[Recenzja] Masada - "Alef" (1994)

Masada Alef okładka


Opisywany tu czas jakiś temu "Kristallnacht" był przełomowym dla Johna Zorna albumem. To właśnie ta płyta przetarła szlak do projektu Masada. Właściwie całej serii projektów pod wspólnym szyldem, wykonujących kompozycje saksofonisty inspirowane żydowską tradycją muzyczną, wykorzystujące charakterystyczne dla niej skale. Na przestrzeni lat przedsięwzięcia te przybierały najróżniejsze formy i konfiguracje personalne, od kameralnego Masada String Trio, po większą jazz-rockową grupę Electric Masada. Na początku był natomiast kwartet. Inaczej niż w przypadku "Kristallnacht", tym razem pomysłodawca wziął udział w nagraniach nie tylko jako producent, ale także jako instrumentalista. Towarzyszyli mu natomiast trębacz Dave Douglas, basista Greg Cohen i perkusista Joey Baron. Dokładnie ten sam skład nagrał już wcześniej muzykę do filmu "Kwartet złoczyńców" Joego Chappelle'a. Ukazała się w 1995 roku na płycie "Filmworks III: 1990-1995", sygnowanej wyłącznie nazwiskiem Zorna.

W latach 1994-98 kwartet Masada opublikował aż dziewięć albumów oraz EP-kę, wszystkie zatytułowane kolejnymi literami hebrajskiego alfabetu (później ukazało się jeszcze kilka koncertówek). Debiutancki longplay "Alef" nie jest - pomijając odniesienia do tradycji żydowskiej - kontynuacją wspomnianego "Kristallnacht". Zorn tym razem całkowicie rezygnuje z eksperymentów i brutalności, pokazując swoje zdecydowanie bardziej przystępne oblicze. To jedenaście instrumentalnych utworów, w których żydowska, klezmerska melodyka zostaje osadzona w post-bopowej estetyce, czasem kierującej się w stronę jazzu free. Jak na ówczesnego Zorna jest to jednak całkiem melodyjne granie, przy czym na ogół wciąż ekspresyjne, przepełnione jazzową swobodą oraz finezją. Lider niewątpliwie pozostawał pod silnym wpływem Ornette'a Colemana, zresztą nawet samo instrumentarium nawiązuje do jego wczesnych kwartetów. Na pierwszym planie przeważnie przeplatają się solówki Zorna i Douglasa, ale nierzadko też obaj całkowicie ustępują miejsca sekcji rytmicznej - sporo tu duetów Cohena z Baronem oraz solowych popisów drugiego z nich. Skład jest świetnie zgrany, a w jego współpracy słychać tyle luzu, jakby to wcale nie był debiut tego kwartetu.


Nie brakuje na "Alef" żywiołowych improwizacji w duchu Colemana, by wspomnieć o "Jair", "Tzofeh", "Delin" czy najbardziej ekspresyjnym, zdecydowanie freejazzowym "Zedbi". Energii nie brak też w "Tanah", gdzie jednak następuje przesuniecie proporcji między wpływami jazzu i muzyki klezmerskiej bardziej na korzyść tej ostatniej. A z drugiej strony sporo też wolniejszych, jeszcze silniej eksponujących wpływy tradycji żydowskiej utworów, w których kwartet sprawnie buduje odpowiedni nastrój. Tu wspomnieć trzeba o "Bith Aneth", "Janohah" oraz najbardziej wyciszonym "Idalah-Abal". Do nieco innej kategorii należy "Ashnah", który również zaczyna się bardzo oszczędnie i subtelnie, by jednak z czasem podążyć w stronę zdecydowanie mniej przystępnego free improvisation. We wszystkich tych wariantach Masada wypada tak samo przekonująco, a album zachowuje spójność - jego różnorodność nie wynika z braku wizji, a z realizowania na różne sposoby bardzo konkretnej idei, łączenia jazzowego idiomu z muzyka żydowską.

"Alef" nie jest, oczywiście, pierwszą tego rodzaju fuzją. Jednak zarówno wcześniejszy "Kristallnacht" samego Zorna, jak i próby innych twórców syntezy tych dwóch tradycji - jazzowej i żydowskiej - dokonywały jej na mniejszą skalę, bez takiej konsekwencji, jak na debiucie grupy Masada, rozpoczynającym w zasadzie nowy nurt. Utwory na "Alef" są jawnie, wręcz manifestacyjnie żydowskie, zarówno poprzez samą muzykę, jak i hebrajskie tytuły o historyczno-kulturowym znaczeniu, choć całość pozbawiona jest religijnego lub ideologicznego kontekstu. Jednocześnie album zachowuje też ewidentnie jazzowy charakter, ani na chwilę go nie tracąc.

Ocena: 8/10


Masada – "Alef" (1994)

1. Jair; 2. Bith Aneth; 3. Tzofeh; 4. Ashnah; 5. Tahah; 6. Kanah; 7. Delin; 8. Janohah; 9. Zebdi; 10. Idalah-Abal; 11. Zelah

Skład: John Zorn - saksofon altowy; Dave Douglas - trąbka; Greg Cohen - kontrabas; Joey Baron - perkusja
Producent: John Zorn i Kazunori Sugiyama


Komentarze

  1. W innych projektach Masada, wpływy muzyki żydowskiej sięgają oprócz muzyki klezmerskiej również po elementy z muzyki Żydów sefardyjskich, zarówno tych z zachodu (Maurów) jak i Bliskiego Wschodu, gdzie mieszają się z muzyką arabską. Dla mnie ta muzyka ma ogromny potencjał słuchalności, w przeciwieństwie do wielu projektów Zorna, które są często skrajnie awangardowe i mało jazzowe. W wielu utworach są też głębokie pokłady smutku lub nostalgii, co w kulturze żydowskiej jest zrozumiałe. Tradycyjna muzyka klezmerska tak mnie nie rusza, a jak słucham Masady to co jakiś czas pojawiają się u mnie wewnętrze wibracje, które znam również ze słuchaniu spiritual jazzu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dave Douglas jest w ogóle naprawdę ciekawą postacią. Stanley Crouch go obraził w jednym eseju za wplatanie do swoich kompozycji bałkańskich wpływów, które faktycznie są bardzo wyczuwalne w jego twórczości solowej. Polecam jego nagraną dla Hat Hut płytę Constellations, świetne granie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię tę płytę - często jej słucham i tak naprawdę słucha mi się jej lepiej niż płyt Colemana, do którego bez wątpienia Zorn na Masadzie nawiązywał. W ogóle Masada to mój ulubiony projekt Zorna - te albumy, na których za bardzo "hałasuje", męczą mnie. O wiele wcześniej syntezy muzyki żydowskiej (tzn folkloru Żydów sefardyjskich) z może nie do końca jazzem, ale muzyką improwizowaną dokonał Shlomo Bar z grupą Habrera Hattivit. Z kolei świetnym połączeniem spiritual jazzu z muzyką żydowską jest grupa Satlah fantastycznego saksofonisty- Daniela Zamira. Jest to bardziej melodyjne granie od Masady - niezwykle efektowne, polecam zwłaszcza płytę Children of Israel

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)