[Recenzja] Kim Gordon - "Play Me" (2026)

Okładka płyty "Play Me" Kim Gordon.


Niemal dokładnie dwa lata temu Kim Gordon wydała zaskakujący album "The Collective". Była wspóliderka Sonic Youth pokazała się na nim jako wciąż poszukująca artystka - odważnie i ryzykownie zmieniając stylistykę na hip-hop industrialny. Sama estetyka niewiele się jednak zmieniła: to wciąż bezkompromisowe, pełne zgiełku granie. Właśnie wydany następca tamtej płyty, "Play Me", jest równie radykalny. W warstwie lirycznej, jak podają materiały prasowe, opisuje uboczne skutki dominacji klasy miliarderów: demontaż demokracji, technokratyczny faszyzm oraz napędzane przez sztuczną inteligencję spłaszczanie kultury. Muzycznie stanowi natomiast bezpośrednie rozwinięcie poprzedniego albumu. Jest tu nawet klamra w postaci finałowego "BYEBYE25!", czyli nowej wersji otwieracza z "The Collective" - tym razem z tekstem złożonym wyłącznie ze słów, których boi się pomarańczowy degenerat.

W przeciwieństwie do dość jednostajnego materiału z poprzednika, "Play Me" jest bardziej eklektyczny. Choć nie aż tak bardzo, jak sugerowały przedpremierowe single, z których każdy zdradza inne wpływy: od wspomnianego "BYEBYE25!" w stylu industrialnego hip-hopu, przez łączący noise'owe gitary Sonic Youth z krautrockową motoryką "Not Today" i przez trapowy "Dirty Tech", aż po lekko jazzujący trip-hop w kawałku tytułowym. Tym samym jednak odsłonięte zostały wszystkie karty, bo pozostałe utwory nie wnoszą już żadnych dodatkowych inspiracji. Co więcej, na tym niespełna półgodzinnym albumie kontynuowane są już niemal wyłącznie pomysły z poprzedniego longplaya. Te z "Not Today" dają o sobie znać jeszcze w "Girl With a Look"; w obu poza noise'owo-krautową instrumentalizacją pojawiają się też bardziej śpiewne wokale zamiast quasi-rapowanych recytacji. Natomiast jazzujące wstawki z "Play Me" całkowicie zarzucono po pierwszym kawałku z tracklisty.


To jednak wciąż całkiem udane wydawnictwo, ponownie mocno bezkompromisowe i bezpośrednie, pełne zasadnego gniewu na miliarderów i skutki nachalnie wciskanej przez nich technologii. Jednocześnie jednak daleko Gordon do muzycznej reakcyjności. Chętnie korzysta tu z nowoczesnych narzędzi - głównie do nadawania utworom brutalnego, przesterowanego brzmienia - ale też nawiązuje, nieco parodystycznie, do modnych stylów, choćby przez zastosowanie autotune'a. Poza wymienionymi kawałkami szczególnie dobrze wypada "Subcon", oparty na masywnej, zniekształconej linii basu, z dodatkiem minimalistycznego beatu i równie oszczędnych, psychodelicznych dźwięków. Nieoczywistym urozmaiceniem jest tu przejście z elektronicznie modulowanym głosem na wzór współczesnego popu, z czym kontrastuje mocno zgiełkliwy finał. Wyróżnia się też bardziej eksperymentalny "Busy Bee" z jazgotliwymi gitarami oraz mocno wyeksponowanymi bębnami - tu akurat zamiast programowanego beatu gościnnie występuje Dave Grohl, trzymający się jednak hip-hopowej konwencji i jej repetycyjności. Wspomnieć też muszę o "Post Empire", który mimo mechanicznego podkładu zwraca uwagę nieco mniejszą intensywnością.

W tekstach i muzyce z "Play Me" nie ma ani odrobiny subtelności, ale w tej konwencji działa to dobrze. Problem mam jednak z tym, że całość brzmi raczej jak zbiór bonusów do poprzedniego albumu, niż pełnoprawne, samodzielne wydawnictwo. Mogłyby to być nagrania z tej samej sesji - przy czym tutaj znalazły się niekoniecznie te słabsze, a często po prostu nieco inne od pierwotnego konceptu.

Ocena: 7/10


Kim Gordon - "Play Me" (2026)

1. Play Me; 2. Girl With a Look; 3. No Hands; 4. Black Out; 5. Dirty Tech; 6. Not Today; 7. Busy Bee; 8. Square Jaw; 9. Subcon; 10. Post Empire; 11. Nail Biter; 12. BYEBYE25!

Skład: Kim Gordon - wokal, gitara (2-8,10-12), efekty (3); Justin Raisen - sampler (1-5,7-12), gitara basowa (1,2,6,7), programowanie (1,3-5,7-10,12), syntezator (2-10,12), perkusja (2,6), gitara (2,6,7,12), dodatkowy wokal (6,9), automat perkusyjny (6); Ainjel Emme - dodatkowy wokal (2); Sadpony - programowanie (5,12), syntezator (5); Julia Cafritz - głos (7); Dave Grohl - perkusja (7); Anthony Paul Lopez - programowanie, syntezator (11)
Producent: Justin Raisen; Sadpony (5,12); Anthony Paul Lopez (11)


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Cream - "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" (2026)

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Zapowiedź] Premiery płytowe maja 2026