[Recenzja] Celtic Frost - "Monotheist" (2006)

Okładka płyty "Monotheist" Celtic Frost.


Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E02

W tym roku mija dwadzieścia lat odkąd ukazał się ostatni album Celtic Frost. "Monotheist" opublikowano zresztą po niemal równie długiej, czternastoletniej przerwie fonograficznej. Oczekiwania były spore. Podobnie jak i obawy. W końcu minęło już sporo czasu od mocarnego początku kariery. To wtedy zespół kształtował ekstremalne formy metalu swoimi wczesnymi, brutalnymi EP-kami, bardziej progresywnym "To Mega Therion" oraz eklektycznym "Into the Pandemonium". Potem jednak szwajcarska grupa straciła impet. Skład się posypał, a otoczony nowymi muzykami Thomas Fischer został zmuszony przez wytwórnię do merkantylnego zwrotu w stronę popularnego wówczas hair metalu. Album "Cold Lake" był, oczywiście, kompletną porażką. Nieudany powrót do cięższego grania na "Vanity / Nemesis" tylko pogorszył sprawę, a zespół w rezultacie zawiesił działalność.

Jednak na "Monotheist" Celtic Frost wraca do korzeni w najlepszy możliwy sposób - nawiązując do wczesnych dokonań, ale nie ograniczając się do imitacji. Brzmienie jest cięższe niż kiedykolwiek. Początek płyty, z utworami "Progeny" i "Ground", miażdży brutalnością oraz swoim surowym, posępnym klimatem. Budują go ciężkie, nieco sabbathowe riffy , bardzo nisko przetaczający się bas, potężna i niemalże mechaniczn perkusja, a także agresywny wokal Fischera. A kiedy dalsze opieranie się wyłącznie na tych środkach groziłoby popadnięciem w monotonię, zaczynają się urozmaicenia. Już trzeci na płycie "A Dying God Coming Into Human Flesh" rozpoczyna się nastrojowym wstępem z czystymi brzmieniami i subtelnym śpiewem basisty Martina Aina, nie tracąc przy tym niepokojącego nastroju. Delikatny motyw gitary pobrzmiewa nawet w cięższych momentach, co daje ciekawy efekt. Innym urozmaiceniem są żeńskie chórki w "Drown In Ashes", "Os Abysmi Vel Daath" i "Obscured". W środkowym z nich pojawia się też słyszana ostatnio na "To Mega Therion" waltornia.


Najbardziej z nich zaskakuje jednak "Obscured", zbliżający się do estetyki Davida Bowie z tzw. berlińskiej trylogii czy późniejszego "Blackstar". To coś nowego u Celtic Frost i szkoda, że nie ma tu tego więcej - choćby zamiast powracających do bezwzględnego czadu "Domain of Decay" i "Ain Elohim". Bardziej mieszane wrażenie wywołuje u mnie finałowy "Triptych" - trzyczęściowy kolos o łącznej długości ponad dwudziestu trzech minut. Ściślej mówiąc moje wątpliwości dotyczą dwóch krótszych segmentów,  będących klamrą tego tryptyku. Pełniący rolę wprowadzenia "Totengott" to cztery minuty black-metalowych skrzeków z elektronicznym tłem - zbyt monotonne i wyraźnie oderwane od reszty płyty. Jeszcze bardziej kuriozalny jest jednak quasi-symfoniczny instrumental "Winter". Zamiast zespołu gra tutaj prawdziwa orkiestra smyczkowa, ale brzmi to strasznie naiwnie, tandetnie i kompletnie bez związku z poprzednią godziną muzyki. Za to środkowy "Synagoga Satanae" to czternaście minut posepnego ciężaru z udziałem dodatkowych wokalistów i chóru mieszanego, dość różnorodne, świetnie podsumowujące i wieńczące ten album.

"Monotheist" jest albumem nieco przydługim, z dwoma utworami nic nie wnoszącymi oraz dwoma dziwnymi, niepasującymi tu wyborami estetycznymi. Cała reszta albumu to znakomity powrót Celtic Frost do tego, w czym zespół był najlepszy, z odrobiną nowych pomysłów i najlepszym w jego historii brzmieniem. Nie jest to płyta lepsza, ciekawsza od "To Mega Therion" czy "Into the Pandemonium" - raczej po prostu trzyma ich poziom, udanie domylając nieformalną trylogię.

Ocena: 7/10


Celtic Frost - "Monotheist" (2006)

1. Progeny; 2. Ground; 3. A Dying God Coming Into Human Flesh; 4. Drown In Ashes; 5. Os Abysmi Vel Daath; 6. Obscured; 7. Domain of Decay; 8. Ain Elohim; 9. Triptych: I. Totengott; 10. Triptych: II. Synagoga Satanae; 11. Triptych: III. Winter (Requiem, Chapter Three: Finale)

Skład: Thomas Gabriel Fischer - wokal (1-10), gitara (1-8,10), programowanie (4,9); Erol Uenala - gitara (1-8,10); Martin Eric Ain - gitara basowa (1-8,10), wokal (3,9,10), efekty (5); Franco Sesa - perkusja i instr. perkusyjne (1-8,10)
Gościnnie: Lisa Middelhauve - dodatkowy wokal (4); Michael Sopunov - waltornia (5); Christoph Littmann - orkiestracja (5,11), aranżacja chóru (10); Cornelia Bruggmann - dodatkowy wokal (5); Simone Vollenweider - dodatkowy wokal (6); Peter Tägtgren - wokal (10); Sigurd Wongraven - wokal (10); Carla Grundmeier, Sibylle Hauf, Viola Hauf, Florian Lohmann, Sebastian Naglacky, Keno Weber - chór (10); May-Britt Altendorf, Laurent Plettner, Frauke Pohlmann - skrzypce (11); Katarzyna Bugala, Sandra Rehle - altówki (11); Ben Groocock, Volker Hormann, Dmitry Struchkov, Ya-Hee Yoon - wiolonczele (11); Jong Sung Choi - kontrabas (11)
Producent: Celtic Frost i Peter Tägtgren


Komentarze

  1. Cześć :) !

    "Monotheist" została wybrana zagramaniczną metalową płytą 25-lecia XXI wieku w plebiscycie "Musick Magazine". Wyboru dokonali dziennikarze i pasjonaci, którzy - takie przynajmniej odnoszę wrażenie - mocno zakotwiczeni są w temacie. Wyniki zostały opublikowane w aktualnym numerze pisma.

    Tak się akurat przedziwnie złożyło, że i ja słuchałem tego albumu w ostatnich dniach, żeby lepiej poznać tę - przyznaję to teraz otwarcie - nieco pominiętą przeze mnie płytę.

    Twórczość CF znałem raczej pobieżnie, bo to nie moja estetyka, ale ku mojemu zaskoczeniu "Monotheist" zrobił na mnie wrażenie bardzo dobre. Bez wątpienia jest to mocno indywidualne podejście do komponowania i grania metalu. Bez patrzenia co się dzieje dookoła i kłaniania się trendom.

    "Monotheist" epatuje czymś w rodzaju wyrafinowanej brzydoty. Brzmienie jest potężne, ale także zgrzytliwe i chropowate. Nie ma mowy o kompromisach. Nie ulega wątpliwości, że na pierwszy rzut ucha jest to maksymalnie nieprzystępna muzyka, naznaczona eksperymentalnym piętnem. Gdzie ten eksperyment się manifestuje?

    W minimalizmie.
    W transowości.
    W dronujących riffach.

    Pomimo to bardziej siada mi "Melana Chasmata" - Triptykon, czyli zespołu który jest naturalnym następcą i kontynuatorem Celtic Frost.





    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię ten album i jest to trzeci album CF obok Into the Pandemonium i To Mega Therion, do którego da się dość często wracać z powodu wielu zalet tej muzyki i jej interesującego brzmienia. To czego mi brakuje, to więcej niemieckich tekstów. Do tego typu muzyki lepiej to pasuje niż wszechobecna angielszczyzna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym od razu poszedł na całość i ani angielskie, ani niemieckie, tylko łacińskie. Najlepiej śpiewane takim basso profondo, jak “Utrenja" Pendereckiego. To by było coś.

      Usuń
    2. W numerze '"Demon Pact" z "Melana Chasmata" - Triptykon fragment tekstu recytowany jest po łacinie i robi to robotę. Ale mam przypuszczenia, że cały album śpiewany po łacinie byłby trochę pretensjonalny.

      Usuń
  3. A co sądzisz i Triptykon, który jest duchowym następcą Celtic Frost? Bo ja powiem, że trzyma raczej poziom. Czytałem, że rozpad Celtic Frost wynikł z popsucia atmosfery w zespole(Black Metal- Ewolucja Kultu). Z innych rodzynków mogę polecić Samael (dużo zmian muzycznych jak porzucenie perkusji normalnej na rzecz automatu perkusyjnego, a zawsze na odwrót się robi) , Profanum(metal bez gitar) i Sacrilegium.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta wypowiedź brzmi tak jakoby kiedykolwiek Fischer śpiewał po niemiecku. Nie kojarzę aby wcześniej Fischer śpiewał po niemiecku. To tak jakbym o brazylijskiej Sepulturze powiedział że szkoda więcej portugalskich tekstów. Pomysł z dupy

    OdpowiedzUsuń
  5. No poprawie. Nie słyszałem Monotheist więc może tu są jakieś niemieckie teksty i może o to chodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fragmenty "Triptych" są po niemiecku i po łacinie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)