[Recenzja] Unwound - "Repetition" (1996)
Unwound to rzadki przykład rockowej kapeli, która przez całą karierę, z płyty na płytę bardzo fajnie się rozwijała, konsekwentnie ujawniając coraz większe aspiracje artystyczne. "Repetition", piąty z siedmiu albumów grupy, to ten moment, gdy post-hardcore'owe korzenie wciąż są czytelne, ale myślenie muzyków znacznie już wykracza poza schematy tej stylistyki. O ile wcześniejsze płyty równie dobrze mogły zostać zarejestrowane na żywo, tym razem na szerszą skalę wykorzystano możliwości studia, eksperymentując z brzmieniem, m.in. po raz pierwszy wzbogacając je o partie instrumentów klawiszowych. Nie znaczy to bynajmniej, że muzyka Unwound straciła tu swoją bezkompromisowość, ciężar, energię i nerwową atmosferę. Wciąż dominują tu krzykliwe partie wokalne Justina Trospera, jego jazgotliwa gitara oraz masywna gra basisty Vernona Rumseya i perkusistki Sary Lund. Sekcja rytmiczna jest zresztą znakomicie zgrana i to ona napędza te utwory, a bas zwykle przejmuje rolę melodyczną, pod...