Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2024

[Recenzja] Coil - "Musick to Play in the Dark" (1999) / "Musick to Play in the Dark²" (2000)

Obraz
W latach 90. Coil wypuścił dziesiątki wydawnictw. Głównie EPek, singli, płyt z remiksami, nagraniami demo, ścieżkami dźwiękowymi, limitowanych edycji oraz pobocznych projektów. Pełnoprawny następca albumu "Love's Secret Domain" z 1991 roku ukazał się dopiero osiem lat później. Za to już po roku " Musick to Play in the Dark"  doczekał się bezpośredniej kontynuacji, a całemu przedsięwzięciu towarzyszyły pierwsze od szesnastu lat koncerty. Duet Johna Balance'a i Petera Christophersona porzucił granie na żywo już w czasach debiutanckiego albumu "Scatology", ponieważ ówczesna technologia uniemożliwiała przekonujące prezentowanie materiału w warunkach scenicznych. Na przełomie wieków sytuacja była już zupełnie inna. W dodatku, co także ułatwiło koncertowanie, zespół w międzyczasie poszerzył się o dwóch muzyków: Timothy'ego "Thighpaulsandrę" Lewisa - znanego ze współpracy z Julianem Cope, Spiritualized oraz własnych eksperymentalnych dokonań...

[Recenzja] Raphael Rogiński - "Žaltys" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 22.08-28.08 Raphael Rogiński jest dziś jednym z najciekawszych gitarzystów. Bez problemu odnajduje się w różnych stylach, zachowując swój rozpoznawalny styl. Grywał jazz z Mikołajem Trzaską i Macio Morettim pod szyldem Shofar, współtworzył blues-rockową grupę Wovoka, grał z Wacławem Zimplem muzykę żydowską, a na początku obecnego roku zadebiutował ze swoim psychodeliczno-afrykańskim kwartetem Hizbut Jámm. Pod własnym nazwiskiem reinterpretował kompozycje Johna Coltrane'a, Jana Sebastiana Bacha czy Henry'ego Purcella, zbliżając ich muzykę do amerykańskiego prymitywizmu. Na najnowszym "Žaltys", podobnie jak na wydanym niespełna rok temu "Talán", proponuje natomiast w pełni autorski materiał. Zarówno tytuł albumu, jak i te poszczególnych utworów, zapisane są w języku litewskim. Rogiński wraca tu do swojego dzieciństwa, gdy wakacje spędzał w rejonie Suwałk, na polsko-litewskim pograniczu. Tam też kupił swoją pierwszą elektryczną gitarę, którą zabi...

[Przegląd] 5 płyt Johna Mayalla, które każdy miłośnik rocka i bluesa powinien znać

Obraz
W wieku 90 lat zmarł John Mayall. W Polsce jest to postać niezbyt znana, praktycznie nieobecna w mediach zajmujących się muzyką. Tymczasem Mayall był jednym z czołowych przedstawicieli brytyjskiego bluesa i - jako główny współtwórca blues rocka - jednym z najbardziej wpływowych muzyków rockowych. Przez jego grupę Blues Breakers przewinęło się wielu cenionych instrumentalistów, którzy dzięki temu rozwijali później własne kariery. Byli to m.in. Eric Clapton, Jack Bruce, Peter Green, John McVie, Mick Fleetwood, Aynsley Dunbar, Mick Taylor, Keef Hartley, Dick Heckstall-Smith czy Jon Hiseman. Sam Mayall znakomicie grał na harmonijce, dobrze radził sobie jako klawiszowiec i gitarzysta, a do tego niewątpliwie był rozpoznawalnym wokalistą. Poniżej prezentuję listę płyt, z którymi każdy miłośnik rocka i bluesa powinien się zapoznać, bo stanowią ważną część historii muzyki rozrywkowej. "Blues Breakers" (1966) Od tej płyty - drugiej w dyskografii twórcy, ale pierwszej studyjnej - wszyst...

[Recenzja] Aya RL - "Aya RL" (1985)

Obraz
Cykl "Polskie ejtisy" #7 Długo miałem wątpliwości, czy recenzować album z udziałem czynnego polityka. I to w dodatku - ale to już mniej istotne - polityka z opcji, z którą kompletnie mi nie po drodze. Paweł Kukiz jest dziś jednak marginalnym posłem. Za to eponimiczny debiut grupy Aya RL - nazywany czerwonym ze względu na okładkę i dla odróżnienia od niebieskiego następcy o tym samym tytule - to jedna z tych płyt polskiego mainstreamu lat 80., których nie powinno zabraknąć w takim cyklu. To zupełnie inna muzyka, niż można by się spodziewać na podstawie żenującego hitu "Skóra". Sami twórcy mieli zresztą o nim jak najgorsze zdanie i nie uwzględnili go w repertuarze albumu. Kawałek dorzucono jedynie na niektórych wznowieniach kompaktowych oraz w streamingu. Płytę wypełnia z pewnością mniej błaha, w porównaniu z tamtym kawałkiem, muzyka. Teksty są tu lekko zawoalowaną, ale czytelną krytyką ówczesnego ustroju, w pesymistyczny, nierzadko orwellowski sposób opisującą ponu...

[Recenzja] The 180 Gs - "Trout Mask Replica Replica" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 15.07-21.07 Czy jeden z najbardziej zwariowanych albumów w historii fonografii może być jeszcze bardziej szalony? Jak najbardziej, pod warunkiem, że znajdzie się ktoś z oryginalnym, odpowiednio dziwnym pomysłem oraz możliwościami jego zrealizowania. W tym przypadku tym kimś jest David Minnick i prowadzony przez niego samodzielnie projekt The 180 Gs, specjalizujący się w przerabianiu cudzych dokonań na wersje a capella. Do tej pory wokalista wydał już płytę z przeróbkami grupy Negativeland, a także swoje interpretacje "Sing to God" Cardiacs i "Commercial Album" The Residents. Tym razem zawiesili poprzeczkę jeszcze wyżej, biorąc na warsztat "Trout Mask Replica" Captaina Beefhearta i jego magicznego zespołu. O tym, jak bardzo szalone było to przedsięwzięcie, świadczyć może fakt, że oryginał powstał w ciągu kilku miesięcy - z czego praca w profesjonalnym studiu zajęła ponoć tylko sześć godzin - a nad jego reinterpretacją Minnick pracował przez p...

[Recenzja] Deep Purple - "=1" (2024)

Obraz
Po raz pierwszy od czasu "Infinite" przesłuchałem w całości cały nowy album Deep Purple. Dałem mu szansę wyłącznie ze względu na nieznaczne odmłodzenie składu. Płyta "=1" (tytuł i okładka znów wyglądają jak sabotaż - patrz "Bananas", "Now What!" czy "Whoosh!") to debiut nowego gitarzysty, zaledwie 45-letniego Simona McBride'a. Jak na muzyka dzisiejszego Deep Purple jest to rzeczywiście młodzieniec - reszta składu zbliża się do osiemdziesiątki - ale dla rockmanów to już ten wiek, kiedy z reguły najlepsze dokonania mają za sobą. McBride nie ma zresztą żadnych znaczących osiągnieć na koncie, ale współpracował z Donem Aireyem, więc dostał fuchę. Jako następca Steve'a Morse'a, który ze swoim stylem do Deep Purple nigdy specjalnie nie pasował, McBride wypada nienajgorzej. Jego riffy mają odrobinę więcej polotu i trochę bliżej im do klasycznego hard rocka. Jednak solówki wciąż brzmią bardzo technicznie i powtarzają ograne klisze, a...

[Recenzja] Sparks - "Kimono My House" (1974)

Obraz
Jeśli wciąż traktować radio i prasę muzyczną jako wyznacznik popularności danego twórcy, to Sparks jest w Polsce zespołem praktycznie nieznanym. Co może dziwić o tyle, że muzyka tej grupy ma niesamowity potencjał komercyjny, a o jego wpływie można naprawdę długo pisać. Do inspiracji lub zachwytu nad Sparks przyznawali się muzycy takich zespołów, jak Depeche Mode, Devo, Duran Duran, Faith No More, Joy Division i New Order, Sex Pistols, Siouxie and the Banshees, The Smiths czy Sonic Youth, a jego miłośniczką jest także Björk. W latach 70. grupa odnosiła zresztą całkiem spore sukcesy w tej cywilizowanej części świata. Początki nie były jednak obiecujące. Kwartet powstał w Los Angeles jeszcze pod koniec poprzedniej dekady - w samym środku eksplozji psychodelicznego rocka - z inicjatywy braci Mael: wokalisty Russella i klawiszowca Rona. W tamtym czasie grupa była pod silnym wpływem brytyjskich kapel w rodzaju Pink Floyd, The Who czy The Kinks i dopiero szukała własnego stylu. Debiutancki al...

[Recenzja] Felá Anikũlapo Kuti - "Black President" (1981)

Obraz
Latem chętniej sięgam po muzykę bardziej pogodną i oddającą tropikalne temperatury. Świetnie w tej roli sprawdza się Fela Kuti i jego mieszanka afrykańskiej tradycji muzycznej z zachodnimi stylami, jak funk, dub czy jazz. Teoretycznie wszystkie płyty nigeryjskiego artysty są niemal identyczne, a jednak jedne trafiają do mnie bardziej, a inne mniej. Do moich faworytów, obok recenzowanych już "Expensive Shit" i "Live!" z Gingerem Bakerem, zaliczyłbym także "Black President". Przy czym ten ostatni to tak naprawdę kompilacja dwóch różnych tytułów, nagranych w niemal kompletnie odmiennych składach: "Sorrow Tears and Blood" z roku 1977 oraz trzy lata późniejszego "I.T.T. (International Thief Thief)". Osobno są to bardzo krótkie wydawnictwa, zawierające po dwie ścieżki o łącznej długości niespełna dwudziestu pięciu minut. Zebrane razem zyskują albumowy czas trwania. "Sorrow Tears and Blood" jest z tych dwóch płyt niewątpliwie bardzie...

[Recenzja] The Raincoats - "Odyshape" (1981)

Obraz
Kurt Cobain pozostawił po sobie coś więcej, niż tylko muzykę. A konkretnie listę rekomendacji płytowych, dzięki której różni mniej popularni wykonawcy mogli dotrzeć ze swoją twórczością do szerszej publiczności. Skorzystała na tym na pewno brytyjska grupa post-punkowa The Raincoats. Dzięki publicznym pochwałom Cobaina kapelą zainteresowała się wytwórnia Geffen, czego efektem były wznowienia wcześniejszej dyskografii, wzbogacone esejami lidera Nirvany oraz Kim Gordon z Sonic Youth. Na fali tego chwilowego hajpu doszło nawet do reaktywacji zespołu. Oryginalny plan zakładał dołączenie na trasę, jaką Nirvana miała zagrać wiosną 1994 roku. Nie wypaliło, bo koncerty odwołano po tym, jak Cobain palnął sobie w łeb. The Raincoats przygotował za to nowy materiał studyjny, opublikowany dwa lata po tych wydarzeniach. Daje też sporadyczne występy. Główny okres działalności zespołu to lata 1977-84 i cztery albumy - w tym koncertowy - nagrane dla Rough Trade. The Raincoats powstał z inicjatywy dwóch ...

[Recenzja] Neil Young + Crazy Horse - "Ragged Glory" (1990)

Obraz
O ile w latach 80. Youngowi kompletnie nie szło odnalezienie się w nowej muzycznej rzeczywistości, to w kolejnej dekadzie przyszło mu to bez trudu. Do rockowego mainstreamu wróciło bardziej klasyczne, surowe granie, inspirowane zresztą także jego własną twórczością. Wpływy dawnych dokonań Neila Younga, szczególnie tych z grupą Crazy Horse, miały być odtąd wyraźnie słyszalne i u grup grunge'owych z Pearl Jam na czele, i u łagodzącej swoje oblicze Metalliki, i nawet u post-hardcore'owców ze Slint. Kanadyjczyk nie mógł jednak jeszcze tego wiedzieć, gdy u progu lat 90. odnawiał współpracę z Billym Talbotem, Ralphem Moliną i Frankiem Sampedro. Nagrany wówczas "Ragged Glory" to jeden z jego najbardziej czadowych albumów, idealnie antycypujący to, jak w ciągu kilku miesięcy miała zmienić się rockowa scena. Album przypomina zapis jakiegoś jam session, podczas którego muzycy dopiero ćwiczyli nowy materiał, na luzie, spontanicznie, nie przejmując się chropowatym, zgiełkliwym br...

[Recenzja] Lou Reed & Metallica - "Lulu" (2011)

Obraz
Najbardziej niezrozumiany album w historii fonografii. Egzotyczna współpraca Lou Reeda z Metalliką musiała wzbudzić kontrowersje tak wśród miłośników tego pierwszego, jak i fanów tej drugiej. Zwłaszcza tej drugiej. Bo to właśnie oni najliczniej sięgnęli po wydawnictwo, skuszeni nazwą Metallica, po czym - eufemistycznie mówiąc - kompletnie zmieszali ten materiał z błotem. Bo wokal nie taki, bo Hetfield tylko dośpiewuje chórki (na czele z memicznym I'm the table  z "The View"), bo nie ma gitarowych popisów, bo jakieś smyczki i konstrukcja utworów jakaś taka dziwna. I kto to w ogóle ten Lou Reed, co się dokleił do Metalliki, żeby uszczknąć coś ze sławy kwartetu? No, Lou Reed to akurat koleś, którego wkład w muzykę jest nieporównywalnie większy od Metalliki. Jeszcze w latach 60. współtworzył mało wówczas znaną kapelę The Velvet Underground, która z czasem stała się wzorem dla niezliczonych grup punk-rockowych, post-punkowych czy noise-rockowych. Jako jeden z pierwszych rockow...

[Recenzja] Joni Mitchell - "Ladies of the Canyon" (1970)

Obraz
Może i kolejny w dyskografii "Blue" jest najpopularniejszą płytą Joni Mitchell, ale to "Ladies of the Canyon" zawiera najwięcej spośród jej najsłynniejszych kompozycji. To właśnie tutaj znalazł się chociażby proekologiczny hymn "Big Yellow Taxi". Mitchell napisała ten tekst podczas pobytu na Hawajach, gdy przeraził ją kontrast pomiędzy pięknem przyrody, a niedającym się ogarnąć wzrokiem wybrukowanym parkingiem hotelowym. Są też odniesienia do szkodliwych dla środowiska chemikaliów stosowanych w rolnictwie. Po ponad pięciu dekadach tekst wydaje się jeszcze bardziej aktualny. Muzycznie to wyjątkowo, jak na wczesną Joni, energetyczna, pogodna i chwytliwa piosenka, choć zagrana jedynie z akompaniamentem akustycznej gitary. Pierwotny singiel z "Big Yellow Taxi" nie był wielkim przebojem - dotarł jedynie do 67. miejsca na amerykańskiej liście. Nieco lepiej poradziła sobie cztery lata póżniej jego koncertowa wersja, notowana na 24. pozycji, jednak dzisi...