albumów, w których praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie. Najbardziej lubię w nim cały materiał z drugiego LP łącznie z kilkoma kawałkami z pierwszego. W mojej ocenie to solidne 8/10 :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten album ma duszę. Jest odbiciem niesamowitej historii. A takie piosenki jak: Let it loose, Sweet black angel czy All down the line to czyste złoto

    OdpowiedzUsuń