Posty

Wyświetlam posty z etykietą swans

[Recenzja] Swans - "Leaving Meaning." (2019)

Obraz
Domknięcie monumentalnej trylogii Swans - złożonej z albumów "The Seer", "To Be Kind" i "The Glowing Man" - miało definitywnie zakończyć pewien etap w twórczości zespołu. Co wyszło z zapowiadanych przez Michaela Girę zmian personalnych oraz stylistycznych? Trochę faktycznie się pozmieniało. Oficjalnie w składzie odpowiedzialnym za kolejne wydawnictwo zespołu, "Leaving Meaning.", znalazło się tylko dwóch muzyków z poprzedniego wcielenia Swans: Gira i Kristof Hahn, wsparci przez nowego basistę Yoyo Röhma oraz powracającego po przerwie bębniarza Larry'ego Mullinsa. Tyle jednak w teorii, bo w praktyce Thor Harris, Christopher Pravdica, Phil Puleo i Norman Westberg również wzięli udział w nagraniach, tyle że wymienieni wśród gości. Gościnnych występów jest tu zresztą, zgodnie z tradycją, naprawdę sporo. Zespół wspomagają tu też chociażby siostry Maria i Anna von Hausswolff, elektroniczny twórca Ben Frost, część składu folkowego A Hawk and a Hacksa...

[Recenzja] Swans - "The Glowing Man" (2016)

Obraz
"The Glowing Man" od początku był pomyślany jako zwieńczenie trylogii, na którą składa się wraz z "The Seer" i "To Be Kind". Wczesne zapowiedzi mówiły wręcz, że będzie to ostatni w ogóle album Swans. Potem jednak złagodzono ten komunikat: może i zespół coś jeszcze nagra, ale nie w tym składzie i nie w takiej formie. Dziś - dziesięć lat oraz trzy albumy później - wiadomo, że przynajmniej do pewnego stopnia udało się te obietnice spełnić. Trudno zresztą wyobrazić sobie inny rozwój wydarzeń, niż zmiany. Ryzykownym posunięciem było już nawet wydanie "The Glowing Man" - trzeciego z rzędu tak monumentalnego dzieła, bez nowych muzyków, którzy mogliby wnieść świeże podejście. Opinie na temat poprzednich wydawnictw były na ogół entuzjastyczne, ale tym razem wystarczyłoby niewielkie potknięcie, by bańka pękła. A jednak, pomimo personalnej stabilizacji oraz upartego trzymania się tej samej formy, jest to album o swoim własnym charakterze. Podobnie jak groov...

[Recenzja] Swans - "To Be Kind" (2014)

Obraz
Pomimo - lub dzięki - swojemu monumentalizmowi album "The Seer" został bardzo dobrze przyjęty przez krytykę oraz słuchaczy.  Michael Gira z zespołem poszli za ciosem i niespełna dwa lata później opublikowali kolejnego dwupłytowego kolosa. "To Be Kind" pod wieloma względami przypomina swojego poprzednika. Nawet okładka jest bardzo podobna - tylko tym razem z głową dziecka na jasnym tle, zamiast psiecka na czarnym. Ponownie są to też, w wersji kompaktowej, dwa dyski ze stu dwudziestoma minutami muzyki, nagranej w rozbudowanym składzie, choć z innym zestawem gości. A jednak każde z tych wydawnictw charakteryzuje nieco odmienny klimat. Poprzednik jest jak ciężki, posępny i hałaśliwy rytuał, a ten materiał ma z kolei nieco lżejszy, pogodniejszy nastrój, swoją transowość opierając raczej na nośnych groove'ach niż mechanicznych repetycjach. Na dwóch kompaktach znajduje się zaledwie jedenaście utworów, z czego sam "Bring the Sun / Toussaint L'Ouverture" pr...

[Recenzja] Swans - "The Seer" (2012)

Obraz
Ten album niewątpliwie był dla Swans przełomem. Bynajmniej nie pod względem muzycznym. Michael Gira przyznawał zresztą, że to rodzaj podsumowania 30-letniej kariery zespołu. "The Seer" zwiększył natomiast medialne zainteresowanie grupą. Recenzje, niemal jednogłośnie entuzjastyczne, pojawiły się nawet w mainstreamowej prasie i portalach muzycznych. Przede wszystkim jednak Łabędzie zyskały uznanie w niezalu, a na sukces komercyjny niespecjalnie się to wszystko przełożyło. Bo i cały materiał ma niezbyt komercyjny charakter: "The Seer" to dwie godziny muzyki o posępnym, niepokojącym nastroju, często brudnym i agresywnym brzmieniu, a w czasem bardzo długich nagraniach dzieje się stosunkowo niewiele. Większość zawartych tu utworów została skomponowana przez Girę i najpierw zarejestrowana w skromnych aranżacjach na gitarę akustyczną. Ostatecznego kształtu nabrały już podczas pracy zespołowej, w głównej mierze podczas koncertów. Zarówno te wczesne demówki, jak i przedpremie...

[Recenzja] Swans - "My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky" (2010)

Obraz
Po rozwiązaniu Swans Michael Gira skupił się na nowym projekcie. Pod szyldem Angels of Light zwrócił się w stronę bardziej akustycznego, piosenkowego grania, trochę jak w czasach "The Burning World". Jednak pod koniec pierwszej dekady obecnego stulecia, tworząc nowe utwory z myślą o kolejnej płycie AoL, zdał sobie sprawę, że kompozycje te aż proszą się o bardziej masywne brzmienie. A to już raczej pasowałoby do jego wcześniejszej grupy. Tak narodził się pomysł reaktywacji Swans. Dla uzyskania odpowiedniego efektu potrzebne były jednak środki finansowe na zorganizowanie profesjonalnej sesji nagraniowej. Gira zebrał fundusze, sprzedając demo z domowymi, akustycznymi wersjami nowych kompozycji, z których większość powróciła w ulepszonych wersjach na pierwszym od czternastu lat studyjnym albumie Swans. Do nowego składu grupy Gira wybrał muzyków, z którymi najlepiej grało mu się w przeszłości. Norman Westberg, Christoph Hahn oraz Phil Puelo występowali już we wcześniejszych w...

[Recenzja] Swans - "Soundtracks for the Blind" (1996)

Obraz
Łabędzi śpiew Łabędzi. "Soundtracks for the Blind" powstawał z myślą, że będzie zwieńczeniem studyjnej dyskografii Swans. I faktycznie nim był. Wprawdzie tylko przez czternaście lat, do czasu gdy grupa wznowiła działalność, jednak wtedy, w połowie lat 90., Michael Gira planował definitywnie pogrzebać zespół, którego prowadzenie wykańczało go finansowo i emocjonalnie. Do prac nad tym album zabrał się wraz z Jarboe oraz kilkoma nowymi współpracownikami, jak perkusista Larry Mullins czy gitarzysta Vudi, jednak można tu też usłyszeć partie dawnych - a zarazem przyszłych - członków zespołu, by wymienić Normana Westberga, Billa Rieflina oraz Christopha Hahna. "Soundtracks for the Blind" jest bowiem kolażową mieszanką nowych i archiwalnych nagrań, rejestrowanych na przestrzeni lat 1981-96, a więc całej dotychczasowej działalności Swans. Wydany pierwotnie na dwóch płytach kompaktowych, 140-minutowy "Soundtracks for the Blind" - pierwsze tak monumentalne dzieło Swa...

[Recenzja] Swans - "The Great Annihilator" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E09 Chronologiczne słuchanie dyskografii jest zwykle sensownym pomysłem. Można w ten sposób prześledzić stopniową ewolucję wykonawcy. W przypadku Swans ten progres od pewnego momentu przebiegał jednak kompletnie chaotycznie. Przejście od brudnego, agresywnego "Filth" do zawierającego bardziej klimatyczne i melodyjne momenty "Children of God" było w miarę płynne, z zachowaniem pewnych rozpoznawalnych cech. Potem był jednak całkowity zwrot stylistyczny na "The Burning World", by dopiero na kolejnych "White Light From the Mouth of Infinity" i "Love of Life" spróbować zagrać coś pomiędzy.  "The Great Annihilator" to kolejny album przejściowy - pom iędzy stylem z "Children of God" a "The Burning World" - tyle że tym razem bliższy tego poprzedniego. Inaczej mówiąc, rozwój Swans wydawałaby się bardziej sensowny, gdyby płyty z okresu 1987-95 ukazały się w następującej kolejn...

[Recenzja] Swans - "White Light From the Mouth of Infinity" (1991)

Obraz
Joy Division lub The Cure w bardziej akustycznym wydaniu, ale to Swans. Tak najkrócej można opisać "White Light From the Mouth of Infinity". Album będący zarazem kontynuacją poprzedniego, całkiem porzucającego brudne, przesterowane brzmienia "The Burning World", jak i powrotem do mroczniejszego klimatu jeszcze wcześniejszego "Children of God". Czyli tym razem raczej regres niż progres. Trzymanie się pewnej konwencji,  a nie intensywne wprowadzanie nowych elementów, jak w roku 1987 , ani radykalne zerwanie z wcześniejszym stylem, jak w roku 1989. Przynajmniej zachowano konsekwencję i nie przywrócono tych elementów, które już wcześniej zarzucono. Jednak za bardzo nie dano też czegoś w zamian. Jak na jeden z najbardziej cenionych albumów zespołu, jest to dla mnie mocno rozczarowująca płyta. Właściwie można tu mówić już o pewnym kryzysie Swans. Zespół się sypał i po raz kolejny z wcześniejszego składu pozostali tylko Michael Gira, Jarboe oraz Norman Westberg, ...

[Recenzja] Swans - "The Burning World" (1989)

Obraz
Najbardziej osobliwy, kontrowersyjny album Swans. "The Burning World" idzie o wiele dalej niż poprzedzający go "Children of God". Już tam pojawiło się wiele łagodniejszych momentów o bardziej wyrazistych melodii, poszerzyło się też instrumentarium. Wciąż jednak jest tam sporo brudu i ciężaru charakterystycznego dla wczesnych płyt zespołu. Zaskoczeniem mogła być natomiast wydana tuż potem EPka "Love Will Tear Us Apart", zawierająca m.in. dwie wersje tytułowej kompozycji, pochodzącej oczywiście z repertuaru Joy Division. Jedna z nich - ta śpiewana przez Michaela Girę, bardziej pogodna, energetyczna, a zarazem wyjątkowo na Swans melodyjna, chwytliwa i subtelna, oparta na brzmieniach akustycznych - doczekała się nawet teledysku, który śmigał po antenie MTV. W efekcie zespól doczekał się pierwszego wydawnictwa odnotowanego na listach sprzedaży, a także kontraktu z dużą wytwórnią, Uni Records, należącą do koncernu MCA. To jej nakładem ukazał się "The Burnin...

[Recenzja] Swans - "Children of God" (1987)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E05 "Children of God" to przełomowa płyta w dorobku Swans. W części utworów zespół rozwija swój dotychczasowy styl - brudny, agresywny i zgiełkliwy trans z wczesnych albumów, jak debiutancki "Filth" czy następujący po nim "Cop". Jednocześnie pojawiają się tu także nagrania zdecydowanie bardziej melodyjne, o bogatszym, ale też łagodniejszym, często akustycznym brzmieniu. To już wyraźna zapowiedź kolejnych wydawnictw, jak "The Burning World" i "White Light From the Mouth of Infinity", utrzymanych w stylistyce neofolku z gotyckim zabarwieniem. Te nowe elementy nie pojawiły się tu zupełnie nagle i niespodziewanie. Już wydane w poprzednim roku bliźniacze albumy "Greed" i "Holy Money" - nagrywane podczas tej samej sesji - ostrożnie wzbogaciły pierwotną stylistykę Swans o nowe rozwiązania, jak partie pianina czy żeńskie chórki. Za te ostatnie odpowiada tam nowa członkini grupy, Jarb...

[Recenzja] Swans - "Filth" (1983)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E01 Z pewnym zdumieniem przyjąłem fakt, że mimo tego powszechnego uwielbienia, wręcz kultu Swans, w całym internecie nie ma ani jednej polskiej recenzji debiutanckiego albumu "Filth". Ok, jedna jest, tyle że ta akurat dotyczy rozszerzonego wznowienia z 2015 roku i o podstawowym materiale wiele tam nie ma. Tymczasem na Zachodzie to jedna z najbardziej cenionych płyt wymierającej już wówczas sceny no wave oraz kształtującego się noise rocka, choć zarazem jest to też jedno z najbardziej hermetycznych i bezkompromisowych wydawnictw zespołu. W porównaniu z niespełna 37 minutami "Filth", wszystkie te dwugodzinne kolosy, publikowane przez Swans w XXI wieku, okazują się całkiem przystępną, bardzo melodyjną i dość zachowawczą muzyką. Na samym początku muzyka Swans nie różniła się od dokonań innych grup no wave, jak Theoretical Girls Glenna Branki, The Contortions, Teenage Jesus and the Jerks, D.N.A., Mars czy Sonic Youth (z tym ostatn...

[Przegląd] Najciekawsze pominięte płyty z pierwszego półrocza 2025

Obraz
Choć staram się na bieżąco recenzować najciekawsze nowości płytowe, uzbierało się trochę zaległości z pierwszej połowy 2025 roku. Najczęstszym powodem, dlaczego nie napisałem o jakimś wartym uwagi albumie, był brak pomysłu na pełną recenzję, która faktycznie wniesie coś do już opublikowanych tu treści. W tej sytuacji zbiorcze i skrótowe omówienie wydaje się najbardziej sensownym rozwiązaniem. Brandee Younger - Gadabout Season Trudno uniknąć porównań Brandee Younger z innymi jazzowymi harfistkami - Dorothy Ashby i Alice Coltrane. Zwłaszcza, że na wcześniejszych płytach chętnie sięgała po ich kompozycje. Poprzednią, "Brand New Life", niemal w całości wypełniały utwory autorstwa Ashby. Tegoroczną natomiast nagrała na instrumencie należącym niegdyś do Coltrane. Younger udaje się tu zresztą w podobne, mistyczno-medytacyjne rejony. Co nie znaczy, że brzmi to dokładnie tak samo, jak spiritual jazz sprzed pół wieku. To uwspółcześniona wersja tamtego stylu, ze zredukowanym elementem j...