26 października 2018

[Recenzja] The Bill Dixon Orchestra ‎- "Intents and Purposes" (1967)



Bill Dixon to jeden z nieco już zapomnianych - choć bardzo cenionych we właściwych kręgach - jazzowych trębaczy (czasem grał też na pianinie). Najbardziej znany ze współpracy z Archie'em Sheppem ("Archie Shepp - Bill Dixon Quartet", 1962) i Cecilem Taylorem ("Conquistador!", 1966). Pomimo pięćdziesięcioletniej działalności - od początku lat 60. do śmierci w 2010 roku - pozostawił po sobie stosunkowo skromną dyskografię solową, obejmującą około dwudziestu wydawnictw. Jako lider zadebiutował w 1967 roku, będąc już na początku piątej dekady życia, wspaniałym albumem "Intents and Purposes". Materiał nagrywany był partiami, podczas trzech różnych sesji (10 października 1966 oraz 17 stycznia i 21 lutego 1967 roku), w kilku konfiguracjach personalnych. W nagraniach brali udział zarówno muzycy związani z jazzowym mainstreamem, jak i ze sceną freejazzową. Najbardziej z nich znani są basiści Jimmy Garrison i Reggie Workman (obaj współpracowali z Johnem Coltrane'em).

"Intents and Purposes" trwa niewiele ponad pół godziny, ale to bardzo emocjonujący i niezwykle intensywny materiał. Co słychać nawet w tych bardziej subtelnych (choć nie do końca) momentach, czyli dwóch miniaturach o wspólnym tytule "Nightfall Pieces", nagranych przez Dixona w duecie z flecistą George'em Marge'em. Ale gwoździem programu są dwie bardziej rozbudowane kompozycje: trzynastominutowa "Metamorphosis 1962-1966" i dwunastominutowa "Voices". Pierwsza nagrana została w dziesięcioosobowym składzie, obejmującym rozbudowaną sekcję dętą (trąbka, dwa saksofony altowe, klarnet basowy, rożek angielski, puzon basowy), dwa kontrabasy, wiolonczelę, perkusję i perkusjonalia. Druga zaledwie w kwintecie (trąbka, klarnet basowy, kontrabas, wiolonczela i perkusja), który jednak brzmi równie potężnie. Obydwie stanowią natomiast fantastyczne połączenie piękna i freejazzowej brutalności - oba te elementy często zresztą występują równocześnie. Niesamowita ekspresja i wirtuozeria instrumentalistów, ale też intrygujący, ponury klimat, czynią "Intents and Purposes" jednym z najwspanialszych freejazzowych albumów, jakie słyszałem. I tylko szkoda, że tak szybko się kończy, pozostawiając ochotę na więcej.

Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze dla osób nieosłuchanych z free jazzem, ale miłośników takiej stylistyki z pewnością zachwyci. Dla nich jest to pozycja obowiązkowa.

Ocena: 9/10



The Bill Dixon Orchestra ‎- "Intents and Purposes" (1967)

1. Metamorphosis 1962-1966; 2. Nightfall Pieces I; 3. Voices; 4. Nightfall Pieces II

Skład: Bill Dixon - trąbka; Byard Lancaster - saksofon altowy (1), klarnet basowy (1,3); Robin Kenyatta - saksofon altowy (1); George Marge - rożek angielski (1), flet (2,4); Jimmy Cheatham - puzon basowy (1); Jimmy Garrison - kontrabas (1,3); Reggie Workman - kontrabas (1); Catherine Norris - wiolonczela (1,3); Robert Pozar - perkusja (1,3); Marc Levin - instr. perkusyjne (1)
Producent: Brad McCuen


2 komentarze:

  1. Nie jestem człowiekiem osłuchanym z free jazem, ale ponieważ Ty zapewne trochę już z tego słyszałeś to się zapytam - czy ta muzyka nie popełnia grzechu pod tytułem monotonia-nuda, którą Ty byś nazwał wchodzeniem w trans-hipnotyzowaniem? Jeżeli nie będę ziewał z nudów słysząc przez dwadzieścia siedem taktów to samo, to chętnie posłucham.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.