Posty

Wyświetlam posty z etykietą gentle giant

[Przegląd] W szklanym domu: przegląd dyskografii Gentle Giant

Obraz
Tekst został oryginalnie opublikowany w serwisie StereoLife.pl w skróconej wersji. Poniżej prezentuję go w całości. Przyjęło się mówić o wielkiej szóstce rocka progresywnego. W skład jej wchodzą zespoły Pink Floyd, King Crimson, Genesis, Yes, Jethro Tull oraz trio Emerson, Lake & Palmer. Choć każda z tych grup wypracowała sobie rozpoznawalny styl, wniosła do muzyki rockowej nowe rozwiązania i do dziś jest inspiracją dla licznych wykonawców, uwzględnienie w tym gronie tylko tej szóstki jest mocno krzywdzące dla innych, które może i nie zdobyły tak wielkiej popularności, ale niewątpliwie zasłużyły na to swoją twórczością. Wymienić tutaj należy przede wszystkim dwa zespoły - dość rozpoznawalny u nas Van der Graaf Generator oraz praktycznie ignorowany przez większość polskich mediów muzycznych Gentle Giant. Przyjrzyjmy się zatem twórczości tej drugiej grupy. Jej historia zaczyna się w 1966 roku, gdy powstał zespół Simon Dupree and the Big Sound. Jego założycielami byli trzej bracia Sch...

[Recenzja] Gentle Giant - "The Missing Piece" (1977)

Obraz
Rok 1977 to czas tzw. punkowej rewolucji. Tak naprawdę polegała ona na odkryciu i zachłyśnięciu się przez dziennikarzy muzyką, jaką grano już od dobrych kilkunastu lat - głównie poza mainstreamem, choć zdarzało jej się do niego przenikać. Nowa fascynacja mediów pociągnęła za sobą niechęć do wcześniej docenianych, bardziej wyrafinowanych stylów, z rockiem progresywnym na czele. Nie pomagało, że przedstawiciele tego nurtu, wbrew jego nazwie, zaczęli powielać wciąż te same schematy, a ich coraz liczniejsi naśladowcy nie mieli do zaproponowania nic własnego. Jednocześnie jednak rok 1977 był ostatnim, kiedy czołowi przedstawiciele proga - poza zawieszonym King Crimson oraz probującym ratować swoje finanse wydaniem zbioru odrzutów ELP - pozostawali w formie. Swoje ostatnie naprawdę udane i wciąż wpisujące się w stylistykę proga albumy wydali Pink Floyd ("Animals"), Yes ("Going for the One") oraz Jethro Tull ("Songs from the Wood"), a Genesis zakończył i udani...

[Recenzja] Gentle Giant - "Playing the Fool: The Official Live" (1977)

Obraz
Gentle Giant późno dorobił się pierwszej koncertówki. "Playing the Fool: The Official Live" ukazał się w styczniu 1977 roku, po siedmiu latach działalności i ośmiu albumach studyjnych. W momencie, gdy pojawiły się pierwsze oznaki twórczego zastoju, ale jeszcze przed drastycznymi zmianami, jakie przyniosły kolejne longplaye. Można więc potraktować "Playing the Fool" jako podsumowanie tego autentycznie kreatywnego okresu. Niestety, niezbyt kompleksowe. Wypełniający pierwotnie dwie płyty winylowe materiał zarejestrowano jesienią poprzedniego roku, podczas koncertów w Düsseldorfie, Monachium, Paryżu i Brukseli, więc repertuar obejmuje głównie nowsze kompozycje. Wydawać by się mogło, że Gentle Giant - zespół tak starannie aranżujący swoje utwory - nie będzie drastycznie ich zmieniał podczas koncertów. Tymczasem do rzadkości należą tu momenty, gdy muzycy ściśle trzymają się studyjnych pierwowzorów. Takimi niechlubnymi wyjątkami są "Just the Same" oraz "F...

[Recenzja] Gentle Giant - "Interview" (1976)

Obraz
Można ten album postrzegać na dwa sposoby. Nietrudno odebrać go jako przejaw kryzysu twórczego Gentle Giant, gdyż niewiele tu nowych rozwiązań, a w przypadku poszczególnych utworów nierzadko można wskazać ich odpowiedniki z wcześniejszych płyt. Jednak można też uznać "Interview" (lub "ĭn′terview", jak zapisano tytuł na okładce) po prostu za kolejne udane wydawnictwo utrzymane w tym unikalnym przecież dla grupy stylu. Muzycy w przeszłości już wnieśli nowe idee do muzyki rockowej, tu natomiast starają się je - przynajmniej w części utworów - udoskonalić. I choć efekt nie zawsze mnie przekonuje, to na pewno jest to ciekawsze granie od późniejszych prób robienia czegoś nowego, które wiązały się niestety z porzuceniem artystycznych ambicji. Te ostatnie na "Interview" wciąż są jeszcze obecne. Po "Three Friends", "In a Glass House" i "The Power and the Glory" jest to kolejny album koncepcyjny w dyskografii Gentle Giant. I można by...

[Recenzja] Gentle Giant - "Free Hand" (1975)

Obraz
Album "Free Hand" okazał się największym sukcesem komercyjnym w historii Gentle Giant. Jako jedyny longplay zespołu dotarł do Top 50 amerykańskiego notowania, a konkretnie do jego 48. pozycji. I to praktycznie bez żadnej promocji, bez ani jednego singla. A co ważniejsze, także bez żadnych ustępstw artystycznych, prób schlebiania bardziej masowym gustom czy radiowym wymaganiom. Fakt, udało się w trakcie tych niespełna 37 minut upchnąć całkiem sporo autentycznie chwytliwych melodii, będących jednak dodatkiem do złożonych, połamanych rytmów, mistrzowskiego operowania kontrapunktem czy wpływów muzyki dawnej. "Free Hand" to wciąż Gentle Giant u szczytu swoich twórczych możliwości. Szczególnie pierwsza strona winylowego wydania nie ustępuje najlepszym z dotychczasowych dokonań. Rozpoczynający "Just the Same" oraz zamykający ją tytułowy "Free Hand" to bardzo energetyczne, optymistyczne utwory z od razu zapadającymi w pamięć melodiami, które jednocze...

[Recenzja] Gentle Giant - "The Power and the Glory" (1974)

Obraz
Na "The Power and the Glory" muzycy Gentle Giant postanowili po raz kolejny zmierzyć się z formułą albumu koncepcyjnego. Tym razem teksty skupiają się na władzy oraz jej deprawacyjnym wpływie na sprawujące ją jednostki. Temat zawsze aktualny, choć też nieco banalny. Za to muzycznie grupa wciąż pozostaje absolutnie unikalna na tle całej pozostałej muzyki. Nie jest to już jednak tak równy materiał, jak cztery poprzednie płyty i daje się tu odczuć pewne ustępstwa wobec wydawcy. Po tym, jak album "In a Glass House" nie został opublikowany na amerykańskim rynku - chociaż to tam Gentle Giant miał najwięcej wielbicieli - kwintet odpuścił sobie dalsze komplikowanie muzyki, a nawet zrobił krok czy dwa wstecz.  Największym kompromisem z wytwórnią było jednak wypuszczenie merkantylnego singla "The Power and the Glory" - do tamtej pory zespół nie nagrał jeszcze piosenki tak prostej, banalnej melodycznie, wpisującej się pod względem struktury, aranżacji czy brzmien...

[Recenzja] Gentle Giant - "In a Glass House" (1973)

Obraz
Dlaczego tak dobry, niepowtarzalny zespół, jak Gentle Giant, nie zdobył popularności porównywalnej przynajmniej z King Crimson czy Genesis z czasów Petera Gabriela? Na przeszkodzie na pewno mógł stanąć niekonwencjonalny charakter muzyki i jej złożoność. A gdy pod koniec kariery muzycy zaczęli grać prościej, zgodnie z ówczesnymi trendami, to jednocześnie jakby zapomnieli pisania dobrych melodii. Niewątpliwie mógł też jednak zaszkodzić brak odpowiedniej promocji. A niektóre działania wydawców przypominały wręcz sabotaż, jak np. akceptacja szkaradnych okładek, publikowanie na singlach zupełnie niekomercyjnych kawałków zamiast tych bardziej przystępnych czy wysłanie zespołu na trasę w roli supportu Black Sabbath. Najbardziej dziwi chyba to, że decydenci Columbia Records - firmy wydającej płyty zespołu w Ameryce Północnej - postanowili w ogóle nie publikować tam albumu "In a Glass House", chociaż to właśnie w Stanach Gentle Giant odnosił jedyne sukcesy komercyjne, a ten longpl...

[Recenzja] Gentle Giant - "Octopus" (1972)

Obraz
"Octopus" bez cienia wątpliwości mogę nazwać jednym z największych dzieł progresywnego rocka. To właściwie osiem dzieł - po łacinie octo opus , stąd też tytułowa ośmiornica. Wspaniale zilustrował ją Roger Dean, znany przede wszystkim ze swoich prac dla grupy Yes, dając Gentle Giant jedyną tak estetyczną okładkę. Z jakiegoś powodu nie przypadła jednak do gustu decydentom z Columbii, którzy na potrzeby amerykańskiego i kanadyjskiego wydania zamówili nową grafikę u Charlesa White'a. Też niezłą, przedstawiającą ośmiornicę w słoiku. We wczesnych wydaniach winylowych okładka była nawet odpowiednio przycięta na kształt tego słoja. To ostatnia płyta Gentle Giant nagrana w sekstecie. Wkrótce potem ze składu odszedł jeden ze współzałożycieli grupy, Phil Shulman, który miał dość nieustannych kłótni z młodszymi braćmi Derekiem i Rayem. "Octopus" jest jednocześnie debiutem perkusisty Johna Weathersa, który miał być tylko tymczasowym zastępcą za poszkodowanego w motocyklo...

[Recenzja] Gentle Giant - "Three Friends" (1972)

Obraz
Każdemu, kto dopiero planuje zmierzyć się z twórczością Gentle Giant, a trochę się boi przez te wszystkie opinie o niekonwencjonalnym, dziwnym czy awangardowym charakterze muzyki, polecałbym zacząć od trzeciego albumu grupy, "Three Friends". Tym razem zespół nieco wyluzował ze swoimi artystycznymi ambicjami i nagrał płytę bliższą takiego typowego rocka progresywnego, a momentami nawet hard rocka. Jednocześnie nie brakuje tu jednak - w przeciwieństwie do debiutu - grania bardziej zakręconego, w ten idiomatyczny dla Gentle Giant sposób. "Three Friends" to pierwszy album koncepcyjny w dorobku grupy. Poszczególne utwory w warstwie tekstowej opowiadają historię trzech przyjaciół z dzieciństwa, których drogi się rozeszły, znaleźli pracę w różnych zawodach, ale niezadowoleni ze swojego obecnego życia, postanowili odnowić dawną znajomość. Bardzo prosta, bezpretensjonalna opowieść, tak odmienna od sporej części płyt tego rodzaju. Wszystko zaczęło się od jednego motywu, za...

[Recenzja] Gentle Giant - "Acquiring the Taste" (1971)

Obraz
Wielka szkoda, że pod tak paskudną, nieestetyczną i obsceniczną okładką - choć po otwarciu koperty winylowego wydania znacząco zmienia się kontekst - ukryto jedno z najwiekszych dzieł progresywnego rocka. Na "Acquiring the Taste", swoim drugim albumie, muzycy Gentle Giant poczynili ogromny postęp względem eponimicznego debiutu i zaprezentowali w pełni idiomatyczny styl. Najprościej opisać go jako połączenie rocka z muzyką poważną, co jednak wydaje się tyleż trafne, co mylące. Zawarta tu muzyka ma w sumie niewiele wspólnego z tym, co wówczas grali inni giganci proga, w rodzaju King Crimson, Yes, Genesis czy ELP. Zamiast inspiracji barokiem, klasycyzmem i romantyzmem dominują tu wpływy muzyki dawnej, z epoki średniowiecza i renesansu, ale słychać też nawiązania do muzyki współczesnej. Kolejna różnica to forma utworów, trwających nie po kilkanaście, a około pięciu minut, choć pomysłów w nich tyle, że starczyłoby na kilka płyt. Zwraca uwagę bardzo bogate instrumentarium "A...