Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2025

[Recenzja] Flora Purim - "Stories to Tell" (1974)

Obraz
Cykl wakacyjny #8 Flora Purim jest jedną z nielicznych kobiet, którym w latach 70. udało się zaistnieć na zdominowanej przez mężczyzn scenie jazz fusion. Pomógł jej w tym charakterystyczny głos o szerokiej skali, którego używała jak instrumentu, a także muzyczna wszechstronność. Ta ostatnia wynikała poniekąd z jej multikulturowego pochodzenia. Urodziła się w Brazylii, w żydowskiej rodzinie. Oboje rodziców było klasycznie szkolonymi muzykami. Ojciec, rumuński imigrant, był skrzypkiem, matka - pianistką. W domu rozbrzmiewała głównie muzyka klasyczna, ale pod nieobecność ojca wyciągano płyty jazzowe. Siłą rzeczy Purim chłonęła też różne lokalne style, a jej debiutancki album, "Flora e "M.P.M." z 1964 roku, wypełniły interpretacje standardów bossa novy. Wkrótce potem dołączyła do jazzowego Quarteto Novo, prowadzonego przez Hermeto Pascoala i jej przyszłego męża, Airto Moreirę. W tym samym czasie władzę w Brazylii przejęła dyktatura wojskowa, na co Purim zareagowała coraz ...

[Recenzja] Global Communication - "76:14" (1994)

Obraz
Global Communication to przypadek nieco podobny do Autechre czy Boards of Canada. Elektroniczny duet z Wielkiej Brytanii, debiutujący w latach 90., w swojej twórczości łączący ambientowe pejzaże z silnie zaznaczonym beatem. Jednak Tom Middleton i Mark Pritchard - występujący razem także pod innymi szyldami, jak Reload czy Jedi Knights - jako Global Communication wydali tylko jeden pełnometrażowy album z autorskim materiałem. Poza tym opublikowali też kilka singli i EPek, a także większe wydawnictwo "Pentamerous Metamorphosis", będące de facto  przeróbką albumu "Blood Music" shoegaze'owej grupy Chapterhouse, pierwotnie dołączone do niego jako bonusowy dysk (duet, pod różnymi nazwami, zrobił też pojedyncze remiksy dla Aphex Twina, Depeche Mode, Slowdive czy Underworld). Skromna dyskografia projektu tłumaczy, dlaczego nie jest wymieniany jednym tchem wśród największych twórców elektroniki końca XX wieku. "76:14", ów jedyny album duetu, jak najbardziej moż...

[Recenzja] Swans - "Children of God" (1987)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E05 "Children of God" to przełomowa płyta w dorobku Swans. W części utworów zespół rozwija swój dotychczasowy styl - brudny, agresywny i zgiełkliwy trans z wczesnych albumów, jak debiutancki "Filth" czy następujący po nim "Cop". Jednocześnie pojawiają się tu także nagrania zdecydowanie bardziej melodyjne, o bogatszym, ale też łagodniejszym, często akustycznym brzmieniu. To już wyraźna zapowiedź kolejnych wydawnictw, jak "The Burning World" i "White Light From the Mouth of Infinity", utrzymanych w stylistyce neofolku z gotyckim zabarwieniem. Te nowe elementy nie pojawiły się tu zupełnie nagle i niespodziewanie. Już wydane w poprzednim roku bliźniacze albumy "Greed" i "Holy Money" - nagrywane podczas tej samej sesji - ostrożnie wzbogaciły pierwotną stylistykę Swans o nowe rozwiązania, jak partie pianina czy żeńskie chórki. Za te ostatnie odpowiada tam nowa członkini grupy, Jarb...

[Recenzja] Manu Dibango - "Soul Makossa" (1972)

Obraz
Cykl wakacyjny #7 Tytułowy "Soul Makossa" to prawdopodobnie najczęściej samplowany, interpretowany lub parodiowany kawałek nagrany przez jakiegokolwiek twórcę z Afryki. Sięgali po niego m.in. Michael Jackson, Beyoncé, Jay-Z, Kanye West, Jennifer Lopez, Will Smith, Eminem  czy grupy A Tribe Called Quest i Public Enemy, a to dopiero początek długiej listy. Na tantiemach i procesach o nieautoryzowane wykorzystanie utworu Manu Dibango sporo zresztą zarobił, choć już oryginalna wersja była sporym przebojem m.in. w Stanach, Kanadzie, Australii, a także we Francji. "Soul Makossa" jest doskonałym przykładem stylu makossa - mieszanki jazzowych dęciaków, funkowego groove'u oraz elementów muzyki zachodnioafrykańskiej, słyszalnych zwłaszcza w partiach perkusyjnych i wokalnych. Kawałek pierwotnie ukazał się jako strona B singla "Hymne De La 8e Coupe D'Afrique Des Nations", skomponowanego z okazji piłkarskiego Pucharu Narodów Afryki, jednak to właśnie to dodatko...

[Recenzja] Boards of Canada - "Geogaddi" (2002)

Obraz
Pełnowymiarowa kontynuacja debiutanckiego albumu Boards to Canada, "Music Has the Right to Children", ukazała się dopiero po czterech latach. Ta stosunkowo długa przerwa wynikała nie tyle z braku materiału, co raczej jego nadmiaru. W międzyczasie ukazały się dwie udane EPki, a na album duet przygotował ponoć dziewięćdziesiąt utworów, z czego ostatecznie na "Geogaddi" trafiły dwadzieścia trzy. Wydanie drugiej, oczekiwanej płyty nie było poprzedzone tradycyjną kampanią marketingową. Zespół nie udzielał wywiadów, a Warp Records nie wysłał żadnych promocyjnych kopii do mediów; w paru miastach zorganizowano za to przedpremierowe odsłuchy w kościołach. Co było bardzo przewrotnym posunięciem w kontekście kontrowersji, jakie wywołał album. "Geogaddi" pełen jest mniej lub bardziej ukrytej symboliki, w postaci sampli pełnych ezoterycznych, a zdaniem niektórych satanistycznych, treści. Także na okładce można dopatrzeć się demonów, a do tego jeszcze ten niejasny tytuł...

[Recenzja] Jorge Ben - "África Brasil" (1976)

Obraz
Cykl wakacyjny #6 Wydany w czasie dyktatury wojskowej, rządzącej Brazylią w latach 1964-85, album "África Brasil" wpisał się w ówczesną rewolucję kulturową znaną pod hasłem Black Rio. Był to ruch w zasadzie nie tyle polityczny, co społeczno-tożsamościowy. Czarnoskóra społeczność zaczęła odkrywać swoje afrobrazylijskie dziedzictwo i celebrować je poprzez taniec oraz muzykę. Choć brzmi to niegroźnie, junta dostrzegła w tym zagrożenie - z obawy przed pojawieniem się przywódcy w stylu Malcolma X czy wytworzenia struktur podobnych do Czarnych Panter, wzmożyła prześladowania Afrobrazylijczyków. Recenzowany album przeszedł jednak przez sito cenzury, która nie dopatrzyła się tu żadnych politycznych komentarzy ani rewolucyjnych wezwań. Jorge Ben unikał takich tematów, pisząc o miłości czy piłce nożnej, choć oddaje tu także hołd afrykańskiemu dziedzictwu. To ostatnie robi również poprzez samą muzykę. W momencie nagrania "África Brasil" Jorge Ben miał wieloletnie doświadczenie...

[Recenzja] Krzysztof Penderecki - "Threnody to the Victims of Hiroshima / Canticum canticorum Salomonis / De natura sonoris Nos. 1 & 2" (1994)

Obraz
Przypadająca niedawno 80. rocznica ataku atomowego na Hiroszimę i Nagasaki to okazja do różnych rozważań. Także muzycznych. Ofiarom zbombardowania pierwszego z tych miast dedykowany jest jeden z najważniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych utworów XX wieku. Tworzony na przestrzeni lat 1959-61 "Tren - Ofiarom Hiroszimy" Krzysztofa Pendereckiego to sztandarowe dzieło sonoryzmu, rozwijające - zgodnie z deklarowanym zamysłem kompozytora - nowy język muzyczny. Pierwotnie była to czysta abstrakcja, jak zresztą wskazuje oryginalny tytuł "8’ 37”'', odnoszący się po prostu do sugerowanego czasu trwania, a najpewniej zainspirowany "4’ 33”" Johna Cage'a. Kiedy jednak Penderecki po raz pierwszy usłyszał rzeczywiste wykonanie orkiestry, został wstrząśnięty jego emocjonalnym ładunkiem i szukając odpowiednich skojarzeń, zadedykował go ofiarom amerykańskiego nalotu na Hiroszimę. Choć sam "Tren - Ofiarom Hiroszimy" zasługiwałby na osobny wpis, p...

[Recenzja] Death - "Symbolic" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E04 Dyskografia bez słabych punktów to rzadkość. Łatwiej jest, oczywiście, utrzymać poziom, gdy nagrało się niewiele płyt. Siedem albumów bez żadnej wtopy to już jednak całkiem spore osiągniecie. Wyczyn ten udał się grupie Death, która zresztą nie tyle trzymała równy poziom, co z każdym kolejnym wydawnictwem dokonywała wyraźnego progresu. Do czasu "Individual Thought Patterns", piątego w dyskografii albumu, rozwój ten przebiegał konsekwentnie w stronę coraz bardziej złożonego, technicznego grania. Na następnym "Symbolic" nastąpiło jednak przełamanie tej tendencji. Zamiast jeszcze bardziej komplikować swoją muzykę, tym razem zespół dodaje więcej melodii i gdzieniegdzie odrobinę odpoczynku od brutalnego łojenia. Przy czym wciąż jest to granie bardzo intensywne, technicznie zagmatwane, progresywne pod względem struktury utworów. Nowy kierunek mógł, przynajmniej w jakimś stopniu, być spowodowany kolejną zmianą składu. Tym razem d...

[Recenzja] James Brown - "Sex Machine" (1970)

Obraz
Cykl wakacyjny #5 Zasługi dla rozwoju muzyki nie zawsze - właściwie to niezbyt często - idą w parze z prawdziwym sukcesem komercyjnym. Z Jamesem Brownem sprawa ma się jednak całkiem inaczej. Artysta jest jedną z największych ikon popu, autorem wielu singlowych i płytowych hitów, a zarazem prekursorem kilku nowych stylów Jako jeden z pierwszych łączył ekstatyczny śpiew gospel z energią rhythm and bluesa, w wyniku czego powstała muzyka soul; on sam zaś zyskał przydomek ojca chrzestnego soulu . Następnie już samodzielnie postanowił położyć większy nacisk na groove i bardziej tameczną rytmikę, tworząc stylistykę funku. W twórczości Browna można też doszukać się korzeni hip-hopu; jest zresztą ponoć najczęściej samplowanym twórcą. Zasłynął także jako charyzmatyczny wokalista i frontman - jego ekspresyjne występy były prawdziwym show, tak chętnie kopiowanym póżniej przez rockmanów. Był też w końcu najciężej pracującym człowiekiem w branży , w latach 60. wydając po 4-5 albumów z premierowym ma...

[Recenzja] Milton Nascimento & Lô Borges - "Clube da esquina" (1972)

Obraz
Cykl wakacyjny #4 Chociaż w przypadku większości kontynentów wybór tego jednego, najważniejszego albumu jest zadaniem praktycznie niewykonalnym, Ameryka Południowa jest tu pewnym wyjątkiem. Nie ze względu na mały wybór, lecz fakt, że żadna inna płyta nie spotkała się z takim uznaniem na świecie, jak "Clube da esquina" Miltona Nacimento i Lô Borgesa. Co ciekawe, w samej Brazylii, skąd pochodzili muzycy, z początku przyjęcie było bardzo chłodne. Wielu krytykom nie spodobał się międzynarodowy charakter muzyki, nie rozumieli szalonego eklektyzmu - obejmującego tak różne wpływy, jak zachodnia muzyka klasyczna, jazz czy Beatlesi - a odbioru z pewnością nie ułatwiał ponad godzinny czas trwania. Spore zainteresowanie wzbudziły natomiast egzemplarze eksportowane do Stanów, gdzie międzygatunkowa i międzykulturowa mieszanka okazała się wielkim atutem, a album zaczęto otaczać coraz większym kultem. Z czasem doceniono go jednak także w Brazylii. Tytuł "Clube da esquina", dosłown...