[Recenzja] Roxy Music - "Stranded" (1973)

Okładka płyty "Stranded" Roxy Music.


"Stranded", trzeci album Roxy Music, przynosi parę pozornie istotnych zmian, które jednak ostatecznie okazują się niewiele zmieniać. Lekko odświeżony został tu skład. Basistę Johna Portera zastąpił bardziej doświadczony John Gustafson, grający już wcześniej w The Merseybeats czy Quatermass. Z zespołem rozstał się także Brian Eno, który wybrał artystyczną wolność, jaką dało mu realizowanie projektów pod własnym nazwiskiem. Jego miejsce zajął zaledwie 18-letni Eddie Jobson, klawiszowiec i skrzypek, który zdążył już wcześniej zagrać na jednym albumie mniej znaczącej i dziś niemal zapomnianej grupy prog-rockowej Curved Air. Póżniej grał za to z samym Frankiem Zappą, współtworzył U.K. i Jethro Tull, a także otarł się o King Crimson czy Yes. Pewną nowością jest także przełamanie kompozytorskiego monopolu Bryana Ferry. Jego nazwisko wciąż jest obecne pod każdym z utworów, ale zdarza się, że w towarzystwie Phila Manzanery ("Amazona") lub Andy'ego Mackaya ("A Song for Europe").

To wszystko nie ma jednak większego wpływu na muzykę graną tu przez zespół. Już zresztą okładka "Stranded" pokazuje przywiązanie do pewnej konwencji: po raz kolejny znalazło się na niej zdjęcie modelki, tym razem Marilyn Cole, która nieco wcześniej pojawiła się na rozkładówce "Playboya". Muzycznie też da się odczuć pewną stagnację. Grupa trzyma się wypracowanego stylu, ponownie balansując pomiędzy glamowym blichtrem i kampem, a rockowym artyzmem, tylko trochę już temperując dotychczasowy ekscentryzm. Początek albumu to właściwie kalka dwóch poprzednich wydawnictw, ten sam schemat: najpierw czadowy, chwytliwy "Street Life", a następnie balladowy "Just Like You". Bardzo fajnie wypada ten pierwszy, łącząc punkową energię i szorstkie brzmienie gitary, popową melodię oraz różne udziwnienia, czy to w aranżacji, czy wokalnej interpretacji Ferry'ego. Drugi, w wykonaniu innego zespołu, mógłby być sztampową, ckliwą balladą, ale znów świetnie poprowadzony jest wokal, bardzo teatralnie, z celową zapewne przesadą.


Taka sekwencja żywszy - balladowy utwór powtarza się już do końca płyty. Dość udziwniony, humorystyczny i całkiem zwarty "Amazona" ciekawie kontrastuje z poważnym, inspirowanym muzyką gospel i rozbudowanym do ośmiu minut "Psalm". W kolejnej parze nieco zbyt zwyczajna piosenka "Seranade" sąsiaduje z podniosłym, udramatyzowanym "A Song for Europe", gdzie znów na wyżyny wspina się Ferry, w dodatku śpiewający część tekstu po francusku. Instrumentalnie też jest to potężny utwór, przechodzący od fortepianowej ballady do niemal symfoniczno-progowego patosu. A w końcu nieco bardziej mógł się wykazać Mackay, grający ekspresyjne solo na saksofonie. Z ostatniej pary dla odmiany bardziej przekonuje mnie "Mother of Pearl", najbardziej żartobliwy tu kawałek, który po surowym proto-punkowym początku - opartym na znakomitym riffie - przechodzi w bardziej.subtelną, melodyjną i bogato zaaranżowaną, niepozbawioną jednak luzu część. Finałowy "Sunset" to kolejna znakomita partia wokalna, a aranżację ładnie wzbogacają dźwięki kontrabasu i oboju, jednak to już kolejna podniosła ballada na tej płycie, w dodatku momentami nieco zbyt jednostajna.

"Stranded" z pewnością nie jest płytą odkrywczą. Choć Roxy Music trzyma się tu tego eklektycznego stylu z poprzednich płyt, to nie dokłada do niego zbyt wielu nowych elementów, przez co konwencja ta stała się pewnym ograniczeniem. Ogólnie jednak nie czuć tu jeszcze żadnego kryzysu: kompozycje na ogół trzymają wysoki poziom, aranżacje wciąż bywają bardzo ciekawe, a wykonaniu też nie mogę nic zarzucić.

Ocena: 7/10


Roxy Music - "Stranded" (1973)

1. Street Life; 2. Just Like You; 3. Amazona; 4. Psalm; 5. Serenade; 6. A Song for Europe; 7. Mother of Pearl; 8. Sunset

Skład: Bryan Ferry - wokal, pianino, elektryczne pianino, harmonijka; Eddie Jobson - syntezator, instr. klawiszowe, skrzypce; Andy Mackay - obój, saksofon, efekty; Phil Manzanera - gitara, efekty; John Gustafson - gitara basowa (2-8); Paul Thompson - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Chris Thomas - gitara basowa (1); London Welsh Male Voice Choir - chór (4); Chris Laurence - kontrabas (8)
Producent: Chris Thomas



Komentarze

  1. Mazywanie Curved Air trzexiorzednym.zespole raczej głupie. Nie chodzi o muzykę, która może się podobać bądź nie, ale o ich popularność w latach 70 i nazwiska muzykow(duże!), którzy w nim.wystepowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem głupia jest argumentacja odnosząca się do popularności. Zwłaszcza gdy ta została z czasem zweryfikowana i zespół po prostu nie wytrzymał próby czasu. Widać to po różnych stronach - RYM, Last.fm, AOTY, nawet Prog Archives - wszędzie tam Curved Air cieszy się znacznie mniejszą popularnością niż np. Van der Graaf Generator czy Gentle Giant, które w epoce odnosiły mniejsze sukcesy komercyjne. I nie ma w tym w ogóle przypadku. Po prostu Curved Air nie wniósł do gatunku niczego istotnego i właśnie w tym kontekście uważam go za zespół trzecioligowy.

      Argument z muzykami też chybiony, bo jednak liczy się to, co z tym konkretnym zespołem wnieśli (lub nie), a nie co osiągnęli poza nim.

      Usuń
    2. Przyznam szczerze że dla mnie trzeciorzędowe zespoły to takie które można znaleźć gdzieś na targach z taniochami lub na przeglądarkach pokroju Youtube z pełnymi albumami, ale nie koniecznie być wspomnianymi w innego typu filmów np: o zespołach przedstawionych przez różne rodzaje kanałów, a Curved Air to słyszałem gdzieś nazwęm no ale nie osłuchałem żadnej płyty, powiedziałbym że jest bo jest, no ale czy Camel też takie nie jest (choć mieli coś w sobie) i nazwałbym ich drugorzędowym w niższym stopniu co najwyżej.

      Usuń
    3. Tak, ale Camel jednak nadal zachowuje większą rozpoznawalność. Zespół stosunkowo późno zaczął karierę i nie przyczynił się do rozwoju stylu, ale przynajmniej jest dość wyrazisty.

      Usuń
    4. No i właśnie, kwestia też w miarę nad przeciętnej średniej ilości płyt na przestrzeni 4 - ech dekad, w porównaniu z Curved Air, dlatego powiedziałem w przypadku drugiego że jest drugorzędny w niższym stopniu, a jeszcze kwestia tego że ten Camel to znałem dość wcześniej jako dziecko przez płyty mego ojca, a tego drugiego to nie, więc jakie miałbym odczucia do nich jako młody i jako osoba dorosła.

      Usuń
    5. Curved Air zdecydowanie wyróżniał się tle innych zespołów, przez jego skład przewinęli się tacy muzycy jak: Darryl Way, Francis Monkman, czy Stewart Copeland. Porównując kompetencje, klasyczne zespoły proga to amatorzy. Ich twórczość nie przetrwała próby czasu? Masz rację, ale dlaczego od razu trzeciorzędny? Nie lepiej drugorzędny?

      Usuń
    6. Dokładnie- muzycy byli przedni, np. Monkman gral na klawesynie w orkiestrze Marinera. Warner podpisując z nimi kontrakt na pierwszą płytę dal im 100 tys funtów wynagrodzenia -rzecz niespotykana u debiutantów. Na pewno był to zespół o rozpoznawalności (i potencjale!) nie mniejszej niż np. Gentle Giant czy Caravan. Nie wszystko tam zagrało, głównie poprzez ustawiczne spory Monkmana z Wayem a i Sonja Kristina (nota bene chyba jedyna sex bomba w progowy zespole) ciągnęła Curved w popowym kierunku
      Niemniej grupa pozostawiła po sobie sporo bardzo dobrych utworów.

      Usuń
    7. Czy o jakości muzyki decydują muzycy występujący w danym zespole?
      Szczerze wątpię. Przykładów na tak i na nie można mnożyć.

      Usuń
    8. Na pewno jest to też ważny czynnik, szczególnie jeśli chodzi o zespoły progresywne. Z zespołu powinni wyrzucić tylko tę trzeciorzędną Grace Slick i pewnie wtedy potencjał muzyków mógłby zostać lepiej wykorzystany. Oczywiście Sky nie był zbyt ciekawym zespołem, ale warto zwrócić uwagę na świetny Darryl Way's Wolf: https://www.youtube.com/watch?v=zTj0ni4Ybng

      Usuń
    9. Ale nie mówiliśmy o jakości muzyki, tylko o etykietkowaniu zespołu nazwa "trzeciorzedny".

      Usuń
    10. Czy Curved Air nie wniósł do gatunku niczego istotnego? No.nie do końca. Był pierwszym zespołem progowym , który oparł brzmienie na elektrycznych skrzypcach. I pierwszym ( a na dodatek chyba w latach 70 jedynym), który operował otwarcie i mocno erotyka ukazana z kobiecej perspektywy. Plus Monkman należał do pionierów w eksperymentach z brzmieniem syntezatora VCS3. Również od strony panowania nad formą był to jeden z najlepszych ptohowyvh bandów tamtych lat.

      Usuń
    11. @Okechukwu: Pytanie, czy to, że śpiewała tam wokalistka, a nie wokalista, a instrumentarium nie było dokładnie takie same, jak w innych zespołach, faktycznie prowadziło proga w jakimś nowym kierunku i oddziaływało na innych twórców? No raczej nie. Skrzypce odgrywały już wcześniej dominującą rolę w niektórych kawałkach Gentle Giant, a tylko nieco później stały się ważnym elementem brzmienia King Crimson. Wykorzystywał je też Zappa i stanowiły podstawę brzmienia u mniej znanych grup w rodzaju East of Eden czy The Flock. Syntezator VCS3 był dość popularny u rockowych muzyków już od wprowadzenia go do sprzedaży w 1969 roku. Z progowych kapel wcześniej wykorzystał go choćby KC na "Lizard". Curved Air nie był też jedynym progowym zespołem z kobietą przy mikrofonie, a dziś bardziej jednak pamiętany jest Renaissance. Teksty faktycznie mogły być unikalne na tle podobnych zespołów, ale to nie jest element stricte muzyczny i tak naprawdę w każdym stylu tematyka może być dowolna.

      Usuń
    12. Etykietowanie ma właśnie oceniać jakość.
      Dlatego właśnie fajnie mi się podróżuje przez nieznany ocean muzyki elektronicznej. Prawie nie ma mitologizacji.
      Deepchotd Monolike polecam

      Usuń
    13. Tyle że ja nie twierdzę, że Curved Air był zespołem wybitnym np. na miarę Crimson. Był to zespół solidny, z bardzo dużym potencjałem, który nie został do końca wykorzystany (choć pozostało parę świetnych utworów np. mini-suity Piece of Mind i Other and Above są doskonale). Plus debiutowali w nim tacy muzycy jak Jobson czy Copeland. Trzeciorzedny to był np. Kin Ping Meh- na pewno nie Curved. JD - Wolf Waya lubię- zwłaszcza druga lata jest bardzo fajna i muzycy też topowi. Co do stylu Waya to naprawdę w obrębie rocka był on pionierem (obok Arbusa z East of Eden i skrzypka z It A Beautiful Day) W wykorzystaniu elektrycznych skrzypiec ( u Gentle Giant zupełnie inna rola skrzypiec i też poziom gry nie ten).

      Usuń
    14. Zdaje się, że już dwukrotnie wyjaśniłem, co rozumiem przez trzeciorzędnego reprezentanta danego stylu, a dalej podajesz argumenty odnoszące się do całkiem innych kwestii.

      Usuń
    15. Zazwyczaj, gdy coś określamy mianem trzeciorzędnego, mamy na myśli coś, czego jakość jest poniżej średniej. Tymczasem Okechukwu przedstawił ci dobre argumenty za tym, że zespół ten wyrastał ponad prog rockową przeciętność. Dlaczego zatem upierasz się przy adekwatności użytego przymiotnika?

      Usuń
    16. Przymiotnik ten może też odnosić się do jakiegoś wybranego aspektu dsnej twórczości. W recenzji faktycznie zabrakło takiego kontekstu, ale w komentarzach doprecyzowałem i uznałem, że to zamyka temat. Skoro nadal was to tak razi, to użyję bardziej jednoznacznego określenia.

      Usuń
    17. Przwyolales argumenty z Rate Your Music, co w sumie jest całkiem dobrym miernikiem. No ale tam.Curved ma niezle (choć niewybitne oceny że średnia 3.55-3.60 i ilością oscylująca wokół 1000 ocen)..czyli lepsze niż np..Art Zoyd, który (słusznie!). tu próbowałem. Żeby było jasne i kończąc już dyskusje. Nie uważam, że to wybitny zespół, choć dysponował potencjałem, który mógłby, zaowocować bardzo ciekawa muzyka. Mam pierwsze 4 płyty, słucham ich z przyjemnością, choc generalnie wszystkie zawierają mniej więcej takie proporcje: 1/3 świetnych progresywnych numerów 1/3 uroczych popowych piosenek i 1/ 3 utworów chybionych, czas nawet gniotów.

      Usuń
    18. Tak, jeszcze na marginesie płyty Curved Air są slabo wyprodukowane. Brzmią bardzo gladko, miekko, mało selektywnie, co sprawia, że w wielu utworach praktycznie nikną bardzo ciekawe niuanse- np. gra Monkmana na klawesynie czy zapetlajace się ścieżki skrzypiec i gitary w duchu minimalizmu Rileya (utwór Situations z debiutu). Ta produkcja plus popowe ciągaty Kristina "przykrywaja" umiejętności warsztatowe i kreatywność muzyków, która naprawdę nie była wiele mniejsza niż u Gentle Giant z analogicznego okresu

      Usuń
  2. Dzień dobry. Curved Air trudno porównywać do VDGG, KC czy GG, ale nie czyni to go zespołem trzecioligowym. U mnie stoi na półce obok UK🧐. Natomiast bez urazy, Airconditioning to półka wyżej niż najlepsze Camele, ale boję się tak pisać bo jeśli CA to trzecia liga to Strawbs(przynajmniej pierwsze płyty), Renaissance czy Kansas to gdzieś dolne rejony okręgówki. Jeszcze co do Camela: wokal jest ważny. Sonja Kristina jednak umiała śpiewać, a Latimer to sam już pisałeś. PS. Kansas jak Kansas, no ale przynajmniej warto pokusić się o co najmniej jedną recenzję Renaissance, skoro masz na tapecie Aion Dead Can Dance

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie akurat Air Conditioning jest płytą dość rozczarowującą- jak na skalę potencjału i oczekiwań wobec zespołu. Curved miał być zespołem z ekstraklasy jak Crimson czy ELPP. Tak jak pisałem - goście z Warnera nie darmo wyasygnowali kwotę 100 tys funtów (szokującą wysoką jak na nieznanych debiutantów) i zrobili kosztowny picture disc (w ogóle był to pierwszy winyl z picture diskiem). Płyta wyszła - na jesieni 1970 i była to pierwsza fala proga - wtedy ukazały się m.in. debiut ELP i GG, dwójka Caravan. Genesis grywał wówczas jako support Curved (a np. w 1972 r. sytuacja się odwróciła i supportowali zespół Gabriela). Goście z Warnera nie byli przecież idiotami wyrzucającymi kupę kasy w błoto - skoro w Gentle Giant był jeden gruntownie wykształcony Minnear, to w Curved było takich Minnearów dwóch - plus atrakcyjna wokalistka. Niestety - debiut nie powala, za najlepszą płytę uważam Phantasmagorię - tam np. w utworze Over and Above zespół pokazuje niesamowite możliwości (i w aranżach i w rytmice i w partiach instrumentalnych). Numer z powodzeniem mógłby się znaleźć np. na Grand Wazoo - Zappy i na pewno nie byłby słabym punktem. Tyle że jest to taki misz masz- z jednej strony eksperymenty z komputerami, i wyrafinowane mini-suity z drugiej popowe piosenki, które miały szukać potencjalnych przebojów (a Curved miał duży przebój Back Street Luv). Dlatego jednak całościowo Camel stawiam wyżej niż Curved. "Truskawy" co innego zupełnie - to przecież zasadniczo band folk rockowy - a Wakeman czy symfoniczne aranże (zresztą bardzo udane) były tylko dodatkiem. Piękne piosenki, które na dodatek spajało prawdziwie chrześcijańskie (franciszkańskie) przesłanie. I to wystarczy - nie ma co cj na siłę podciągać pod proga.

      Usuń
    2. Pełna zgoda co do diagnozy, mniejsza co do wniosków, bo te eksperymenty CA są o niebo ciekawsze niż smętne zawodzenia Latimera. No ale ok. Moonmadness czy Rain Dances coś do proga wnoszą. Truskawy startowały jako folk czy prog folk, ale już Ghosts to wyraźnie progowa płyta, folka tam tyle co kot napłakał. Zresztą to wszystko pojęcia umowne. Nawet ta trzecia liga. Bo jeśli GG czy KC to wzorzec proga, no to faktycznie w pierwszej lidze już mało kto zostanie

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o Gentle Giant, to oprócz niewątpliwej kreatywności i biegłości wszystkich muzyków plus erudycji Minneara, wielkim plusem była bezkompromisowość ich poszukiwań. Do połowy lat 70 nie szli na kompromisy, nie flirtowali z komerchą. To sprawiło, że potencjał zespołu został w pełni wykorzystany. Jak wielkie miała ta bezkompromisowość znaczenie - pokazuję uch płyty nagrane po 76 r. - bo tak jak wcześniej byli absolutną ekstraklasą, tak w muzyce komercyjnej wypadli chyba najgorzej ze wszystkich czołowych kapel progowych z lat 70. Tzn nie ma zespolu z czołówki, który nagrywałby w drugiej połowie lat 70 gorsze płyty niż Giant z lat 77-80 (dla porównania czysto komercyjne płyty Curved Air nagrane w składzie z Copelandem - Midnight Wire i Airborne- są w mainstreamowej konwencji całkiem niezłe).

      Usuń
    4. Gentle Giant był nie tyle bezkompromisowy, co właśnie potrafił znaleźć idealny kompromis pomiędzy tymi złożonymi partiami a chwytliwymi melodiami. Tym trudniej zrozumieć, dlaczego te ostatnie płyty przyniosły nie tylko uproszczenie, ale także tak miałkie kompozycje. Mimo wszystko nie stawiałbym "The Missing Piece” w jednym szeregu z dwoma kolejnymi, bo tam wciąż są pewne przebłyski. "For Nobody" to klasyczny Gentle Giant, a "Memories of Old Days" i "Two Weeks in Spain" to całkiem zgrabne piosenki. Szczerze mówiąc, stawiam ten album wyżej niż "War Child", "Too Old for Rock 'n' Roll" czy "Love Beach".

      Usuń

    5. okechukwu

      Sent on Feb 25 2025, 12:19 PM MET


      Subject:
      Bezkompromisowe podejście do kwestii artystycznych nie musi wcale oznaczać postawy radykalnie eksperymentalnej czy awangardowej. W tym sensie Gentle Giant - pozostając bezkompromisowym - nie musiał wcale prezentować muzyki w stylu, powiedzmy, Henry Cow. Tutaj chodziło mi o to, że zespół w latach swojej świetności nie prezentował praktycznie utworów świadomie skrojonych pod listy przebojów, co było normalką np. dla ELP, Caravan, Genesis czy właśnie Curved Air. Praktycznie nie wydawał singli - coś sie tam ukazało chyba we Włoszech, ale to nie były single z prawdziwego zdarzenia. Pierwszym singlem były utwory z okresu Power and the Glory, a pierwszą płytą z utworami, w których zespół poczynił wyraźne ustępstwa artystyczne - tzn zaczął flirtować z komercją, upraszczając styl niektórych numerów, było Free Hand. Także to 100% artystyczne podejście do albumów uważam z niezwykle ważne. Tego zabrakło w np. w Curved, część zespołu była nastawiona na proste przeboje - dlatego tak doskonały muzyk jak Monkman (nie dość, że o świetnym backgroundzie klawesynisty, to jeszcze przecież żywo zainteresowany muzyką współczesną - przecież nie kto inny jak Monkman wykonywał jako pierwszy w UK utwory Terry'ego Rileya - m,in. Rainbow in Curved Air- skąd zespół zaczerpnął nazwę) nie mógł rozwinąć skrzydeł tak jak zrobił to Minnear w otoczeniu braci Shulmanów.
      Zgoda - Missing Piece ma jeszcze pewne przebłyski, choć obok dobrych numerów, które wymieniłeś , są też tam "straszności" z Betcha Thought We Couldn't Do It na czele.

      Usuń
    6. Myśle, że takie np. "A Cry for Everyone" czy "Think of Me with Kindness" z "Octopus" całkiem dobrze sprawdziłyby się na singlach. Tu jednak na pierwszy plan wychodzą wyraziste melodie, a pewne bardziej ambitne rozwiązania nie pozbawiają ich - jak w przypadku większości utworów Gentle Giant z tamtego okresu - przystępności, bo są na tyle dyskretne, że utwory te zachowują pozornie konwencjonalny charakter. Nie mam pojęcia, dlaczego grupa nie wydawała wtedy singli. Czy było to wolą muzyków, co potwierdzałoby tezę o bezkompromisowym podejściu, czy też jednak to wydawcy nie zależało na promocji zespołu, w którego sukces komercyjny nie wierzył? Wiadomo, że Vertigo podejmowało kompletnie chybione decyzje, jak wysłanie Gentle Giant na trasę jako support Black Sabbath. Jakby zupełnie nie mieli pomysłu, co z tym zespołem zrobić.

      Usuń
    7. Co do singli Gentle Giant przed 1974 rokiem, wyszły trzy, każdy w innym kraju:

      Prologue / Working All Day / Three Friends (USA)
      The Advent Of Panurge / Prologue (Włochy)
      In A Glass House / An Inmates Lullaby (UK / Holandia)

      Z "The Power and the Glory" nie było singli poza tym niealbumowym tytułowym, zresztą pierwszym stricte komercyjnym kawałkiem grupy, zapowiadającym już ten zwrot stylistyczny, jaki nastąpił po "Interview". A można było wydać "Aspirations", który jest najpopularniejszym kawałkiem zespołu na Spotify, ale w tym przypadku przystępność nie wyklucza finezji.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.