20 października 2015

[Recenzja] The Rolling Stones - "Aftermath" (1966)



"Aftermath" to przełomowy album w dyskografii The Rolling Stones. Pierwszy, na którym znalazły się wyłącznie utwory skomponowane przez spółkę Richards / Jagger. Od razu słychać też, że poczynili znaczny postęp jako twórcy - zawarte tutaj utwory stoją na znacznie wyższym poziomie, niż wcześniejsze próby kompozytorskie muzyków. Szczególnie pod względem melodycznym. Najlepszym przykładem "Under My Thumb", wyróżniający się naprawdę rewelacyjną, bardzo chwytliwą melodią. Niewiele gorzej wypadają pod tym względem takie utwory, jak np. "Mother Little Helper", "Stupid Girl" lub "Out of Time". Znalazło się też tutaj kilka uroczych, staroświeckich ballad ("Lady Jane", "I Am Waiting", "Take It or Leave It") i odrobina proto-hard rocka dla równowagi ("Think"). Jednak "Aftermath" to nie tylko lepsze kompozycje. Zespół w końcu zaczął przykładać większą wagę do aranżacji. To już nie tylko surowy rhythm'n'blues, co najwyżej wzbogacony o pianino, organy lub harmonijkę (choć takie utwory wciąż się trafiają - vide "Doncha Bother Me", "Flight 505" lub "It's Not Easy"). Wykorzystane zostały tutaj także takie instrumenty, jak marimba, klawesyn, dulcimer, sitar i koto - na wszystkich z nich zagrał Brian Jones.

Najbardziej zaskakującym utworem jest jednak "Goin' Home" - pod względem muzycznym najbliższy rhythm'n'bluesowych korzeni grupy, ale zaprezentowany w formie jedenastominutowego jamu. Fakt, że nie ma w nim niczego rewolucyjnego - podobne rzeczy były już wcześniej grane przez innych wykonawców na koncertach. Jednak nikt wcześniej nie odważył się (lub nie uzyskał zgody wydawcy by) umieścić takie nagranie na longplayu. Przemysł fonograficzny opierał się wówczas na trzyminutowych piosenkach, a dla wydawców liczył się wyłącznie zysk i nikt nie chciał ryzykować promowania czegoś nowego. Wracając jednak do "Aftermath", warto zauważyć, że sam longplay także jest wyjątkowo długi jak na ówczesne standardy - 53 minuty z sekundami, podczas gdy przyjęty czas trwania płyt długogrających wynosił wówczas około 35 minut. Amerykańskie wydanie zostało jednak skrócone o jedenaście minut (i wydane z gorszą okładką). Pominięto na nim cztery utwory (wydane później w Stanach na różnych kompilacjach): "Mother's Little Helper", "Out of Time", "Take It or Leave It", oraz "What to Do". W zamian znalazła się nim jednak jedna kompozycja, przewyższająca wszystko, co zespół nagrał do tamtej pory (i większość tego, co później) - "Paint It Black". Jeden z największych przebojów grupy, wyróżniający się niesamowicie nośną melodią i orientalnym klimatem, tworzonym przez Jonesa za pomocą sitaru. Wraz z "Under My Thumb" i starszym "Play with Fire" należy do czołówki moich ulubionych utworów wczesnych Stonesów (tych z lat '64-'67).

Po raz kolejny amerykańskie wydanie okazało się lepsze od europejskiego. Jednak ze względu na ogromny postęp poczyniony przez zespół, postanowiłem przyznać "Aftermath" wysoką ocenę, bez względu na wydanie - oba na nią zasłużyły.

Ocena8/10



Okładka wydania amerykańskiego.
The Rolling Stones - "Aftermath" (1966)

EU: 1. Mother's Little Helper; 2. Stupid Girl; 3. Lady Jane; 4. Under My Thumb; 5. Doncha Bother Me; 6. Goin' Home; 7. Flight 505; 8. High and Dry; 9. Out of Time; 10. It's Not Easy; 11. I Am Waiting; 12. Take It or Leave It; 13. Think; 14. What to Do

US: 1. Paint It Black; 2. Stupid Girl; 3. Lady Jane; 4. Under My Thumb; 5. Doncha Bother Me; 6. Think; 7. Flight 505; 8. High and Dry; 9. It's Not Easy; 10. I Am Waiting; 11. Goin' Home

Skład: Mick Jagger - wokal, harmonijka; Keith Richards - gitara, dodatkowy wokal; Brian Jones - gitara, harmonijka, sitar, koto, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; Bill Wyman - bass, instr. klawiszowe, dodatkowy wokal; Charlie Watts - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Jack Nitzsche - instr. klawiszowe, instr. perkusyjne; Ian Stewart - instr. klawiszowe
Producent: Andrew Loog Oldham


5 komentarzy:

  1. Jeden z pierwszych wspaniałych albumów Stonesów. Dużo bardziej przypadł mi do gustu od płyt Beatlesów, których lubię ale uważam, że są odrobinę przeceniani. Moja ocena 9/10 :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatlesów nie da się przecenić! ;) Chociaż ich pierwsze albumy są trochę nierówne, niektóre utwory się zestarzały. Dopiero "Rubber Soul" okazał się ponadczasowy.

      Usuń
    2. Płyty od Rubber Soul wzwyż lubię ale poza pewnymi wyjątkami nie robią na mnie mega wrażenia. Mimo to uważam, że to masa świetnej muzyki :D.

      Usuń
  2. czy mógłby ktoś wytłumaczyć dlaczego wtedy albumy były wydawane w innych wersjach dla usa i uk ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ w tamtym czasie nie było firm fonograficznych działających na całym świecie, inna firma wydawały albumy danego wykonawcy w UK, a inna w USA. Brytyjscy wykonawcy mieli zazwyczaj wpływ na kształt brytyjskich wydawnictw, ale amerykański wydawca zastrzegł sobie możliwość tworzenia własnych wydawnictw. Żeby więcej zarobić, dodawali do repertuaru albumu popularne przeboje, które w UK były wydane tylko na singlach. Często zamiast wydać jeden album, rozbijali go na dwa trochę krótsze wydawnictwa (oprócz singli trafiały na nie także odrzuty lub nagrania koncertowe).

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.