[Recenzja] Nick Prol & the Proletarians - "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" (2025)

Wydany w połowie grudnia album jest koronnym argumentem, by nie spieszyć się z publikowaniem corocznych podsumowań. "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" to wprawdzie zbyt niszowe wydawnictwo, by na większości takich list zaistnieć. Ma jednak wszelkie atuty, by znaleźć się wysoko w moim rankingu. Trzecie pełnowymiarowe wydawnictwo arizońskiego tria Nick Prol & the Proletarians to prog-rock bez symfonicznego nadęcia, za to obfitujący w szaleństwo, humor, aranżacyjną finezję i wykonawczą wirtuozerię. W pierwotnym składzie, wówczas kwartecie, był nawet weteran amerykańskiego avant-proga, grający na dęciakach Dave Newhouse, znany z The Muffins czy współpracy z Fredem Frithem pod szyldem Skeleton Crew. Gościnnie z grupą występowali natomiast Bob Drake (Thinking Plague, 5uu's) czy Kavus Torabi (Cardiacs, Gong).
To wszystko wiele mówi o muzyce zespołu, którą bardziej precyzyjnie można określić jako mieszankę stylów Franka Zappy, Gentle Giant, Cardiacs, zespołów ze sceny Canterbury czy ruchu Rock in Opposition, a także elementów math rocka czy post-punku. Wszystko to podane jest jednak z przystępnością i melodyczną wyrazistością art popu. Sami muzycy określają zresztą swoją twórczość jako pop in opposition. Proletarians zadebiutowali w 2017 roku albumem "Loon Attic", w zasadzie niemalże zbiorem miniatur - na dwadzieścia trzy kawałki jedynie dwa przekraczają długość czterech minut - za to niesamowicie treściwych. Podobną formę ma też wydany trzy lata później "An Erstwisle Alphabestiary: Book One", choć to już ambitniejsze przedsięwzięcie, wykraczające poza samą muzykę.
Albumowi towarzyszy 16-stronicowa książka w formie fikcyjnego bestiariusza z ilustracjami oraz opisami istot zamieszkujących Erstwisle, oniryczną wyspę będącą swoistą wizją zaświatów. Każdemu z ułożonych alfabetycznie haseł - po jednym na daną literę - odpowiada kolejny utwór na płycie. Całość obejmuje hasła od A do L, a także dwa nagrania pełniące rolę wstępu i przedmowy. Już wtedy zapowiedziano część drugą, od M do Z. Przyszło na nią czekać całe pięć lat. "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" to konsekwentne domknięcie tego projektu. Mimo faktycznie długiej przerwy między oboma albumami, kompletnie jej tutaj nie słychać. Mógłby to być efekt tej samej sesji nagraniowej. Co nie znaczy, że nie ma tu żadnych nowych elementów czy wpływów. Sprytnie wpleciono je jednak w już wcześniej mocno eklektyczny styl.
Utwory nadal są stosunkowo niedługie. Najkrótszy "Rizwees" nie ma nawet stu sekund. Tym razem jednak aż jedna trzecia materiału trwa powyżej czterech minut, a najdłuższy "Ziltriptonims" przekracza siedem. To dobra decyzja, bo te wszystkie intensywne miniatury po pewnym czasie mogą zmęczyć słuchacza, a dłuższe kawałki ułatwiają utrzymanie uwagi. Dają też muzykom szansę rozwinięcia pewnych pomysłów, zamiast zarysowywania ich tylko. Świetnym tego przykładem wspomniany "Ziltriptonims", z początku przypominający spokojniejsze momenty ejtisowego King Crimson, z odrobiną Gentle Giant w warstwie wokalnej. A potem rozwijający się w klasyczny i bardzo stylowy rock progresywny, z okolic żywszych kawałków Yes, ale z kanterberyjską lekkością zamiast klawiszowych orkiestracji. Jest też dłuższy fragment instrumentalny o psychodelicznym, kosmicznym nastroju, prowadzący do math-rockowego finału z ładnymi harmoniami wokalnymi. Przy całym tym eklektyzmie klei się to w bardzo spójną całość.
Prawie równie długie - a zarazem tak samo porywające - są "Messerbits" i "Villusions". Oba łączą progową budowę, czyste, precyzyjne partie gitar bliskie post-punku czy math-rocka oraz popowo chwytliwy wokal, znów z uroczymi harmoniami. W tym pierwszym dochodzą do tego hałaśliwe wstawki przesterowanego basu, a w drugim - wręcz taneczna gra sekcji rytmicznej oraz najbardziej przebojowe melodie, równoważone bardziej zwariowaną częścią środkową. To akurat mocno ejtisowe granie. W bardziej piosenkowej formie nawiązuje do niego też choćby "Nuzzles". Bliższy przełomu wieków jest natomiast "Quixotomes", mocno zappowski pastisz rap rocka - zabawny i nieustępujący finezją pozostałym nagraniom. "Yeecalls" brzmi z kolei jak uwspółcześniony, bardziej jazgotliwy w warstwie instrumentalnej, ale wokalnie tak samo melodyjny Caravan. A to tylko te trwające powyżej czterech minut utwory.
Krótsze kawałki wcale nie odbiegają poziomem i pomysłowością, a część z nich ciekawie urozmaica album. Wyróżnić trzeba na pewno "Ogumbuh", utrzymany z początku w lekkim, wakacyjnym nastroju, by w drugiej połowie nabrać większej gęstości i dziwności. Albo wzbogacony smyczkami "Pachyfoxes", gdzie muzyka dawna miesza się z minimalizmem oraz math rockiem, a wokal przechodzi od popowej melodyjności do bardziej eksperymentalnych partii. Mnóstwo pomysłów udało się też upchnąć w "Stead", który od subtelnego, gęstego, nieco onirycznego początku, przechodzi w lekko udziwnione granie, by zakończyć się rockowym czadem. I w najbardziej eklektycznym "X", gdzie groteskową parodię rap rocka uzupełnia łagodny, nachalnie próbujący wzruszać fragment w stylu ballad Queen. Jest tu też kilka przyjemnych, prostszych, ale dalekich od banału piosenek, jak "Welcome Back", "Toerillas", funkująca "Untilwirms" czy "Woomwushes". Nawet miniatura "Rizwees", zdominowana przez brzmienie organów, wnosi coś do całości. Może nawet za dużo na tym albumie pomysłów, przebodźcowujących słuchacza, ale dzięki temu podczas kolejnych odsłuchów można wciąż odkrywać tu nowe rzeczy. Znakomity album.
Ocena: 8/10
Nominacja do płyt roku 2025
Nick Prol & the Proletarians – "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" (2025)
1. Welcome Back; 2. Messerbits; 3. Nuzzes; 4. Ogumbuh; 5. Pachyfoxes; 6. Quixotomes; 7. Rizwees; 8. Stead; 9. Toerillas; 10. Untilwirms; 11. Villusions; 12. Woomwushes; 13. X [Redacted]; 14. Yeecalls; 15. Ziltriptonims
Skład: Nick Prol - wokal i gitara; Ben Spees - gitara basowa, instr. klawiszowe, wokal; Connor Reilly - perkusja
Gościnnie: Kavus Torabi; Thymme Jones; Hollas Longton; Rita Kárpáti; Dominique D’Avanzo; Mark Beebe; Jack Brissenden; Mohadev
Gościnnie: Kavus Torabi; Thymme Jones; Hollas Longton; Rita Kárpáti; Dominique D’Avanzo; Mark Beebe; Jack Brissenden; Mohadev
Producent: Nick Prol & the Proletarians
Cześć :) !
OdpowiedzUsuńRyzykuję tezę, że gdyby zespół otrzymał adekwatne wsparcie od odpowiedniej wytwórni, to byłby sukces. Również (zachowując oczywiście stosowne proporcje) znajdujący odbicie w większej rozpoznawalności, co zapewne znalazłoby odzwierciedlenie w koncertach poza Stanami Zjednoczonymi. A tak wydana własnym sumptem płyta (notabene z opisu na Bandcampie wynika, że wydana jest „na bogato”, co potwierdza Autor w recenzji), pewnie nie wyjdzie poza wąskie i rozproszone środowisko.
Ogromna szkoda, bo "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" , to płyta z prog-rockiem którego wcale nie oczekiwaliśmy, ale bardzo potrzebowaliśmy.
W telegraficznym skrócie mamy tu do czynienia ze słoneczno-psychodelicznym amerykańskim avant-progiem zorientowanym na kunsztowne piosenki. Chłopaki raczej nie bawią się w półśrodki. Paradoksalnie jednak album nie jest niestrawnym zakalcem. Wręcz przeciwnie! Dawno nie słyszałem tak imaginacyjnej muzyki przynależącej estetycznie do szeroko pojętego prog-rocka. A konkretnie od 2022 roku, kiedy wyszło "Hellfire" Black Midi.
I jest to granie niesłychanie pozytywne, pogodne, a nawet autentycznie zabawne.
Wspaniale, że ktoś w naszym kraju promuje takie wydawnictwa.
Życzę dużo zdrowia i fantastycznych płyt do odkrycia w 2026 roku!