[Recenzja] Naked City - "Grand Guignol" (1992)
Grand Guignol był osławionym paryskim teatrem, który od końca XIX wieku aż do lat 60. wystawiał wyłącznie naturalistyczną przemoc, grozę i horror. Jakże idealny tytuł dla albumu Naked City, której muzyka nierzadko brzmi jak muzyczna tortura. Sadystyczne zapędy muzyków zdradzały już fragmenty debiutanckiego "Naked City", wydanego jeszcze pod nazwiskiem Johna Zorna. Potwierdziło je natomiast kolejne wydawnictwo w tym składzie - pierwsze pod grupowym szyldem - czyli "Torture Garden", wypełnione czterdziestoma dwoma miniaturami na pograniczu grindcore'u i free jazzu, czasem z dodatkiem innych wpływów oraz sporą dawką humoru. Dziewięć kawałków z "Torture Garden" to powtórki z debiutu, a wszystkie pozostałe powtórzono z kolei na "Grand Guignol". Dość ciekawa jest historia powstania tamtego wydawnictwa. Podczas prac nad "Naked City" Zorna zafascynowała maksymalna kompresja muzyki - podpatrzone u kapel grindcore'owych kawałki trwające n...