[Recenzja] David Gilmour - "Luck and Strange" (2024)
Przywykliśmy, że to Roger Waters jest tym byłym muzykiem Pink Floyd z największym ego. A przy okazji tym najmniej sympatycznym, dziś już do reszty przepełnionym nienawiścią. Tę kieruje i w stronę dawnych kolegów z zespołu, i swoich fanów - np. tych wychodzących z koncertu, na którym zamiast muzyki otrzymali godzinny monolog o zwierzątkach Watersa z dzieciństwa - i w sumie do wszystkich pozostałych ludzi na świecie. Ale nie do terrorystów z Hamasu i rosyjskich zbrodniarzy, których akurat regularnie wybiela. Dla kontrastu David Gilmour był zawsze tym normalnym kolesiem, niewywyższającym się, nieszukającym kontrowersji i konfliktów. Nawet krytykę Watersa zostawia swojej żonie Polly Samson. A sam nie zapomniał o jego tegorocznych urodzinach, w ramach prezentu wyznaczając właśnie na ten dzień premierę swojego nowego albumu. Publicznie skupia się przede wszystkim na muzyce, choć potrafi też zająć słuszne stanowisko w ważnym temacie, co pokazał wsparciem Ukrainy broniącej się przed rosyjskim ...