[Recenzja] Jack DeJohnette - "New Directions" (1978)

Okładka płyty "New Directions" Jacka DeJohnette’a.


Prowadzona przez Jacka DeJonette'a grupa Directions zmieniała skład z każdą płytą. Przez dłuższy czas jej trzon wraz z liderem tworzyli John Abercrombie oraz saksofonista Alex Foster. Na albumie "Cosmic Chicken" towarzyszył im basista Peter Warren, zastąpiony przez Mike'a Richmonda na "Untitled" i "New Rags". Tylko na tym środkowym dołączył do nich klawiszowiec Warren Bernhardt. Jednak dopiero zastąpienie Fostera trębaczem Art Ensemble of Chicago, Lesterem Bowie, a także zmianę basisty na Eddiego Gómeza, uznano za wystarczająco istotne, by zmienić szyld na New Directions. Odświeżony kwartet wydał eponimiczny album studyjny oraz koncertowy "In Europe". Oba ukazały się nakładem ECM, podobnie jak dwa ostatnie pod pierwotną nazwą.

Utworzenie nowego kwartetu było dobrze przemyślane. DeJohnette zastanawiał się nad różnymi kierunkami, jakimi podążała i może podążać jego kariera. Postanowił zebrać najlepszych muzyków, z jakimi będzie mógł podsumować dotychczasową drogę. Pozostawienie Abercrombiego było naturalną decyzją, bo w latach 70. to właśnie gitarzysta był jego najczęstszym partnerem muzycznym. Z Gómezem grał natomiast jeszcze w poprzedniej dekadzie, gdy obaj współtworzyli trio Billa Evensa. Jedynie z Bowiem nie miał wcześniej okazji pracować, ale do kompletu potrzebował kogoś z bardziej eksperymentalnych rejonów, o które sam się czasem ocierał.

 
Na album "New Directions" złożyło się pięć premierowych utworów: pod "Dream Stalker" i "One Handed Woman" podpisano cały kwartet, a pozostałe to samodzielne kompozycje DeJohnette'a. To całkiem zróżnicowany materiał. Dwa najdłuższe nagrania, dwunastominutowy "Where or Wayne" oraz nieznacznie krótszy "One Handed Woman", pokazują bardziej ekspresyjne, spontaniczne oblicze zespołu, którego porywające improwizacje łączą znakomitą interakcję z indywidualną wyobraźnią. Podczas gdy pierwszy z nich kieruje się w rejony fusion, drugi przynosi freejazzowe rozluźnienie i swingującą podstawę rytmiczną. Reszta materiału jest już bardziej subtelna, ale też na różne sposoby. "Bayou Fever" intryguje gęstym, tajemniczym klimatem, "Dream Stalker" jest bardziej senny, niemal oniryczny, a "Silver Hollow" to z początku bardziej oszczędne, impresjonistyczne granie, ze stopniowo zwiększanym natężeniem, ale do końca delikatne. W tym ostatnim DeJohnette przypomina, że kształcił się na pianistę - to fortepian prowadzi ten utwór, a bębny są w nim nieobecne.

"New Directions" może być dobrym wprowadzeniem do autorskiej twórczości Jacka DeJohnette'a - album dobrze pokazuje jego wszechstronność i różne oblicza, jakie prezentował na przestrzeni swojej kariery. Bardzo trafny okazał się też dobór współpracowników. Choć kwartet nie grał ze sobą długo, to brzmi jak całkiem zgrany zespół, w którym w dodatku nie istnieje wyraźny podział na lidera i sidemanów.

Ocena: 8/10


Jack DeJohnette - "New Directions" (1978)

1. Bayou Fever; 2. Where or Wayne; 3. Dream Stalker; 4. One Handed Woman; 5. Silver Hollow

Skład: Jack DeJohnette - perkusja, pianino; Lester Bowie - trąbka; John Abercrombie - gitara, mandolina; Eddie Gómez - kontrabas
Producent: Manfred Eicher


Komentarze

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)