[Recenzja] Gentle Giant - "Interview" (1976)

Można ten album postrzegać na dwa sposoby. Nietrudno odebrać go jako przejaw kryzysu twórczego Gentle Giant, gdyż niewiele tu nowych rozwiązań, a w przypadku poszczególnych utworów nierzadko można wskazać ich odpowiedniki z wcześniejszych płyt. Jednak można też uznać "Interview" (lub "ĭn′terview", jak zapisano tytuł na okładce) po prostu za kolejne udane wydawnictwo utrzymane w tym unikalnym przecież dla grupy stylu. Muzycy w przeszłości już wnieśli nowe idee do muzyki rockowej, tu natomiast starają się je - przynajmniej w części utworów - udoskonalić. I choć efekt nie zawsze mnie przekonuje, to na pewno jest to ciekawsze granie od późniejszych prób robienia czegoś nowego, które wiązały się niestety z porzuceniem artystycznych ambicji. Te ostatnie na "Interview" wciąż są jeszcze obecne.
Po "Three Friends", "In a Glass House" i "The Power and the Glory" jest to kolejny album koncepcyjny w dyskografii Gentle Giant. I można by narzekać, że po raz czwarty - na osiem płyt - zespół sięga po tę samą formułą. Tylko tym razem poszczególne utwory łączy zdecydowanie najciekawszy pomysł: autotematyczne teksty z refleksją na temat własnej twórczości, ale też ogólnie przemysłu muzycznego. A wszystko to idealnie dopełniają rozproszone po płycie fragmenty tytułowego wywiadu, a właściwie zaaranżowanej rozmowy Phila Sutcliffe'a z muzykami. Niewątpliwie było to bardzo oryginalne, jak na przedstawicieli prog-rocka, podejście do warstwy tekstowej.
Podobnie, jak na "Free Hand", mocniejsza okazuje się pierwsza strona winyla. Tytułowy "Interview" to równie udane (i bardzo podobne) otwarcie, co "Just the Same" z poprzednika: łączące rockową energię, zadziorność i chwytliwość z wyrafinowanymi, złożonymi partiami instrumentalistów. Pewną nowością jest brzmienie elektrycznego sitaru, które wzbogaca i tak już bogatą aranżację. Jednak prawdziwym zaskoczeniem - jedynym tak wielkim na tej płycie - jest kolejny "Give It Back". Zespół zdecydował się oprzeć ten utwór na rytmice... reggae. Z początku brzmi to wyjątkowo konwencjonalnie, nawet partie Kerry'ego Minneara (na syntezatorze i klawinecie) wpisują się w ówczesny mainstream, choć jest to naprawdę przyjemne granie, z wyrazistą, chwytliwą melodią. A z czasem pojawia się też trochę więcej typowego dla Gentle Giant kombinowania, ze świetnymi partiami marimby. Ogólnie jest to więc naprawdę fajne urozmaicenie repertuaru.
Najbardziej niesamowitym utworem - tym, w którym muzykom faktycznie udaje się udoskonalić swój styl - jest jednak "Design". Zespół rozwija tu pomysł z takich kompozycji, jak "Knots" czy "On Reflection", opierając całość przede wszystkim na polifonicznych, splecionych w kontrapunkcie partii wokalnych. Tym razem słychać aż rekordowe siedem głosów, starannie rozpisanych przez Minneara na pięciolinii. Pozostali muzycy zapoznali się z tą kompozycją dopiero w studiu, po czym zarejestrowali ją fragmentami, na bieżąco ćwicząc kolejne partie. Utwór w znacznej części jest wykonany a cappella, choć zawiera też sekcje z udziałem instrumentów perkusyjnych i drumli, którym jednak daleko do konwencjonalnego akompaniamentu. Zwariowana, ale piękna rzecz.
"Another Show" to już niestety zjazd w dół. Pomimo wciąż dość złożonej gry instrumentalistów, słychać wyraźny zwrot w stronę rockowego mainstreamu. Brzmienie jest tu już zupełnie konwencjonalne, z wysuniętymi na pierwszy plan gitarami, organami i bębnami. Choć z drugiej strony takiemu "Timing" nie pomogła obecność saksofonu i skrzypiec - to najbardziej banalna piosenka w dotychczasowym dorobku grupy obok osławionego "The Power and the Glory". Ciekawiej prezentuje się "Empty City" - przeplatający zgrabne fragmenty balladowe z żywszym i nieco bardziej złożonym graniem - a także "I Lost My Head", składający się z dwóch części: pierwszej subtelnej, o neo-mediewalnym nastroju, druga wręcz hardrockowa. To taki uboższy aranżacyjnie i mniej wyrafinowany melodycznie "Peel the Paint", zresztą na koncertach zespół łączył oba te utwory.
O ile pierwsza połowa "Interview" utrzymuje poziom wcześniejszych płyt, a nawet wprowadza pewne nowe rozwiązania ("Give It Back") lub stara się rozwijać pewne idee ("Design"), tak dalsza część przynosi już muzykę, która nic do dorobku Gentle Giant nie wnosi, w dodatku o bardziej konwencjonalnym, mainstreamowym charakterze. Niekoniecznie jednak był to efekt twórczego kryzysu muzyków. W tamtym czasie zespół był pod coraz większą presją wydawcy, który po sukcesie "Free Hand" (48. miejsce w amerykańskim notowaniu) spodziewał się kolejnych. "Interview" nie sprzedawał się jednak już tak dobrze (wystarczyło na 137. pozycję), przez co decydenci Chrysalis jeszcze bardziej naciskali na komercjalizację, co na kolejnych płytach Gentle Giant spowodowało drastyczny spadek poziomu. Na ich tle "Interview" okazuje się całkiem.udanym, a momentami (na pewno w jednym momencie) wręcz wybitnym dziełem.
Ocena: 7/10
Zaktualizowano: 10.2024
Gentle Giant - "Interview" (1976)
Zaktualizowano: 10.2024
Gentle Giant - "Interview" (1976)
1. Interview; 2. Give It Back; 3. Design; 4. Another Show; 5. Empty City; 6. Timing; 7. I Lost My Head
Skład: Derek Shulman - wokal, saksofon altowy (5,6), instr. perkusyjne (3); Kerry Minnear - instr. klawiszowe (1,2,4-7), marimba (2), instr. perkusyjne (3), wokal (3,7), dodatkowy wokal; Gary Green - gitara (1,2,4-7), sitar (1), drumla (3), dodatkowy wokal; Ray Shulman - gitara basowa (1,2,4-7), skrzypce (5-7), gitara (5), instr. perkusyjne (3), dodatkowy wokal; John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne, wokal (1), dodatkowy wokal
Gościnnie: Phil Sutcliffe - głos (1,3,6,7)
Producent: Gentle Giant
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.