[Recenzja] Mandy, Indiana - "URGH" (2026)

Brytyjsko-francuski kwartet idealnie wstrzelił się z premierą swojego drugiego albumu. Płyta, gdzie jednym z głównych tematów jest przemoc wobec kobiet i kultura gwałtu, ukazuje się w momencie, gdy coraz więcej wiadomo o skali seksualnych przestępstw oraz procedurze tuszowania, w jakie zaangażowani byli lub są prominentni przedstawiciele amerykańskiego biznesu i władzy, na czele z pomarańczowym klaunem. Są tu też odniesienia do aktualnych konfliktów: bezprawnej agresji Rosji na Ukrainę i dokonywanego przez Izrael ludobójstwa w Gazie. A z drugiej strony kawałek o koncernach farmaceutycznych niebezpiecznie zbliża się w rejony szurskich teorii - można go jednak potraktować jako trafną krytykę kapitalizmu i konsumpcjonizmu.
W porównaniu z "I've Seen a Way" - wydanym trzy lata wcześniej debiutem Mandy, Indiana - "URGH" jest płytą nieco ciekawszą, bardziej dopracowaną. Więcej się tu dzieje, kompozycje wyróżnia większa wyrazistość. Stylistycznie wciąż dominują tu wątki post-industrialne - raczej z okolic Nine Inch Nails niż Throbbing Gristle - choć wciąż pewnym odświeżeniem w tej estetyce jest kobiecy wokal Valentine Caulfield i głównie francuskojęzyczne teksty. Ich tematyka bezpośrednio przekłada się na charakter muzyki. W intensywnych, nierzadko agresywnych i pełnych zdeformowanych dźwięków utworach, jak "Sevastopol", "Magazine", "Life Hex" czy "I'll Ask Her", ujście znajduje to całe wkurwienie na zło wyrządzane przez obleśne kreatury w rodzaju Trumpa, Epsteina, Netanjahu czy Putina.
Nierzadki są też momenty, gdy grupa porzuca rockowy czad na rzecz silniej zaznaczonego groove'u i nieco bardziej przestrzennego brzmienia. Tak jest w niemal hip-hopowych "Try Saying" (ze świetną pracą perkusisty Alexa Macdougalla) czy "Dodecahedron". Czymś pomiędzy jest natomiast "Sicko!", łączący agresywniejsze brzmienia z mocno zaznaczonym rytmem oraz zaangażowanym rapem… Billy'ego Woodsa. Rok się ledwo zaczął, a to już jego drugi - po debiucie By Storm - gościnny występ, z jak zawsze świetnym flow. Innym urozmaiceniem jest łagodniejszy, utrzymany jednak w posępnym, dekadenckim nastroju "A Brighter Tomorrow", kojarzący mi się nieco z "The Fall of Saigon" This Heat. "Cursive" wnosi tu natomiast odrobinę bardziej tanecznego charakteru - to wręcz synthpopowy numer, nie tak znów odległy od ejtisowych remiksów Depeche Mode.
"URGH" nie unika trudnych tematów, choć ostatecznie traktuje je dość ogólnikowo. Chodzi w tym jedynie o wyładowanie złości na pewne zjawiska niż ich pogłębioną analizę. Muzyka również nie jest zbyt głęboka - paleta emocji i instrumentalnych środków jest tu dość ograniczona, a całość nie wychodzi poza różne post-industrialne style. Mimo wszystko bardzo sprawne to granie, czasem ciekawe od strony produkcyjnej, kiedy indziej nadrabiające energią i zaangażowaniem. O ile po przesłuchaniu debiutu natychmiast o nim zapomniałem, po tej płycie będę się Mandy, Indiana uważniej przyglądał.
Ocena: 7/10
Mandy, Indiana - "URGH" (2026)
1. Sevastopol; 2. Magazine; 3. Try Saying; 4. Dodecahedron; 5. A Brighter Tomorrow; 6. Life Hex; 7. Ist halt so; 8. Sicko!; 9. Cursive; 10. I'll Ask Her
Skład: Valentine Caulfield - wokal; Simon Catling - elektronika; Scott Fair - gitara; Alex Macdougall - perkusja
Gościnnie: Billy Woods - wokal (8)
Gościnnie: Billy Woods - wokal (8)
Producent: Scott Fair i Daniel Fox
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.