28 lutego 2013

[Recenzja] Rush - "Caress of Steel" (1975)



"Caress of Steel" to już Rush dojrzały, nie tylko wykorzystujący patenty progrockowe, ale śmiało wpisujący się w ten nurt. Choć słychać to dopiero w drugiej części płyty, gdyż pierwsze trzy utwory nie są wcale odległe od tego, co zespół tworzył na poprzednich albumach. Na początek świetne otwarcie w postaci mocnego, zeppelinowego "Bastille Day", z krzykliwym śpiewem Geddy'ego Lee. Choć z drugiej strony, utwór ma o wiele bardziej wyrafinowaną strukturę, niż kawałki z debiutu. Kolejny hardrockowy kawałek "I Think I'm Going Bald" jest już bardziej melodyjny, ale zarazem mniej interesujący. Nie można powiedzieć tego o "Lakeside Park", w którym hardrockowe zwrotki są łagodzone balladowym refrenem. 

Prawdziwie progrockowym utworem jest jednak dopiero "The Necromancer". To 12-minutowa kompozycja, pełna długich solówek Alexa Lifesona, składająca się z trzech części: balladowej "Into the Darkness"; ciężkiej, niemal sabbathowej "Under the Shadow"; oraz łagodnej, piosenkowej "Return of the Prince", która wycięta z całości została wydana na pierwszym singlu promującym album. Każda część rozpoczyna się od recytacji Terry'ego Browna, wprowadzającej w kolejne "rozdziały" opowieści o tytułowym Czarnoksiężniku (inspirowanej tolkienowskim "Władcą Pierścieni"). 

Jeszcze bardziej rozbudowany jest "The Fountain of Lamneth", zajmujący całą stronę B. Choć tak naprawdę trudno traktować go jako całość, gdyż poszczególne części nie przenikają się nawzajem, słychać między nimi krótkie przerwy. Całość została jednak ładnie spięta częściami "In the Valley" i "The Fountain", będącymi swoimi lustrzanymi odbiciami - tzn. w tej drugiej pojawiają się dokładnie te same motywy, ale grane w odwrotnej kolejności. Pomiędzy nimi pojawiają się jeszcze cztery inne części: "Didacts and Narpets", czyli trwająca minutę perkusyjna solówka Neila Pearta; balladowa "No One at the Bridge" (ze świetną solówką Lifesona); akustyczna "Panacea" (z wyjątkowo ładnym śpiewem Lee); oraz po prostu rockowa, melodyjna "Bacchus Plateau".

"Caress of Steel" potwierdza, że grupa rozwijała się z płyty na płytę, mimo krótkich odstępów czasowych między nimi. I chociaż longplay ten nie dorównuje popularnością kilku innym dziełom Rush, to wcale nie ustępuje im pod względem artystycznym.

Ocena: 8/10



Rush - "Caress of Steel" (1975)

1. Bastille Day; 2. I Think I'm Going Bald; 3. Lakeside Park; 4. The Necromancer; 5. The Fountain of Lamneth

Skład: Geddy Lee - wokal i bass; Alex Lifeson - gitara; Neil Peart - perkusja
Gościnnie: Terry Brown - recytacja (4)
Producent: Rush i Terry Brown


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.