[Recenzja] Gentle Giant - "The Missing Piece" (1977)



Rok 1977 to czas tzw. punkowej rewolucji. Tak naprawdę polegała ona na odkryciu i zachłyśnięciu się przez dziennikarzy muzyką, jaką grano już od dobrych kilkunastu lat - głównie poza mainstreamem, choć zdarzało jej się do niego przenikać. Nowa fascynacja mediów pociągnęła za sobą niechęć do wcześniej docenianych, bardziej wyrafinowanych stylów, z rockiem progresywnym na czele. Nie pomagało, że przedstawiciele tego nurtu, wbrew jego nazwie, zaczęli powielać wciąż te same schematy, a ich coraz liczniejsi naśladowcy nie mieli do zaproponowania nic własnego.

Jednocześnie jednak rok 1977 był ostatnim, kiedy czołowi przedstawiciele proga - poza zawieszonym King Crimson oraz probującym ratować swoje finanse wydaniem zbioru odrzutów ELP - pozostawali w formie. Swoje ostatnie naprawdę udane i wciąż wpisujące się w stylistykę proga albumy wydali Pink Floyd ("Animals"), Yes ("Going for the One") oraz Jethro Tull ("Songs from the Wood"), a Genesis zakończył i udanie podsumował swój progresywny okres koncertowym "Seconds Out". Inni twórcy tymczasem postawili na rozwój, odpowiadając na zmieniające się trendy. Raz z bardziej udanym efektem - jak na inspirowanym nową falą "The Quiet Zone / The Pleasure Dome" Van der Graaf Generator - a raz z gorszym, czego przykładem "The Missing Piece" Gentle Giant.

Zmiana stylu na tym etapie była nieunikniona. Z jednej strony zespół kompletnie już wyeksploatował dotychczasową stylistykę, na płycie "Interview" balansując na granicy autoplagiatu, a z drugiej - próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdy bardziej ambitne granie nie cieszyło się już takim uznaniem. Doszły też naciski wydawcy, który po komercyjnej porażce poprzedniego albumu, oczekiwał tym razem bardziej komercyjnego materiału. I taki właśnie charakter ma znaczna część muzyki zawartej na "The Missing Piece". Gentle Giant drastycznie uprościł tu swoją muzykę, ograniczając złożone rytmy, a także niemal całkiem rezygnując z wyrafinowanych kontrapunktów czy bogatego instrumentarium. Zamiast tego pojawiają się nawiązania do modnych stylów, jak punk rock czy funk. Niestety, rezygnując ze wszystkich swoich największych atutów, grupa nie daje tu w zamian nic ciekawego. Tytułowym brakującym elementem okazuje się kreatywność.

O wielu z tych kawałków trudno napisać coś więcej, niż to, do jakiego popularnego stylu zespół w nich nawiązuje. Jest tu więc radiowy pop w stylu ballad Phila Collinsa ("I'm Turning Around"), jest trochę funk rocka ("Who Do You Think You Are?", "Mountain Time"), a dodatkowo kuriozalna proba grania grania punka ("Betcha Thought We Couldn't Do It"). Naprawdę smutno słucha się Gentle Giant grającego w tak sztampowy, niecharakterystyczny sposób. Lepiej prezentuje się materiał nawiązujący do wcześniejszych dokonań. W energetycznych "Two Weeks in Spain" i "Winning" pojawia się nieco fajnego kombinowania z rytmiką, a łagodniejszy "As Old as You're Young" - jedyny na płycie, gdzie za główny wokal odpowiada Kerry Minnear, a nie Derek Shulman - przywołuje ponadto te typowe dla wcześniejszych płyt zespołu quasi-mediewalne klimaty. Całkiem zgrabnie wypada ballada "Memories of Old Days", natomiast żywiołowy finał albumu, "For Nobody", to klasyczny Gentle Giant, z rytmicznymi zabawami, frywolną melodyką oraz wielogłosami nakładającymi się na siebie w błyskotliwym kontrapunkcie.

Chociaż z reguły doceniam rozwój i pochwalam probowanie nowych rzeczy, tak w przypadku "The Missing Piece" takie podejście się nie sprawdziło. Przede wszystkim wynika z niewłaściwych, czysto merkantylnych pobudek oraz nacisków wydawcy. Zwrot w bardziej mainstreamowym kierunku poszedł tu, o dziwo, w parze z mniej wyrazistymi kompozycjami. Nie zaoferowano też nic, co mogłoby zrównoważyć zubożałe aranżacje i uproszczenia. Nawet utwory bliższe stylistyki poprzednich albumów Gentle Giant wypadają mniej interesująco pod względem melodii czy brzmienia; jeden tylko "For Nobody" faktycznie przywołuje wspomnienia znakomitej przeszłości zespołu.

Album oczywiście nie okazał się komercyjnym sukcesem, choć 81. miejsce na amerykańskim notowaniu było najlepszym po "Free Hand" (#48) i "The Power and the Glory" (#78). Decydentów Chrysalis zachęciło to, by naciskać na dalszą komercjalizację zespołu, czego efektem był już stricte mainstreamowy, pop-rockowy "Giant for a Day" oraz ocierający się o AOR "Civilian" - oba kompletnie pozbawione artystycznych ambicji i wyrazistych kompozycji. Po wydaniu tego ostatniego, Gentle Giant definitywnie zakończył działalność.

Ocena: 6/10

Zaktualizowano: 3.2025



Gentle Giant - "The Missing Piece" (1977)

1. Two Weeks in Spain; 2. I'm Turning Around; 3. Betcha Thought We Couldn't Do It; 4. Who Do You Think You Are?; 5. Mountain Time; 6. As Old as You're Young; 7. Memories of Old Days; 8. Winning; 9. For Nobody

Skład: Derek Shulman - wokal; Kerry Minnear - instr. klawiszowe, wokal (6), instr. perkusyjne (8); Gary Green - gitara; Ray Shulman - gitara basowa, gitara (7), instr. perkusyjne (8); John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Gentle Giant


Komentarze

  1. To chyba inny zespół nagrał, nie ma tutaj nic z dawnego geniuszu. I że to ci sami muzycy nagrali?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, w siódmym i dziewiątym utworze są jeszcze jakieś przebłyski dawnego Gentle Giant. Dopiero na dwóch kolejnych albumach nie ma już tego w ogóle.

      Usuń
  2. Fajnie, że (trochę?) doceniłeś ten album. Dla mnie on jeszcze jedną nogą stoi w tym progresywnym GG, pomimo że większość utworów to jedynie jakby imitacje brzmieniowo-wokalne GG 1970-76

    Czy zamierzasz poprawiać jeszcze jakieś recenzje znajdujące się czasowo pomiędzy "Spirit" i "The Missing Piece" ? W tym miesiącu też poprzestajesz na jednej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utworów nawiązujących jakoś do stylu z wcześniejszych płyt jest tu nawet nieco ponad połowa repertuaru: otwieracz i cała strona B. Inna sprawa, że tylko w "For Nobody" uniknięto uproszczenia i trywializacji tego stylu.

      Chciałem już po prostu zamknąć temat Gentle Giant i stąd ten przeskok, ale tamte recenzje też zamierzam odświeżyć. Nie mam sprecyzowanych planów co do ilości poprawek i nowych tekstów w danym miesiącu.

      Usuń
    2. Kiedyś chyba bardziej niż teraz doceniałeś tę "zgrabną balladę", ogółem wśród fanów GG, którzy jak jeden mąż nie lubią tego albumu to ona cieszy się jako jedyna z tMp poważaniem.

      Dla mnie Two Weeks in Spain wymiata, a i słuchając tych kuriozalnych jakoś bardzo się nie męczę.

      To że grali jak Phil Collins przed Philem Collinsem to chyba wyklucza porównywanie ich do niego. Skoro Seconds Out jest udany to czemu nie ma recenzji skoro są sąsiadujących z nim studyjnych? Słuchałeś go w ogóle? (pytam niezłośliwue, bazując na RYM)

      Usuń
    3. Porównanie, nawet anachroniczne, do czegoś bardziej znanego ma raczej zrozumiały cel i sens. A styl solowego Collinsa krystalizował się już wcześniej w Genesis.

      Nie wystarczy, że album jest - i nie musi być - udany, by miał tu recenzję. Bardziej liczy się to, czy na jego temat mam do powiedzenia coś, co cokolwiek wnosi. A wiec sama płyta też powinna coś wnosić do muzyki czy chociaż dyskografii wykonawcy. Tymczasem "Seconds Out" to tak, jak napisałem, udane podsumowanie, ale nie album pokazujący coś nowego - raczej wiernie odgrywają tam materiał z innych, zrecenzowanych wydawnictw. A na RYM nie mam ocenionego wszystkiego, czego słuchałem czy oglądałem, tym bardziej jeśli miało to miejsce przed założeniem tam konta.

      Usuń
  3. Tak z ciekawości, biorąc pod uwagę że ostatnie albumy są uznawane za kiepskie to gdyby miały by mieć recenzję to jakie numeracje oceny by im się należały?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na RYM dałem im po 2 gwiazdki na 5, czyli odpowiednik oceny 4/10.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)