Posty

[Recenzja] Stevie Wonder - "Songs in the Key of Life" (1976)

Obraz
Będąc u szczytu swoich twórczych moźliwości i tuź po wydaniu czterech albumów, które odniosły ogromny sukces artystyczny i komercyjny, Stevie Wonder wpadł na szalony pomysł. Postanowił rzucić to wszystko i wyjechać do Ghany, gdzie miał zająć się działalnością charytatywną. Trwały już przygotowania do wielkiego koncertu pożegnalnego, kiedy muzyk nagle zmienił zdanie i podpisał nowy, bardzo lukratywny kontrakt. Z budżetem 13 milionów dolarów rozpoczął roczną pracę nad albumem  "Songs in the Key of Life", angażując kilkudziesięciu muzyków sesyjnych. Wśród gości znaleźli się m.in. Dorothy Ashby, George Benson, a nawet Herbie Hancock. Materiał przybrał potężną formę dwóch płyt winylowych, do których początkowo dodawano jeszcze 7-calową EPkę z czterema bonusami (dodanymi także w wersjach kompaktowych i streamingu). W sumie to dwadzieścia utworów i ponad półtora godziny muzyki. Częstym problemem tak długich albumów jest ich nierówny poziom, czego dałoby się uniknąć, gdyby skrócić je...

[Recenzja] Oasis - "(What's the Story) Morning Glory?" (1995)

Obraz
Gdyby wyznacznikiem jakości albumów miała być ich sprzedaż, to  "(What's the Story) Morning Glory?" jest absolutnym muzycznym topem. W samej Wielkiej Brytanii tylko dwie nieskładankowe płyty sprzedały się lepiej: "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" The Beatles (o Beatlesach jeszcze tu trochę będzie) i "21" Adele. W tyle pozostają nawet "Thriller", "Dark Side of the Moon" czy "Rumours". Światowa sprzedaż drugiego longplaya Oasis na poziomie dwudziestu dwóch milionów egzemplarzy też wskazywałaby na dzieło wybitne. Do tego dochodzi obowiązkowa obecność na najbardziej renomowanych listach płyt wszech czasów i niezliczone entuzjastyczne recenzje. W sumie nietrudno ten fenomen zrozumieć. To po prostu bardzo przystępne granie, nierzadko o natychmiast zapadających w pamięć melodiach, co samo w sobie niczego jeszcze nie gwarantuje, ale  przy sprzyjających warunkach - a zespół przecież już wcześniej zdobył ogromną popularnoś...

[Recenzja] Approaching Mountains - "Calm - For Radar Systems" (2024) / Merope - "Vėjula" (2024)

Obraz
Muzyka litewska to temat słabo przeze mnie zgłębiony. Nieco lepiej znam raptem dwoje muzyków z tego kraju. Pierwszą z nich jest Indrė Jurgelevičiūtė, wokalistka i instrumentalistka grupy Merope, a drugim Alex Aarens, instrumentalista oraz producent tworzący pod pseudonimem Approaching Mountains. I tak się akurat złożyło, że oboje wydali w tym tygodniu nowe albumy. To nie jedyny zbieg okoliczności. Twórczość obu projektów, które już wcześniej łączyły inspiracje litewskim folkiem, jeszcze bardziej się tu do siebie zbliża. Merope na  "Vėjula"  odważniej sięga po brzmienia elektroniczne i eksperymentuje z produkcją, a Appr Mounts na  "Calm - For Radar Systems" idzie w zupełnie przeciwnym kierunku, proponując materiał w większym stopniu oparty na tradycyjnych brzmieniach. Approaching Mountains - "Calm - For Radar Systems" (2024) 1. Heart Hz†; 2. Frozen in the Searchlight; 3. Heaven Dripping Ceiling; 4. Riga (Ext. 0+); 5. Bleeding Channel; 6. 8.2 Mm // Atlantic ...

[Recenzja] Joni Mitchell - "The Hissing of Summer Lawns" (1975)

Obraz
Słuchacze, którzy po "The Hissing Summer Lawns" sięgną po raz pierwszy zaraz po kultowym "Blue" lub którejś z wcześniejszych płyt Joni Mitchell, mogą być zdziwieni, jak bardzo w ciągu tych kilku lat zmieniła się muzyka kanadyjskiej artystki. Mniej zaskoczeni będą ci, którzy poznają całą dyskografię chronologicznie. Siódmy longplay Mitchell rozwija bowiem pomysły z dwóch poprzedzających go płyt, "For the Roses" i - przede wszystkim - "Court and Spark". Część materiału to znów mieszanka folku z elementami jazzu. Reszta utworów podąża natomiast w bardziej eksperymentalne rejony, poszerzając instrumentarium o syntezatory, a nawet przynosząc pierwsze ponoć komercyjne wykorzystanie samplingu. Drugi na płycie "The Jungle Line" to nagranie w całości zbudowano na bębnach zapożyczonych od afrykańskiej grupy Drummers of Burundi (na okładce podpisanej jako The Warrior Drums of Burundi), wzbogacając je bardzo nowocześnie brzmiącym Moogiem - imitując...

[Recenzja] The Cure - "Songs of a Lost World" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 28.10-3.11 Długo wyczekiwany, zapowiadany od lat i w końcu wydany nowy album The Cure to najpewniej ostatnia duża premiera tego roku. Trudno mi jednak oprzeć się dokonaniu porównania z dopiero co recenzowanym Księżycem, który dekadę temu, po 19 latach przerwy, wrócił z materiałem faktycznie wzbogacającym jego twórczość. The Cure na "Songs of the Lost World", pierwszej od 16 lat płycie, zrobił coś zupełnie odwrotnego. Zaproponował muzykę bezpieczną, jakby konformistycznie skrojoną pod oczekiwania dotychczasowych miłośników. Przede wszystkim zaś pod pragnienia wielbicieli "Disintegration", z którym porównań naprawdę trudno uniknąć. Gdyby nie parę personalnych zmian - gitarzystę Porla Thompsona zastapił znany ze współpracy z Davidem Bowie Reeves Gabrels, a miejsce perkusisty Borisa Williamsa zajął Jason Cooper - można by pomyśleć, że to jakiś zagubiony album sprzed tych trzydziestu lat, niewydany w epoce przez swój mało postępowy charakter. W przypadku t...

[Recenzja] Księżyc - "Rabbit Eclipse" (2015)

Obraz
To prawdziwy ewenement, gdy grupa powraca po blisko dwudziestu latach przerwy z albumem, który naprawdę coś wnosi. Zwykle takie comebacki kończą się na nagraniu maksymalnie bezpiecznej płyty. Zbudowanej na patentach i schematach, które już raz się sprawdziły, więc z dużą szansą uda się zadowolić dotychczasową publiczność. Księżyc wrócił na scenę na fali zainteresowania, jakie już w XXI wieku wzbudziły wznowienia jego eponimicznego albumu z 1996 roku. Od dawna zresztą wyczekiwane, gdyż oryginalne wydania zaczęły osiągać naprawdę wysokie sumy na aukcjach, co tylko wzmacniało kultowy status zespołu. W 2004 roku longplay "Księżyc" doczekał się pierwszej edycji kompaktowej, a dziewięc lat póżniej wydało go brytyjskie Penultimate Press. I to właśnie ta wytwórnia zaproponowała grupie zarejestrowanie nowego materiału. Nagrania na "Rabbit Eclipse" odbyły się w nietypowym miejscu, w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, mieszczącym się w warszawskim pałacu Królikarnia. W ...

[Zapowiedź] Premiery płytowe listopad 2024

Obraz
Listopad zapowiada się znacznie spokojniej od października w premierach płytowych, ale każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Sam bardziej czekam chociażby na nowy album Merope, niż na pierwszy od 16 lat premierowy materiał The Cure, jednak to ten ostatni jest bez wątpienia najważniejszą i najbardziej hajpowaną premierą miesiąca. Przy okazji przypominam o zbiórce na magazyn "Lizard", od której zależą losy kolejnych numerów pisma. Muzyczne premiery listopada 2024 1 listopada: The Cure -  Songs of a Lost World Cybotron - Parallel Shift [EP] Max Johnson -  I'll See You Again Mount Eerie - Night Palace The Residents - Dookietown [EP] 4 listopada: Mikołaj Trzaska - Eternity for a While 5 listopada: Merope - Vėjula 8 listopada: Approaching Mountains -  Calm - for Radar Systems Claire Rousay -  The Bloody Lady Keith Jarrett, Gary Peacock & Paul Motian - The Old Country [archiwalia] Lionel Loueke & Dave Holland - United Miles Davis Quintet - M...

[Recenzja] Roxy Music - "Roxy Music" (1972)

Obraz
Rok 1972 to wciąż czasy, gdy rockowy artyzm, przynajmniej w Europie, kojarzył się przede wszystkim z podniosłym progiem. Ukazały się wówczas chociażby takie albumy, jak "Close to the Edge", "Foxtrot", "Octopus", "Thick as a Brick" (ten akurat był zakamuflowaną parodią tej estetyki) czy cała masa płyt włoskich symfoników . Sporo działo się też na mniej poważnej scenie Canterbury czy w bardzo różnorodnym nurcie krautrockowym, jednak były to rzeczy niszowe. I właśnie w tym roku do mainstreamu przedarł się debiutujący Roxy Music, który pokazał szerszej publiczności całkiem inne oblicze rockowego artyzmu, bez tej całej podniosłości i wirtuozerii, nastawione na piosenki, a nie rozbudowane formy. Eponimiczny debiut Roxy Music - będący jednocześnie fonograficznym debiutem takich muzyków, jak Brian Eno, Bryan Ferry czy Phil Manzanera - w zasadzie wpisuje się w modną wówczas stylistykę glam rocka. Są to jednak te najbardziej interesujące muzycznie rejony g...

[Recenzja] Saagara - "3" (2024)

Obraz
Przy rosnącej liczbie projektów, w jakie angażuje się Wacław Zimpel, trochę już traciłem nadzieję na powrót grupy Saagara. Minęło już trochę czasu od dwóch poprzednich płyt Zimpla z indyjskimi muzykami. Współpraca ta zaczęła się na początku poprzedniej dekady tuż po tym, gdy polski muzyk - dziś postrzegający się przede wszystkim jako producent, wtedy jednak uznany jazzowy klarnecista - miał okazję pojamować z Giridharem Udupą, mistrzem gry na ghatamie, tradycyjnym instrumencie perkusyjnym z południowych Indii. Wkrótce potem obaj artyści stworzyli kwintet Saagara, którego składu dopełnili grający na skrzypcach Mysore N. Karthik oraz dwaj kolejni perkusjonaliści: K. Raja i Bharghava Halambi. Miejsce tego ostatniego obecnie zajmuje Aggu Baba. Pierwszy, eponimiczny album Saagary z 2015 roku przyniósł granie łączące tradycję muzyki karnatackiej z elementami jazzu, jakie wniósł klarnet Zimpla. Słuchając tej płyty nie sposób uniknąć skojarzeń z projektem Shakti - współpracą Johna McLaughl...

[Recenzja] Neil Young - "Mirror Ball" (1995)

Obraz
Nie jest to może współpraca, do jakiej koniecznie musiało dojść, ale też chyba nikogo ta kooperacja nie zdumiała i nie powinna dziwić. Bez Neila Younga, nazwanego przez media ojcem chrzestnym grunge'u  - z pewnością nie byłoby Pearl Jam jaki znamy. Muzycy zespołu wielokrotnie zresztą podkreślali swoje uwielbienie dla Kanadyjczyka, a inspirację tę doskonale słychać w ich twórczości. Natomiast bez Pearl Jam - czy też ogólnie sceny grunge - Young mógłby dalej błądzić muzycznie, jak miało to miejsce w poprzedniej dekadzie. Nagranie przez nich wspólnego albumu należy uznać za całkiem logiczny, naturalny krok. I co więcej, "Mirror Ball" jest jedną z bardziej udanych pozycji w ich dyskografiach. W przypadku Pearl Jam może to być nawet podium, u Younga - raczej druga połowa Top 10. Neil Young i Pearl Jam poznali się już na początku dekady. W 1992 roku po raz pierwszy wystąpili na jednej scenie, choć osobno, podczas koncertu z okazji 30-lecia kariery Boba Dylana. Kanadyjczyk był p...