Posty

Wyświetlam posty z etykietą no wave

[Recenzja] Glenn Branca - "The Ascension" (1981)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E08 Tytuł tego albumu nie przypadkiem jest zbieżny z dwoma innymi wielkimi dziełami, "L'Ascension" Oliviera Messiaena oraz "Ascension" Johna Coltrane'a, do których Glenn Branca nawiązał świadomie i z premedytacją. We wszystkich trzech przypadkach muzyka wprowadza w metafizyczny wręcz nastrój, choć robi to, korzystając z innych środków wyrazu. Te zastosowane przez Brankę wydają się najmniej adekwatne do osiągnięcia zamierzonego celu. Artysta posługuje się tu bowiem gitarowym hałasem, punkową agresją, ciężarem większym niż niejedna kapela metalowa, przerażającymi dźwiękami niczym z horroru. Przy czym sama gitara używana jest tu w niezbyt rockowy sposób. Nie jest to również jazz - całość została starannie skomponowana, nie pozostawiając wiele miejsca na improwizację - ani muzyka poważna, do której poniekąd aspiruje, choć jej twórca nawet nie posiadał formalnego wykształcenia muzycznego. Glenn Branca wywodził się z podzie...

[Recenzja] John Zorn - "Naked City" (1990)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E07 Ciężar w muzyce może przybierać różną postać. Nie musi wcale wynikać z typowo metalowych patentów. W związku z tym nie widzę sensu, by w tym cyklu trzymać się wyłącznie tego typu grania. Choć akurat ten album trochę tego metalu zawiera, nawet jeśli miesza się on tu z innymi stylami i jedynie czasem nad nimi dominuje. Tak samo ciężar i agresją stanowią tylko jedne z wielu środków ekspresji, a przytłaczający charakter tego wydawnictwa wynika przede wszystkim z czegoś całkiem innego - z szaleństwa, nieokiełznanego eklektyzmu i nieprzewidywalności tego materiału. To płyta, na której free jazz miesza się z grindcore'em, no wave i surf rockiem - a to tylko te najczęściej słyszane inspiracje - często na przestrzeni pojedynczych kawałków, w których nie brakuje zaskakujących zwrotów stylistycznych, choć często te wpływy po prostu nakładają się na siebie w tym samym momencie. W chwili wydania tego albumu John Zorn był już uznaną postacią nowojorsk...

[Recenzja] Swans - "Children of God" (1987)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E05 "Children of God" to przełomowa płyta w dorobku Swans. W części utworów zespół rozwija swój dotychczasowy styl - brudny, agresywny i zgiełkliwy trans z wczesnych albumów, jak debiutancki "Filth" czy następujący po nim "Cop". Jednocześnie pojawiają się tu także nagrania zdecydowanie bardziej melodyjne, o bogatszym, ale też łagodniejszym, często akustycznym brzmieniu. To już wyraźna zapowiedź kolejnych wydawnictw, jak "The Burning World" i "White Light From the Mouth of Infinity", utrzymanych w stylistyce neofolku z gotyckim zabarwieniem. Te nowe elementy nie pojawiły się tu zupełnie nagle i niespodziewanie. Już wydane w poprzednim roku bliźniacze albumy "Greed" i "Holy Money" - nagrywane podczas tej samej sesji - ostrożnie wzbogaciły pierwotną stylistykę Swans o nowe rozwiązania, jak partie pianina czy żeńskie chórki. Za te ostatnie odpowiada tam nowa członkini grupy, Jarb...

[Recenzja] Swans - "Filth" (1983)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E01 Z pewnym zdumieniem przyjąłem fakt, że mimo tego powszechnego uwielbienia, wręcz kultu Swans, w całym internecie nie ma ani jednej polskiej recenzji debiutanckiego albumu "Filth". Ok, jedna jest, tyle że ta akurat dotyczy rozszerzonego wznowienia z 2015 roku i o podstawowym materiale wiele tam nie ma. Tymczasem na Zachodzie to jedna z najbardziej cenionych płyt wymierającej już wówczas sceny no wave oraz kształtującego się noise rocka, choć zarazem jest to też jedno z najbardziej hermetycznych i bezkompromisowych wydawnictw zespołu. W porównaniu z niespełna 37 minutami "Filth", wszystkie te dwugodzinne kolosy, publikowane przez Swans w XXI wieku, okazują się całkiem przystępną, bardzo melodyjną i dość zachowawczą muzyką. Na samym początku muzyka Swans nie różniła się od dokonań innych grup no wave, jak Theoretical Girls Glenna Branki, The Contortions, Teenage Jesus and the Jerks, D.N.A., Mars czy Sonic Youth (z tym ostatn...

[Recenzja] Contortions - "Buy" (1979)

Obraz
Z taką okładką i tytułem mogłaby to być jakaś tania kompilacja wakacyjnych hitów. Debiutancki album Contortions zawiera jednak muzykę tak odległą od mainstreamu, na ile było to możliwe w ramach szeroko rozumianego punk rocka. Dowodzona przez Jamesa Chance'a - właśc. Jamesa Siegfrieda, zmarłego dwa miesiące temu - grupa była jednym z czołowych przedstawicieli nurtu no wave, antysztuki dekadenckiego podziemia Nowego Jorku. Contortions był jednym z czterech zespołów, które Brian Eno zebrał na kultowym składaku "No New York". Tym zresztą zespołem, który wypadł tam najlepiej. Zapewne jednak pomogło w tym wykolegowanie Theoretical Girls, grupy Glenna Branki, którą Eno też chciał zaangażować do projektu, ale uległ presji pozostałych uczestników. Korzeni stylu Contortions - podobnie jak całego no wave - można doszukiwać się w najbardziej awangardowych dokonaniach The Velvet Underground i The Stooges czy na płycie Yoko Ono z Plastic Ono Band, może również u Suicide lub Pere Ubu. I...

[Recenzja] Sonic Youth - "Bad Moon Rising" (1985)

Obraz
Na swoim drugim pełnowymiarowym - choć znów niezbyt długim - wydawnictwie, muzycy Sonic Youth zaproponowali coś na kształt albumu koncepcyjnego. Poszczególne utwory płynnie przechodzą w kolejne, zaś ich warstwa tekstowa skupia się na pokazaniu mrocznej strony Ameryki, poruszając takie tematy, jak przemoc, śmierć czy szaleństwo. Pod względem muzycznym jest to natomiast kontynuacja drogi obranej na "Confusion Is Sex". Kwartet, a właściwie troje gitarzystów, dalej eksperymentuje z brzmieniem i awangardowymi technikami gry na swoich instrumentach. Aczkolwiek tym razem zdają się lepiej nad tym wszystkim panować, co sprawia, że utwory wydają się trochę bardziej przemyślane, choć wciąż dalekie od powszechnie pojmowanej piosenkowości i zachowujące artystyczną bezkompromisowość. Zaczyna się od zaskakująco melodyjnego i łagodnego "Intro", opartego na kilku uzupełniających się ścieżkach gitar. W "Brave Men Run (In My Family)" brzmienie jest już bardziej zgiełk...

[Recenzja] Sonic Youth - "Confusion Is Sex" (1983)

Obraz
"Confusion Is Sex" to ten właściwy debiut Sonic Youth. Muzycy mogą uważać za swój pierwszy album eponimiczne wydawnictwo z 1982 roku. Nie jest to jednak pełnowymiarowa płyta, a i stylistycznie odbiega od tego, co zespół prezentował później. "Confusion Is Sex" co prawda trwa tylko dziesięć minut dłużej od swojego poprzednika, jednak trzydzieści pięć minut to już całkiem przyzwoity czas. Ważniejsze jednak zmiany zaszyły w samej muzyce. Brzmienie stało się jeszcze bardziej surowe, brudniejsze, pełne sprzężeń, dysonansów i innych zniekształceń. Ponadto, Thurston Moore, Lee Ranaldo i Kim Gordon na jeszcze większą skalę stosują niekonwencjonalne techniki wydobywania dźwięku z gitar, np. poprzez uderzanie w struny różnymi przedmiotami. Zaczęli również eksperymentować ze strojeniem instrumentów, nierzadko indywidualnie dobierając je do danej kompozycji. Wciąż natomiast unikali wyrazistych motywów i melodii, kompletnie nie zabiegając o uwagę masowego słuchacza, a wręcz ...

[Recenzja] Sonic Youth - "Sonic Youth" (1982)

Obraz
Debiutanckie wydawnictwo Sonic Youth bywa różnie klasyfikowane. Według niektórych źródeł jest to album, zdaniem innych EPka. Za tym drugim przemawia czas trwania, wynoszący niespełna dwadzieścia pięć minut. Sami muzycy zawsze jednak podkreślali, że to pełnoprawny album. Bez względu na to, jak traktować tę płytę, jest to całkiem interesujące wydawnictwo, pokazujące nieco inne oblicze Sonic Youth. W przeciwieństwie do swoich późniejszych wydawnictw, Thurston Moore, Lee Ranaldo i Kim Gordon (wsparci przez perkusistę Richarda Edsona, który odszedł niedługo po nagraniu tego materiału) używają tutaj niemal wyłącznie standardowego strojenia i czystego brzmienia gitar. Uwagę zwraca także nieco funkowa praca sekcji rytmicznej. Sprawia to, że zawarta tu muzyka bliższa jest post-punku czy no wave niż późniejszych, bardziej noise'owych albumów grupy. Wśród prawdopodobnych inspiracji można wymienić The Velvet Underground, The Stooges, MC5, Can, Talking Heads, ale też awangardzistę Glenna B...

[Recenzja] Material - "Memory Serves" (1981)

Obraz
Po odejściu Daevida Allena ze składu New York Gong, pozostali muzycy postanowili kontynuować razem działalność, zmieniając nazwę na Material. Nie był to już jednak zespół w powszechnym znaczeniu tego słowa, lecz studyjny projekt i jednocześnie producencki duet złożony z Michaela Beinhorna oraz Billa Laswella, z którego usług korzystali m.in. Herbie Hancock, Mick Jagger czy Afrika Bambaataa. W oryginalnym składzie towarzyszyli im pozostali byli członkowie New York Gong: perkusiści Fred Maher i Bill Bacon oraz gitarzysta Cliff Cultreri. Ostatnia dwójka odeszła po nagraniu serii post-punkowych EPek, a jeszcze przed sesją długogrającego debiutu, "Memory Serves". Wystąpiło na nim za to wielu ciekawych gości, jak jazzmani Sonny Sharrock, George Lewis i Henry Threadgill, czy gitarzysta Fred Frith z avant-progowych Henry Cow i Art Bears, ale też tria Massacre, które współtworzył z Laswellem i Maherem. "Memory Serves" zawiera bardzo oryginalną mieszankę funku, jazzu, ...

[Recenzja] Massacre - "Killing Time" (1981)

Obraz
Wkrótce po przeprowadzce do Nowego Jorku, Fred Frith - brytyjski gitarzysta, znany z grup Henry Cow i Art Bears - stał się aktywnym członkiem tamtejszej podziemnej sceny muzycznej. A w tamtym czasie, pod koniec lat 70., działo się na niej sporo, żeby wspomnieć tylko o nurcie no wave. Był on twórczym rozwinięciem punk rocka, zachowującym jego bezkompromisowość i agresję, zarazem odrzucając jego schematyczność i prostotę, na rzecz inspiracji awangardą, noisem, free jazzem czy funkiem. Frith otarł się o tę stylistykę podczas współpracy z grupą Material, a jeszcze bardziej w nią zagłębił z własnym trio Massacre. Składu dopełnili członkowie wspomnianego Material - basista Bill Laswell (znany przede wszystkim z późniejszej działalności jako producent) i perkusista Fred Maher. W ciągu swojej kilkunastomiesięcznej kariery, trio intensywnie koncertowało po Stanach i Europie, a także wydało jeden album. "Killing Time" zarejestrowano częściowo w nowojorskim OAO Studio (czerwiec...