[Recenzja] Cream - "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" (2026)

Pozostając jeszcze na chwilę w temacie tegorocznego Record Store Day, warto przyjrzeć się także temu trzypłytowemu wydawnictwu grupy Cream. "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" to właściwie dość leniwie skompilowany zbiór, łączący trzy różne albumy w jeden, z niewielką korektą tracklisty. Jednocześnie jest to jednak album, który może nie tyle wypełnia pewną istotną lukę fonograficzną, co przenosi na dwie godziny do alternatywnej rzeczywistości, w której tej luki nie ma. Tak właśnie mogłaby się prezentować jedna z najlepszych i najważniejszych koncertówek w historii muzyki rockowej.
Niemal dokładnie sześć dekad temu zafascynowany bluesem gitarzysta Eric Clapton oraz skłaniający się ku jazzowi basista Jack Bruce i perkusista Ginger Baker stworzyli pierwsze, archetypowe rockowe supertrio. W studiu ambicje muzyków były mocno hamowane przez przedstawicieli wytwrni, ale na żywo mogli już grać bez skrępowania, pokazując improwizacyjną swobodę i zespołową interakcję, jakich wcześniej w rocku nie było. Nikt jednak nie wpadł na pomysł, by utrwalić to na porządnym, dwu- lub nawet trzypłytowym albumie koncertowym. Zamiast tego nagrania z występów rozproszono na kilku wydawnictwach: część wymieszano ze studyjnym materiałem na "Wheels of Fire" i "Goodbye", inne wydano już po rozpadzie grupy jako "Live Cream" i "Live Cream Volume 2". Problem w tym, że każde z nich pokazuje tylko jeden wybrany aspekt koncertowego oblicza zespołu.
Czytaj też: [Recenzja] Cream - "Wheels of Fire" (1968)
Zarejestrowana na żywo część albumu "Wheels of Fire" skupia się przede wszystkim na zaprezentowaniu możliwości każdego muzyka z osobna, na "Live Cream" składają się głównie bardziej rozimprowizowane wykonania, a "Volume 2" to przeboje w nieco tylko swobodniejszych wersjach. W przeciwieństwie do nich "Goodbye" żadnego oblicza grupy nie pokazuje w wystarczający sposób. Nagrania z tego ostatniego oraz z pierwszej strony "Volume 2" nie zostały powtórzone na recenzowanym składaku. Ma to sens, bo pochodzą z późniejszej trasy, z października 1968 roku. W dodatku parę lat temu znalazły się już w boksie "Goodbye Tour: Live 1968". Tymczasem "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" zbiera starszy materiał, z marca tego samego roku, podczas kilku występów w dwóch salach koncertowych w San Francisco. Oznacza to, że nie ma tu wykonań kompozycji ze studyjnej części "Wheels of Fire" - do koncertowego repertuaru weszły na następnej trasie. Na początku roku zespół grał tylko materiał z "Fresh Cream" i "Disraeli Gears" oraz przeróbki bluesowych standardów.
Pierwsza płyta tego zestawu to po prostu koncertowy dysk dwupłytowego albumu "Wheels of Fire". Druga dubluje materiał z "Live Cream", ale delikatnie zmieniono kolejność utworów i pominięto studyjne nagranie "Lawdy Mama". Na trzecią płytę trafiły nagrania z drugiej strony "Volume 2", uzupełnione niepublikowanym wcześniej oficjalnie, choć od lat dostępnym na bootlegach i w internecie, wykonaniem "We're Going Wrong". Tak niewiele wystarczyło, by stworzyć aktualnie najlepsze koncertowe wydawnictwo Cream - w końcu w pełni oddające sprawiedliwość występom grupy, a zarazem niezawierające tylu repertuarowych powtórek, co "Goodbye Tour: Live 1968". Największą wadą tej kompilacji jest leniwie ułożona tracklista, bez zachowania odpowiedniej dramaturgii. Inne problemy to ograniczona dystrybucja i prawie sześćdziesiąt lat opóźnienia.
"Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" świetnie pokazuje indywidualne możliwości poszczególnych muzyków. Clapton całkowicie rządzi w "Crossroads" i "Steppin' Out", gdzie zagrał swoje życiowe solówki. "Traintime" oraz "Rollin' and Tumblin'" to popis Bruce'a, który śpiewa jednocześnie akompaniując sobie na harmonijce. Zaś "Toad" to przede wszystkim długie solo Bakera, którego do tej pory nie przebił żaden z blues- i hardrockowych bębniarzy. Jednak siłą zespołu były przede wszystkim wspólne improwizacje z doskonałą współpracą całego składu, podczas których żaden instrument nie dominował nad pozostałymi. Kilkunastominutowe wykonania "Spoonful", "N.S.U." oraz "Sweet Wine" w pełni pokazują ten fenomen. Są jeszcze piosenki, jak "Sleepy Time Time", "Tales of Brave Ulysses" czy "Sunshine of Your Love", gdzie zespół nie wdaje się w aż tak długie popisy, ale i tak dodaje trochę jamowego luzu oraz energii, nadając im życia; szkoda tylko, że na żywo Bruce jeszcze bardziej fałszował. Do tej ostatniej kategorii zalicza się też premierowy "We're Going Wrong". Dobrze usłyszeć tę kompozycję w wykonaniu wykorzystującym jej potencjał. W końcu daje się odczuć napięcie między partiami instrumentalistów, dodające utworowi adekwatnej dramaturgii.
Gdyby taki trzypłytowy album ukazał się, powiedzmy, w 1969 roku, natychmiast stałby się klasykiem, do dziś wymienianym w jednym szeregu z "At Fillmore East" Allmanów czy "Live at Leeds" The Who. Nie wahałbym się wystawić mu nawet maksymalnej oceny. Natomiast jako kompilacja - a tym w rzeczywistości jest to wydawnictwo - sprawdza się kiepsko, bo to po prostu zrobiona nieco na odwal sklejka z trzech albumów i jeden bonus. Dla tych siedmiu minut - fakt, że świetnych - nie warto po raz kolejny płacić za resztę materiału, tym razem po zawyżonej cenie ze względu na limitowany nakład. No chyba, że jako zamiennik "Live Cream" i "Live Cream Volume 2", bo wówczas to dość sensowne rozwiązanie. Nawet pomimo zdublowanej połowy "Wheels of Fire", który warto zatrzymać dla studyjnych nagrań.
Ocena: 7/10
Cream - "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" (2026)
LP1: 1. Crossroads; 2. Spoonful; 3. Traintime; 4. Toad
LP2: 1. N.S.U.; 2. Sleepy Time Time; 3. Rollin' and Tumblin'; 4. Sweet Wine
LP3: 1. Tales of Brave Ulysses; 2. We're Going Wrong; 3. Sunshine of Your Love; 4. Steppin' Out
LP2: 1. N.S.U.; 2. Sleepy Time Time; 3. Rollin' and Tumblin'; 4. Sweet Wine
LP3: 1. Tales of Brave Ulysses; 2. We're Going Wrong; 3. Sunshine of Your Love; 4. Steppin' Out
Skład: Eric Clapton - gitara, wokal; Jack Bruce - gitara basowa, harmonijka, wokal; Ginger Baker - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Felix Pappalardi
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.