[Recenzja] Fleetwood Mac - "Rumours" (1977)

Będzie trochę kontrowersyjnie. I to zarówno z perspektywy tych, którzy podzielają powszechne zachwyty nad tą płytą, jak i słuchaczy, dla których jest to już zbyt konwencjonalne, komercyjne granie. "Rumours" Fleetwood Mac to w końcu jeden z najlepiej sprzedających się albumów w historii fonografii. 40 milionów kupionych egzemplarzy - z czego 10 rozeszło się w czasie roku od premiery - daje mu miejsce w pierwszej dziesiątce światowych bestsellerów. Jest też obecny we wszelkich chyba rankingach płyt wszech czasów. I w swojej kategorii, w ścisłym mainstreamie późnych seventisów, jest to bardzo solidna muzyka: wyrazista kompozytorsko, profesjonalnie zagrana, a czasem zaaranżowana z prawdziwym kunsztem. Wciąż jednak nie rozumiem aż takiego hajpu akurat na ten album, nawet w bliskim otoczeniu mający płyty ciekawsze. Poprzedni, eponimiczny "Fleetwood Mac", gdzie merkantylne pobudki nie były jeszcze tak oczywiste, czy kolejny "Tusk", próbujący otwarcie zrywać z mainstreamem, przekonują mnie na pewno bardziej.
W przypadku "Rumours" założenie było od początku takie, by nagrać album popowy, który odniesie sukces. I w sumie można uznać za imponujące, że udało się ten zamiar - nie bez silnego wsparcia marketingowego, ale też nie tylko dzięki niemu - zrealizować pomimo ówczesnej sytuacji w zespole. Burzliwy związek Lindsaya Buckinghama i Stevie Nicks właśnie się rozpadał, a małżeństwo Christine i Johna McVie skończyło się rozwodem (trudny okres przechodził też Mick Fleetwood, który odkrył zdradę żony) jednak muzycy pozostali profesjonalistami i ich osobiste relacje nie wpłynęły na funkcjonowanie zespołu. Za to dostarczyły mnóstwo inspiracji do warstwy tekstowej. Dziwić może też, że wszyscy przetrwali tę sesje, jeśli prawdziwe są opowieści o ogromnych ilościach narkotyków zażywanych podczas pracy w studiu.
Czytaj też: [Recenzja] Fleetwood Mac - "Tusk" (1979)
Chociaż "Rumours" najłatwiej określić po prostu jako album pop rockowy, to całość jest dość eklektyczna. Akustyczne, bliskie country czy folka kawałki w rodzaju "Never Going Back Again" czy naprawdę uroczego "Songbird", sąsiadują z prawie hardrockowymi - choć produkcyjnie wygładzonymi - "Don't Stop" i "Go Your Own Way". Bywa tu tanecznie, jak w funkowo podbitym "You Make Loving Fun", ale też bardziej nastrojowo, np. w lekko psychodelicznych "Dreams" i "Gold Dust Woman".
Warto na dłużej zatrzymać się przy tych dwóch ostatnich, bo to jedne z najmocniejszych punktów albumu. "Dreams" jest też jednym z popularniejszych kawałków w całym dorobku Fleetwood Mac. Skomponowana przez Nicks na poczekaniu kompozycja z początku nie zachwyciła pozostałych muzyków, ale w końcu zgodzili się nad nią pracować, wzbogacając uroczą melodię tanecznym beatem - fajnie kontrastującym z melancholijnym klimatem - oraz subtelnymi partiami gitary i zgrabnie rozpisanymi chórkami. Dopracowana aranżacja i produkcja, w połączeniu z wyrazistą kompozycją, czynią z tego utworu wzorowy kawałek pop. Nie mniej ciekawie wypada finałowy "Gold Dust Woman", gdzie dochodzi do niespotykanej fuzji country rocka z wyraźnymi nawiązaniami do hindustańskich rag. Podobny, nieco oniryczny klimat przynosi także "Oh Daddy", kolejny naprawdę udany fragment longplaya, ze świetnie pulsującym basem i dobrze wykorzystanym Moogiem.
Moim największym faworytem może być jednak "The Chain", podpisany przez cały skład, bo zlepiony z różnych niewykorzystanych wcześniej przez muzyków pomysłów. Zaczyna się dość niepozornie, zagrywką akustycznej gitary z jednostajnymi uderzeniami w bęben. Świetnie się jednak rozkręca, dochodzi klimatyczne tło organów i fisharmonii, hardrockowe wstawki i rozpisana na trzy głosy partia wokalna, będąca emocjonalnym szczytem albumu. A potem jeszcze solówka na bezprogowym basie i już zdecydowanie rockowe przyśpieszenie, z największym na płycie gitarowym popisem Buckinghama. To jakby ogniwo pomiędzy ówczesnym, popowym Fleetwood Mac, a tym wczesnym, rockowym, z czasów Petera Greena. Przy czym oba wcielenia grupy rzadko bywały aż tak dobre. I naprawdę szkoda, że zespół, który potrafił nagrać taki utwór, czy te wyróżnione wcześniej, na tej samej płycie razi też takim banałem, jak w "Second Hand News" czy "I Don't Want to Know". Taka niekonsekwencja sprawia, że trudno podzielać mi te powszechne zachwyty nad całością "Rumours", choć przy niektórych utworach nie są mi one całkiem obce.
Ocena: 7/10
Fleetwood Mac - "Rumours" (1977)
1. Second Hand News; 2. Dreams; 3. Never Going Back Again; 4. Don't Stop; 5. Go Your Own Way; 6. Songbird; 7. The Chain; 8. You Make Loving Fun; 9. I Don't Want to Know; 10. Oh Daddy; 11. Gold Dust Woman
Skład: Lindsey Buckingham - gitara, wokal (1,3-5,7,9), instr. perkusyjne (1,8), dodatkowy wokal; Stevie Nicks - wokal (2,7,9,11), dodatkowy wokal; Christine McVie - instr. klawiszowe, wibrafon (2), wokal (4,6-8,10), dodatkowy wokal; John McVie - gitara basowa; Mick Fleetwood - perkusja i instr. perkusyjne, klawesyn (11)
Producent: Fleetwood Mac, Ken Caillat i Richard Dashut
Daj boże takie komercyjne w tych czasach. Nie sądzę byśmy mogli oceniać dlaczego taka muza biła rekordy popularności w tych czasach inny kontekst inne dźwięki teraz i wtedy. Ja bardzo lubię komercyjny FM tak samo jak lubię Steely Dan na słuchawki wrzucić super wyprodukowane i zaaranżowane SD trochę zbyt sterylne.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię ten album i choć nie słucham go częściej niż raz w roku, w 80% mi "bardzo" pasuje. Te 20% jest średnie, przeciętne i dlatego uważam, ale jednak na tyle w cieniu, żeby przyznać ocenę 8/10 (80% czasu albumu nadaje ton, a 20% pozostaje w cieniu, ale nie burzy nastroju płyty, jej bardzo dobrego poziomu). I korzystając z okazji, porównam ten album do czegoś politycznego. Mianowicie - Rafał Trzaskowski do niedawna miał u mnie te 80% bardzo dobre i 20% skomplikowane, które raz puściłem płazem, bo poparcie dla PiSu było wtedy tak wysokie, że pewien ukłon gospodarczy wobec Bosaka miał sens, chociaż jak wiemu hasło "niskich podatków" jest zużytym populizmem. Teraz widzę obniżanie się jego poziomu (Trzaskowskiego), poprzez zbyt częste uleganie argumentom diabelskiej, czasem wręcz rasistowskiej trójcy kandydatów - Nawrockiego, Mentzena i (od dwóch dni) Brauna. Jakubiaka nie liczę, bo to plankton post-kukizowy. Tak więc, zawsze mam ochotę rzygnąć, gdy polityk demo-liberalny przesadzi w walce o poparcie, niepotrzebnie kłaniając się swym przeciwnikom, zamiast ich okrężać. Ustępowanie tym bardziej politykom ukrainofobicznym czy islamofobicznym, powoduje, że nadal się konsolidują, wzmacniają, jak jest z kopiami trumpizmu czy skrajnej prawicy w większości krajów Europy. Obawiam się, że Rafał przesadza. Błąd, że nie sięga po dziedzictwo prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Tenże potrafił sięgać po populizm i swojskość w żaden sposób nie odwołując się do straszenia innymi ludźmi, innych narodowości. Oby Rafał tej granicy etnofobii nie przekroczył (Tusk mi się już tym naraził), bo wtedy trudno mi będzie na niego głosować w drugiej turze. Tak czy owak, obawiam się, że jeśli Braun za bardzo nie podkopie wyniku Mentzena, to suma głosów na Mentzena, Brauna i Nawrockiego z I tury przełoży się na zwycięstwo Nawrockiego. Kabaretu z unieważnianiem wyborów wolałbym nie widzieć, bo to uczyniłoby z Polski kraj śmieszny, jak obecnie stało się z Rumunią. Chcę by Trzask jednak wygrał w II turze. Na razie w pierwszej turze skłaniam się ku Magdalenie Biejat, kandydatce może mało charakterystycznej, ale z pewnym 6/10. Młody Trzaskowski musi o mnie powalczyć. Musi być trochę jak Trzaskowski-starszy, który jest całkiem niezły w swoim jazzowym idiomie.
OdpowiedzUsuńNo nie, Trzaskowski Andrzej to nie jakiś tam całkiem niezły jazzman, tylko faktycznie jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów nieklasycznych i czołówka europejskich pianistów jazzowych, a te dwie płyty z serii Polish Jazz to poziom najlepszych wydawnictw Komedy, Stańki czy Namysłowskiego.
UsuńNatomiast Trzaskowski Rafał, jak i ogólnie koalicja rządząca, rzeczywiście zmierza ze swoją retoryką w niepokojącym kierunku. Pytanie, czy - patrząc na wszystkie współczesne demokracje - można dziś wygrać z tymi, nazwijmy to, twardymi populistami bez przyjmowania ich narracji. Bo jednak w zachodnich społeczeństwach widać, niestety, wyraźny zwrot ku ksenofobicznym postawom. Może jeszcze nie dominują, ale ci, którzy je reprezentują, wydają się bardziej zmotywowani do udziału w wyborach. A stawką w tych najbliższych jest to, czy prezydentem będzie dalej ktoś, kto blokuje przywracanie praworządności i stawia interes partyjny nad dobrem państwa, co w 2027 roku będzie oznaczać powrót PiS do władzy, czy jednak ktoś, dzięki komu zachowane zostaną demokratyczne standardy i poprawne relacje z zachodnimi sojusznikami, naprawiony zostanie wymiar sprawiedliwości, a może nawet - jeśli kolejny rząd uda się stworzyć bez PSLu - w końcu będą w pełni respektowane prawa człowieka.
Rozpad Konfederacji to jednak niepokojące zjawisko. Cóż, w I turze zapewne zmniejszy to poparcie Mentzena, bo glosy, które zebrałby sam, rozłożą się na niego i Brauna, ale ogólnie pro-demokratyczny obóz może na tym tylko stracić. Część wyborców pewnie uzna, że Konfederacja bez Brauna jest spoko, bo Mentzen z Bosakiem lepiej ukrywają swoje ohydne, brunatne poglądy.
PS. To ten "Tusk” z recenzji sprowokował taki komentarz?
Panowie...ja proszę, to jest fajny blog nie zaśmiecajmy jej polityką . To jest taplanie się w błocie niezależnie od strony. Nie ma czegoś takiegoś jak fajna partia czy polityk. Proszę...
UsuńPlatformie obywatelskiej tak dobrze idzie przywracanie praworządności że sama zaczyna ją łamać.
UsuńTo będzie długi komentarz
UsuńTu o muzyce i polityce, czyli powrót do starych czasów, patrząc jak grupy społeczne (np; woke, Dei i Sjw) i partie lewickie z jednej strony mają w swoich szeregach osoby będące obrazą dla tej grupy (skrajna lewica), nie jest dziwota że do władzy i głosu próbuje się dobrać partia Prawicy i grupy (neo naziści, instututy chrześcijańskie, używające imienia Bożego w intencjonalnie zły sposób dla swoich celów) z drugiej strony, będące z kolej obrazą dla tej grupy (skrajna prawica), a to odbija się na społeczeństwie, które zaczyna iść w stronę np: obwiniania o problemy tą grupę i często tylko ich, dając dalekie sugestie, często zapominając o problematycznych sytuacjach z jednej i drugiej strony (np; fakt że ci w urzędzie Unii mają głupie pomysły, to inni chcą wyjść z unii europejskiej, pomimo tego że dobrą decyzją może być zmiana stołu w centrum Unii, a poza unią jest spore ryzyko zwiększenia się problemów gospodarczych i od strony wschodu ryzyko ataku Rosji*).
Patrząc co się dzieje w Europie i na świecie to aż smutno się robi i chcę się żeby nadzieja na dobre jutro nadeszła, inna sprawa to i tak dobrze że nie wybraliśmy Korwina, a ironia co do Tuska jest taka, że choć pewnie go mogę nie lubić za to co partia PO zrobiła dekadę temu i chciałbym kogo innego, to mam większe (powiedzmy to) współczucia dla niego jeżeli chodzi o problemy gospodarcze, które na ile to może być prawdziwe chyba nie należą do łatwych zadań rozwiązania, jak również to że w zasadniczo to jeszcze w tej władzy jest technicznie PIS (zataczając koło jeżeli chodzi o wydarzenia z 2008 roku) i to że jeżeli wierzyć temu co słyszałem, to były jakieś próby przedyskutowania problemów, no ale PSL min. odmówił (nie wiem kto jeszcze odmówił), a z cyrkiem od Rumunii to i tak dobrze że skapneli się że coś było nie tak, no ale to będzie miejmy nadzieję.
Co do albumu to jest dobry.
*Ten przykład nawiązuje do komentarza pod filmem o decyzji Ue co do zwierząt domowych, czy to było na serio z tym komentarzem czy żart czy zwykła frustracja bez niczego ciężko stwierdzić, no ale fakt że słyszy się co ludzie mówią przesądnie, daje pewien przykład co do wpływów negatywnych w społeczeństwie, że tak to ujmę.
@Kosien: Muzyka nie istnieje w próżni, wręcz przeciwne - często jest ściśle powiązana z bieżącą sytuacją na świecie, zaangażowana społecznie, dlatego nie widzę przeszkód, by o niej dyskutować (choć niekoniecznie akurat pod recenzją Fleetwood Mac). To, o czym wyżej pisaliśmy - narastające ksenofobiczne nastroje zachodnich społeczeństw, brak praworządności - to natomiast problemy znacznie szersze, niż sympatia do tej, czy innej partii. Żadna nie jest - jak to ująłeś - fajna, ale jednak istnieje ogromna różnica między demokratami u władzy, a tymi dążącymi do jakiejś formy autokracji czy dyktatury.
Usuń@KoC: Niestety, PiS tak zabetonował stworzony przez siebie system, że na ten moment nie da się naprawić państwa bez posuwania się do niekonwencjonalnych rozwiązań, krytykowanych przez część środowiska prawniczego. Dlatego potrzebny jest prezydent, który umożliwi przywracanie praworządności w sposób niebudzący watpliwości. To nie musi być koniecznie kandydat PO / KO, choć przy obecnym duopolu polskiej polityki tylko on ze strony demokratycznej ma jakieś szanse na II turę.
Nie akceptuję takiego tłumaczenia. Nielegalne pozorne likwidacje takich spółek jak PAP czy TVP, brak profesjonalizmu prokuratury (sprawa Romanowskiego), naruszenie niezawisłości sędziowskiej przez obcięcie budżetu TK. To są owoce rządów KO. Ja wiem że PIS nie był dobry, ale warto przypomnieć że oni swoje złe decyzje w sprawie sądownictwa tak samo argumentowali chęcią jego naprawy.
Usuń@pawelpalasz "No nie, Trzaskowski Andrzej to nie jakiś tam całkiem niezły jazzman, tylko faktycznie jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów nieklasycznych" - zgoda, ale ja chciałem napisać to w jak najbardziej sarkastyczny sposób i chyba mi się to udało; płytą, która u starszego Trzaskowskiego najbardziej zapadła mi w pamięć, to "Seant".
UsuńPłytę "Tusk" FM również bardzo cenię - jest to jedna z moich 3 ulubionych płyt tego zespołu, obok właśnie "Rumours" i "Tango of the Night". I oczywiście wspomnienie "Tusk(a)" częściowo wywołało efekt, że powyższy komentarz napisałem, ale nie tylko. Mianowicie, wchodząc na twój blog, trafiłem na starą dyskusję pod jedynym z albumów The Police, który tu zrecenzowałeś i pomyślałem, no właśnie, o przeplataniu się muzyki i polityki, właśnie w taki "dialektyczny' sposób. Uważam, że blog jest tym lepszy, im bardziej kreatywne formy w stosunku do punktu wyjścia przybiera dyskusja. Potem przypomniała mi się któraś z recenzji płyty starszego Trzaskowskiego i dyskusja, która potem wybuchła na temat jego syna. Jest i aspekt polityczny tej dyskusji - ostatnio Rafał zmienia zdanie na temat różnych kwestii, zbyt szybko i zbyt radykalnie, co zmniejsza jego wiarygodność przed drugą turą i niestety może zapewnić zwycięstwo obecnemu prezesowi IPN. A wtedy przykra opcja wyczerpywania się sił witalnych w zderzeniu z wetami Nawrockiego przez następne 2,5 roku i marne wyniki wszystkich partii koalicyjnych, albo opuszczenie koalicji przez PSL i koalicja z PiS i Konfą w zamian za zachowanie swoich ludzi i być może z teką premiera na jakiś czas np. dla "tygryska"
W sprawie TVP/PAP skorzystano z jedynego możliwego sposobu - przez część prawników uważanego za zgodny z prawem - aby odebrać PiS kontrolę nad mediami, które powinny być państwowe, a nie partyjne. Zresztą faktycznie udało się przywrócić im taki charakter - zniknęła toporna propaganda prorządowa i to obrzydliwe, niebezpieczne szczucie, wrócił pluralizm, nie ma zamiatania pod dywan afer obecnego rządu (który w efekcie też się od nich nie odcina, tylko podejmuje stosowne działania: dymisje, wycofywanie kontrowersyjnych przepisów), zdarza się natomiast jego krytyka. Może nie jest to idealna telewizja publiczna, ale nieporównywalnie bliższa standardom, jakie powinny w niej obowiązywać.
UsuńUcieczka Romanowskiego na Węgry wynika właśnie stąd, że działano w granicach prawa, zamiast np. dokonać zatrzymania przed wydaniem nakazu. Wcześniejsza wpadka z podwójnym immunitetem wynikła choćby stąd, że ustawodawca w ogóle nie przewidział takiej sytuacji, a z ekspertyz wynikało, że można dokonać zatrzymania w taki sposób. Oczywiście, obecna prokuratura jest nieco nieudolna i powolna, ale nie zapominajmy, że wciąż pracuje tam wielu ziobrowskich nominatów, a poza tym musi działać w prawnym chaosie wywołanym za pisowskich rządów.
Z obcięciem budżetu tzw. TK wg mojej wiedzy działano całkowicie zgodnie z prawem - to sejm, uchwalając budżet, podejmuje decyzję, jakie będzie wynagrodzenie zasiadających tam sędziów. I moim zdaniem podjęto słuszną decyzję, skoro obecny skład został powołany wadliwie, a jego wyroki - zgodnie z polskim i europejskim prawem - nie są wiążące. Poza tym nawet już tam nie udają, że wywiązują się ze swoich obowiązków.
W kwestii argumentacji polityków, nie należy przywiązywać do niej większej wagi, tylko analizować, jaki jest faktyczny kierunek tych zmian. Wcześniejsze były niezgodne lub przynajmniej niespójne z polskim i unijnym prawem, i służyły podporządkowaniu partii wszystkich państwowych instytucji. Teraz ten chaos jest wykorzystywany do niejednoznacznie legalnych działań, ale wydaje się to zmierzać do odkręcenia tamtych wadliwych przepisów, nieuprawnionych powołań na stanowiska itp.
Po pierwsze pozorna likwidacja spółki jest zawsze nielegalna. Dodatkowo PAP i TVP nie podlegają likwidacji bo to spółki ustanowione ustawą. Po drugie to nieudolność prokuratury, która zatrzymała go przed zdjęciem immunitetu Rady Europy umożliwiła uzyskanie azylu przez Romanowskiego. Po trzecie zmniejszenie uposażeń sędziowskich jest jednym ze sposobów ograniczania niezawisłości sędziowskiej.
UsuńNie wypowiadaj się na temat prawa bo wyraźnie nie masz o nim zielonego pojęcia.
W kwestii prawa opieram się na tym, co mówią eksperci w tej dziedzinie. Niestety, nie ma w tych kwestiach konsensu, a ja w żadnym komentarzu nie rozstrzygam, kto ma rację. Stwierdzam tylko, że te działania są niejednoznaczne, a nie 100% legalne lub nielegalne.
UsuńProces likwidacji spółki został rozpoczęty zgodnie z przepisami, a nie może być zakończony przy obecnym kształcie ustawy o radiofonii i telewizji. W tym kontekście trudno dowieść, że likwidacja jest pozorna, po prostu nie jest zakończona, na co nie ma terminu. Dodatkowo zastosowano przepisy ogólne na temat spółek, a nie szczegółowe na temat tych konkretnych spółek, ze względu na kolejną lukę prawną, jaką stworzyło powołanie jej poprzednich władz przez wadliwą KRRiT. A co do TK, to problem w tym, że w obecnym składzie nie jest ani niezawisły, ani w ogóle nie jest sądem, jak wynika z wyroku ETPCz z 2021 roku.
Ad rem sytuacji politycznej. Dodam jeszcze to, że niepokoi mnie to, w jaki sposób koalicja rozegrała sprawę dotacji dla PIS. PKW w zasadzie zadecydowała o wypłacie, jednak wypowiedzi poszczególnych członków komisji były skrajnie odmienne i fatalne w skutkach dla renomy samej PKW, jak i dla rządu. Wyreżyserowano spektakl, który polega na przerzucaniu piłeczki między przewodniczącym PKW a ministrem finansów. Skutkiem tego, notowania dla PiS rosną. Koalicja Obywatelska na tym kuglerstwie zaś najbardziej obrywa. Może się okazać, o paradoksie, że koniec cyrku i wypłata PiS tych pieniędzy będzie mniej niekorzystna dla Platformy niż stan obecny, który demobilizuje wyborców całej obecnej koalicji rządowej i przenosi ich do kategorii osób, które po prostu nie pójdą na wybory. Skutkiem czego, Nawrocki w II turze zwycięży. Przepraszam za długi off-topic polityczny, ale - no właśnie - "rumours" - plotki i powiązane z nimi teorie spiskowe decydują dziś niejednokrotnie, obok nieudolności rządzących, o zwycięstwach wyborczych. P.S. Jeśli w przyszłości PiS i Konfa wprowadzą ostrą politykę antyimigracyjną (chociaż obecna polska "polityka" migracyjna - pomimo skandalu wizowego ani importu bardzo tymczasowych pracowników przez agencje pracy - nie jest wcale liberalna). To głównie odprysk wydarzeń w Ukrainie i Białorusi ostatnich 10 lat. A potrzebujemy "ściągania" około 150 tysięcy ludzi rocznie, by zachować znaczenie polityczne, militarne i gospodarcze, by zachować liczbę ludności, tak aby nie zrujnować tego, co w ostatnich lat zbudowano - setki tysięcy lokalnych dróg, 5 tysięcy dróg ekspresowych i autostrad, sieci wodociągowych i kanalizacyjnych na wsiach, a także pozamykania szkół czy zakładów pracy. Oczywiście - malutki ukłon wobec skrajnej prawicy - imigrantami nie mogą być tylko młodzi mężczyźni. Dlatego parytet należy się także młodym kobietom, jeśli chodzi o potrzebnych Polsce imigrantów. Tym lepiej będzie u nas z demografią. Pieniądze za dzieci przestały być wystarczającym motywatorem dla rodzimej populacji, trzeba więc sięgnąć po ostrzejszy arsenał, żeby osiągnąć efekty zamiast zdawania się tylko na uleganie czarnym prognozom ... Miłego wieczoru z "Rumours" ...
OdpowiedzUsuńWszystkim gorącym głowom proponuję kawałek Tiltu Nie wierzę politykom:)
OdpowiedzUsuńTo jeszcze antysystemowo : to co nam jest potrzebne to raczej każdy rozsądny człowiek wie. Im zależy tylko i wyłącznie na zachowaniu władzy także będą starali się w ciągu rządzenia w miarę spełniać te zapotrzebowania które dają im tę władze zagęszczają ruchy przed wyborami zwłaszcza w obietnicach. Jak ich jakaś inna partia wypcha z ich zajmowanych " przekonań' to starają się nabrać inną grupę wyborczą na swoje bajery. Najmniej kłamią ekstrema z lewą i prawą:) Przepraszam że takie oczywistości piszę.
OdpowiedzUsuńTym, czego w obecnej sytuacji na świecie i naszym położeniu, najbardziej w tej chwili potrzeba, to gwarancji bezpieczeństwa. A przedłużenie obecnego impasu - czyli wygranej prezydenta, który nie będzie współpracował z rządem - to dalsza destabilizacja kraju, którą chętnie wykorzysta przeciwko nam Rosja. A to my już jesteśmy głównym celem cyberataków ze wschodu.
UsuńTo ciekawe, co piszesz, bo akurat tak się składa, że to radykałowie - a w przypadku Polski skrajna prawica - rozprzestrzeniają najwięcej dezinformacji.