[Recenzja] Portishead - "Third" (2008)
Drugi album Portishead, ten eponimiczny, jest w zasadzie czymś na kształt suplementu debiutanckiego "Dummy". Trzeci, nieodkrywczo zatytułowany "Third", to już wyraźny krok do przodu. Co niby nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę jedenastoletni odstęp od poprzednika, ale nie jest też przecież taki progres oczywistością w muzyce. A już na pewno nie jest czymś spodziewanym sytuacja, gdy długo oczekiwany powrót zespołu okazuje się zwrotem w zdecydowanie bardziej eksperymentalnym kierunku. Nagranie płyty takiej, jak "Third" było niewątpliwie odważne i jest jak najbardziej godne podziwu. Powrót do stylistyki, która tak ewidentnie należy do minionej epoki, byłby jedynie leniwym kapitalizowaniem sentymentu fanów, zapewne bez większej wartości muzycznej. Nagranie czegoś na czasie rownież byłoby banalnym rozwiązaniem i najprawdopodobniej nie miałoby szczególnych walorów artystycznych. Trio poszło więc najsensowniejszą możliwą drogą, choć zarazem tą najtrudniejszą. Al...