Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2026

[Recenzja] Arthur Blythe - "Lenox Avenue Breakdown" (1979)

Obraz
Dzisiejszą publikację tej recenzji miałem zaplanowaną jeszcze zanim dotarła do mnie wieść o śmierci gitarzysty Jamesa "Blood" Ulmera. "Lenox Avenue Breakdown" to jeden z najbardziej cenionych albumów, w których nagrywaniu brał udział. Oczywiście nie on jest tu głównym bohaterem, lecz saksofonista Arthur Blythe, który płytę sygnuje swoim nazwiskiem, a ponadto jest autorem całego repertuaru. W składzie znalazł się też Jack DeJohnette, basista Cecil McBee oraz grający na perkusjonaliach Guillermo Franco, a sekcję dętą uzupełnili flecista James Newton i tubista Bob Stewart. Nietypowe instrumentarium jednorazowego septetu wyróżnia go spośród innych jazzowych składów. Album wyprodukował Bob Thiele, najbardziej znany ze współpracy z Johnem Coltrane'em. Arthur Blythe na saksofonie altowym zaczął grać w wieku kilkunastu lat, a jako nastolatek grywał już w grupach rhythm and bluesowych, dopóki nie odkrył jazzu. W 1969 roku, jako dziewiętnastolatek, zadebiutował fonografic...

[Recenzja] Laurence Pike - "Possible Utopias for Jazz Quintet" (2026)

Obraz
Tytuł tego albumu jest podwójnie mylący. Bo żadnego kwintetu tu nie ma. Grający na bębnach i różnych instrumentach klawiszowych Laurence Pike zarejestrował trzy utwory w duecie z saksofonistą Benem Lernerem, po jednym z klawiszowcami Novakiem Manojloviciem i Nico Callahanem, a pozostałe dwa samodzielnie. Nie do końca też jest to jazz. Ściślej rzecz biorąc, nie jest to czysty jazz, a synteza różnych gatunków, w której nie mniej istotną rolę pełnią wpływy ambientu, elektroniki oraz post-rocka. To raczej rodzaj eksperymentu myślowego, przełożonego następnie na muzykę, jak potencjalny kwintet jazzowy mógłby dziś poszukiwać wyzwolenia od oczekiwanych przez wszystkich schematów. Także tych stosowanych od siedmiu dekad w jazzie free - rozwiązania, które wówczas dawały wolność, od dawna są już dla muzyków raczej ograniczeniami. Początkiem tego projektu były rozważania Pike'a, jak brzmiałaby muzyka, gdyby uwolnić ją od oczekiwań późnego kapitalizmu? W jaki sposób jazzman z wyidealizowanej k...

[Recenzja] Swans - "Birthing" (2025)

Obraz
Dość niespodziewanie jednym z moich największych zeszłorocznych zaskoczeń był najnowszy album Swans. "Birthing" to powrót zespołu Michaela Giry do formy. I to pomimo braku istotnych zmian w składzie czy samej muzyce. A przecież wydawało się, że obecna koncepcja artystyczna została już kompletnie wyeksploatowana na pięciu poprzednich, bardzo długich przecież albumach. Jedynie przedostatni z nich "Leaving Meaning." trwa wyraźnie poniżej dwóch godzin, przy czym wciąż przekracza pojemność pojedynczego kompaktu. To zresztą właśnie tam po raz pierwszy dawało się odczuć pewne sygnały wyczerpania formuły, co do którego kolejny "The Beggar" nie pozostawił już żadnych wątpliwości. Mechanizm powstawania "Birthing" był podobny, jak w przypadku innych albumów Swans w XXI wieku. Gira najpierw przygotował szkice utworów na gitarę akustyczną, by następnie ogrywać je z zespołem podczas rocznej trasy koncertowej. Na żywo przybierały formę kilkunastominutowych impr...

[Recenzja] Boards of Canada - "Inferno" (2026)

Obraz
"Inferno" to niewątpliwie najważniejsza premiera poprzedniego miesiąca. Wyjątkowo zresztą nudnego i pełnego muzycznych rozczarowań. W przypadku pierwszego od trzynastu lat albumu Boards of Canada oczekiwania musiały być spore. Mowa przecież o jednym z kluczowych twórców elektroniki przełomu wieków, którego wydane wówczas albumy "Music Has the Right to Children" i "Geogaddi" to niekwestionowana klasyka nurtów IDM oraz downtempo. Kolejne płyty nie były już może tak istotne, jednak rozwijały stylistykę zespołu. Długa przerwa wydawnicza poprzedzająca "Inferno" mogła jednak sugerować twórczy kryzys Mike'a Sandisona i Marcusa Eoina, co potęgowało moje obawy, że także oni dołączą do listy moich faworytów, którzy w maju nie dowieźli z nową muzyką. Tymczasem po kilku odsłuchach "Inferno" mam dość pozytywne odczucia, choć z zastrzeżeniami. Największą wadą jest to, jak bardzo wykalkulowany jest to album. Duet Boards of Canada po raz pierwszy w...

[Recenzja] John Zorn - seria "Music Romance": "Music for Children" (1998) / "Taboo & Exile" (1999) / "The Gift" (2001)

Obraz
Poza opisywaną niedawno "John Zorn's Game Pieces" saksofonista na przełomie wieków wydał jeszcze jedną serię płyt. Na "Music Romance" składają się trzy albumy opublikowane w latach 1998-2001: " Music for Children", "Taboo & Exile" oraz "The Gift". W tym przypadku trudno jednak mówić o jakimś konkretnym pomyśle na całość. Jakikolwiek zamysł pojawia się dopiero na ostatniej odsłonie cyklu, zresztą rozwijany później pod szyldem The Dreamers. Dwie pierwsze płyty wyglądają natomiast jak zbiory odrzutów po różnych projektach, z nieustannie zmieniającym się składem oraz stylistyką. Zorn jest kompozytorem i producentem całości, ale jako instrumentalista udziela się tylko w kilku nagraniach. Na osiem nagrań z "Music for Children" przypada siedem różnych konfiguracji personalnych. Jedynie niespełna minutowe "Bikini Atoll" i "Bone Crusher" zarejestrowano w tym samym składzie, obejmującym muzyków kwintetu Prela...