Posty

[Zapowiedź] Premiery płytowe lipiec i sierpień 2024

Obraz
Podwójna lista, bo w wakacje tradycyjnie niewiele się dzieje na rynku fonograficznym. A w tym roku dzieje się jakby jeszcze mniej, choć pewnie będę jeszcze w trakcie tych dwóch miesięcy coś dopisywał. Na ten moment nie widzę zbyt wielu potencjalnie ciekawych płyt, za to dostrzegam pewną nadreprezentację rockowych dinozaurów, z Deep Purple na czele. Teraz Rock już przyznał jej pięć gwiazdek, co może oznaczać cokolwiek. Muzyczne premiery lipca 2024 5 lipca: Alva Noto -  HYbr:ID III Berliner Philharmoniker / Eugen Jochum / Solomon [kompozyor: Johannes Brahms] - Piano Concerto No. 1 Fire-Toolz - Breeze Focus -  Focus 12 Frankfurt Radio Symphony / Paavo Järvi [kompozytor: Arnold Schoenberg / Gabriel Fauré / Charles Koechlin] - Pelléas et Mélisande Merzbow & Nicolas Horvath - Pia-Noise 12 lipca: Blu - Los Angeles Laraaji - Glimpses of Infinity Van Morrison - Live at Orangefield [archiwalia] 15 lipca: Dominik Strycharski - Ecstasy 17 lipca: The 180 Gs - Trout Mas...

[Recenzja] Mabe Fratti - "Sentir Que no Sabes" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 24.06-30.06 Po mocnym w premiery poprzednim tygodniu, ten jest już wyraźnie słabszy. Szczególnie zawiodłem się na współpracy Shackletona z Six Organs of Admittance. Sam Shackeleton nagrywał naprawdę niezłe płyty z Wacławem Zimplem czy pod szyldem Tunes of Negation, a Ben Chasny ma na koncie choćby bardzo dobry "Dark Noontide", jednak wspólny "Jinxed by Being" okazał się, mimo przyzwoitego wykonania i dość przyjemnego klimatu, raczej nudnawy. Jeszcze gorzej wypadł nowy materiał The Revolutionary Army of the Infant Jesus. "The Dream We Carry" zamiast intrygującej i unikalnej mieszanki folku, psychodelii, tribal ambientu, neoclassical darkwave, jazzu czy muzyki mediewalnej, od jakiej zespół zaczynał, przyniósł zupełnie bezbarwne granie popowe. Dlatego na płytę tygodnia wybrałem coś zupełnie innego. Z Mabe Fratti - pochodzącą z Gwatemali, ale działającą głównie w Meksyku, klasycznie szkoloną wiolonczelistką, a także wokalistką i kompozytorką - p...

[Recenzja] Portishead - "Third" (2008)

Obraz
Drugi album Portishead, ten eponimiczny, jest w zasadzie czymś na kształt suplementu debiutanckiego "Dummy". Trzeci, nieodkrywczo zatytułowany "Third", to już wyraźny krok do przodu. Co niby nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę jedenastoletni odstęp od poprzednika, ale nie jest też przecież taki progres oczywistością w muzyce. A już na pewno nie jest czymś spodziewanym sytuacja, gdy długo oczekiwany powrót zespołu okazuje się zwrotem w zdecydowanie bardziej eksperymentalnym kierunku. Nagranie płyty takiej, jak "Third" było niewątpliwie odważne i jest jak najbardziej godne podziwu. Powrót do stylistyki, która tak ewidentnie należy do minionej epoki, byłby jedynie leniwym kapitalizowaniem sentymentu fanów, zapewne bez większej wartości muzycznej. Nagranie czegoś na czasie rownież byłoby banalnym rozwiązaniem i najprawdopodobniej nie miałoby szczególnych walorów artystycznych. Trio poszło więc najsensowniejszą możliwą drogą, choć zarazem tą najtrudniejszą. Al...

[Recenzja] Alcest - "Les chants de l’aurore" (2024)

Obraz
W przeciwieństwie do większości metalowych nurtów, black metal stał się całkiem niezłym punktem wyjścia do międzygatunkowych poszukiwań. Dość powszechne są próby łączenia go z jazzem lub brzmieniami elektronicznymi. Najbardziej przyjęła się jednak jego synteza z shoegaze'em lub dream popem, która wyodrębniła się nawet jako osobna stylistyka: blackgaze. Prekursorem tej mieszanki był Francuz Stephane Paul, znany pod scenicznym pseudonimem Neige, przybrany przez niego jeszcze w czasach, gdy grał w typowo blackmetalowych kapelach. Jedną z nich było trio Alcest, które jednak zanim cokolwiek nagrało, stało się solowym projektem Neige'a, a od drugiej płyty duetem z bębniarzem Jeanem "Winterhalterem" Deflandre. Już debiutancka EPka "Le secret" z 2003 roku łączyła inspiracje atmosferycznym black metalem w stylu Burzum czy wczesnego Ulver z wpływami grania z okolic Cocteau Twins, Slowdive oraz My Bloody Valentine. Czytaj też:  [Recenzja] Ulver - "Bergtatt: Et eev...

[Recenzja] Ulver - "Bergtatt: Et eeventyr i 5 capitler" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S02E06 Miłośnicy metalu raczej nie przepadają za gwałtownymi zmianami stylu. Norweski Ulver tymczasem regularnie dokonywał takich przewrotów. Choć zwykle kończy się to utratą zainteresowania dotychczasowych słuchaczy, brakiem sukcesów na innym polu i powrotem do wyjściowej stylistyki, to tej akurat grupie nie raz udawało się zdobyć uznanie także poza metalową niszą. Grupa ewoluowała od atmosferycznego black metalu przez dark folk, czysty black metal, eksperymenty z elektroniką i industrialem, trip-hop, ambient, ambient pop, psychodeliczny pop, aż po synthpop, po drodze grając jeszcze drony wspólnie z Sun O))). Zresztą już debiutancki "Bergtatt: Et eeventyr i 5 capitler" sugerował, że grupa nie chce się zamykać na jeden sposób grania. "Bergtatt" to płyta o bardzo surowym brzmieniu, wykraczająca jednak poza blackmetalowe schematy. Już same teksty - śpiewane w archaicznym języku duńsko-norweskim, inspirowane nordyckim folkiem i bar...

[Recenzja] Wacław Zimpel - "Japanese Journal Vol.1" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 17.06-23.06 Zapowiedzi kolejnych płyt Wacława Zimpla nie są może wielkim wydarzeniem - nierzadko ukazuje się ich po kilka jednego roku - ale nieustannie mnie cieszą. Artyście od kilkunastu lat udaje się utrzymać świetną formę, jednocześnie nie popadając w stagnację. Tym razem proponuje materiał inspirowany jedną z jego licznych wypraw do Japonii. Jesienią zeszłego roku zarejestrował tam kilka nagrań, które wypełniły właśnie wydany "Japanese Journal Vol. 1". Sam twórca określa to wydawnictwo jako EP-kę, jednak przy czterech utworach o łącznej długości 44 minut spokojnie mógłby to być album. A nawet coś w rodzaju instrumentalnego albumu koncepcyjnego. Zgodnie z tytułem jest to muzyczny odpowiednik dziennika podróży, w którym Zimpel zapisał pomysły, jakie pojawiły się w kolejnych miejscach odwiedzanych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Pierwszy przystanek to Kyoto, gdzie Zimpel współpracował z teatralną grupą Chiten, przygotowując oprawę muzyczną do adaptacji "Iwony, ...

[Recenzja] Voo Voo - "Sno-powiązałka" (1987)

Obraz
Cykl "Polskie ejtisy" #6 Zaczęło się od "I Ching", projektu Zbigniewa Hołdysa z udziałem różnych przedstawicieli polskiego mainstreamu. Podczas sesji najlepiej układała się jednak współpraca z trzema instrumentalistami. Byli to gitarzysta Wojciech Waglewski (ex-Osjan), basista Andrzej Nowicki (grał już z Hołdysem w Perfekcie) oraz perkusista Wojciech Morawski (m.in. Klan, Breakout, Perfect i Porter Band). Właśnie ta czwórka, już jako kwartet Morawski Waglewski Nowicki Hołdys, nagrała album "Świnie" - jedną z fajniejszych, a przy tym najmniej wtórnych płyt polskiego mainstreamu ejtisowego. Gdy Hołdysowi znudziło się wspólne granie, pozostała trójka, wsparta przez grającego na perkusjonaliach Milo Kurtisa, kontynuowała współpracę jako Voo Voo - od inicjałów Waglewskiego. Zresztą wkrótce po wydaniu eponimicznego debiutu - wypełnionego raczej mało oryginalnym post-punkiem / cold wave - z oryginalnego składu pozostał tylko on. W odświeżonym składzie Voo Voo, ob...

[Recenzja] Stevie Wonder - "Innervisions" (1973)

Obraz
Jeden z tych albumów, których brak w jakimkolwiek zestawieniu płyt wszech czasów byłby ogromnym niedopatrzeniem. To właśnie na "Innervisions" Stevie Wonder ostatecznie, ponad wszelką wątpliwość potwierdził, że jest prawdziwym, dojrzałym artystą, a nie jedynie produktem masowo nagrywającym kolejne schematyczne płyty. Ta przemiana z cudownego dziecka wytwórni Motown, w twórcę sprawnie korzystającego ze swobody artystycznej, nastąpiła już na wydanych rok wcześniej "Music of My Mind" i "Talking Book". Albumach udanych, pokazujących Wondera jako świadomego i mającego na siebie pomysł muzyka, z paroma wybitnymi momentami, ale jako całość nieco nierównych. Zupełnie inaczej prezentuje się "Innervisions", gdzie poziom jest bardzo wyrównany, a jednocześnie każdy utwór ma własny charakter. Po raz kolejny Stevie Wonder zaprezentował się jako twórca niemalże samodzielny. Sam skomponował cały materiał i napisał każdy z tekstów, opracował aranżacje, wykonał wsz...

[Recenzja] Kendrick Lamar - "To Pimp a Butterfly" (2015)

Obraz
Od mniej więcej półtora roku "OK Computer" Radiohead nie jest już najlepszym albumem wszech czasów według użytkowników Rate Your Music. Spadł na drugie miejsce, wyprzedzony przez "To Pimp a Butterfly" Kendricka Lamara. Płyta ta już w momencie wydania stała się współczesnym klasykiem, który to status natychmiast potwierdziła niezliczona ilość entuzjastycznych recenzji, miliony odsłuchów w streamingu i świetna sprzedaż fizycznych kopii, a nawet uznanie samego Davida Bowie, dla którego album stał się jedną z głównych inspiracji podczas prac nad "Blackstar". Jak się okazuje, nie był to jedynie chwilowy hajp. Po blisko dziesięciu latach od premiery "To Pimp a Butterfly" cieszy się niesłabnącą popularnością, o czym świadczy chociażby ranking RYM-a czy obecność wśród odświeżonych 500 albumów Rolling Stone'a i tych 1001, których trzeba posłuchać przed śmiercią. Ale najlepsze w tym wszystkim - a bynajmniej nieoczywiste - jest to, że longplay faktyczni...

[Recenzja] Smerz / GAEA - "Tidligere den dagen" (2024)

Obraz
Norweski duet Smerz, tworzony przez Henriettę Motzfeldt i Catharinę Stoltenberg (córkę Jensa Stoltenberga, sekretarza generalnego NATO), zadebiutował w 2016 roku EPką "Okey". Wydawnictwo jest utrzymane w klimatach UK bass i synthpopu. Od tamtej pory projekt bardzo ciekawie się rozwija. Długogrający debiut "Believer" z 2021 roku przyniósł całkiem unikalną mieszankę art popu, nowoczesnej elektroniki, hip-hopu oraz współczesnej poważnej kameralistyki, choć nie zawsze wpływy te uzupełniają się tam w przekonujący sposób. Na tegorocznym  "Tidligere den dagen" dziewczyny idą jeszcze dalej w poważkowym kierunku, zresztą płytę nagrały we współpracy z docenianym w Norwegii żeńskim oktetem wokalnym GAEA, złożonym z  czterech alcistek i czterech sopranistek. "Tidligere den dagen" składa się aż z dwudziestu czterech ścieżek, ale spokojnie - płyta trwa zaledwie trzydzieści jeden minut. Wypełniające ją miniatury - nieprzekraczające zazwyczaj kilkudziesięciu sek...