Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2025

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Iconoclasts" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 27.10-2.11 To była najdłuższa przerwa fonograficzna w karierze Anny von Hausswolff. "Iconoclasts" ukazuje się po pięciu latach od premiery "All Through Fly". Jeśli zaś liczyć od ostatniej płyty ze śpiewem i instrumentarium wykraczającym poza organy piszczałkowe - czyli od "Dead Magic" - to trzeba doliczyć kolejne dwa lata. W międzyczasie o Annie zrobiło się dość głośno, gdy w grudniu 2021 odwołano dwa francuskie koncerty po protestach katolickich fundamentalistów i obawach o bezpieczeństwo uczestników. Wszystko dlatego, że występy miały się odbyć w kościołach - jedynych obiektach dysponujących organami, instrumentem kompletnie nienadającym się do transportu - a von Hausswolff zdarzyło się kiedyś śpiewać o uprawianiu miłości z diabłem ; to autentyczny, ale wyrwany z kontekstu cytat z opowiadającej o uzależnieniu piosenki "Pills". Sytuacja tym bardziej kuriozalna, że podczas występów miał być prezentowany wyłącznie instrumentalny rep...

[Zapowiedź] Premiery płytowe listopada 2025

Obraz
Jedni narobili wielomiliardowych strat, choćby wyprzedając za bezcen działki o strategicznym znaczeniu, a drudzy już się szykują do rządzenia, na razie ćwicząc kradzieże w sklepie meblowym. I tak się żyje w tym kraju. A tymczasem można sprawdzić listę muzycznych premier listopada, czyli zapewne ostatniego w tym roku miesiąca z tak bogatą ofertą. Wszystkich, a przynajmniej większości z nich będzie można posłuchać - także przez słuchawki, byle nie podczas kasowania zakupów - na Bandcampie lub na platformach streamingowych. I to zupełnie legalnie, za darmo lub w ramach abonamentu - nie trzeba nawet niczego skanować. Muzyczne nowości listopada 2025: 1 listopada: Diamanda Galás - De-formation: Second Piano Variations EP 7 listopada: Armand Hammer & The Alchemist -  Mercy Clark -  Steep Stims Danny Brown - Stardust Dead Neanderthals - Incantations Sara Serpa & Matt Mitchell - End of Something Steve Gunn - Daylight Daylight White Lies - Night Light 9 listopada...

[Recenzja] Evan Ziporyn & ContaQt - "Art Decade" (2025)

Obraz
Muzycznie był to dość nietypowy tydzień. Z jednej strony przyniósł całkiem sporo wyczekiwanych przeze mnie premier. Z drugiej jednak wszystkie te albumy okazały się dla mnie raczej rozczarowaniem. "Touch" Tortoise i "Perseverance Flow" Natural Information Society wypadły dużo poniżej oczekiwań - które przynajmniej w tym pierwszym przypadku i tak nie były wygórowane - a zeszłoroczna Saagara poprawiona przez Shackletona okazała się mniej ciekawa od oryginału. Inne przesłuchane tytuły też niespecjalnie ze mną rezonowały. Wracam więc do poprzedniego tygodnia i płyty, której wydanie właściwie nie zostało nigdzie odnotowane. I to pomimo tego, że wypełniają ją kompozycje tak wielbionych powszechnie twórców, jak David Bowie, Brian Eno, Robert Fripp czy Harold Budd. "Art Decade" to projekt Evana Ziporyna, formalnie wykształconego muzyka, wykładowcy akademickiego i multiinstrumentalisty - głównie klarnecisty - znanego z muzycznego kolektywu Bang on a Can, z którym ...

[Recenzja] Ochłapy - "Strzępy" (2025)

Obraz
"Strzępy" Ochłapów, czyli pełnowymiarowy debiut poznańskiej kapeli specjalizującej się w męczeniu słuchaczy długimi utworami. Tak w każdym razie sami muzycy się przedstawiają. Z humorem, a niekoniecznie zgodnie ze stanem faktycznym. Muzycznie jest natomiast całkiem na serio, w pełni profesjonalnie. Choć razem grają dopiero od 2022 roku - poza perkusistą Tomaszem Sękowskim, który dołączył na początku 2024 - już wcześniej zdobywali doświadczenie w przeróżnych projektach, od grup post-punkowych, przez granie improwizowane, po muzykę współczesną. Inicjatorami powstania Ochłapów byli gitarzyści Michał Pasternacki i Kacper Sikora, do których wkrótce dołączyli basista Artur Iwiński oraz grająca na wiolonczeli i syntezatorze Wiktoria Różycka, dzięki której nie jest to typowo rockowy skład. Ale też grana przez kwintet muzyka nie jest konwencjonalnym rockiem. Materiał na "Strzępy" Ochłapy zarejestrowały już w listopadzie zeszłego roku, gdy zespół zdążył się już dobrze zgrać i...

[Recenzja] Swans - "The Great Annihilator" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E09 Chronologiczne słuchanie dyskografii jest zwykle sensownym pomysłem. Można w ten sposób prześledzić stopniową ewolucję wykonawcy. W przypadku Swans ten progres od pewnego momentu przebiegał jednak kompletnie chaotycznie. Przejście od brudnego, agresywnego "Filth" do zawierającego bardziej klimatyczne i melodyjne momenty "Children of God" było w miarę płynne, z zachowaniem pewnych rozpoznawalnych cech. Potem był jednak całkowity zwrot stylistyczny na "The Burning World", by dopiero na kolejnych "White Light From the Mouth of Infinity" i "Love of Life" spróbować zagrać coś pomiędzy.  "The Great Annihilator" to kolejny album przejściowy - pom iędzy stylem z "Children of God" a "The Burning World" - tyle że tym razem bliższy tego poprzedniego. Inaczej mówiąc, rozwój Swans wydawałaby się bardziej sensowny, gdyby płyty z okresu 1987-95 ukazały się w następującej kolejn...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Dead Magic" (2018)

Obraz
Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że "Ceremony" i "The Miraculous" były jedynie przymiarką przed tym, co Anna von Hausswolff zaproponowała na "Dead Magic". To przełomowy w jej dorobku album - nie tyle pod względem stylistycznym, co jakościowym. Na wcześniejszych wydawnictwach artystka sprawdzała rożne pomysły, były te płyty swego rodzaju poligonem doświadczalnym. Tu poszukiwania zastąpiła świadomość tego, co najlepiej się dotąd sprawdzało i co warto kontynuować, a co wychodziło słabiej i lepiej sobie odpuścić. W skrócie wygląda to tak, że Szwedka skupia się na bardziej rozbudowanych formach, a rezygnuje z piosenek. Stąd też trwający trzy kwadranse album zawiera jedynie pięć kompozycji. Najkrótszy w zestawie "The Marble Eye" przekracza pięć minut i stanowi całkowite przeciwieństwo piosenki. To utrzymany w podniosłym, nieco kosmicznym , a trochę funeralnym nastroju instrumental, zagrany wyłącznie na organach piszczałkowych. Tym razem Anna...

[Recenzja] Tortoise - "TNT" (1998)

Obraz
"TNT", trzeci album Tortoise, kontynuuje stylistyczne wątki z poprzednich płyt, nacisk kładąc jednak na te mniej dotąd eksponowane, a nawet w ogóle nieobecne. Nowością są tu chociażby wpływy jazzowe. Pojawiły się wraz z rozszerzeniem składu o Jeffa Parkera, gitarzystę udzielającego się dotąd właśnie w jazzowych składach. Do Tortoise trafił bezpośrednio z pobocznego projektu Johna Herndona i Dana Bitneya, Isotope 217°. Zresztą dwoje innych zaangażowanych w niego muzyków - kornecista Rob Mazurek i puzonistka Sara P. Smith - również wzięło udział w nagraniach "TNT". Wraz z innymi instrumentalistami, obsługującymi różne dęciaki i smyczki, wzbogacają brzmienie albumu, wzmacniając ten bardziej klasyczny, jazzowy kierunek. To jednak tylko jeden z aspektów tego albumu. Bo jednocześnie eskalowała tu fascynacja nowymi technologiami i ówczesną sceną muzyki elektronicznej. Bynajmniej nie można tu mówić o zaskoczeniu. Już na poprzednich płytach istotnie wykorzystywano możliwości...

[Recenzja] The Necks - "Disquiet" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 6.10-12.10 The Necks przyzwyczaili do długich utworów. Od tych kilkunastominutowych, po te trwające nawet w okolicach godziny. Na "Disquiet" australijskie trio idzie jeszcze dalej. Sam utwór "Ghost Net" osiąga siedemdziesiąt cztery minuty, co czyni go absolutnym rekordzistą wsród wszystkich dotychczasowych nagrań grupy. A to tylko jedna z czterech ścieżek albumu, wśród których znalazł się jeszcze jeden kolos, osiągający niespełna godzinę, oraz dwa już wyraźnie krótsze,  trwające po około pół godziny. W sumie to aż 190 minut muzyki. Dwudziesty studyjny album w czterdziestoletniej karierze The Necks fizycznie ukazał się w formie trzech płyt kompaktowych. Dwa krótsze nagrania zmieściły się na jednej płycie, dwa pozostałe samodzielnie wypełniają pozostałe dyski. Według muzyków kolejność słuchania płyt - choć zasugerowana w streamingu - nie ma żadnego znaczenia, może być zupełnie dowolna. Nie trzeba też słuchać całego materiału ciągiem - trudno to sobie zr...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "The Miraculous" (2015)

Obraz
Aby nagrać swój trzeci album, Anna von Hausswolff udała się na północ Szwecji, do niewielkiej miejscowości Piteå. W tym niepozornym miejscu znajdują się bowiem największe i najbardziej fascynujące organy piszczałkowe w kraju. Należący do Studio Acusticum instrument wyposażony jest w dziewięć tysięcy piszczałek, wbudowane perkusjonalia - jak wibrafon, czelesta czy dzwonki - a także narzędzia do nagrywania i zapętlania oraz mechanizm do zanurzania niektórych piszczałek w wodzie, aby wydobywać z nich bardziej złowrogie dźwięki. Instrument stał się podstawą brzmienia "The Miraculous", następnie wzbogaconego o partie syntezatorów, gitar, perkusji oraz, oczywiście, o śpiew Anny. Album pokazuje nieco większą wszechstronność artystki, sięgającej po nowe inspiracje, choć nie odchodzi daleko od gotyckiego  klimatu poprzednika. Kluczowymi momentami "The Miraculous" są trzy dłuższe, trwające po około dziesięć minut nagrania. Rozpoczynający płytę "Discovery" to w pierw...

[Recenzja] Glenn Branca - "The Ascension" (1981)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E08 Tytuł tego albumu nie przypadkiem jest zbieżny z dwoma innymi wielkimi dziełami, "L'Ascension" Oliviera Messiaena oraz "Ascension" Johna Coltrane'a, do których Glenn Branca nawiązał świadomie i z premedytacją. We wszystkich trzech przypadkach muzyka wprowadza w metafizyczny wręcz nastrój, choć robi to, korzystając z innych środków wyrazu. Te zastosowane przez Brankę wydają się najmniej adekwatne do osiągnięcia zamierzonego celu. Artysta posługuje się tu bowiem gitarowym hałasem, punkową agresją, ciężarem większym niż niejedna kapela metalowa, przerażającymi dźwiękami niczym z horroru. Przy czym sama gitara używana jest tu w niezbyt rockowy sposób. Nie jest to również jazz - całość została starannie skomponowana, nie pozostawiając wiele miejsca na improwizację - ani muzyka poważna, do której poniekąd aspiruje, choć jej twórca nawet nie posiadał formalnego wykształcenia muzycznego. Glenn Branca wywodził się z podzie...

[Recenzja] Tortoise - "Millions Now Living Will Never Die" (1996)

Obraz
Nie mam wielkich oczekiwań odnoście nadchodzącego albumu "Touch" Tortoise - pierwszej od blisko dekady płyty jednego z najciekawszych przedstawicieli post-rocka. Swoje najbardziej istotne wydawnictwa grupa wydała jeszcze w poprzednim stuleciu. Niewykluczone, że nowy album będzie powrotem do formy z początków działalności. Tymczasem, w oczekiwaniu na nadchodzące wydawnictwo, warto przypomnieć właśnie te wczesne dokonania, które zdecydowanie wyróżniały się na tle rocka późnych lat 90., pokazując, że nawet wtedy powstała wartościowa muzyka. Tortoise wyróżniał się już zresztą samym składem - zasadniczo na początku tworzyło go trzech bębniarzy oraz dwóch basistów. Wszystko zaczęło się od współpracy basisty Douga McCombsa i perkusisty Johna Herndona, którzy postanowili zostać sekcją rytmiczną do wynajęcia, na wzór duetu Sly & Robbie. Zanim jednak ktokolwiek ich zatrudnił, w projekt zaangażowali się kolejni muzycy: basista Bundy K. Brown, perkusista John McEntire oraz grający na...