[Recenzja] Henry Cow - "Unrest" (1974)

Okładka "Unrest", drugiego albumu Henry Cow, zapowiada bezpośrednią kontynuację debiutanckiego "Legend", co najwyżej utrzymaną w mroczniejszym klimacie. I faktycznie, pomimo lekko zmienionego składu (Geoff Leigh został zastąpiony przez Lindsay Cooper, wcześniej występującą w Comus), zespół wciąż gra muzykę bardzo skomplikowaną i nieprzewidywalną, ale na swój sposób piękną. Choć tym razem faktycznie utrzymaną jakby w nieco ciemniejszym nastroju. Album składa się z dwóch części. Pierwsza z nich (trzy nagrania ze strony A winylowego wydania oraz rozpoczynająca stronę B miniaturka "Solemn Music") to utwory przygotowane przez muzyków jeszcze przed rozpoczęciem sesji. Druga część to nagrania zaimprowizowane w studiu, a następnie zmodyfikowana różnymi efektami i dogrywkami.
Rozpoczynająca album kompozycja Freda Fritha "Bittern Storm Over Ulm" powstała na bazie jednego z jego ulubionych utworów - "Got to Hurry" Yardbirds. Ten prosty blues został jednak całkowicie zdemolowany i skomplikowany, przez co praktycznie nie przypomina swojego pierwowzoru. Mimo wszystko, utwór jest jeszcze dość zachowawczy w porównaniu z kolejnymi, dużo bardziej złożonymi i awangardowymi. Rozbudowane "Half Asleep / Half Awake" i "Ruins" w pełni pokazują instrumentalny i kompozytorski kunszt muzyków. Nie brakuje w nich naprawdę ładnych motywów i melodii, ale ich mnogość i całkowite odejście od piosenkowych struktur czynią je kompletnie nieprzewidywalnymi i trudnymi do zapamiętania. Jednocześnie utwory brzmią bardzo spójnie i logicznie się rozwijają (w "Ruins" rytm i harmonia zostały oparte na ciągu Fibonacciego - rozwiązanie to zaczerpnięto z twórczości węgierskiego kompozytora Béli Bartóka). "Solemn Music", choć zbudowany na atonalnych, kontrapunktowych partiach oboju (lub fagotu) i gitary, jest całkiem zgrabnym utworem, choć to tylko króciutki fragment napisanej przez zespół muzyki do "Burzy" Szekspira w reżyserii Johna Chadwicka. Być może całość tego dzieła okazałaby się lepsza od tego, co na albumie następuje w części improwizowanej. Są tutaj naprawdę świetne momenty, ale całość trochę za daleko idzie w stronę kompletnej improwizacji i przynajmniej pozornej przypadkowości (szczególnie w "Linguaphonie" odbiera mi to przyjemność ze słuchania). Wyjątek stanowi "Deluge", w którym zespół gra w bardziej stonowany i nastrojowy, ale wciąż awangardowy sposób (oprócz zaskakująco konwencjonalnej, balladowej kody ze śpiewem Johna Greavesa i akompaniamentem pianina, którą należy traktować jako żart).
"Unrest" to bardzo udane rozwinięcie pomysłów z debiutu. Nieco mniej tutaj wyraźnych skojarzeń z innymi rockowymi wykonawcami, zespół jeszcze bardziej zindywidualizował swój styl. Jednak album jest nieco nierówny i po doskonałej pierwszej połowie poziom trochę spada. Wciąż jednak jest to potężna porcja bardzo wyrafinowanej i rozwijającej muzyki.
Rozpoczynająca album kompozycja Freda Fritha "Bittern Storm Over Ulm" powstała na bazie jednego z jego ulubionych utworów - "Got to Hurry" Yardbirds. Ten prosty blues został jednak całkowicie zdemolowany i skomplikowany, przez co praktycznie nie przypomina swojego pierwowzoru. Mimo wszystko, utwór jest jeszcze dość zachowawczy w porównaniu z kolejnymi, dużo bardziej złożonymi i awangardowymi. Rozbudowane "Half Asleep / Half Awake" i "Ruins" w pełni pokazują instrumentalny i kompozytorski kunszt muzyków. Nie brakuje w nich naprawdę ładnych motywów i melodii, ale ich mnogość i całkowite odejście od piosenkowych struktur czynią je kompletnie nieprzewidywalnymi i trudnymi do zapamiętania. Jednocześnie utwory brzmią bardzo spójnie i logicznie się rozwijają (w "Ruins" rytm i harmonia zostały oparte na ciągu Fibonacciego - rozwiązanie to zaczerpnięto z twórczości węgierskiego kompozytora Béli Bartóka). "Solemn Music", choć zbudowany na atonalnych, kontrapunktowych partiach oboju (lub fagotu) i gitary, jest całkiem zgrabnym utworem, choć to tylko króciutki fragment napisanej przez zespół muzyki do "Burzy" Szekspira w reżyserii Johna Chadwicka. Być może całość tego dzieła okazałaby się lepsza od tego, co na albumie następuje w części improwizowanej. Są tutaj naprawdę świetne momenty, ale całość trochę za daleko idzie w stronę kompletnej improwizacji i przynajmniej pozornej przypadkowości (szczególnie w "Linguaphonie" odbiera mi to przyjemność ze słuchania). Wyjątek stanowi "Deluge", w którym zespół gra w bardziej stonowany i nastrojowy, ale wciąż awangardowy sposób (oprócz zaskakująco konwencjonalnej, balladowej kody ze śpiewem Johna Greavesa i akompaniamentem pianina, którą należy traktować jako żart).
"Unrest" to bardzo udane rozwinięcie pomysłów z debiutu. Nieco mniej tutaj wyraźnych skojarzeń z innymi rockowymi wykonawcami, zespół jeszcze bardziej zindywidualizował swój styl. Jednak album jest nieco nierówny i po doskonałej pierwszej połowie poziom trochę spada. Wciąż jednak jest to potężna porcja bardzo wyrafinowanej i rozwijającej muzyki.
Ocena: 9/10
Henry Cow - "Unrest" (1974)
1. Bittern Storm Over Ulm; 2. Half Asleep / Half Awake; 3. Ruins; 4. Solemn Music; 5. Linguaphonie; 6. Upon Entering the Hotel Adlon; 7. Arcades; 8. Deluge
Skład: Fred Frith - gitara, skrzypce, pianino, ksylofon; Tim Hodgkinson - organy, pianino, saksofon altowy, klarnet; Lindsay Cooper - fagot, obój, flet, głos; John Greaves - gitara basowa, pianino; Chris Cutler - perkusja
Producent: Henry Cow
Henry Cow - "Unrest" (1974)
1. Bittern Storm Over Ulm; 2. Half Asleep / Half Awake; 3. Ruins; 4. Solemn Music; 5. Linguaphonie; 6. Upon Entering the Hotel Adlon; 7. Arcades; 8. Deluge
Skład: Fred Frith - gitara, skrzypce, pianino, ksylofon; Tim Hodgkinson - organy, pianino, saksofon altowy, klarnet; Lindsay Cooper - fagot, obój, flet, głos; John Greaves - gitara basowa, pianino; Chris Cutler - perkusja
Producent: Henry Cow
Jak dla mnie, to przystepniejsze od debiutu.
OdpowiedzUsuńKurde, no trochę się zawiodłem na tym albumie po fenomenalnym debiucie. Ta pierwsza strona jest bardzo dobra (choć gorsza niż debiut, raczej taka 9/10), ale druga to po prostu w dużej części paskudztwo i losowe dźwięki. Imo 6,5/10 jakoś.
OdpowiedzUsuń