Posty

[Recenzja] Saba Alizadeh - "Rituals of the Last Dawn" (2026)

Obraz
Karierę Saby Alizadeha - irańskiego kompozytora i specjalisty od tradycyjnego perskiego instrumentu kemancze - śledzę od jego debiutanckiego albumu "Scattered Memories". Na wydanej przed siedmioma latami płycie muzyk przekonująco połączył lokalne dziedzictwo muzyczne ze współczesną technologią oraz inspiracjami muzyką elektroakustyczną, ambientem czy estetyką drone. Kontynuował tę syntezę na swoich kolejnych wydawnictwach: "I May Never See You Again" (2021) oraz zeszłorocznym "Temple of Hope". Na tym ostatnim Alizadeh porzucił dotychczasową neutralność, wprost odnosząc się do sytuacji po śmierci Mahsy Amini w wyniku pobicia przez policję obyczajową - do ogromnych protestów krwawo tłumionych przez irański reżim, ale dając pewną, choć złudną nadzieję. Artysta mógł już bezpiecznie informować o opresyjności i bezwzględności systemu w kraju, z którego pochodzi, bo sam jakiś czas wcześniej uciekł przed nim do Europy. Materiał na najnowszy, czwarty album Saby Ali...

[Recenzja] Björk - "Vulnicura" (2015)

Obraz
Po gargantuicznym przedsięwzięciu, jakim był multimedialny projekt "Biophilia", kolejne wydawnictwo Björk to po prostu standardowy album. Bez żadnych towarzyszących mu aplikacji, nawet bez poprzedzających singli. Jedynym dodatkowym elementem była nowojorska wystawa poświęcona twórczości artystki. Jej otwarcie zaplanowano na marzec 2015 roku, równolegle z premierą płyty. Ostatecznie jednak "Vulnicura" już dwa miesiące wcześniej - bez żadnych zapowiedzi i promocji - trafiła do sprzedaży cyfrowej, w reakcji na nielegalny wyciek materiału. Pozornie to kolejna, po średnio udanej płycie "Volta", próba powrotu do mainstreamu, zamiast kolejnych artystycznych eksperymentów, jak "Medulla" czy wspomniana "Biophilia". W pewnym sensie Bjork faktycznie wraca do swoich wcześniejszych dokonań. Aranżacje, opierające się na zestawieniu smyczków z nowoczesną elektroniką, to odświeżona wersja stylu z "Homogenic", zastępująca jego bombastyczność i...

[Recenzja] Kim Gordon - "Play Me" (2026)

Obraz
Niemal dokładnie dwa lata temu Kim Gordon wydała zaskakujący album "The Collective". Była wspóliderka Sonic Youth pokazała się na nim jako wciąż poszukująca artystka - odważnie i ryzykownie zmieniając stylistykę na hip-hop industrialny. Sama estetyka niewiele się jednak zmieniła: to wciąż bezkompromisowe, pełne zgiełku granie. Właśnie wydany następca tamtej płyty, "Play Me", jest równie radykalny. W warstwie lirycznej, jak podają materiały prasowe, opisuje uboczne skutki dominacji klasy miliarderów: demontaż demokracji, technokratyczny faszyzm oraz napędzane przez sztuczną inteligencję spłaszczanie kultury . Muzycznie stanowi natomiast bezpośrednie rozwinięcie poprzedniego albumu. Jest tu nawet klamra w postaci finałowego "BYEBYE25!", czyli nowej wersji otwieracza z "The Collective" - tym razem z tekstem złożonym wyłącznie ze słów, których boi się pomarańczowy degenerat. W przeciwieństwie do dość jednostajnego materiału z poprzednika, "Play ...

[Recenzja] John Abercrombie / Ralph Towner - "Sargasso Sea" (1976)

Obraz
"Sargasso Sea" to album dość nietypowy w katalogu ECM, bo będący duetem muzyków grających na tym samym instrumencie. Jest nim w dodatku pojawiająca się na płytach z tej wytwórni stosunkowo rzadko gitara. Jeśli już, to prawie zawsze za jej partie odpowiada jeden z czterech gitarzystów: Terje Rypdal, John Abercrombie, Ralph Towner lub Pat Metheny. I to właśnie dwaj środkowi nawiązali ze sobą współpracę, zresztą poprzedzoną całkiem bliską znajomością. O ich zażyłości świadczyć może choćby tytuł jednej z kompozycji Abercrombiego, "Ralph's Piano Waltz" z albumu "Timeless" - artysta skomponował go ponoć podczas odwiedzin w apartamencie Townera. Kiedy w maju 1976 roku w norweskim studiu Talent gitarzyści nagrywali swój pierwszy wspólny materiał, obaj mieli już na koncie uznane wydawnictwa dla oficyny Manfreda Eichera. Abercrombie wydał wcześniej swój debiut w roli lidera - wspomniany "Timeless", z faktycznie ponadczasowym, niezapomnianym utworem tyt...

[Recenzja] Jesu - "Jesu" (2004)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E03 Wszechstronność Justina Broadricka robi wrażenie. Zaczynał od grania w amatorskich kapelach punkowych. Rozpoznawalność zyskiwał w grindcore'owym Napalm Death oraz noise'owym Head of David. Ale wśród późniejszych projektów artysty znalazły się też choćby illbientowy duet Techno Animal czy łączący metal z jazzem free God - ten ostatni zresztą zaprowadził go prosto do współpracy z Painkiller Johna Zorna. Największe uznanie przyniosło mu jednak dowodzenie zespołem Godflesh, z którym kładł fundamenty tzw. metalu industrialnego. Po jego rozwiązaniu założył natomiast nie mniej ciekawą grupę Jesu - jedną z pierwszych, które dostrzegły możliwości syntezy metalu z shoegaze'em. Pierwszą EP-kę, "Heart Ache", Broadrick nagrał zupełnie samodzielnie. Jednak już na pełnowymiarowym debiucie, o tytule tożsamym z nazwą grupy, Jesu przeistoczył się w prawdziwy zespół, z perkusistą Tedem Parsonsem i basistą Diarmuidem Daltonem - obaj byli w...

[Recenzja] Swans - "The Glowing Man" (2016)

Obraz
"The Glowing Man" od początku był pomyślany jako zwieńczenie trylogii, na którą składa się wraz z "The Seer" i "To Be Kind". Wczesne zapowiedzi mówiły wręcz, że będzie to ostatni w ogóle album Swans. Potem jednak złagodzono ten komunikat: może i zespół coś jeszcze nagra, ale nie w tym składzie i nie w takiej formie. Dziś - dziesięć lat oraz trzy albumy później - wiadomo, że przynajmniej do pewnego stopnia udało się te obietnice spełnić. Trudno zresztą wyobrazić sobie inny rozwój wydarzeń, niż zmiany. Ryzykownym posunięciem było już nawet wydanie "The Glowing Man" - trzeciego z rzędu tak monumentalnego dzieła, bez nowych muzyków, którzy mogliby wnieść świeże podejście. Opinie na temat poprzednich wydawnictw były na ogół entuzjastyczne, ale tym razem wystarczyłoby niewielkie potknięcie, by bańka pękła. A jednak, pomimo personalnej stabilizacji oraz upartego trzymania się tej samej formy, jest to album o swoim własnym charakterze. Podobnie jak groov...

[Recenzja] John Zorn - "Bar Kokhba" (1996)

Obraz
Na potrzeby kwartetu Masada John Zorn napisał w sumie dwieście pięć utworów inspirowanych żydowską tradycją muzyczną. Mniej więcej połowa z nich znalazła się na dziesięciu studyjnych wydawnictwach zespołu - dziewięciu albumach oraz EP-ce - opublikowanych pomiędzy 1994 a 1998 rokiem. Dostęp do tych płyt nie był jednak łatwy, bo ukazywały się jedynie w Japonii, nakładem lokalnej wytwórni DIW. Sytuacja nieznacznie poprawiła się w 2023 roku. Wprawdzie cała dyskografia zespołu doczekała się wówczas wznowienia we własnej wytwórni Zorna Tzadik, lecz wyłącznie w formie limitowanego do tysiąca egzemplarzy boksu - bez indywidualnych wydań. Dla wielu słuchaczy pierwszym kontaktem z utworami z tzw. Masada Songbook był album "Bar Kokhba". Zbiera on na dwóch płytach dwadzieścia dwie kompozycje z tego projektu, z których trzy - "Mahshav", "Abidan" oraz "Sheloshim" - są zdublowane i pojawiają się na obu dyskach. Co jednak istotne, aż dziesięć z tych utworów nie ...

[Recenzja] Shane Parish - "Autechre Guitar" (2026)

Obraz
Twórczością Shane'a Parisha zainteresowałem się za sprawą wydanego niespełna dwa lata temu albumu "Repertoire". Interpretacje cudzych kompozycji - głównie jazzmanów, jak Ornette Coleman, Alice Coltrane, Eric Dolphy, Charles Mingus i Sun Ra, ale też utworów Captaina Beefhearta, Kraftwerk czy Aphex Twina - na gitarę akustyczną, w stylu bliskim amerykańskiego prymitywizmowi, to odważne, a zarazem wymagające przedsięwzięcie. Efekt dorównał jednak ambicjom - mimo ograniczonych środków wyrazu, udało się zachować esencję oryginałów, jednocześnie całkiem zmieniając ich kontekst. Najnowsze wydawnictwo gitarzysty o wszystko mówiącym tytule "Autechre Guitar" to projekt jeszcze bardziej ryzykowny. Nie chodzi nawet o stylistyczną przepaść między akustycznym graniem odwołującym się do dość już wiekowej tradycji amerykańskiego prymitywizmu, a wciąż nowoczesnym, elektronicznym stylem IDM duetu Seana Bootha i Roba Browna. Tak po prawdzie to trudno wskazać jakiekolwiek punkty wsp...

[Zapowiedź] Premiery płytowe marca 2026

Obraz
Z miesiąca na miesiąc robi się ten rok ciekawszy. Dälek, Irreversible Entanglements, Kali Malone, Kim Gordon czy The Notwist to tylko niektórzy z artystów, którzy na marzec zapowiedzieli nowe albumy. Teoretycznie powinienem był tez wspomnieć o Soft Machine i Gong - to w końcu czołowi reprezentanci jednego z najwspanialszych (w znacznym stopniu właśnie dzięki nim) rockowych nurtów, sceny Canterbury. W praktyce jednak to dziś całkiem inne zespoły, w których nie masz już nikogo z oryginalnego czy klasycznego składu, ani w ogólnie nikogo, kto grał na którymś z tych wartych uwagi albumów. Zmiana nazw byłaby zdecydowanie uczciwszym rozwiązaniem, niż podpieranie się cudzym dziedzictwiem dla pewnie nieznacznie lepszej sprzedaży. Muzyczne nowości marca 2026: 6 marca: Bill Laswell + P.St - Mount Analogue Black Flower - Motions  EP Flying Lotus - Big Mama EP Głód - Trzecie Słońca Joanna Duda - Regina Silva John Taylor - Quintessence [archiwalia] Riot Ensemble - Gates Shabaka -  Of the Ea...

[Artykuł] 25 lat XXI wieku: 100 najlepszych płyt ćwierćwiecza

Obraz
Ostatnie 25 lat było bardzo dobrym okresem w muzyce. Trzeba tylko umieć znaleźć te faktycznie wartościowe płyty. Najlepiej szukać ich z dala od mainstreamu i niekoniecznie w tych stylach, które w poprzednim stuleciu dostarczały najwięcej wybitnych dzieł. XXI wiek w muzyce to przede wszystkim dominacja hip-hopu oraz elektroniki, ale od czasu do czasu pojawia się też coś interesującego w jazzie, a i rock ma się całkiem nieźle - przynajmniej różne alternatywne nurty, wywodzące się z nowej fali czy avant-proga, bo ten klasyczny jest w zasadzie martwy. Poniżej mój subiektywny wybór najlepszych płyt ostatniego ćwierćwiecza. Pod uwagę brałem wydane w XXI wieku albumy studyjne, koncertowe i EPki, z wyjątkiem archiwaliów oraz muzyki poważnej. Przyjąłem też ograniczenie do maksymalnie dwóch wydawnictw danego wykonawcy. Nie zależało mi natomiast na tym, by każdy rok był reprezentowany taką samą liczbą tytułów, bo odbiłoby się to na jakości tej listy. Czasami wybór nieznacznie rozmija się z kolejn...