[Recenzja] Oneohtrix Point Never - "Tranquilizer" (2025)

Okładka płyty "Tranquilizer" Oneohtrix Point Never.


Płyta tygodnia 17.11-23.11

Nie do końca jest prawdą, że nic w internecie nie ginie. Nie jest wcale oczywiste, że te ogromne zasoby muzyczne, do jakich mamy teraz nieograniczony dostęp w streamingu, bedą zawsze pod ręką. Kilkakrotnie już zdarzyło mi się, że chciałem do jakiegoś albumu powrócić, a ten nie był już nigdzie dostępny. Obecnie coraz więcej wykonawców decyduje się wycofywać swoją muzykę z serwisów. Niewykluczone też, że kiedyś po prostu cała sieć padnie - a to wcale nie jest nieprawdopodobny scenariusz w niepewnych czasach gwałtownych zmian klimatycznych czy narastających konfliktów zbrojnych i fatalnych pomysłów na ich zakończenie. Choć wtedy brak dostępu do muzyki będzie jednym z najmniejszych problemów. Pewnym pocieszeniem w tym wszystkim są inicjatywy w rodzaju Global Music Vault, dzięki którym przynajmniej jakaś część muzyki przetrwa najgorsze.

Z przemyśleń nad tym powszechnym dziś dostępem do ogromnej ilości muzyki, a zarazem niepewnością, jak długo ten dostęp będzie możliwy, powstał nowy album Daniela Lopatina w ramach jego jednoosobowego projektu Oneohtrix Point Never. Powstał też dzięki znalezionej przez niego w sieci bibliotece dźwięków z lat 90., choć już sądził, że dostęp do niej stracił bezpowrotnie. Po raz pierwszy trafił na nią na początku obecnej dekady, przeglądając przepastne zasoby Internet Archive. Zapisał wówczas tylko link, z myślą o późniejszym wykorzystaniu, ale gdy do niego wrócił, plików już nie było. Gdy jednak pojawił się nowy upload, Lopatin pobrał zbiór i zabrał do pracy nad materiałem, który wypełnił album "Tranquilizer" - wydany w zeszłym tygodniu niemal bez większych zapowiedzi (gdy przed miesiącem ukazał się singiel, nie było nawet wiadome, że to zwiastun większego wydawnictwa).


Proces powstawania "Tranquilizer" przypominał tworzenie "Replica", przełomowego albumu Oneohtrix Point Never sprzed czternastu lat. Lopatin odszedł wówczas od syntezatorów na rzecz samplerów, a za źródło dźwięków posłużyło kupione przypadkiem DVD z godzinami nagrań telewizyjnych reklam z lat 80. i 90. Najnowszy album można więc potraktować jako kontynuację tamtego projektu, często uznawanego za szczytowe osiągnięcie twórcy. Ponownie sporo tu retro brzmień i melodii, choć skonfrontowanych ze współczesną produkcją, umieszczającą te dźwięki w całkiem nowym kontekście, zmieniającym ich odbiór. Produkcją tym razem, oczywiście, bardziej nowoczesną, niż na płycie z 2011 roku, wykorzystującą nowsze technologie - ale chyba bez AI, choć ta pojawiła się już na poprzednim "Again".

Zgodnie z tytułem, "Tranquilizer" przynosi muzykę o raczej subtelnym, uspokajanym nastroju, nierzadko bliską ambientu, choć nie brakuje momentów ze zniekształconymi brzmieniami czy większym rozmachem i intensywnością. W całość świetnie wprowadza "For Residue", zarazem oldskulowy, jak i współczesny - może po prostu retrofuturystyczny - raczej wyciszony, ale o gęstej, wielopłaszczyznowej fakturze. Pomysł ten bardzo ładnie rozwija kolejny na trackliście "Bumpy" i parę innych kawałków, ale już w "Lifeworld" pojawia się więcej gliczy, urywanych dźwięków czy poszarpana melodia. Z takich wyróżniających się momentów warto wymienić "Modern Lust" z dynamicznymi kontrastami i uzupełniającym elektroniczne brzmienia samplem trąbki, albo pomysłowo skonstruowany, a przy tym zawierający jedne z najbardziej tu wyrazistych melodii "Cherry Blue". Trzeba też wspomnieć o samej końcówce albumu, ze stopniowo rozwijającym się, a potem nagle eksplodującym "Rodl Glide" oraz najbardziej zadziwiający połączeniem eterycznej atmosfery z intensywnością, odsłaniający coraz to nowsze pomysły "Waterfall", wspaniale wieńczący album. Trudno jednak wskazać jakieś odstające na minus fragmenty płyty. Może mało potrzebne, ale w sumie dość ładne interludium "Bell Scanner"? W sumie niczego bym tu nie pomijał, mimo że całość zbliża się czasem trwania do pełnej godziny.


Cóż, "Tranquilizer" to jeden z najlepszych albumów Oneohtrix Point Never. Wydany w momencie, gdy niektórzy już kończą przygotowywanie swoich podsumowań roku, z pewnością wywróci niejedną taką listę. Słuchajcie, póki jest dostępny.

Ocena: 8/10

Nominacja do płyt roku 2025


Oneohtrix Point Never – "Tranquilizer" (2025)

1. For Residue; 2. Bumpy; 3. Lifeworld; 4. Measuring Ruins; 5. Modern Lust; 6. Fear of Symmetry; 7. Vestigel; 8. Cherry Blue; 9. Bell Scanner; 10. D.I.S.; 11. Tranquilizer; 12. Storm Show; 13. Petro; 14. Rodl Glide; 15. Waterfalls

Skład: Daniel Lopatin
Producent: Daniel Lopatin i Nathan Salon


Komentarze

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)