Posty

Wyświetlam posty z etykietą muzyka współczesna

[Recenzja] Naked City - "Grand Guignol" (1992)

Obraz
Grand Guignol był osławionym paryskim teatrem, który od końca XIX wieku aż do lat 60. wystawiał wyłącznie naturalistyczną przemoc, grozę i horror. Jakże idealny tytuł dla albumu Naked City, której muzyka nierzadko brzmi jak muzyczna tortura. Sadystyczne zapędy muzyków zdradzały już fragmenty debiutanckiego "Naked City", wydanego jeszcze pod nazwiskiem Johna Zorna. Potwierdziło je natomiast kolejne wydawnictwo w tym składzie - pierwsze pod grupowym szyldem - czyli "Torture Garden", wypełnione czterdziestoma dwoma miniaturami na pograniczu grindcore'u i free jazzu, czasem z dodatkiem innych wpływów oraz sporą dawką humoru. Dziewięć kawałków z "Torture Garden" to powtórki z debiutu, a wszystkie pozostałe powtórzono z kolei na "Grand Guignol". Dość ciekawa jest historia powstania tamtego wydawnictwa. Podczas prac nad "Naked City" Zorna zafascynowała maksymalna kompresja muzyki - podpatrzone u kapel grindcore'owych kawałki trwające n...

[Recenzja] Harry Partch - "The World of Harry Partch" (1969)

Obraz
Album "The World of Harry Partch" jest jednym z najciekawszych, ale też najbardziej osobliwych dokumentów amerykańskiej muzyki XX wieku. Wydany przez dużą wytwórnię, Columbia Records, i szeroko reklamowany w prasie muzycznej, miał szansę stać się przełomem dla kompozytora, który przez dekady funkcjonował na artystycznym i społecznym marginesie. Chociaż ówczesna publiczność była bardziej otwarta na eksperymenty, płyta ostatecznie spotkała się z niewielkim zainteresowaniem. Partch zmarł pięć lat później jako właściwie nieznany twórca. Dopiero w kolejnych dekadach zyskał należne, choć wciąż niedoszacowane, uznanie. W końcu doceniono jego wizjonerstwo, polegające na konstrukcji własnych instrumentów oraz poszukiwaniach alternatywy dla systemu równomiernie temperowanego, które uczyniły go jednym z prekursorów nowoczesnej muzyki mikrotonowej. O tym, że jego twórczość wciąż inspiruje, świadczyć może chociażby grupa Spiral Garden i jej tegoroczny eponimiczny debiut. Innowacyjne podej...

[Recenzja] Krzysztof Penderecki - "Threnody to the Victims of Hiroshima / Canticum canticorum Salomonis / De natura sonoris Nos. 1 & 2" (1994)

Obraz
Przypadająca niedawno 80. rocznica ataku atomowego na Hiroszimę i Nagasaki to okazja do różnych rozważań. Także muzycznych. Ofiarom zbombardowania pierwszego z tych miast dedykowany jest jeden z najważniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych utworów XX wieku. Tworzony na przestrzeni lat 1959-61 "Tren - Ofiarom Hiroszimy" Krzysztofa Pendereckiego to sztandarowe dzieło sonoryzmu, rozwijające - zgodnie z deklarowanym zamysłem kompozytora - nowy język muzyczny. Pierwotnie była to czysta abstrakcja, jak zresztą wskazuje oryginalny tytuł "8’ 37”'', odnoszący się po prostu do sugerowanego czasu trwania, a najpewniej zainspirowany "4’ 33”" Johna Cage'a. Kiedy jednak Penderecki po raz pierwszy usłyszał rzeczywiste wykonanie orkiestry, został wstrząśnięty jego emocjonalnym ładunkiem i szukając odpowiednich skojarzeń, zadedykował go ofiarom amerykańskiego nalotu na Hiroszimę. Choć sam "Tren - Ofiarom Hiroszimy" zasługiwałby na osobny wpis, p...

[Recenzja] Krzysztof Penderecki - "Dies irae (Oratorium oświęcimskie)" (1967)

Obraz
Kwestionowanie Holokaustu dla zbijania politycznego kapitału - czy z jakiegokolwiek innego powodu - to jedna z najbardziej ohydnych, głupich i szkodliwych narracji, jakie ostatnio zaczęły zyskiwać na popularności. Odcinają się od tego nawet pozostałe środowiska polityczne z prawej strony, choć same robią rzeczy wcale nie mniej obrzydliwe i niebezpieczne, cynicznie podsycając ksenofobiczne, rasistowskie oraz przemocowe nastroje w społeczeństwie. Nastroje owe zaczynają przypominać te sprzed stu lat w sąsiednim kraju, które ostatecznie doprowadziły do powstania obozów zagłady. Pamięci ponad miliona ofiar eksterminowanych w samym tylko obozie Auschwitz-Birkenau, poświęcony jest utwór Krzysztofa Pendereckiego "Dies i rae - oratorium ob memoriam in pereniciei castris in Oświęcim necatorum inextinguibilem reddendam", czyli "Dzień gniewu - oratorium dla utrwalenia na zawsze pamięci ofiar obozu zagłady", skrótowo nazywany "Oratorium oświęcimskim". Dzieło powstało n...

[Recenzja] Krzysztof Penderecki - "Kosmogonia" (1974)

Obraz
Zamiast opisywania konkretnego dzieła muzyki poważnej, tym razem zdecydowałem się na omówienie całego albumu, zbierającego cztery niepowiązane ze sobą utwory. "Kosmogonia" Krzysztofa Pendereckiego - czasem funkcjonująca pod dłuższym tytułem, wymieniającym wszystkie zawarte tu nagrania - jest bowiem bardzo intrygującym wydawnictwem. Stanowi wprowadzenie do teoretycznie najbardziej hermetycznego, nieprzystępnego okresu w twórczości polskiego kompozytora, jednak wybór utworów może zaciekawić także słuchaczy niektórych odmian rocka lub jazzu. Do tej pory opisałem dwa dzieła Pendereckiego: "Actions for Free Jazz Orchestra", będący jednorazowym skokiem w bok z jazzmanami, a także "Jutrznię", uważaną przez część słuchaczy i krytyków za sprzeniewierzenie się awangardowym ideałom. Z płytą "Kosmogonia" sprawa wygląda zgoła inaczej, bo to właśnie ten najbardziej bezkompromisowy, eksperymentujący z sonorystyką Penderecki. Recenzowany album został opublikowan...

[Recenzja] Daniel O'Sullivan - "Eros" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 19.05-25.05 Daniel O'Sullivan to brytyjski muzyk znany z wielu projektów. Współtworzył Ulver, wspomagał Sun O))), prowadził progowy Miasma and the Carousel of Headless Horses i jest połową neo-psychodelicznego duetu Grumbling Fur. Działa też jako solista, nagrywając płyty z art popem, ambientem lub bardziej eksperymentalną muzyką. Na wydanym dwa lata temu "Rosarium" otarł się nawet o klasyczną kameralistykę. I w podobnym stylu utrzymany jest także najnowszy "Eros". Album powstał na zamówienie monachijskiej biblioteki muzyki stockowej Sonoton i był nagrywany od połowy 2023 roku do wczesnych miesięcy 2024, w różnych europejskich miastach. Bynajmniej nie zaszkodziło to spójności tego materiału. Muzyka z "Eros" przypomina mi nieco twórczość tych postępowych kapel z lat 70., które sięgały po inspirację współczesną poważką. O ile jednak tam polegało to na graniu Strawińskiego czy Bartóka przy pomocy rockowych środków wyrazu, zwłaszcza w zakres...

[Recenzja] Krzysztof Penderecki - "Jutrznia" (1970/71)

Obraz
W jednym z komentarzy pod recenzją "Święta wiosny" Igora Strawińskiego pojawiło się poważne pytanie, czy można na poważnie pisać o muzyce poważnej, jeśli nie ma się muzycznego wykształcenia. Wiedza z zakresu np. kompozycji jest z pewnością niezbędna przy tworzeniu pogłębionych analiz dzieła, rozbierających je na czynniki pierwsze. W przypadku zwyczajnych recenzji byłaby przydatna, ale nie jest konieczna, zwłaszcza gdy grupą docelową są osoby zainteresowane raczej historią muzyki niż jej teorią, albo po prostu chcące poszerzać swoje horyzonty. Bazując na źródłach opisujących okoliczności powstania czy wykonania utworu, a także jego znaczenie dla muzyki - i uzupełniając to własnymi odczuciami - można wciąż stworzyć merytorycznie wartościowy tekst. Taki też cel będzie przyświecał cyklowi recenzji muzyki poważnej - na razie tylko współczesnej. I tym razem wybór dzieła jest ściśle powiązany z kalendarzem. O ile "Święto wiosny" nawiązuje do pogańskich rytuałów związanych ...

[Recenzja] Igor Strawiński - "Święto wiosny" (1913)

Obraz
Kpina z publiczności czy jedno z najwybitniejszych dzieł muzyki poważnej? Igor Strawiński wprowadził w "Świecie wiosny" tak wiele elementów stojących wówczas w opozycji do zachodniej tradycji, że premiera utworu wywołała prawdziwy skandal. Z dzisiejszej perspektywy te wszystkie kontrowersyjne innowacje nie budzą już jednak oburzenia ani zdziwienia - a to dlatego, że zaproponowane przez kompozytora rozwiązania z czasem stały się powszechne, przenikając także do muzyki popularnej. Na początku XX wieku, tuż przed wybuchem I wojny światowej, nowatorstwo "Święta wiosny" było wszakże tak wielkie, że utwór - tworzony jako balet, ale często wykonywany też jako koncert orkiestrowy bez tancerzy - powszechnie uważany jest za początek muzyki współczesnej. Ognisty ptak - Strawiński przed "Świętem wiosny" Igor Strawiński urodził się w 1882 roku w Łomonosowie pod Petersburgiem. Z muzyką miał do czynienia od najmłodszych lat. Jego ojciec Fiodor (potomek Stanisława Strawiń...

[Recenzja] Wojciech Rusin - "Honey for the Ants" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 27.01-2.02 "Honey for the Ants", album zamykający się w bardzo przystępnej długości 36 minut, bynajmniej nie jest dziełem łatwym w odbiorze, bo niepodobnym do niczego innego. Wojciech Rusin - pochodzący z Polski, ale mieszkający i tworzący w Wielkiej Brytanii artysta multimedialny - proponuje tu swoją własną wizję muzyki, tak samo zakorzenioną w epokach dawnych, co czerpiącą z nowoczesnych technologii. Rusin trafił zresztą do świata muzyki właśnie przez zainteresowanie technologią. Swoją karierę wiązał raczej ze sztukami wizualnymi oraz grafiką - jest zresztą autorem okładek swoich płyt - choć studiował też sztuki dźwiękowe. Zdobytą wiedzę na temat rejestracji i obróbki dźwięku postanowił wykorzystać do zaprezentowania nowoczesnej, alternatywnej wizji muzyki średniowiecza oraz renesansu. Czy też, jak sam to określa, spekulatywnej muzyki dawnej. "Honey for the Ants" to zwieńczenie tzw. trylogii alchemicznej, jaką album tworzy razem z dwoma poprzednimi ...