[Recenzja] Sparks - "Indiscreet" (1975)
Po wydaniu dwóch znakomitych, ale bardzo do siebie podobnych albumów, "Kimono My House" i "Propaganda", zarządzający grupą Sparks bracia Mael postanowili zrobić coś nieco innego. W składzie uboższym o jednego z gitarzystów, ale za to z nowym, doświadczonym producentem Tonym Viscontim - mającym już za sobą współpracę z Davidem Bowie, T.Rex, a nawet Gentle Giant - nagrali bardziej eklektyczny album. "Indiscreet" zdradza przede wszystkim inspiracje staromodnymi stylami, jak swing, jazz bigbandowy, wodewil czy kabaret, ale pewną rolę odgrywają też wpływy muzyki klasycznej. Nie trudno uniknąć skojarzeń z wydanym zaledwie miesiąc później "A Night at the Opera" Queen. Sparks jest jednak w swoim eklektyzmie bardziej konsekwentny i spójny, gdyż poszczególne utwory bez wyjątku łączy ta charakterystyczna dla grupy dziwność oraz permanentny brak powagi. Na "Indiscreet" zachowane zostały te najbardziej idiomatyczne cechy stylu Sparks: świadome balan...