23 kwietnia 2015

[Recenzja] Rory Gallagher - "Deuce" (1971)



Nagrywając ten album, Rory Gallagher postanowił zrezygnować z pochłaniającego wiele godzin dopieszczania utworów w studiu. Materiał na "Deuce" był rejestrowany spontanicznie, tuż przed lub zaraz po koncertach, aby uzyskać podobny klimat i energię, jak podczas grania na żywo. Zresztą spora część utworów została zarejestrowana w jednym podejściu, bez żadnych dogrywek. Czasem nawet wokal był nagrywany jednocześnie z muzyką. Niestety, odbiło się to na jakości brzmienia (brakuje tutaj tego rewelacyjnego, uwypuklonego brzmienia basu z debiutu). A jak album prezentuje się od strony kompozytorskiej?

Całość została przygotowana według sprawdzonych wzorców. Znów sporo jest bluesa - zarówno w elektrycznej ("Should've Learnt My Lesson"), jak i akustycznej odmianie ("Don't Know Where I'm Going"); nie zabrakło odrobiny folku ("Out of My Mind"), jest też kolejny utwór o charakterze jazzrockowym ("There's a Light" - tym razem w zdecydowanie szybszym tempie  i bez saksofonu); a już tradycyjnie longplay rozpoczyna się od solidnego hardrockowego czadu ("Used to Be"). Problem w tym, że wszystkie te utwory na tle swoich poprzedników wypadają dość blado. Przewidywanie. Gra Gallaghera jest w nich jakby mniej porywająca niż dawnej, zabrakło również pomysłu na dobre melodie. Być może album został po prostu nagrany zbyt szybko po wydaniu poprzedniego, a może jednak potrzebne było spędzenie więcej czasu w studiu?

Bo przecież mimo wszystko wciąż tu słychać, że mamy do czynienia z cholernie uzdolnionym muzykiem, który potrafi tworzyć rzeczy genialne. I dowodów tu na to nie brakuje. Choćby "I'm Not Awake Yet" - jedna z najpiękniejszych kompozycji Gallaghera. Oparta głównie na brzmieniach akustycznych (nawet większość solówek Rory gra na akustyku), z prześliczną melodią, nad którą unosi się wspaniały irlandzki klimat. Ciężko oddać w słowach piękno tego utworu - trzeba go po prostu posłuchać. Innym rewelacyjnym utworem jest finałowy "Crest of a Wave". Najcięższy na longplayu, wyróżniający się dwiema fantastycznymi solówkami zagranymi techniką slide - niektórzy uważają je za najlepsze w całym dorobku Irlandczyka. Wcale nie gorszy popis grania tą techniką znalazł się w "Whole Lot of People". "Maybe I Will" to z kolei całkiem przyjemny utwór o nieco bardziej przebojowym charakterze, chociaż ozdobiony jazzującą solówką. Natomiast utrzymany w rytmie boogie, rozimprowizowany "In Your Town" stał się koncertowym klasykiem.

"Deuce" to jeden z tych albumów, które najtrudniej było mi ocenić. Z jednej strony są tu utwory genialne i bardzo dobre, a z drugiej - kompozycje sprawiające wrażenie mniej interesujących kopii starszych nagrań Gallaghera. Inna sprawa, że gdybym nie słyszał wcześniej debiutanckiego albumu, pewnie inaczej patrzyłbym na zawartość "Deuce". Tym bardziej, że jako całość longplay sprawia o wiele lepsze wrażenie, niż po rozbiciu go na poszczególne utwory; słucha się go wyśmienicie. A o to przecież głównie chodzi w muzyce. 

Ocena: 9/10



Rory Gallagher - "Deuce" (1971)

1. Used to Be; 2. I'm Not Awake Yet; 3. Don't Know Where I'm Going; 4. Maybe I Will; 5. Whole Lot of People; 6. In Your Town; 7. Should've Learnt My Lesson; 8. There's a Light; 9. Out of My Mind; 10. Crest of a Wave

Skład: Rory Gallagher - wokal, gitara i harmonijka; Gerry McAvoy - bass; Wilgar Campbell - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Rory Gallagher


5 komentarzy:

  1. "I'm Not Awake Yet" to chyba najlepsza kompozycja z dorobku Gallaghera, chyba żaden inny jego utwór mnie tak nie zachwyca.

    W sumie zgadzam się z całą recenzją (może oprócz tego, że osobiście wolę "Deuce" zamiast debiutu), ale nie rozumiem "zarzutu" o mniej uwypuklony bas, ponieważ np. w wyżej wymienionej kompozycji, "Maybe I Will" czy "There's a Light" jest on świetnie słyszalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, bas jest tu wciąż bardzo dobrze słyszalny (szczególnie w wymienionych utworach), jednak mam wrażenie, że w takich utworach z debiutu, jak "For the Last Time" i "Can't Believe It's Truth", jest on znacznie głośniejszy ;)

      "I'm Not Awake Yet" mnie także najbardziej zachwyca, chociaż takie utwory, jak "I Fall Apart", "Ain't Too Good", czy oba wcześniej wspomniane, nie pozostają daleko w tyle.

      Usuń
    2. Właśnie za to podziwiam stare płyty, gdzie bas często wysuwano na pierwsze miejsce i nie był on całkowicie zdominowany przez gitary elektryczne.

      Umniejszenie roli basu nie jest wadą, bo czasem nie jest to potrzebne, ale uwypuklenie go w miksie to miłe urozmaicenie. Choć są przypadki, gdzie "brak" basu sprawia złe wrażenie - vide "...And Justice for All".

      Usuń
  2. I'm Not Awake Yet to chyba najpiękniejszy utwór irlandczyka. Prawdziwa perełka. Chociaż ta płyta wcale nie należy do moich ulubionych to wracam do niej ze ezgmlędu na ten kawałek. Słucham go minimum 2 razy i płyta potem leci już w całości. No i fajnie się tego słucha chociaż bardziej porywa mnie np. Tattoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dużo ma pięknych utworów, chociażby "I Fall Apart" albo "Ain't Too Good", i ciężko wybrać ten najpiękniejszy. Jednak "I'm Not Awake Yet" jest zdecydowanie moim ulubionym utworem Rory'ego i jednym z najulubieńszych w ogóle ;)

      Reszta albumu pozostaje trochę w cieniu tej perły, ale jest jeszcze kilka świetnych utworów, jak "Maybe I Will" czy "Crest of a Wave", albo "There's a Light". Lubię wracać do tego albumu. Natomiast "Tattoo" jest jednym z ledwie kilku albumów Irlandczyka, których nie posiadam. Najlepsze utwory są na "Irish Tour", w lepszych wersjach, więc to mi wystarcza.

      Usuń