Posty

[Zapowiedź] Premiery płytowe wrzesień 2024 + 54. numer magazynu "Lizard"

Obraz
We wrześniu powinien ukazać się kolejny numer magazynu "Lizard" z moim artykułem o zmarłym niedawno Johnie Mayallu, twórcy blues rocka i odkrywcy wielu zdolnych instrumentalistów, którym dzięki niemu udało się zaistnieć. W tekście skupiam się na pierwszej dekadzie działalności artysty, gdy tworzył swoje najbardziej kreatywne płyty, jak "Blues Breakers", "Bare Wires", "The Turning Point" czy "Jazz Blues Fusion". W numerze nie zabraknie też moich recenzji współczesnych płyt. Niestety, może to być także ostatnie wydanie zmagającego się z finansowymi trudnościami pisma. Obecnie wszystko zależy od wsparcia czytelników - można udzielić go np. tutaj . Dlaczego warto? Bo to obecnie jedyny polski magazyn publikujący bardziej wnikliwe, merytoryczne treści na temat muzyki rockowej i jazzowej - a czasem też innych gatunków - często tej spoza ścisłego mainstreamu, a co najmniej tak samo wartościowej. Korzyści z przetrwania pisma są na pewno wyższe, ...

[Recenzja] Coil - "The Ape of Naples" (2005)

Obraz
"The Ape of Naples" powstał jako pożegnalny album Coil. Na jego kształt nie miał już wpływu John Balance, który zmarł w listopadzie 2004 roku, gdy pijany spadł z drugiego piętra swojego domu. Peter Christopherson, druga połowa duetu i były partner życiowy Balance'a, postanowił oddać mu hołd, kompilując to wydawnictwo. Tak, kompilując, bo "The Ape of Naples" składa się z materiału zarejestrowanego na przestrzeni nieco ponad dekady. W większości są to nagrania zupełnie premierowe lub znane tylko z koncertów, a w mniejszym stopniu nowe opracowania już publikowanych utworów. Absolutnie nie brzmi to jednak jak zbiór odrzutów. Christopherson wykonał kawał dobrej roboty, dobierając i przerabiając ten materiał, aby nie tylko tworzył spójną całość, lecz także trzymał wysoki, równy poziom. W rezultacie powstała jedna z najlepszych, najbardziej zbornych płyt Coil, a przy okazji wyjątkowo, jak na ten zespół, komunikatywna. Najstarsze nagrania pochodzą z 1993 roku, gdy zespó...

[Recenzja] Bark Psychosis - "Hex" (1994)

Obraz
Jak się powszechnie uważa, to właśnie w jednej z recenzji tej płyty po raz pierwszy użyty został termin post-rock. Idealnie zresztą oddający charakter zawartej tu muzyki, która niewątpliwie dzieląc z rockiem wiele wspólnego, odchodzi od typowej dla niego gwałtowności i rezygnuje z riffów oraz solówek na rzecz bardziej atmosferycznych partii. Bark Psychosis nie był, oczywiście, pierwszym zespołem grającym w ten sposób. Nawiązania do Talk Talk z okresu "Spirit of Eden" i "Laughing Stock" są przecież ewidentne. Na swoim debiutanckim - i przez wiele lat jedynym - albumie "Hex" brytyjski kwartet rozwija jednak tę stylistykę, wykorzystując nowoczesne technologie, z jakich korzystali ówcześni twórcy elektroniki. Słuchając "Hex" trudno uwierzyć, że Bark Psychosis zaczynał jako zespół nastolatków grających kawałki Napalm Death. Nieco tylko więcej zostało tu z późniejszych inspiracji grupami w rodzaju Sonic Youth, Swans, Big Black czy Joy Division. Czasem ...

[Recenzja] Fleetwood Mac - "Tango in the Night" (1987)

Obraz
Przy tylu milionach na koncie, jakie przyniosły muzykom poprzednie płyty i trasy koncertowe, mogliby pozwolić sobie na bardziej oryginalną okładkę, zamiast tak ordynarnie splagiatować pracę XIX-wiecznego francuskiego malarza naiwnego, Henriego Rousseau. Nawet nie wymieniono go w opisie albumu. Można by to jeszcze bronić, gdyby chodziło jedynie o nawiązanie do stylu Francuza, ale tu praktycznie skopiowano całą kompozycję konkretnego obrazu, "Zaklinaczka węży", choć akurat tytułową postać zdecydowano się pominąć. Oryginał był już zresztą wcześniej wielokrotnie wykorzystywany na niezliczonych wydawnictwach z muzyką klasyczną czy też chociażby na znakomitym longplayu "Mais On Ne Peut Pas Rêver Tout Le Temps" Laurenta Thibault: Muzycznie "Tango in the Night" również nie jest najbardziej oryginalnym albumem na świecie, choć wprowadza parę nowych elementów do twórczości Fleetwood Mac. Najprościej byłoby określić tę muzykę jako połączenie granego przez grupę w pop...

[Recenzja] Contortions - "Buy" (1979)

Obraz
Z taką okładką i tytułem mogłaby to być jakaś tania kompilacja wakacyjnych hitów. Debiutancki album Contortions zawiera jednak muzykę tak odległą od mainstreamu, na ile było to możliwe w ramach szeroko rozumianego punk rocka. Dowodzona przez Jamesa Chance'a - właśc. Jamesa Siegfrieda, zmarłego dwa miesiące temu - grupa była jednym z czołowych przedstawicieli nurtu no wave, antysztuki dekadenckiego podziemia Nowego Jorku. Contortions był jednym z czterech zespołów, które Brian Eno zebrał na kultowym składaku "No New York". Tym zresztą zespołem, który wypadł tam najlepiej. Zapewne jednak pomogło w tym wykolegowanie Theoretical Girls, grupy Glenna Branki, którą Eno też chciał zaangażować do projektu, ale uległ presji pozostałych uczestników. Korzeni stylu Contortions - podobnie jak całego no wave - można doszukiwać się w najbardziej awangardowych dokonaniach The Velvet Underground i The Stooges czy na płycie Yoko Ono z Plastic Ono Band, może również u Suicide lub Pere Ubu. I...

[Recenzja] Om - "Advaitic Songs" (2012)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S02E07 Gdyby nie kilka minut cięższego grania w drugim na płycie utworze "State of Non-Return", trudno byłoby uwierzyć, że zespół stojący za "Advaitic Songs" ma cokolwiek wspólnego z metalem. Ma akurat całkiem sporo. Oryginalny skład Om tworzyli śpiewający basista Al Cisneros i perkusista Chris Hakius, wcześniej sekcja rytmiczna Sleep, jednego z czołowych przedstawicieli stoner metalu. Debiutancki album duetu, "Variations on a Theme", przyniósł natomiast mieszankę sabbathowego ciężaru ze wschodnim mistycyzmem, mantrową konstrukcją utworów i beznamiętnym wokalem inspirowanym tybetańskim czy bizantyjskim śpiewem. W praktyce najbardziej brzmi to jednak jak stonerowa wariacja na temat floydowego "Set the Controls for the Heart of the Sun". Na kolejnych płytach, "Conference of the Birds" (zbieżność tytułu z arcydziełem Davida Hollanda wynika najpewniej ze wspólnej inspiracji perskim poematem Farida ud-Di...

[Recenzja] Neil Young & Crazy Horse - "Arc-Weld" (1991)

Obraz
Najbardziej czadowe wcielenie Neila Younga, z muzykami Crazy Horse u boku, jeszcze lepiej niż na płytach sprawdzało się w warunkach koncertowych. Nic wiec dziwnego, że trasa promująca album "Ragged Glory" doczekała się płytowego podsumowania. "Arc-Weld" należy do najbardziej intensywnych wydawnictw Kanadyjczyka, który zresztą jego miksowanie przepłacił trwałym pogorszeniem słuchu. Trzypłytowy pierwotnie zestaw szybko został rozbity na dwa osobne albumy - po 1991 roku nie zostały już nigdy wydane razem, w streamingu też funkcjonują oddzielnie. Warto sprawdzić oba, bo mają kompletnie odmienny charakter. I o ile "Weld" uchodzi za jedną z najlepszych koncertówek Kanadyjczyka, tak "Arc" należy do jego najbardziej kontrowersyjnych dokonań. Z "Weld" sprawa jest prosta, bo to po prostu dwupłytowy zbiór doskonale znanych kompozycji, z naciskiem na te najbardziej czadowe, które w tych wersjach na ogół zyskują jeszcze więcej energii, przestery brz...

[Recenzja] Cardiacs - "A Little Man and a House and the Whole World Window" (1988)

Obraz
Kiedy wspominam o post-punku jako przedłużeniu rocka progresywnego, zazwyczaj mam na myśli po prostu przejecie tego postępowego podejścia. Zdarzają się jednak twórcy, którzy faktycznie próbują dokonać muzycznej syntezy punka z progiem. Próbowali tego zarówno przedstawiciele tej starszej generacji, by wymienić tylko King Crimson czy Van der Graaf Generator, ale przede robili i robią to młodsze pokolenia, które karierę zaczynały już po tzw. rewolucji punkowej. Choćby grupa Cardiacs, której wychodziło to niezwykle naturalnie i sensownie, a w przeciwieństwie do wielu innych także z autentycznym luzem oraz humorem. Cardiacs powstał w samym środku wspomnianej rewolucji, w 1977 roku, jednak przez pierwszą dekadę działał w podziemiu, publikując swoją muzykę na kasetach. Płytę  "A Little Man and a House and the Whole World Window" można uznać za właściwy debiut, nagrany z odpowiednim budżetem, w profesjonalnym studiu i w końcu wydany w większym nakładzie, zarówno na winylu, jak i komp...

[Recenzja] King Gizzard & the Lizard Wizard - "Flight b741" (2024)

Obraz
Po tegorocznych albumach Fire! i Wacława Zimpla pozostawało czekać tylko na nowy KGLW i już można odhaczyć wszystkie spodziewane premiery. Zdziwiłbym się, gdyby ktoś z tej trojki niczego w tym roku nie wydał. Inna sprawa, że o ile pierwsza dwójka zawsze pewien poziom gwarantuje, to w przypadku Australijczyków jest to zawsze wielka niewiadoma. Jedyne, czego można być pewnym, to kolejna zmiana stylu. Cały czas czekam na album King Gizzard and the Lizard Wizard w klimatach hip-hopu albo soulu i funku, bo pojedyncze kawałki tego rodzaju, jakie znalazły się na "Omnium Gatherum" sprzed dwóch lat, wypadają całkiem obiecująco. Tymczasem muzycy postanowili jednak wrócić do estetyki jednego ze swoich słabszych wydawnictw, czyli boogie-rockowego "Fishing for Fishes". Co jeszcze nie zapowiadało katastrofy, wszak kiepski "Infest the Rats' Nest" doczekał się bardzo dobrej kontynuacji w postaci "PetroDragonic Apocalypse". Tym razem jednak nie dowieźli. Czyt...

[Recenzja] Cime - "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 29.07-4.08 Jednym z moich największych muzycznych rozczarowań tego roku jest blisko zerowa aktywność fonograficzna grup z brytyjskiej sceny Windmill. Lukę tę wypełnił już jednak nowozelandzki Half Empty Glasshouse, a teraz dołącza do niego kalifornijski projekt Cime ze swoim drugim albumem, " The Cime Interdisciplinary Music Ensemble". O ile debiutancki "The Independence of Central America Remains an Unfinished Experiment" sprzed dwóch lat zawierał muzykę bliższą folku, tak tym razem Monty Cime z zespołem kieruje się w rejony kojarzone z black midi czy wczesnym Black Country, New Road. Post-punkowa surowizna, a nierzadko też agresja, spotyka się tu z artyzmem proga i jazz-rocka. Tym, co łączy obie płyty Cime, są silne wpływy muzyki latynoskiej. " The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" to całkiem unikalna mieszanka post-punku, avant-proga, jazzu i  grania z Ameryki Południowej. Wprawdzie czegoś podobnego próbował już black midi na "H...