Posty

Wyświetlanie postów z 2025

[Artykuł] 50 lat temu… 1975

Obraz
Ostatni tak dobry rok w muzyce. Ale tylko z perspektywy słuchaczy klasycznego rocka. Chyba faktycznie już nigdy potem w trakcie jednego roku kalendarzowego nie okazało się aż tyle dobrych płyt z rockiem symfonicznym, hard rockiem czy glamem. Jednak na rockowym mainstreamie muzyka bynajmniej się nie kończy. W podziemiu rósł w siłę avant-prog, a wielkimi krokami nadchodziła tzw. punkowa rewolucja - w 1975 roku antycypowana na "Nadir's Big Chance" i w pewnym sensie na "Metal Machine Music". Poza tym wciąż dobrze miał się jazz - w zelektryfikowanej odmianie odnoszący nawet komercyjne sukcesy - a także musica popular brasilera czy funk, coraz mocniej przebijała się również progresywna elektronika, a Brian Eno był coraz bliżej skodyfikowania swojej koncepcji ambientu. Świetny rok, ale w kolejnych wciąż miało się dziać mnóstwo ciekawego. Najlepsze płyty 1975 roku: 10cc - The Original Soundtrack Alan Braufman - Valley of Search Alphonse Mouzon - Mind Transplant Anthony ...

[Recenzja] Hybrid Kids - "Claws" (1980)

Obraz
"Claws" jest jak mroczne odbicie dopiero co opisanego "A Christmas Yet to Come" Josepha Byrda. To także zbiór świątecznych piosenek; w większości przeróbek angielskich kolęd oraz hitów, choć ze skromnym dodatkiem autorskiego materiału. Wykonania są tu jednak zdecydowanie niekonwencjonalne - zdeformowane i świadomie campowe. Za całym tym przedsięwzięciem, ukryty za szyldem Hybrid Kids, stoi Morgan Fisher, najbardziej znany jako klawiszowiec glamowej grupy Mott the Hoople oraz muzyk towarzyszący Queen na trasie promującej płytę "Hot Space". Ale to tylko jedno z jego oblicz. Poza tym tworzy też muzykę mniej komercyjną, nierzadko o eksperymentalnym charakterze. Jako Hybrid Kids zadebiutował rok wcześniej płytą "A Collection of Classic Mutants", fejkową kompilacją dwunastu zespołów , w rzeczywistości nagraną samodzielnie przez Fishera. Na repertuar składają się tam wyłącznie przeróbki, w tym kompozycje oryginalnie wykonane przez The Beatles, Vana Morr...

[Recenzja] Joseph Byrd - "A Christmas Yet to Come" (1975)

Obraz
Sama płyta to okolicznościowa ciekawostka. Ale tak się złożyło, że na początku listopada zmarł jej twórca; co zreszta media odnotowały z ponad miesięcznym opóźnieniem. A Joseph Byrd to postać zdecydowanie warta przypomnienia - niedoszły jazzman, formalnie wykształcony kompozytor, uczeń Johna Cage'a i współpracownik La Monte Younga, który stworzył jedną z najbardziej wizjonerskich grup rockowych. Mowa o The United States of America, gdzie pełnił role lidera, głównego kompozytora, klawiszowca oraz jednego z wokalistów. Zespół pozostawił po sobie tylko jedno pełnowymiarowe wydawnictwo, jednak jego eponimiczny album z 1968 to jedna z najwspanialszych płyt psychodelicznego rocka. Poza wyrazistymi utworami i doskonałym wykonaniem wyróżniały ją także radykalnie lewicowe teksty oraz pionierskie wykorzystanie elektroniki. To właśnie The USA, obok Silver Apples i Fifty Foot Hose, wnieśli do rocka syntezatory, jeszcze w postaci dość prymitywnych urządzeń. Z tej trójki korzystali z niej w spos...

[Recenzja] Rafael Toral - "Traveling Light" (2025)

Obraz
Rafael Toral ma ostatnio naprawdę ładne okładki płyt. Zachęcają do sięgnięcia po albumy, których zawartość jest równie ładna. Najnowsze wydawnictwo portugalskiego artysty wypełniają zresztą interpretacje jazzowych standardów. Toral sięgnął naprawdę daleko w przeszłość, po utwory skomponowane i pierwotnie wykonane w latach 30. i 40. poprzedniego wieku, w tym dzieła Duke'a Ellingtona czy Billie Holiday. Do swoich wykonań Portugalczyk zaprosił nawet jazzową sekcję dętą, choć z czworga gości wszyscy zaliczyli tylko po jednym występie, zawsze w innym utworze. Pomimo tak bezapelacyjnych odwołań do całkiem już przecież odległej tradycji, "Travelling Light" bynajmniej nie jest anachronicznym materiałem. Wręcz przeciwnie - rozpoznawalne melodie jazzowych klasyków zyskały tu zupełnie nowy, współczesny kontekst. Na początku kariery Rafael Toral eksperymentował z poszerzaniem możliwości gitary za pomocą niekonwencjonalnych technik wydobywania dźwięku oraz elektronicznych gadżetów. Ów...

[Recenzja] Masada - "Alef" (1994)

Obraz
Opisywany tu czas jakiś temu "Kristallnacht" był przełomowym dla Johna Zorna albumem. To właśnie ta płyta przetarła szlak do projektu Masada. Właściwie całej serii projektów pod wspólnym szyldem, wykonujących kompozycje saksofonisty inspirowane żydowską tradycją muzyczną, wykorzystujące charakterystyczne dla niej skale. Na przestrzeni lat przedsięwzięcia te przybierały najróżniejsze formy i konfiguracje personalne, od kameralnego Masada String Trio, po większą jazz-rockową grupę Electric Masada. Na początku był natomiast kwartet. Inaczej niż w przypadku "Kristallnacht", tym razem pomysłodawca wziął udział w nagraniach nie tylko jako producent, ale także jako instrumentalista. Towarzyszyli mu natomiast trębacz Dave Douglas, basista Greg Cohen i perkusista Joey Baron. Dokładnie ten sam skład nagrał już wcześniej muzykę do filmu "Kwartet złoczyńców" Joego Chappelle'a. Ukazała się w 1995 roku na płycie "Filmworks III: 1990-1995", sygnowanej wyłąc...

[Recenzja] Lost Crowns - "The Heart Is in the Body" (2025)

Obraz
Już po okładce można się spodziewać niekonwencjonalnej płyty. Wydany w tegoroczny prima aprilis "The Heart Is In the Body" to drugi album londyńskiego septetu Lost Crowns. Grupa powstała w 2018 roku z inicjatywy wokalisty i multiinstrumentalisty Richarda Larcombe'a (Admirals Hard, Stars In Battledress), który otoczył się innymi doświadczonymi muzykami, udzielającymi się wcześniej m.in. w Cardiacs, Knifeworld, North Sea Radio Orchestra czy Scritti Politti. Rok później ukazał się debiutancki longplay "Every Night Something Happens", co oznacza, że na jego następcę przyszło czekać aż sześć lat. Korzenie nowego albumu sięgają jeszcze czasów pandemii. To wtedy kilku bliżej niezidentyfikowanych muzyków folkowych spotkało się na zdalnej sesji, by sobie razem pograć, ale kompletnie nie udało im się zsynchronizować. Ponoć zainspirowało to wydarzenie Larcombe'a do poszerzenia już i tak bogatego instrumentarium Lost Crowns o smyczki, harfę, dudy czy koncertynę, nadając...

[Recenzja] Stara Rzeka - "Wynoś się z mojego domu" (2025)

Obraz
Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat nie było jeszcze roku bez co najmniej kilku płyt z udziałem Jakuba Ziołka. To przede wszystkim wydawnictwa jego licznych projektów, jak Alameda, Innercity Ensemble, Kapital czy T'ien Lai. No i Stara Rzeka, która przez ostatnią dekadę wydawała się wygaszonym po cichu przedsięwzięciem. I trwało to aż do niespodziewanego ogłoszenia premiery "Wynoś się z mojego domu", trzeciego długogrającego albumu pod tym szyldem. Następca wydanych w poprzednim dziesięcioleciu płyt "Cień chmury nad ukrytym polem" (2013) i "Zamknęły się oczy ziemi" (2015) powraca do realizowanej na nich koncepcji wyobrażonego folku , ale prezentuje go w odświeżonej formie, rezygnując z części inspiracji, zastępując je nowymi. Co wynika oczywiście z muzycznej ewolucji samego Ziołka, w ostatnich latach zainteresowanego bardziej elektronicznymi brzmieniami niż drone'em czy black metalem. Tytuł "Wynoś się z mojego domu" to nic innego, jak b...

[Recenzja] Charles Hayward x Dälek - "HAYWARDxDÄLEK" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 1.12-7.12 Nie jest to oczywista współpraca. Charles Hayward i Will "MC Dälek" Brooks pochodzą z pozornie odległych muzycznych światów. Nie jestem jednak zdziwiony, że akurat oni postanowili je do siebie przybliżyć. Obaj niejednokrotnie już przecież łamali gatunkowe podziały. Charles Hayward karierę zaczynał we wczesnych latach 70., jako perkusista Quiet Sun, drugoplanowej grupy ze sceny Canterbury. Potem przewinął się też przez skład Gong, choć nie zagrał na żadnej płycie. Po kolejnym projekcie, Radar Favourites - odprysku Henry Cow, z Geoffem Leighem w składzie - pozostaly natomiast tylko opublikowane wiele lat później archiwalia. Ale to tam Hayward po raz pierwszy zetknął się Charlesem Bullenem, z którym wkrótce założył This Heat - jedną z najważniejszych kapel czasów tzw. punkowej rewolucji, która przeniosła techniki i eksperymenty poważnej awangardy na post-punkowy grunt. Później jeszcze Hayward prowadził bardzo ciekawą, choć efemeryczną grupę Camberwell No...

[Artykuł] Podsumowanie roku 2025, ale tylko spotifajowe

Obraz
W tym roku podsumowanie zaczynam szybciej, ale to dopiero pierwsza część. Właściwe muzyczne podsumowanie roku 2025 , z rankingiem tegorocznych albumów, planuję opublikować dokładnie za miesiąc, czyli 6 stycznia. To jedno z późniejszych podsumowań, jakie pojawi się w sieci, ale za to będą mogły znaleźć się na nim albumy z całego roku, a nie jego części. To poniższe - z najczęściej słuchaną przeze mnie muzyką na jednym z serwisów streamingowych, choć słuchałem też z innych źrodeł - wyraźnie faworyzuje płyty wydane w pierwszej połowie roku. Fakt, w 2025 roku ta druga była akurat słabsza od pierwszej, co pewnie wynika też z tego, że w przemyśle muzycznym druga połowa roku trwa jedynie trzy miesiące (w lipcu i sierpniu przez sezon wakacyjny, w grudniu przez zawalenie tłoczni składakami oraz reedycjami klasycznych pozycji). Jednak takiego "Pain to Power" grupy Maruja słuchałem całkiem sporo, a na poniższych planszach tego nie widać. Całkiem przepadł też eponimiczny debiut Spiral Ga...

[Recenzja] Depeche Mode - "Memento Mori: Mexico City" (2025)

Obraz
Wydany niemal trzy lata temu album "Memento Mori" nie był to powrotem do formy z lat świetności, na co można było mieć nadzieje po pierwszych singlowych zwiastunach. Wciąż jednak jest to czołówka płyt Depeche Mode w XXI wieku. Właśnie ukazuje się suplement do tamtego wydawnictwa, zawierający przede wszystkim zapis jednego z koncertów trasy promującej ostatnią płytę. Nudny, stricte informacyjny tytuł "Memento Mori: Mexico City", podobnie jak pozbawiona inwencji okładka z koncertowym zdjęciem i bardzo zwyczajną czcionką, nie zachęcają do sięgnięcia po ten materiał. Tracklista tez z początku do tego nie skłania: to przewidywalny wybór hitów z lat 1981-2009 - dokładnie tych samych, co na wcześniejszych trasach - uzupełnionych standardowymi pięcioma kawałkami z promowanego albumu. Na koniec jest jednak wart uwagi bonus: cztery całkowicie premierowe kompozycje, studyjne odrzuty z "Memento Mori". Możliwe, że to ostatnia taka nowość Depeche Mode. Od śmierci Andrew...

[Recenzja] Swans - "My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky" (2010)

Obraz
Po rozwiązaniu Swans Michael Gira skupił się na nowym projekcie. Pod szyldem Angels of Light zwrócił się w stronę bardziej akustycznego, piosenkowego grania, trochę jak w czasach "The Burning World". Jednak pod koniec pierwszej dekady obecnego stulecia, tworząc nowe utwory z myślą o kolejnej płycie AoL, zdał sobie sprawę, że kompozycje te aż proszą się o bardziej masywne brzmienie. A to już raczej pasowałoby do jego wcześniejszej grupy. Tak narodził się pomysł reaktywacji Swans. Dla uzyskania odpowiedniego efektu potrzebne były jednak środki finansowe na zorganizowanie profesjonalnej sesji nagraniowej. Gira zebrał fundusze, sprzedając demo z domowymi, akustycznymi wersjami nowych kompozycji, z których większość powróciła w ulepszonych wersjach na pierwszym od czternastu lat studyjnym albumie Swans. Do nowego składu grupy Gira wybrał muzyków, z którymi najlepiej grało mu się w przeszłości. Norman Westberg, Christoph Hahn oraz Phil Puelo występowali już we wcześniejszych w...

[Recenzja] Tomasz Stańko - "Polish Radio Sessions 1970-91" (2025)

Obraz
Potężny boks zbierający niepublikowane wcześniej radiowe nagrania Tomasza Stańki. W wersji fizycznej to sześć płyt winylowych lub tyle samo kompaktowych - przy czym pierwszy wariant jest uboższy o dwa utwory - wzbogaconych grubą książeczką, pełną zdjęć oraz wspomnień współpracowników trębacza. Sama muzyka jest dostępna także w streamingu, ale w formie sześciu osobnych albumów. Każdy z nich poświęcony jest innemu okresowi na przestrzeni trochę ponad dwudziestu lat. Stąd też podział na aż tyle części, choć cały materiał dałoby się upchnąć na trzech, najwyżej czterech kompaktach. Pięć pierwszych płyt mieści się czasowo w przedziale od pół godziny do czterdziestu minut, dopiero ostatnia - umieszczona tu poza chronologią i jako jedyna zarejestrowana podczas koncertu - trwa nieco ponad godzinę. Całość zaczyna się od nagrań pierwszego własnego zespołu Tomasza Stańki, kwintetu ze Zbigniewem Seifertem, Januszem Muniakiem, Bronisławem Suchankiem i Januszem Stefańskim. Najwcześniejsza sesja z pły...

[Zapowiedź] Premiery płytowe grudnia

Obraz
Tradycyjna bieda na koniec roku - w NFZ i na rynku fonograficznym. Grudniowe premiery muzyczne to już niemal wyłącznie kompilacje, archiwalia, koncertówki i reedycje. Z regularnych albumów warto odnotować powrót Starej Rzeki, nieco zapomnianego projektu Jakuba Ziołka z Alamedy, a także kooperację Charlesa Haywarda (ex-Gong, This Heat, Camberwell Now i wiele innych) z Willem Brooksem, czyli MC Dälek. Warto też zwrócić uwagę na "Wish You Were Here 50" Pink Floyd . Zwykle nie umieszczam na tych listach reedycji, ale tu wśród licznych bonusów jest kompletny zapis niepublikowanego wcześniej koncertu z 1975 roku - może się okazać dobrym zamiennikiem dla bliskiego repertuarowo Wembley '74, który wciąż nie doczekał się kompletnego wydania. Muzyczne nowości grudnia 2025: 1 grudnia: Księżyc - Zawieje [archiwalia] 4 grudnia: DeWolff - Fuego! EP 5 grudnia: Depeche Mode - Memento Mori: Mexico City Ensemble Dal Niente [kompozytorzy: Igor Santos / George Lewis / Ca...

[Recenzja] Naked City - "Grand Guignol" (1992)

Obraz
Grand Guignol był osławionym paryskim teatrem, który od końca XIX wieku aż do lat 60. wystawiał wyłącznie naturalistyczną przemoc, grozę i horror. Jakże idealny tytuł dla albumu Naked City, której muzyka nierzadko brzmi jak muzyczna tortura. Sadystyczne zapędy muzyków zdradzały już fragmenty debiutanckiego "Naked City", wydanego jeszcze pod nazwiskiem Johna Zorna. Potwierdziło je natomiast kolejne wydawnictwo w tym składzie - pierwsze pod grupowym szyldem - czyli "Torture Garden", wypełnione czterdziestoma dwoma miniaturami na pograniczu grindcore'u i free jazzu, czasem z dodatkiem innych wpływów oraz sporą dawką humoru. Dziewięć kawałków z "Torture Garden" to powtórki z debiutu, a wszystkie pozostałe powtórzono z kolei na "Grand Guignol". Dość ciekawa jest historia powstania tamtego wydawnictwa. Podczas prac nad "Naked City" Zorna zafascynowała maksymalna kompresja muzyki - podpatrzone u kapel grindcore'owych kawałki trwające n...