[Zapowiedź] Premiery płytowe lutego 2026

Zaczyna się robić trochę ciekawiej po spokojnym styczniu. A ten nie był wcale najgorszy, z tak znakomitymi premierami, jak nowy album grupy Perfect - ale nie tej polskiej - czy pełnowymiarowe debiuty Backengrillen i By Storm; ten ostatni, wydany ledwie wczoraj, czeka w kolejce do recenzji. Może tylko zabrakło jakiejś dużej około-mainstreamowej premiery - mógłby nią być pożegnalny album Megadeth, gdyby nie był tak strasznie sztampowy i wymęczony - ale już w lutym widać kilku potencjalnych kandydatów. Choć ja i tak najbardziej czekam na te niszowe rzeczy, jak Shane Parish dekonstruujący Autechre na akustyku.
Muzyczne nowości lutego 2026:
6 lutego:
- Maddie Ashman - Her Side EP
- Hecker - Natural Selection
- Luke Stewart, Aymeric Avice & Chad Taylor - Deep in the Earth - High in the Sky
- Mandy, Indiana - URGH
- Mayhem - Liturgy of Death
- Puscifer - Normal Isn't
- Rafael Anton Irisarri - Points of Inaccessibility
- Ron Carter & Ricky Dillard - Sweet, Sweet Spirit
- Tigran Hamasyan - Manifeste
13 lutego:
- Charli XCX - Wuthering Heights
- Colin Stetson, Greg Fox & Trevor Dunn - Nethering
- KMRU - Kin
- Melissa Aldana - Filin
- Ptaszyn Quartet - Collage. Quartet '68 [archiwalia]
- Sissi Rada - Nana Butu
16 lutego:
- Corima - Hunab Ku
20 lutego:
- Anzû Quartet [kompozytor: Olivier Messiaen] - Quatuor pour la fin du temps
- Jazz Sabbath - Jazz Sabbath Live
- The Messthetics & James Brandon Lewis - Deface the Currency
27 lutego:
- b.mez [Birdsongs of the Mesozoic] - Under Circuitous Skies
- Bill Frisell - In My Dreams
- Caterina Barbieri & Bendik Giske - At Source
- Deadletter - Existence Is Bliss
- deathcrash - Somersaults
- Gorillaz - The Mountain
- Maria BC - Marathon
- Mitski - Nothing's About to Happen to Me
- Nathan Moore / Eddie Prévost / Ray Russell - Stacked
- Pat Metheny - Side-Eye III+
- Shane Parish - Autechre Guitar
- Stephen O'Malley - Spheres Collapser
Mi osobiście w pierwszym miesiącu 2026 najbardziej podobała się nowa płyta dry cleaning
OdpowiedzUsuńMnie rozczarowała - mam wrażenie, że cały czas nagrywają ten sam album. Mają swój pomysł na granie, ale zbyt kurczowo się go trzymają, bojąc się spróbować czegoś nowego.
UsuńTak, to się zgadza, grają podobnie, a wokal podkreśla tę monotonność. ( Nie łatwo jest przyzwyczaić się do tych deklamacji). Mi jednak muzycznie ten band odpowiada, a że poprzednich płyt już dawno nie słuchałem, z przyjemnością w styczniu spędzałem czas z ich muzyką. Patrząc na statystyki tidala i spędzony czas z danym wykonawcą, to na drugim miejscu była u mnie Brandee Younger. Poznałem dzięki tobie. Ta statystyka tidala to taka zabawa. Pokazuje w danym miesiącu top 25 najczęściej słuchanych artystów ( ilość utworów).
UsuńTe wymienione przez ciebie płyty ze stycznia muszę jeszcze nadrobić
UsuńPlanujesz przesłuchać „ Liturgy of Death” ? Z tego co wiem to z black metalem raczej Ci nie po drodze.
OdpowiedzUsuńNie sądzę, żebym się zdecydował.
UsuńNie, żebym krytykował, ale nadchodzący album zapowiada się lepiej, ale rzadko co zaskoczyło mnie w nawet poprzednim roku (Olsztyn jest wyjątkiem, bo tamtejszy Black jest ciekawy w melodiach). Zresztą lepiej nawet będzie siąść do klasycznych płyt z Norwegii, Polski, Grecji, Finlandii itd.
UsuńCo Ty masz z tym "czegoś nowego"? Nie wszystko musi być i nie jest super oryginalne, świeże i inne, całe szczęście. Czasami sprawiasz wrażenie, jakbyś dosłownie od każdego wykonawcy oczekiwał innego grania z płyty na płytę. Ale po co???
OdpowiedzUsuńA po co mi kolejna taka sama płyta, skoro w każdej chwili mógłbym wrócić do którejś z poprzednich i mieć zapewnione dokładnie te same wrażenia? I to jeszcze w przypadku zespołu, do którego nigdy nie miałem ochoty wracać. Dry Cleaning to takie AC/DC sceny Windmill, nagrywające w kółko ten sam kawałek, czasem bardziej wyrazisty, cześciej kompletnie nijaki - i na tej nowej płycie są głównie lub tylko te drugie. Serio to takie dziwne, że wolę jak album ma własny charakter, a nie jest kopią innego?
UsuńCześć!
OdpowiedzUsuńJutro ma być premiera "In Verses" - Karnivool. To płyta, która powinna być na tym blogu zrecenzowana, szczególnie w kontekście tego, o czym autor wspomina we wstępnej części tego wpisu; "(...) Może tylko zabrakło jakiejś dużej około-mainstreamowej premiery". A tak się akurat składa, że Karnivool to kryterium spełnia. Generalnie znakomity to zespół i odnoszę wrażenie, że niedoceniany.
Pozdrawiam serdecznie!
Musiałem sprawdzić co to w ogóle zespół, bo nazwa nic mi nie mówi. Raczej chodziło mi o ogólnoświatową rozpoznawalność, a nie o mainstream australijski.
UsuńTo, że nazwa Karnivool nawet dla Ciebie jest anonimowa, tylko potwierdza moją tezę, że to zespół niedoceniony. Bardzo jestem ciekaw jak zabrzmiałby "In Verses" w Twoich uszach. Dla mnie Karnivool to jeden z najciekawszych reprezentantów ciężkiego grania w nurcie - nazwijmy to roboczo - metalu progresywnego. Chociaż to określenie mocno nieprecyzyjne, bo paradoksalnie wcale niełatwo jest zakwalifikować twórczość Australijczyków. Na pewno znacznie bliżej im do Toola, niż do Dream Theater, a siłą muzyki Karnivool są przede wszystkim wyrafinowane kompozycje, nie zaś silenie się na wirtuozerię za wszelką cenę. Myślę, że w tym kontekście bardziej porównywalni są z Radiohead, niż np. z Opeth. Co do najnowszego albumu, to jeszcze nie wyrobiłem sobie na jego temat zdania, bo czekam na fizyczny egzemplarz płyty.
Usuń