Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2025

[Recenzja] The Orchestra (For Now) - "Plan 75" (2025)

Obraz
Niewątpliwie jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie albumów tego roku jest zapowiedziany już na najbliższy piątek "Forever Howlong" Black Country, New Road. Oczywiście dziś grupa jest w zupełnie innym miejscu, niż w okresie "For the First Time" czy nawet "Ants From Up There" - personalnie, stylistycznie i pod względem popularności, wyższe są też względem niej oczekiwania. Nie brakuje jednak chętnych, by wypełnić lukę po tamtym wczesnym wcieleniu BC,NR. W kolejce ustawiły się już takie grupy, jak Maruja, Leather.head, Ugly, a poza Wielką Brytanią - także kalifornijski Cime czy chilijski Hasse Kassel. Teraz dołącza do nich kolejna grupa z Londynu, regularnie występująca na scenie klubu Windmill - The Orchestra (For Now), debiutująca właśnie EPką "Plan 75". Choć z czterech utworów tylko otwieracz nie był wcześniej udostępniony jako cyfrowy singiel. Czytaj też:  [Recenzja] Maruja - "Tír na nÓg" (2025) Największym problemem "Pla...

[Recenzja] Perfume Genius - "Glory" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 24.03-30.03 Po dziwnym, eksperymentalnym "Ugly Season" - łączącym art pop z elementami współczesnej poważki, ambientu czy jazzu - Michael Hadreas, lepiej znany jako Perfume Genius, wraca do przystępniejszego grania. Zapowiadające "Glory" single mogły wręcz sugerować bardzo zachowawczy materiał. Dotyczy to szczególnie "It's a Mirror" i "No Front Teeth", które są po prostu melodyjnymi piosenkami, łączącymi akustyczne, nieco folkowe brzmienia z rockowymi zaostrzeniami. W tym drugim gościnnie udziela się nawet folkowa pieśniarka Aldous Harding, której duet z Hadreasem kieruje kawałek w bardzo mainstreamowe rejony. To jednak naprawdę świetnie napisane piosenki, z wyrazistymi, ładnie poprowadzonymi melodiami, niepopadające w muzyczny lub tekstowy banał. W dodatku o ile instrumentalnie są bardzo solidne - i słychać w nich bardziej zespołowe podejście (swoją drogą, w składzie jest prawdziwy weteran, Jim Keltner, który grał ze Stonesami...

[Recenzja] The Band - "The Last Waltz" (1978)

Obraz
W połowie lat 70. Robbie Robertson, śpiewający gitarzysta i główny kompozytor The Band, miał już dość nieustannych tras koncertowych. Chciał, wzorem Beatlesów, skupić się na pracy studyjnej. Pozostałym muzykom pomysł nie bardzo się spodobał. Brak porozumienia w kwestii dalszego funkcjonowania ostatecznie doprowadził do decyzji o zawieszeniu działalności. Zanim to jednak nastąpiło, zespół pożegnał się ze sceną z prawdziwą pompą. Ostatni występ The Band w klasycznym składzie odbył się 25 listopada 1976 roku w Winterland Ballroom w San Francisco. Ponieważ wydarzenie miało miejsce w Dzień Dziękczynienia, zorganizowano obiad dla pięciu tysięcy uczestników i udostępniono im salę do tańca. Sam koncert składał się z dwóch części. Podczas pierwszej grający swoje najpopularniejsze utwory zespół wsparła rozbudowana sekcja dęta, a podczas drugiej na scenę kolejno dołączali goście specjalni. Lista nazwisk jest naprawdę imponująca - do dziś nikomu nie udało się jej przebić. Bob Dylan, Joni Mitchell,...

[Recenzja] Imperial Triumphant - "Goldstar" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 17.03-23.03 Nowojorskie trio Imperial Triumphant nie jest typowym zespołem metalowym. I bynajmniej nie chodzi o występy w złotych maskach. To akurat jest dość kiczowatą kliszą. Jednak to właśnie ta grupa ma w swoim adorobku przeróbki kompozycji twórców tak od metalu odległych, jak Dizzie Gillespie, Wayne Shorter czy Radiohead, nadając im metalowego ciężaru, ale zachowując finezję oryginałów. Dodatkowo to jej udało się uczynić słuchalnym Kenny'ego G - saksofonista zaliczył nienajgorszy występ na poprzednim krążku nowojorczyków, "Spirit of Ecstasy". Na "Goldstar" też nie brakuje zaskoczeń, a przy okazji jest to najpewniej najbardziej przystępna płyta tria. Imperial Triumphant zaczynał od grania black metalu, ale szybko skręcił w stronę technicznego death metalu w stylu Death, Cynic i Atheist, z czasem coraz mocniej ujawniając fascynację jazzem czy muzyką filmową. Także teksty odeszły od metalowej sztampy. Zamiast tego zespół snuje opowieści o swoim ...

[Recenzja] Igor Strawiński - "Święto wiosny" (1913)

Obraz
Kpina z publiczności czy jedno z najwybitniejszych dzieł muzyki poważnej? Igor Strawiński wprowadził w "Świecie wiosny" tak wiele elementów stojących wówczas w opozycji do zachodniej tradycji, że premiera utworu wywołała prawdziwy skandal. Z dzisiejszej perspektywy te wszystkie kontrowersyjne innowacje nie budzą już jednak oburzenia ani zdziwienia - a to dlatego, że zaproponowane przez kompozytora rozwiązania z czasem stały się powszechne, przenikając także do muzyki popularnej. Na początku XX wieku, tuż przed wybuchem I wojny światowej, nowatorstwo "Święta wiosny" było wszakże tak wielkie, że utwór - tworzony jako balet, ale często wykonywany też jako koncert orkiestrowy bez tancerzy - powszechnie uważany jest za początek muzyki współczesnej. Ognisty ptak - Strawiński przed "Świętem wiosny" Igor Strawiński urodził się w 1882 roku w Łomonosowie pod Petersburgiem. Z muzyką miał do czynienia od najmłodszych lat. Jego ojciec Fiodor (potomek Stanisława Strawiń...

[Recenzja] Steven Wilson - "The Overview" (2025)

Obraz
Do Stevena Wilsona mam stosunek ambiwalentny. Szanuję jego pracę przy remasterach rockowych klasyków, które w tych odświeżonych wersjach brzmią naprawdę świetnie. W jego własnej twórczości - niezależnie od tego, czy mowa o tej solowej, tej z Porcupine Tree czy innymi projektami - najciekawsze są same inspiracje. Wilsonowi nigdy jednak nie udaje się zaproponować czegoś równie fascynującego. Zazwyczaj wszystko się wykłada przez kompozytorską nieporadność oraz anemiczne wykonanie. Tym większym zaskoczeniem był dla mnie jego poprzedni autorski album, "The Harmony Codex" sprzed dwóch lat, na którym wydawało się, że muzyk w końcu zaczął wyciągać jakieś wnioski i unikać popełnianych wcześniej błędów. Tegoroczny "The Overview" sprawia natomiast wrażenie, jakby Steven Wilson przez ostatnie trzy dekady nie nauczył się kompletnie niczego. W sumie można się było tego spodziewać już po pierwszych zapowiedziach albumu, gdzie była mowa o inspiracjach Pink Floyd czy Tangerine Dream...

[Recenzja] clipping. - "Dead Channel Sky" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 10.03-16.03 Jeśli w XXI wieku gdzieś szukać kontynuacji postępowych idei rocka progresywnego, to w gatunkach od rocka odległych - różnych nurtach muzyki elektronicznej oraz hip-hopie. To tam obecnie najwiecej się dzieje pod względem poszukiwania nowych rozwiązań, szczególnie w kwestiach formy czy brzmienia. A czasem zdarzają się też bardziej bezpośrednie nawiązania do proga. Choćby w przypadku kalifornijskiej grupy clipping. - tria złożonego z rapera Daveeda Diggsa oraz producentów Williama Hutsona i Jonathana Snipesa - która upodobała sobie nagrywanie albumów koncepcyjnych. Po kosmicznej operze "Splendor & Misery" z 2016 roku, drugim albumie w dyskografii zespołu, a następnie eksplorujących tematykę brutalnych horrorów "There Existed an Addiction to Blood" i "Visions of Bodies Being Burned", tym razem, na właśnie wydanym "Dead Channel Sky", sięgnęli po inspirację cyberpunkową literaturą z końcówki poprzedniego wieku. Koncepcyj...

[Recenzje] Autechre - "Confield" (2001)

Obraz
Muzyka Autechre - przynajmniej do pewnego momentu - rozwijała się w bardzo konsekwentny sposób. Z każdą kolejną płytą coraz większej redukcji ulegały melodie, ustępując miejsca abstrakcyjnym eksperymentom z brzmieniem oraz rytmem. Wydany na początku obecnego stulecia album "Confield" to ten moment w twórczości brytyjskiego duetu, gdy jego twórczość stała się zbyt surrealistyczna nawet dla części wielbicieli wcześniejszego dorobku. Zawartość płyty może być odbierana jako zlepki losowo generowanych dźwięków, pozbawionych czynnika ludzkiego. Sean Booth i Rob Brown niewątpliwie przesunęli tu granice tego, co może być uznawane za muzykę, dokonując przynajmniej pozornej dehumanizacji przy użyciu najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych z dostępnych wówczas technologii. Komputery są tu jednak tylko narzędziem w rękach kreatywnych artystów, którzy zachowali pełną kontrolę nad materiałem. "Confield" to pierwszy album Autechre, na którym duet ogranicza tworzenie przy...

[Recenzja] Neil Young - "Chrome Dreams" (2023)

Obraz
Ostatnia dekada w dyskografii Neila Younga to przede wszystkim wysyp archiwalnego materiału. W sporej części są to jedynie alternatywne wersje doskonale znanych kompozycji. A czasem to po prostu zbiory wcześniej wydanych nagrań. "Chrome Dreams" należy do tej ostatniej kategorii. Na dwanaście utworów jedynie dwa - "Hold Back My Tears" i "Sedan Delivery" - nie były wcześniej wydane oficjalnie w tych wersjach. A jednak warto poświęcić temu wydawnictwu więcej uwagi. Nie jest to bowiem kompilacja przypadkowych nagrań, lecz rekonstrukcja albumu, jaki Young planował opublikować w 1977 roku. Przygotowano wówczas nawet acetat, na podstawie którego miały zostać wytłoczone płyty winylowe. Pod wpływem negatywnych opinii znajomych Kanadyjczyk wstrzymał wydanie albumu, a kompozycje wykorzystał na innych swoich płytach. Oryginalna selekcja utworów zaczęła jednak krążyć w formie bootlegów, a materiał zyskał legendarny status. Na fali tego zainteresowania Neil w 2007 roku ...

[Recenzja] Joni Mitchell - "Mingus" (1979)

Obraz
Jazzowa fascynacja Joni Mitchell osiągnęła swój punkt kulminacyjny na albumie "Mingus". To hołd dla Charlesa Mingusa, wybitnego basisty, kompozytora i bandleadera, który zmarł w trakcie prac nad tym materiałem. Był zresztą osobiście zaangażowany w jego powstanie. Pomysł wyszedł od jazzmana, który po usłyszeniu utworu "Paprika Plains" z albumu "Don Juan's Reckless Daughter", zapragnął współpracy z Mitchell. Cierpiący od kilku lat na stwardnienie zanikowe boczne muzyk nie mógł już grać, ale skomponował dla kanadyjskiej artystki sześć utworów, roboczo nazwanych "Joni I-VI", do których miała dopisać własne teksty. Mitchell zdecydowała się wybrać z tej puli trzy kompozycje. W ten sposób powstały "A Chair in the Sky", "Sweet Sucker Dance" i "The Dry Cleaner from Des Moines". Joni sięgnęła też po standard "Goodbye Pork Pie Hat" - najsłynniejszą kompozycję Charlesa, po raz pierwszy wydaną na "Mingus Ah Um...

[Recenzja] New York Dolls - "New York Dolls" (1973)

Obraz
Jakby nie patrzeć, to jeden z najbardziej wpływowych albumów amerykańskiego podziemia. Właśnie zmarł ostatni z muzyków New York Dolls, którzy uczestniczyli w jego nagrywaniu - wokalista David Johansen. Warto więc przypomnieć tę płytę, nawet jeśli jej wartość jest bardziej historyczna niż stricte muzyczna. Wydanie tego longplaya było w zasadzie początkiem nowojorskiej sceny punkowej, na której wkrótce miały zadebiutować takie zespoły, jak Talking Heads czy Television. Longplay był też bezpośrednią inspiracją dla brytyjskiego punk rocka, jak The Clash czy Sex Pistols. Zresztą chwilę przed wymyśleniem tego ostatniego, Malcolm McLaren przez krótki czas pełnił nieformalną rolę menadżera rozpadających się Dollsów. Nie mniejszy wpływ grupa wywarła także na amerykańskiego hard rocka, z takimi zespołami, jak Kiss czy Aerosmith. New York Dolls powstał w 1971 roku i szybko stał się lokalną sensacją, wyróżniając się na tle innych nowojorskich kapel swoją wulgarnością oraz kampowym image'em w s...