Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2025

[Zapowiedź] Premiery płytowe października 2025

Obraz
Długo wyczekiwane nowe albumy Anny von Hausswolff i grupy Tortoise, a także monumentalne, ponad trzygodzinne - przy zaledwie czterech utworach - wydawnictwo The Necks, to premiery najbardziej przeze mnie wyczekiwane w tym miesiącu. Lista potencjalnie ciekawych płyt jest jednak znacznie dłuższa. Muzyczne nowości października 2025: 3 października: AFI - Silver Bleeds the Black Sun… Genevieve Artadi & Real Bad Man - Everything Is Under Control. Jakob Bro, Wadada Leo Smith & Marcus Gilmore - Murasaki Myka 9 & Blu - God Takes Care of Babies & Fools Nala Sinephro - The Smashing Machine Sparks - MADDER! [EP] Širom - In the Wind of Night, Hard-Fallen Incantations Whisper 9 października: Menace Ruine - The Color of the Grave Is Green Ochłapy -  Strzępy 10 października: Akira Sakata / Giotis Damianidis/ Aleksandar Škorić / Giovanni Di Domenico / Paal Nilssen-Love / Petros Damianidis / Tatsuhisa Yamamoto - Hyperentasis Brian Eno & Beatie Wolfe - Liminal fee...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Ceremony" (2012)

Obraz
Już za niewiele ponad miesiąc ma ukazać się nowy album Anny von Hausswolff, szwedzkiej klawiszystki i wokalistki, córki kompozytora oraz audiowizualnego twórcy CM von Hausswolffa. Zapowiedziany na 31 października "Iconoclasts" to jej pierwsza płyta od pięciu lat, gdy ukazał się instrumentalny "All Thoughts Fly", a zarazem pierwsza z materiałem piosenkowym od czasu cenionego "Dead Magic" z 2018 roku. To dobry moment, żeby przypomnieć wcześniejsze dokonania Anny, która dotąd pojawiała się tu jedynie w różnych podsumowaniach, a nigdy w pełnoprawnej recenzji. Na początek wybrałem "Ceremony", który wprawdzie był drugim albumem artystki, ale to właśnie on zwrócił uwagę światowych mediów oraz szerszej publiczności, a poza tym to właśnie na nim odnalazła swój styl.  Wydany dwa lata wcześniej "Singing From the Grave" wypełniają mało charakterystyczne piosenki, z akompaniamentem ograniczającym się często do samego pianina. Na "Ceremony"...

[Recenzja] Swans - "White Light From the Mouth of Infinity" (1991)

Obraz
Joy Division lub The Cure w bardziej akustycznym wydaniu, ale to Swans. Tak najkrócej można opisać "White Light From the Mouth of Infinity". Album będący zarazem kontynuacją poprzedniego, całkiem porzucającego brudne, przesterowane brzmienia "The Burning World", jak i powrotem do mroczniejszego klimatu jeszcze wcześniejszego "Children of God". Czyli tym razem raczej regres niż progres. Trzymanie się pewnej konwencji,  a nie intensywne wprowadzanie nowych elementów, jak w roku 1987 , ani radykalne zerwanie z wcześniejszym stylem, jak w roku 1989. Przynajmniej zachowano konsekwencję i nie przywrócono tych elementów, które już wcześniej zarzucono. Jednak za bardzo nie dano też czegoś w zamian. Jak na jeden z najbardziej cenionych albumów zespołu, jest to dla mnie mocno rozczarowująca płyta. Właściwie można tu mówić już o pewnym kryzysie Swans. Zespół się sypał i po raz kolejny z wcześniejszego składu pozostali tylko Michael Gira, Jarboe oraz Norman Westberg, ...

[Recenzja] John Zorn - "Naked City" (1990)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E07 Ciężar w muzyce może przybierać różną postać. Nie musi wcale wynikać z typowo metalowych patentów. W związku z tym nie widzę sensu, by w tym cyklu trzymać się wyłącznie tego typu grania. Choć akurat ten album trochę tego metalu zawiera, nawet jeśli miesza się on tu z innymi stylami i jedynie czasem nad nimi dominuje. Tak samo ciężar i agresją stanowią tylko jedne z wielu środków ekspresji, a przytłaczający charakter tego wydawnictwa wynika przede wszystkim z czegoś całkiem innego - z szaleństwa, nieokiełznanego eklektyzmu i nieprzewidywalności tego materiału. To płyta, na której free jazz miesza się z grindcore'em, no wave i surf rockiem - a to tylko te najczęściej słyszane inspiracje - często na przestrzeni pojedynczych kawałków, w których nie brakuje zaskakujących zwrotów stylistycznych, choć często te wpływy po prostu nakładają się na siebie w tym samym momencie. W chwili wydania tego albumu John Zorn był już uznaną postacią nowojorsk...

[Recenzja] Harry Partch - "The World of Harry Partch" (1969)

Obraz
Album "The World of Harry Partch" jest jednym z najciekawszych, ale też najbardziej osobliwych dokumentów amerykańskiej muzyki XX wieku. Wydany przez dużą wytwórnię, Columbia Records, i szeroko reklamowany w prasie muzycznej, miał szansę stać się przełomem dla kompozytora, który przez dekady funkcjonował na artystycznym i społecznym marginesie. Chociaż ówczesna publiczność była bardziej otwarta na eksperymenty, płyta ostatecznie spotkała się z niewielkim zainteresowaniem. Partch zmarł pięć lat później jako właściwie nieznany twórca. Dopiero w kolejnych dekadach zyskał należne, choć wciąż niedoszacowane, uznanie. W końcu doceniono jego wizjonerstwo, polegające na konstrukcji własnych instrumentów oraz poszukiwaniach alternatywy dla systemu równomiernie temperowanego, które uczyniły go jednym z prekursorów nowoczesnej muzyki mikrotonowej. O tym, że jego twórczość wciąż inspiruje, świadczyć może chociażby grupa Spiral Garden i jej tegoroczny eponimiczny debiut. Innowacyjne podej...

[Recenzja] Hermeto Pascoal - "Slaves Mass" (1977)

Obraz
Był nazywany Czarodziejem i szalonym geniuszem , a Miles Davis rzekomo określił go jako najbardziej imponującego muzyka na świecie . Zmarłego przed kilkoma dniami Hermeto Pascoala możecie kojarzyć właśnie ze współpracy ze słynnym trębaczem. Zagrał i zaśpiewał w trzech utworach na "Live-Evil", zresztą w swoich własnych kompozycjach, których umieszczenie nie albumie pokazuje, jak dużym respektem Davis go darzył. W rodzimej Brazylii Hermeto już wcześniej zdobył uznanie, najpierw jako muzyk grający na okolicznościowych imprezach, następnie jako instrumentalista Quarteto Nôvo łączącego jazz z muzyką brazylijską, a w końcu jako lider własnych grup. Hermeto Pascoal urodził się w 1936 roku na ubogiej prowincji północno-wschodniej Brazylii. Jako albinos był szczególnie narażony na działanie tropikalnego słońca i nie mógł pomagać rodzinie w pracy na polu. Samotne godziny w domu od najmłodszych lat spędzał, ucząc się gry na należącym do jego ojca akordeonie guzikowym. Następnie zaczął t...

[Recenzja] Maruja - "Pain to Power" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 8.09-14.09 Nieczęsto zdarza mi się wyczekiwać debiutanckich albumów, a "Pain to Power" grupy Maruja, jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie tegorocznych płyt, to właśnie długogrający debiut. Poczynania grupy śledzę jednak już od ponad dwóch lat, a konkretnie od czasu EPki "Knocknarea", która dla istniejącego wówczas już prawie dekadę zespółu była wyjściem do szerszej publiczności. Wcześniejsza działalność miała raczej amatorski charakter. Wszystko zaczęło się w 2014 w Manchesterze, kiedy czterech nastolatków - śpiewający gitarzysta Harry Wilkinson, drugi gitarzysta Liam Laurence, basista Matt Buonaccorsi oraz nieznany z personaliów perkusista - postanowiło razem grać. Nazwę Maruja Wilkinson wypatrzył na sklepowym szyldzie podczas rodzinnych wakacji w Hiszpanii. W kolejnych latach kwartet opublikował w sieci kilka singli oraz EPek, zdradzających fascynację funkiem czy reggae, zarazem utrzymanych w mocno punkowej estetyce. Dziś muzycy tak bardzo w...

[Recenzja] Swans - "The Burning World" (1989)

Obraz
Najbardziej osobliwy, kontrowersyjny album Swans. "The Burning World" idzie o wiele dalej niż poprzedzający go "Children of God". Już tam pojawiło się wiele łagodniejszych momentów o bardziej wyrazistych melodii, poszerzyło się też instrumentarium. Wciąż jednak jest tam sporo brudu i ciężaru charakterystycznego dla wczesnych płyt zespołu. Zaskoczeniem mogła być natomiast wydana tuż potem EPka "Love Will Tear Us Apart", zawierająca m.in. dwie wersje tytułowej kompozycji, pochodzącej oczywiście z repertuaru Joy Division. Jedna z nich - ta śpiewana przez Michaela Girę, bardziej pogodna, energetyczna, a zarazem wyjątkowo na Swans melodyjna, chwytliwa i subtelna, oparta na brzmieniach akustycznych - doczekała się nawet teledysku, który śmigał po antenie MTV. W efekcie zespól doczekał się pierwszego wydawnictwa odnotowanego na listach sprzedaży, a także kontraktu z dużą wytwórnią, Uni Records, należącą do koncernu MCA. To jej nakładem ukazał się "The Burnin...

[Recenzja] Godflesh - "Streetcleaner" (1989)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E06 Instrumentem, bez którego najtrudniej wyobrazić sobie muzykę rockową, nie jest bynajmniej gitara, lecz perkusja. To bębny nadają jej odpowiedniej dynamiki, energii oraz ciężaru. Rockowych, w tym też metalowych, grup bez gitarzystów wymienić można sporo, ale bez perkusistów - zdecydowanie trudniej. Jeśli już jakiś zespół decydował się grać bez bębniarza, to przeważnie zastępowano go automatem. Dla muzycznych ortodoksów to wręcz bluźnierstwo, jednak efekty bywają intrygujące. A do jednego z najlepszych zastosowań tej technologii doszło na płycie metalowej - "Streetcleaner" grupy Godflesh. Początkowo zespół nazywał się Fall of Becouse i grał muzykę bliską The Cure. Wszystko zmieniło się, gdy do śpiewającego gitarzysty Paula Neville'a oraz basisty G. C. Greena dołączył Justin Broadrick w roli perkusisty i dodatkowego wokalisty. Za jego namową trio poszło w kierunku Swans czy Sonic Youth. Jego muzyczne zainteresowania były zresztą d...

[Recenzja] Titanic - "Hagen" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 1.09-7.09 Mabe Fratti, gwatemalska wokalistka, wiolonczelistka i kompozytorka, jest dziś jedną z najciekawszych postaci ambitnego popu. Choć od wydania jej debiutanckiego albumu "Pies sobre la tierra" minęło zaledwie sześć, to ma już całkiem okazały dorobek, obejmujący cztery kolejne autorskie płyty oraz liczne współprace. Wśród tych ostatnich wymienić trzeba żeński kwartet Amor Muere oraz Titanic, gdzie z kolei gra z samymi mężczyznami. "Hagen" to drugi - po "Vidrio" sprzed dwóch lat - longplay tego projektu, w zasadzie duetu z multiinstrumentalistą Hectorem Tostą, ukrywającym się pod pseudonimem I. la Catolica. Tosta od kilku lat jest stałym partnerem Fratti, prywatnie i właśnie muzycznie, nie tylko pod szyldem Titanic, a również na jej solowych albumach.  W przypadku Titanic role się jednak odwracają i to Catolica jest mózgiem tego przedsięwzięcia, będąc kompozytorem lub współautorem całego materiału, a także głównym producentem albumu. F...

[Zapowiedź] Premiery płytowe września 2025

Obraz
Rynek fonograficzny budzi się po wakacyjnej przerwie, wracają więc comiesięczne przeglądy najciekawszych zapowiedzi płyt. Nie jest to kompletna lista wrześniowych premier muzycznych, ale też nie taki jest zamysł, a możliwie najpełniejsze zaprezentowanie tytułów pasujących do tej strony. Nowe albumy na ten miesiąc zapowiedziało wielu istotnych w teraźniejszości lub przeszłości twórców, reprezentantów przeróżnych gatunków. Sam jednak czekam tak naprawdę na jeden album, który przysłania mi inne premiery - "Pain to Power", debiutancki longplay grupy Maruja ze sceny Windmill, opisywanej tu już przy okazji kilku znakomitych EPek. Single zapowiadające pełny album są jeszcze lepsze od tamtych nagrań, więc spodziewam się debiutu na miarę black midi, Squid czy Black Country, New Road. Za to nowa płyta reprezentującego tę samą scenę Shame, sądząc po singlach, zapowiada się marnie. Muzyczne nowości września 2025 4 września: Max Richter / Louisa Fuller / Max Ruisi - Sleep Circle (Faded) 5...