Posty

Wyświetlam posty z etykietą warp

[Recenzja] Oneohtrix Point Never - "Tranquilizer" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 17.11-23.11 Nie do końca jest prawdą, że nic w internecie nie ginie. Nie jest wcale oczywiste, że te ogromne zasoby muzyczne, do jakich mamy teraz nieograniczony dostęp w streamingu, bedą zawsze pod ręką. Kilkakrotnie już zdarzyło mi się, że chciałem do jakiegoś albumu powrócić, a ten nie był już nigdzie dostępny. Obecnie coraz więcej wykonawców decyduje się wycofywać swoją muzykę z serwisów. Niewykluczone też, że kiedyś po prostu cała sieć padnie - a to wcale nie jest nieprawdopodobny scenariusz w niepewnych czasach gwałtownych zmian klimatycznych czy narastających konfliktów zbrojnych i fatalnych pomysłów na ich zakończenie. Choć wtedy brak dostępu do muzyki będzie jednym z najmniejszych problemów. Pewnym pocieszeniem w tym wszystkim są inicjatywy w rodzaju Global Music Vault, dzięki którym przynajmniej jakaś część muzyki przetrwa najgorsze. Z przemyśleń nad tym powszechnym dziś dostępem do ogromnej ilości muzyki, a zarazem niepewnością, jak długo ten dostęp będzie moż...

[Recenzja] Boards of Canada - "Geogaddi" (2002)

Obraz
Pełnowymiarowa kontynuacja debiutanckiego albumu Boards to Canada, "Music Has the Right to Children", ukazała się dopiero po czterech latach. Ta stosunkowo długa przerwa wynikała nie tyle z braku materiału, co raczej jego nadmiaru. W międzyczasie ukazały się dwie udane EPki, a na album duet przygotował ponoć dziewięćdziesiąt utworów, z czego ostatecznie na "Geogaddi" trafiły dwadzieścia trzy. Wydanie drugiej, oczekiwanej płyty nie było poprzedzone tradycyjną kampanią marketingową. Zespół nie udzielał wywiadów, a Warp Records nie wysłał żadnych promocyjnych kopii do mediów; w paru miastach zorganizowano za to przedpremierowe odsłuchy w kościołach. Co było bardzo przewrotnym posunięciem w kontekście kontrowersji, jakie wywołał album. "Geogaddi" pełen jest mniej lub bardziej ukrytej symboliki, w postaci sampli pełnych ezoterycznych, a zdaniem niektórych satanistycznych, treści. Także na okładce można dopatrzeć się demonów, a do tego jeszcze ten niejasny tytuł...

[Recenzja] Boards of Canada - "Music Has the Right to Children" (1998)

Obraz
Po ejtisowym  zmerkantylizowaniu muzyki elektronicznej, kolejna dekada okazała się czasem jej gwałtownego rozwoju, powstawania coraz to nowszych nurtów, nierzadko przywracających bardziej eksperymentalne podejście. To z tego okresu pochodzi znaczna część elektronicznych klasyków, wciąż będących źródłem inspiracji dla innych przedstawicieli gatunku i nie tylko. Jedną z takich płyt jest "Music Has the Right to Children", debiut szkockiego duetu Boards of Canada, tworzonego przez braci Marcusa Eoina i Michaela Sandisona. Choć sami muzycy twierdzą, że nie interesowały ich popularne wówczas style muzyki elektronicznej - powoływali się za to na wpływy Wendy Carlos, Joni Mitchell, The Beatles, The Incredible String Band,  Devo czy My Bloody Valentine - to nie da się uniknąć porównań z innymi twórcami elektroniki ostatniej dekady XX wieku. Najbardziej ewidentne jest podobieństwo do angielskiego duetu Autechre. Boards of Canada w podobny sposób łączy potężne, energetyczne beaty z subt...

[Recenzje] Autechre - "Confield" (2001)

Obraz
Muzyka Autechre - przynajmniej do pewnego momentu - rozwijała się w bardzo konsekwentny sposób. Z każdą kolejną płytą coraz większej redukcji ulegały melodie, ustępując miejsca abstrakcyjnym eksperymentom z brzmieniem oraz rytmem. Wydany na początku obecnego stulecia album "Confield" to ten moment w twórczości brytyjskiego duetu, gdy jego twórczość stała się zbyt surrealistyczna nawet dla części wielbicieli wcześniejszego dorobku. Zawartość płyty może być odbierana jako zlepki losowo generowanych dźwięków, pozbawionych czynnika ludzkiego. Sean Booth i Rob Brown niewątpliwie przesunęli tu granice tego, co może być uznawane za muzykę, dokonując przynajmniej pozornej dehumanizacji przy użyciu najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych z dostępnych wówczas technologii. Komputery są tu jednak tylko narzędziem w rękach kreatywnych artystów, którzy zachowali pełną kontrolę nad materiałem. "Confield" to pierwszy album Autechre, na którym duet ogranicza tworzenie przy...

[Recenzja] Squid - "Cowards" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 3.02-9.02 Do Squid mam szczególny stosunek. Debiutancki album zespołu, "Bright Green Field" sprzed czterech lat, uważam za najlepszy rockowy debiut XXI wieku. Absolutnie powaliła mnie ta mieszanka post-punku z krautrockową motoryką, jazzującymi dęciakami i brzmieniami elektronicznymi - niby nic nowego, ale w takim zestawieniu zabrzmiało to świeżo, a całość rozpiera młodzieńcza energia. Wydany dwa lata póżniej "O Monolith" okazał się jeszcze lepszy. Muzycy pomysłowo rozwinęli swój styl i stworzyli jeszcze bardziej wyraziste kompozycje, tym razem bez żadnych wypełniaczy, jakie mogę wytknąć debiutowi. Tym bardziej jednak obawiałem się, czy grupa utrzyma ten poziom na "Cowards", swoim trzecim longplayu. Zwłaszcza, że single mocno ostudziły moją ekscytację. Po raz pierwszy w przypadku Squid zapowiedzi albumu zwyczajnie mnie zawiodły. W przeciwieństwie do singli z "Bright Green Field" i "O Monolith" nie wracałem do nich dlatego...

[Recenzja] Autechre - "LP5" (1998)

Obraz
Zanim Warp Records zaczęło samodzielnie wydawać w Stanach płyty ze swojego katalogu, ich dostępność na amerykańskim rynku zależała od tego, czy uda się przekonać do nich jakiegoś dystrybutora. Nie udało się to w przypadku "Chiastic Slide", czwartego albumu Autechre, który do dziś nie miał oficjalnej premiery w USA. Wydaniem kolejnego pełnowymiarowego wydawnictwa Seana Bootha i Roba Browna zainteresowanie wykazała natomiast Nothing Records, wytwórnia Trenta Reznora. "LP5" - album tak naprawdę nie ma tytułu, ale takie nazewnictwo przyległo do niego po późniejszym ukazaniu się "EP7" - pojawił się w jej ofercie pomiędzy płytami Nine Inch Nails, Marilyn Mansona czy ścieżek dźwiękowych "Urodzonych morderców" i "Zagubionej autostrady". Co mogło budzić obawy, o zwrot brytyjskiego duetu w bardziej komercyjne rejony. Stało się jednak zupełnie na odwrót. "LP5" jest tym wydawnictwem Autechre, na którym pozostały już tylko śladowe ilości t...

[Recenzja] Nala Sinephro - "Endlessness" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 2.09-8.09 Nala Sinephro zwróciła na siebie uwagę mediów muzycznych przed trzema laty. Wydany wówczas debiutancki album "Space 1.8" spotkał się z całkiem dobrym przyjęciem krytyki, a nawet odniósł pewien sukces komercyjny. Ten zresztą pewnie mógłby być nawet większy, gdyby nie problemy z dostępnością płyty - decydenci z Warp Records zdecydowanie nie doszacowali potencjału materiału stworzonego przez młodą belgijską - choć mającą karaibskie korzenie, a działającą głównie w Londynie - artystkę. Medytacyjna muzyka Sinephro, grającej zresztą na klawiszach i harfie, musiała być chętnie porównywana z twórczością Alice Coltrane. Sam zresztą nie uniknąłem tego w recenzji "Space 1.8". W przypadku płyty numer dwa, właśnie wydanego "Endlessness", takich skojarzeń znów trudno się wyzbyć. Nic nie zmieniło się pod względem klimatu, trochę kosmicznego , trochę uduchowionego .  W dodatku pojawia się tu orkiestra, co jeszcze bardziej zbliża Sinephro do Coltra...

[Recenzja] Autechre - "Chiastic Slide" (1997)

Obraz
Wydany pomiędzy "Tri Repetae" a "LP5" album "Chiastic Slide" może wydawać się dziełem mniej znaczącym w dorobku duetu Autechre. To bardziej bezpośrednia kontynuacja jego poprzednika niż wyraźne rozwinięcie tej stylistyki, do jakiego doszło dopiero na kolejnym longplayu. Trochę bezpodstawne wydaje się jednak robienie z tego zarzutu, bo nie ma nic złego w tym, że Rob Brown i Sean Booth zatrzymali się nieco dłużej w tym miejscu, skoro dopiero co wypracowali swoją własną, bardzo ciekawą odmianę IDM-u. A w dodatku chyba nikomu innemu nie udało się nagrać tak dobrej płyty w stylu "Tri Repetae", jaką jest "Chiastic Slide". Utwory ponownie bazują najczęściej na kontraście pomiędzy subtelnymi, nastrojowymi i raczej prostymi, ale zgrabnie poprowadzonymi liniami melodycznymi, a mocno pogmatwaną, bardzo intensywną warstwą rytmiczną. Im bardziej jedno z drugim zdaje się do siebie nie pasować - a jednocześnie znakomicie się dopełniać - tym bardziej i...

[Recenzja] Autechre - "Tri Repetae" (1995)

Obraz
Ze wszystkich brakujących tu recenzji tej zapewne brakowało najbardziej. Przynajmniej jeśli za kryterium mam brać własne oceny. "Tri Repetae" to nie tylko najwyżej oceniany przeze mnie album Autechre, ale tez ścisła czołówka wydawnictw swojej dekady. Trudno o lepszy początek nowego, nieregularnego cyklu recenzji, w którym zamierzam skupić się na ambitniejszej elektronice lat 90. i kolejnych. Szczególnie tej z nurtu IDM, inteligentnej muzyki tanecznej, co jest nazwą o tyle kuriozalną, że to raczej takie techno do słuchania w domu niż do robienia za tło na klubową imprezę. Przed "Tri Repetae" duet Seana Bootha i Roba Browna dorobił się kilku EPek oraz dwóch albumów, "Incunabula" i "Amber" - naprawdę udanych, niewątpliwie lepszych na początek ze względu na wiekszą przystępność, ale to na swoim trzecim longplayu Brytyjczycy zaprezentowali niezwykle oryginalne, całkowicie własne podejście do muzyki. Czytaj też:  [Recenzja] Autechre - "SIGN" ...

[Recenzja] Danny Brown - "Quaranta" (2023)

Obraz
Pierwsze zapowiedzi tego albumu pojawiły się trzy lata temu. Już wtedy było wiadomo, że będzie to duchowa kontynuacja  wydanego w 2011 roku "XXX". Tamta płyta powstała z hedonistycznej perspektywy trzydziestolatka, który dopiero co odniósł swoje pierwsze muzyczne sukcesy. Tym razem teksty były pisane z bardziej refleksyjnej perspektywy rozczarowanego czterdziestolatka. Oryginalnie tytuł miał być bardziej bezpośredni i brzmieć "XXXX". Ostatecznie jednak Brown zdecydował się zatytułować płytę "Quaranta", co po włosku znaczy dokładnie to samo, ale kojarzy się też z kwarantanną, a materiał powstawał podczas pierwszych lockdownów związanych z pandemią COVID-19, natomiast w tekstach przewija się temat typowego dla tamtych czasów odizolowania. Drugi w tym roku album Danny'ego Browna, po świetnym "Scaring the Hoes", to płyta równie zwięzła - nie przekracza nawet trzydziestu pięciu minut - ale poza tym kompletnie inna. Poprzednik był efektem pełnoskal...

[Recenzja] Oneohtrix Point Never - "Again" (2023)

Obraz
Najnowszy album Daniela Lopatina - jeśli nie kojarzycie go z wcześniejszej działalności pod szyldem Oneohtrix Point Never, to może chociaż ze ścieżki dźwiękowej "Nieoszlifowanych diamentów" lub pracy producenckiej dla takich wykonawców, jak ANOHNI, FKA twigs czy ostatnio The Weeknd - to jedna z pierwszych płyt nagranych przez popularnego twórcę, który przyznaje się do korzystania ze wsparcia sztucznej inteligencji. Nie znaczy to jednak, że "Again" został w całości wygenerowany przez modele uczenia maszynowego. Lopatin przyznaje zresztą, że nie jest pod wrażeniem tworzonej w ten sposób muzyki, ale fascynuje go jej niedoskonałość, która zainspirowała tu pewne rozwiązania rytmiczne. Ponadto wykorzystał narzędzia w rodzaju Jukebox czy Riffusion do stworzenia części partii wokalnych. Większość muzyki została jednak nagrana w bardziej konwencjonalny sposób, także z wykorzystaniem tradycyjnych instrumentów. Wśród gości występują tu m.in. Xiu Xiu, byli muzycy Sonic Youth - ...

[Recenzja] Squid - "O Monolith" (2023)

Obraz
Od tego albumu zależało, czy Squid ugruntuje swoją pozycję jednego z najlepszych zespołów na współczesnej scenie rockowej, czy okaże się tylko sensacją jednego sezonu. Pierwszy album, "Bright Green Field" sprzed dwóch lat, to moim zdaniem najlepszy jak dotąd rockowy debiut XXI wieku. Jednocześnie nie jest to płyta pozbawiona wad - przede wszystkim zbyt długa, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nie każdy utwór wnosi tam coś unikalnego. Squid na "O Monolith" musiał udowodnić, że jest w stanie powtórzyć to, czego na swoich drugich albumach dokonały zaprzyjaźnione, wywodzące się z tej samej londyńskiej sceny grupy black midi i Black Country, New Road. "Cavalcade" oraz "Ants From Up There" stanowią znaczny postęp względem swoich poprzedników, przebijając je choćby muzyczną dojrzałością, większą wyrazistością kompozycji czy wypracowaniem bardziej idiomatycznego stylu. Czy to się tu udało? Squid niewątpliwie poczynił istotne postępy pod każdym prakty...

[Recenzja] Yves Tumor - "Praise a Lord Who Chews but Which Does Not Consume; (Or Simply, Hot Between Worlds)" (2023)

Obraz
Nazwisko Bowie mogłoby być pewnym ułatwieniem w rozwinięciu kariery muzycznej, jednak Sean Bowie zdecydował się tworzyć pod pseudonimem Yves Tumor. Począwszy od 2015 roku muzyk wydał do tej pory pięć albumów, z czego ostatni,  "Praise a Lord Who Chews but Which Does Not Consume; (Or Simply, Hot Between Worlds)", ukazał się w zeszłym tygodniu. Jest to zarazem jego trzecie wydawnictwo dla kultowej niezależnej wytwórni Warp oraz bezpośredni następca znakomitego "Heaven to a Tortured Mind" sprzed trzech lat. To właśnie dzięki tamtemu albumowi zwróciłem uwagę na muzykę Tumora i dziś podoba mi się nawet jeszcze bardziej niż w momencie wydania. A najnowszy longplay zachwycił mnie już od razu.  Stylistycznie to wciąż ambitny pop, tym razem jednak zamiast wpływu glam rocka słychać raczej psychodelię i post-punk, przy czym inspiracje te zostają przefiltrowane przez charakterystyczny dla artysty styl oraz brzmienie trzeciej dekady XXI wieku. Nie śledziłem przedpremierowych sin...

[Recenzja] Nala Sinephro - "Space 1.8" (2021)

Obraz
Okładka i tytuł "Space 1.8" wywołują skojarzenia z wydawanymi własnym sumptem płytami Sun Ra. Jak mają się takie skojarzenia do zawartej tutaj muzyki? Debiutanckie dzieło Nali Sinephro, belgijskiej artystki o karaibskich korzeniach, również eksploruje kosmiczne klimaty, a dominującym instrumentem jest obsługiwany przez liderkę syntezator modularny. Innym punktem odniesienia może być twórczość Alice Coltrane, zarówno ze względu na pojawiające się tu czy ówdzie partie harfy - także w wykonaniu samej Sinephro - jak i charakterystycznego dla spiritual jazzu uduchowienia. Na tym jednak ewidentne podobieństwa się kończą. Niewątpliwie od razu daje się usłyszeć, że to album nagrany w XXI wieku, sięgający po inspiracje do bardziej współczesnych nurtów. "Space 1.8" to bardzo winylowy album pod tym względem, że składa się z zaledwie ośmiu utworów o łącznym czasie trwania niespełna czterdziestu pięciu minut. Co ciekawe, lepiej wypadają tu te fragmenty, w których Sinephro gra ...

[Recenzja] Squid - "Bright Green Field" (2021)

Obraz
W poprzednich latach wielokrotnie narzekałem na współczesną kondycję muzyki rockowej. Czasy, gdy w ciągu roku ukazywało się po kilka, a nawet kilkanaście wybitnych albumów z tego gatunku, już dawno minęły. Zdawałoby się, że bezpowrotnie. Jednak ostatnie miesiące napełniają optymizmem. Nie tak dawno przecież zachwalałem pierwsze pełnowymiarowe dzieło grupy Black Country, New Road, a tu znów do sprzedaży i streamingu trafił bardzo obiecujący debiut. Squid wywodzi się z tej samej brytyjskiej sceny, co wspomniany przed chwilą BCNR czy szykujący się właśnie do wydania drugiej płyty black midi. Właściwie nie do końca mamy tu do czynienia z debiutantami, ponieważ Squid działa od połowy poprzedniej dekady i przez ten czas dorobił się kilku singli oraz EPek. Już pierwsze nagrania pokazywały spory potencjał, a z czasem młodzi muzycy zaczęli coraz bardziej komplikować swoją muzykę, nadając jej coraz ciekawszego kształtu. "Bright Green Field" to zwieńczenie tej ewolucji. Trzeba przyznać,...