Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2025

[Recenzja] Boards of Canada - "Music Has the Right to Children" (1998)

Obraz
Po ejtisowym  zmerkantylizowaniu muzyki elektronicznej, kolejna dekada okazała się czasem jej gwałtownego rozwoju, powstawania coraz to nowszych nurtów, nierzadko przywracających bardziej eksperymentalne podejście. To z tego okresu pochodzi znaczna część elektronicznych klasyków, wciąż będących źródłem inspiracji dla innych przedstawicieli gatunku i nie tylko. Jedną z takich płyt jest "Music Has the Right to Children", debiut szkockiego duetu Boards of Canada, tworzonego przez braci Marcusa Eoina i Michaela Sandisona. Choć sami muzycy twierdzą, że nie interesowały ich popularne wówczas style muzyki elektronicznej - powoływali się za to na wpływy Wendy Carlos, Joni Mitchell, The Beatles, The Incredible String Band,  Devo czy My Bloody Valentine - to nie da się uniknąć porównań z innymi twórcami elektroniki ostatniej dekady XX wieku. Najbardziej ewidentne jest podobieństwo do angielskiego duetu Autechre. Boards of Canada w podobny sposób łączy potężne, energetyczne beaty z subt...

[Recenzja] Ozzy Osbourne / Black Sabbath - "The Ozzman Cometh" (1997)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E03 Ozzy Osbourne wyreżyserował swoją śmierć niemal jak David Bowie, który w przedostatni dzień życia opublikował jeden z najambitniejszych albumów, "Blackstar", w warstwie lirycznej będący pogodzeniem się z nieuchronnym końcem. W przypadku oryginalnego wokalisty Black Sabbath był to natomiast po prostu pożegnalny koncert. Schorowany Osbourne, na dwa tygodnie przed śmiercią, dał dwa krótkie występy: z solowym materiałem oraz z utworami jego macierzystej grupy, która po raz pierwszy od dwudziestu lat zagrała w oryginalnym składzie, z basistą Geezerem Butlerem, perkusistą Billem Wardem i, oczywiście, Tonym Iommim, który jako jedyny grał we wszystkich wcieleniach. To właśnie ten kwartet na początku lat 70. zrewolucjonizował muzykę rockową, budując fundamenty metalu, stając się główną inspiracją dla kolejnych przedstawicieli tej estetyki. Przy czym była to głównie zasługa Iommiego, twórcy charakterystycznych riffów oraz ciężkiego, posępneg...

[Recenzja] Parliament - "Mothership Connection" (1975)

Obraz
Cykl wakacyjny #3 Pomysł, że czarnoskóry człowiek poleci w kosmos, w połowie lat 70. brzmiał - zwłaszcza dla afroamerykańskiej społeczności, wciąż walczącej o swoje prawa na Ziemi - raczej jak coś z gatunku science fiction. Podobne przemyślenia były dla George'a Clintona, lidera kolektywu Parliament-Funkadelic, punktem wyjścia do stworzenia jednego z najsłynniejszych dzieł afrofuturyzmu, albumu "Mothership Connection". Wysyłaliśmy [w tekstach] naszych   tam, gdzie nikt by się ich nie spodziewał, jak do Białego Domu  - tłumaczył Clinton.  To sobie pomyślałem: a może jeszcze dalej? Gdzie nikt nie pomyśli, że czarny się znajdzie - w kosmos. Ja zawsze lubiłem Star Trek, więc zrobiliśmy numer, że alfons siedzi w statku kosmicznym w kształcie Cadillaca, no i wrzuciliśmy te wszystkie groove'y jak u Jamesa Browna, ale z ulicznym gadaniem, takim naszym slangiem z getta .  Na potrzeby "Mothership Connection" - pierwszego funkowego albumu koncepcyjnego - powstała cała ...

[Recenzja] Krzysztof Penderecki - "Dies irae (Oratorium oświęcimskie)" (1967)

Obraz
Kwestionowanie Holokaustu dla zbijania politycznego kapitału - czy z jakiegokolwiek innego powodu - to jedna z najbardziej ohydnych, głupich i szkodliwych narracji, jakie ostatnio zaczęły zyskiwać na popularności. Odcinają się od tego nawet pozostałe środowiska polityczne z prawej strony, choć same robią rzeczy wcale nie mniej obrzydliwe i niebezpieczne, cynicznie podsycając ksenofobiczne, rasistowskie oraz przemocowe nastroje w społeczeństwie. Nastroje owe zaczynają przypominać te sprzed stu lat w sąsiednim kraju, które ostatecznie doprowadziły do powstania obozów zagłady. Pamięci ponad miliona ofiar eksterminowanych w samym tylko obozie Auschwitz-Birkenau, poświęcony jest utwór Krzysztofa Pendereckiego "Dies i rae - oratorium ob memoriam in pereniciei castris in Oświęcim necatorum inextinguibilem reddendam", czyli "Dzień gniewu - oratorium dla utrwalenia na zawsze pamięci ofiar obozu zagłady", skrótowo nazywany "Oratorium oświęcimskim". Dzieło powstało n...

[Recenzja] Jean-Michel Jarre - "Oxygène" (1976)

Obraz
Powrót Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na Ziemię przypomniał mi o tym albumie. A właściwie o jego okładce. Ilustracja Michela Grangera powstała już na początku lat 70., jako część serii poświęconej antropogenicznej dewastacji planety, poniekąd wyprzedzającej swój czas. Problem ten nawet dziś bywa bagatelizowany i negowany - pomimo dotkliwie odczuwanych skutków zmian klimatu spowodowanych działalnością człowieka - a w tamtych czasach niemal nikogo nie zajmował. Ta konkretne grafika, zatytułowana " Oxygène", po raz pierwszy została opublikowana w 1972 roku w jednym z francuskich magazynów komiksowych, jednak Jean-Michel Jarre zetknął się z nią dopiero kilka lat póżniej, gdy oryginał wystawiono w paryskiej Marquet Gallery. Na podzielającym troskę o planetę muzyku malunek zrobił tak duże wrażenie, że nie tylko go nabył, ale skontaktował się z jej twórcą, z prośbą o pozwolenie wykorzystania ilustracji i jej tytułu na swoim przygotowywanym właśnie albumie. Granger nie protestowa...

[Recenzja] Celtic Frost - "Into the Pandemonium" (1987)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E02 Czemu nie spróbujecie brzmieć bardziej jak Exodus albo Slayer? - pytał Karl-Ulrich Walterbach, szef wytwórni Noise, muzyków Celtic Frost i wielokrotnie groził wstrzymaniem finansowania nagrań drugiego pełnowymiarowego albumu grupy. "Into the Pandemonium" faktycznie odbiega od ówczesnych standardów ekstremalnego metalu. Bardziej melodyjne wokale, żeńskie chórki, kwartet smyczkowy, waltornia, syntezatory, sample i industrialne efekty dźwiękowe, a do tego przeróbka post-punkowej piosenki oraz kawałki bez gitar ani perkusji - całkiem sporo tu tego ubogacania metalu, jak na 1987 rok, nawet jeśli niektóre z tych dodatkowych środków powiela się z poprzednim w dyskografii "To Mega Therion". Dla cześci słuchaczy i krytyków było tego już zbyt wiele, ale nie brakowało też zachwytów nad tymi poszukiwaniami Szwajcarów. Sam mam nieco mieszane odczucia. "Into the Pandemonium" to niewątpliwie ambitne przedsięwzięcie. Poniekąd ...

[Recenzja] Tony Allen with the Africa 70 - "Jealousy / Progress" (2000)

Obraz
Cykl wakacyjny #2 Choć większość profitów z działalności nigeryjskiej grupy Africa 70 przypadała Feli Kutiemu, twórcą jej charakterystycznego stylu był tak naprawdę Tony Allen. To ten znakomity, do dziś inspirujący perkusista, łącząc w swojej grze jazzowe wyrafinowanie Maxa Roacha czy Arta Blakeya, funkowy puls sekcji rytmicznej Jamesa Browna oraz różne opierające się na polirytmii, zachodnioafrykańskie style, stworzył fundamenty afrobeatu. W zespole Kutiego pełnił rolę dyrektora artystycznego, a jego pozycja była na tyle silna, że sam mógł wymyślać swoje partie do kompozycji frontmana. Ten zresztą nierzadko pisał pod konkretny rytm zasugerowany przez Allena. Stopniowo jednak narastał miedzy muzykami konflikt o adekwatne wynagrodzenie. Kryzys udało się czasowo zażegnać, gdy Fela umożliwił Tony'emu nagranie własnych kompozycji oraz wydanie ich pod swoim nazwiskiem. Na przestrzeni kilku lat ukazały się trzy albumy: "Jealousy" (1975), "Progress" (1977) oraz "N...

[Recenzja] Massive Attack - "Mezzanine" (1998)

Obraz
Niespodziewanie najszerzej ostatnio omawianym w krajowych mediach wydarzeniem muzycznym stał się koncert zespołu, którego szczytowy moment kariery wypadł trzy dekady temu i po którym spodziewano się bezpiecznego występu dla możliwie najszerszej publiczności. Tymczasem atmosfera wytworzona przez Massive Attack na tegorocznym Open'erze okazała się daleka od komfortowej. Wyświetlane za plecami muzyków obrazy zbrodni dokonywanych na polecenie Putina i Netanjahu, dzieci wydobywających w trudnych i niebezpiecznych warunkach minerały niezbędne we współczesnym biznesie technologicznym, a także niemal nieustanny zmasowany atak sensacyjnymi, autentycznymi nagłówkami, pokazujące problem nadmiaru informacji oraz dezinformacji - wszystko to podane w przytłaczający sposób, wzmocniony, mroczną, psychodeliczną i często hałaśliwą muzyką - okazały się zbyt mocne dla części publiczności, która nie wytrzymała do końca występu. To dobry moment, aby w końcu opisać tu tę grupę. Tak właściwie to zabrałem ...

[Recenzja] Swans - "Filth" (1983)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E01 Z pewnym zdumieniem przyjąłem fakt, że mimo tego powszechnego uwielbienia, wręcz kultu Swans, w całym internecie nie ma ani jednej polskiej recenzji debiutanckiego albumu "Filth". Ok, jedna jest, tyle że ta akurat dotyczy rozszerzonego wznowienia z 2015 roku i o podstawowym materiale wiele tam nie ma. Tymczasem na Zachodzie to jedna z najbardziej cenionych płyt wymierającej już wówczas sceny no wave oraz kształtującego się noise rocka, choć zarazem jest to też jedno z najbardziej hermetycznych i bezkompromisowych wydawnictw zespołu. W porównaniu z niespełna 37 minutami "Filth", wszystkie te dwugodzinne kolosy, publikowane przez Swans w XXI wieku, okazują się całkiem przystępną, bardzo melodyjną i dość zachowawczą muzyką. Na samym początku muzyka Swans nie różniła się od dokonań innych grup no wave, jak Theoretical Girls Glenna Branki, The Contortions, Teenage Jesus and the Jerks, D.N.A., Mars czy Sonic Youth (z tym ostatn...

[Recenzja] Wayne Shorter featuring Milton Nascimento - "Native Dancer" (1975)

Obraz
Cykl wakacyjny #1 Latem chętniej sięgam po lżejszą, pogodniejszą muzykę, jak funk i soul, afrobeat, dub i reggae, a ostatnio także MPB - música popular brasileira. O tej ostatniej jeszcze tu nie pisałem, a na pierwszą recenzje wybrałem ostrożnie płytę artysty, najbardziej kojarzonego z całkiem inną muzyką, którego dokonania niejednokrotnie już omawiałem. Jazzowy saksofonista Wayne Shorter zaczynał u boku Arta Blakeya, a następnie rozwijał jazz modalny i kształtował fusion w kwintecie Milesa Davisa. Na swoich własnych albumach początkowo oddawał hołd Johnowi Coltrane, by z czasem bardziej zelektryfikować swoją muzykę. Już pod koniec lat 60. zdarzały mu się pojedyncze kawałki o latynoskim zabarwieniu, a bardziej zdecydowanie poszedł w tym kierunku z grupą Weather Report. Największy krok, ku pełnemu zintegrowaniu północnoamerykańskiej tradycji jazzowej z południowoamerykańskimi tradycjami ludowymi i popowymi, wykonał jednak na płycie "Native Dancer". Już sam skład stanowi miesza...

[Przegląd] Najciekawsze pominięte płyty z pierwszego półrocza 2025

Obraz
Choć staram się na bieżąco recenzować najciekawsze nowości płytowe, uzbierało się trochę zaległości z pierwszej połowy 2025 roku. Najczęstszym powodem, dlaczego nie napisałem o jakimś wartym uwagi albumie, był brak pomysłu na pełną recenzję, która faktycznie wniesie coś do już opublikowanych tu treści. W tej sytuacji zbiorcze i skrótowe omówienie wydaje się najbardziej sensownym rozwiązaniem. Brandee Younger - Gadabout Season Trudno uniknąć porównań Brandee Younger z innymi jazzowymi harfistkami - Dorothy Ashby i Alice Coltrane. Zwłaszcza, że na wcześniejszych płytach chętnie sięgała po ich kompozycje. Poprzednią, "Brand New Life", niemal w całości wypełniały utwory autorstwa Ashby. Tegoroczną natomiast nagrała na instrumencie należącym niegdyś do Coltrane. Younger udaje się tu zresztą w podobne, mistyczno-medytacyjne rejony. Co nie znaczy, że brzmi to dokładnie tak samo, jak spiritual jazz sprzed pół wieku. To uwspółcześniona wersja tamtego stylu, ze zredukowanym elementem j...