Posty

Wyświetlam posty z etykietą 2024

[Artykuł] Podsumowanie roku 2024

Obraz
Rok 2024 to dla mnie ponad 300 przesłuchanych nowości (i archiwaliów), z czego dokładnie 60 doczekało się na stronie omówienia w postaci recenzji. To porównywalne liczby do poprzednich lat obecnej dekady. Stąd też z pewnym przekonaniem mogę stwierdzić, że rok ten był trochę mniej ekscytujący pod względem muzycznych premier. Nie brakowało jednak albumów, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, a do wielu z nich chętnie wracałem i wciąż mam na to ochotę. Właśnie taki subiektywny odbiór zadecydował o wyborze oraz kolejności płyt na poniższej liście. Nie kierowałem się popularnością poszczególnych tytułów, ani nie próbowałem zrobić zobiektywizowanego przeglądu najważniejszych wydarzeń 2024 roku. Więcej dowiecie się tu zatem o moich muzycznych upodobaniach, niż o tym, jaki faktycznie był ten rok w muzyce. Rozrzut stylistyczny jest jednak tak szeroki, że prawie każdy powinien znaleźć wśród tych pozycji coś dla siebie. Oprócz lakonicznych opisów wstawiłem też linki do recenzji oraz odsłuchó...

[Recenzja] Laura Cannell - "The Rituals of Hildegard Reimagined" (2024)

Obraz
Niemal całkowite zamarcie rynku fonograficznego w drugiej połowie grudnia ma swoje zalety. Można wówczas dotrzeć do płyt, które w bardziej intensywnych wydawniczo tygodniach łatwo byłoby przeoczyć. Mnie np. w tym roku całkiem umknęło jedenaście EPek Laury Cannell, konsekwentnie wydawanych na koniec każdego miesiąca. Trafiłem dopiero na dwunastą, ostatnią część tego cyklu, której nie przykryły inne premiery. A przy okazji dowiedziałem się też o wydanym już parę miesięcy temu pełnowymiarowym albumie Cannell, "The Rituals of Hildegard Reimagined". Zaintrygował mnie już samym tytułem, odnoszącym się do Hildegardy z Bingen, jednej z najsłynniejszych kobiet średniowiecza, wszechstronnie wykształconej zakonnicy, a zarazem pierwszej kompozytorki, której twórczość zachowała się do czasów obecnych. Chociaż sama Hildegarda zapisała się w historii, to głównie za sprawą swoich innych aktywności. Jako kompozytorka  zyskała pewną popularność dopiero w końcówce XX wieku. Po ponad ośmiuset la...

[Recenzja] Shane Parish - "Repertoire" (2024)

Obraz
Na tej płycie nie ma oryginalnych utworów. Repertuar albumu o tytule, nomen omen , "Repertoire" obejmuje interpretacje cudzych kompozycji. Wybór jest niestandardowy i interesujący. Najczęściej są to jazzowe covery , ale nie żadne tam zmurszałe, przerabiane niezliczoną ilość razy standardy, a dzieła takich twórców, jak Ornette Coleman, Roland Kirk, Charles Mingus, Eric Dolphy, Alice Coltrane czy Sun Ra. Pomiędzy nimi pojawiają się też wersje kawałków Captaina Beefhearta, Aphex Twina, Kraftwerk, Johna Cage'a i punkowego Minutemen. Niesamowity rozrzut stylistyczny, lecz tutaj wszystkie te pierwotnie bardzo zróżnicowane utwory sprowadzono do wspólnego mianownika. Shane Parish wykonał je samodzielnie na gitarze akustycznej w estetyce bliskiej amerykańskiego prymitywizmu. Chodzi, oczywiście, o styl zapoczątkowany w latach 50. w Stanach, najkrócej mówiąc polegający na łączeniu niekonwencjonalnych, czasem klasycyzujących kompozycji przy pomocy technik gry typowych dla country, fo...

[Recenzja] Ex-Easter Island Head - "Norther" (2024)

Obraz
A oto najlepszy tegoroczny album. Przynajmniej według redakcji "The Quietus". Swoją drogą magazyn zaprezentował całkiem ciekawą listę, na której znalazło się sporo muzyki dalszej od głównego nurtu, a w tym nawet polski akcent w postaci trzeciego longplaya projektu Saagara Wacława Zimpla. Natomiast sam "Norther" Ex-Easter Island Head to niewątpliwie oryginalny wybór na płytę roku: całkowicie instrumentalny album w stylistyce post-minimalizmu, z elementami ambientu, math rocka, drone'u czy muzyki elektroakustycznej, nagrany przez właściwie nieznany - przynajmniej do czasu wypromowania przez "TQ" - kwartet z Liverpoolu. Grupa Ex-Easter Island Head istnieje od piętnastu lat i wydała już wcześniej cztery albumy, które nie wzbudziły większego zainteresowania. Może dlatego nie spieszyli się z nagraniem kolejnego: "Norther" ukazał się po ośmiu latach przerwy. W międzyczasie do składu dołączył Andrew PM Hunt - który tegoroczny album także wyprodukował...

[Recenzja] Tristwch Y Fenywod - "Tristwch y Fenywod" (2024)

Obraz
Językiem walijskim potrafi posługiwać się dziś niespełna milion osób na całym świecie. W samej Walii jest to zaledwie kilkanaście procent mieszkańców. Stąd też szalony może wydawać się pomysł, by stworzyć zespół, którego nazwa i teksty utworów będą właśnie w tym języku. To jednak także świetny sposób, by odróżnić się od innych twórców oraz wzbudzić zainteresowanie. Wystarczy zresztą spojrzeć na naszych krajowych twórców: śpiewanie po angielsku - i ogólnie bezmyślne imitowanie zagranicznych trendów - nie wystarcza do zrobienia międzynarodowej kariery, ale ta egzotyczna, z perspektywy niepolskich słuchaczy, słowiańskość może być dla nich pociągająca. Co pokazują liczne przykłady, od Chopina, przez Komedę i innych jazzmanów, Niemena, po najbardziej tu adekwatny Księżyc. Tristwch y Fenywod (smutek kobiet z walijskiego) to żeńskie trio o międzynarodowym, brytyjsko-kanadyjskim składzie. Członkinie grupy postanowiły nie tylko zmierzyć się z językiem walijskim, ale też odejść od dotychczas upr...

[Recenzja] Fennesz - "Mosaic" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 2.12-8.12 Podoba mi się ta pogarda wobec muzycznego przemysłu, jaką Fennesz pokazał, wydając album właśnie w tym momencie. Tuż po tym, gdy największe media już podsumowały ten rok. Trudno poważnie traktować te listy, skoro dla twórców bardziej liczy się opublikowanie ich zanim zrobi to konkurencja, niż faktycznie rzetelne podsumowanie całego roku. Z drugiej strony, nie mam pewności, czy wcześniejsze wydanie "Mosaic" cokolwiek by zmieniło. Gitarowy ambient Austriaka nie jest już tak świeży i ekscytujący, jak w czasach "Endless Summer" czy "Venice". Wciąż jednak.jest to płyta warta uwagi - i na pierwszy kontakt z muzyką artysty, i dla słuchaczy ceniących jego poprzednie dokonania. Tytuł "Mosaic" odnosi się do procesu powstawania tej muzyki. Najpierw było zbieranie pomysłów, eksperymentowanie i improwizowanie. Następnie przetwarzanie tego na kompozycje, praca w studiu i późniejsze poprawki. Christian Fennesz narzucił przy tym sobie śc...

[Recenzja] Kim Gordon - "The Collective" (2024)

Obraz
Ze wszystkich płyt pominiętych dotąd w tegorocznych recenzjach, ta została przeze mnie pominięta najbardziej niesłusznie. Ale przynajmniej mogę teraz z pełnym przekonaniem napisać, że "The Collective" to taki "Blackstar" 2024 roku. Zaskakująco udany i postępowy album artystki, którą można określić mianem rockowego dinozaura. Nie chcę wypominać Kim Gordon wieku, ale David Bowie był o dwa lata młodszy, gdy wyszedł jego ostatni album. A Amerykanka idzie nawet dalej, nie tyle sięgając po inspiracje współczesnymi stylami, co po prostu całkowicie się w nie wpisując. Daleko odchodzi ta muzyka od stylistyki Sonic Youth, dawnego zespołu Gordon, choć poziom hałasu jest tu podobny. "The Collective" Kim Gordon nagrała we współpracy przede wszystkim ze znacznie od siebie młodszym Justinem Raisenem - multiinstrumentalistą oraz producentem. W tej ostatniej roli Raisen wspierał już takich twórców, jak Charlie XCX czy Yves Tumor, choć ostatnio pracował też z innym dinozaur...

[Recenzja] Vox Vulgaris - "Early Music for Late Humanity" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 25.11-1.12 Dwadzieścia lat zajęło muzykom szwedzkiego Vox Vulgaris przygotowanie drugiego albumu. Można jednak odnieść wrażenie, że od opublikowania debiutanckiego "The Shape of Medieval Music to Come" minęło znacznie mniej czasu. Dopiero przed dwoma latami płyta - oryginalnie wydana prywatnym nakładem i dystrybuowana wyłącznie na koncertach grupy - trafiła do streamingu, budząc zainteresowanie tym dawno zawieszonym projektem. Do tego stopnia, że instrumentaliści wznowili dzialalność, najpierw aktywnie udzielając się w social mediach, a następnie nagrywając nowy materiał. "Early Music for Late Humanity" zarejestrowano już w zeszłym roku, z pomocą dwójki producentów związanych ze zdecydowanie współczesnymi nurtami elektroniki: Clei Herlöfsson, znanej też jako DJ Clea, oraz Daniela "Fagge" Fagerströma. Dzięki nim udało się jeszcze lepiej zrealizować pierwotny koncept łączenia mediewalnego folku z bardziej dzisiejszym podejściem. "Early Mu...

[Recenzja] Miles Davis Quintet - "Miles in France 1963 & 1964" (2024)

Obraz
Seria bootlegów Milesa Davisa rozrasta się regularnie, choć bez pośpiechu. "Miles in France 1963 & 1964" to dopiero ósma część w jej trzynastoletniej historii. Podobnie, jak zdecydowana większość poprzednich, także ta przynosi materiał z lat 60. Okres ten jest już bardzo dobrze udokumentowany, co nie znaczy, że po najnowsze wydawnictwo nie warto sięgać. Sześciopłytowy boks - ośmiopłytowy w wersji winylowej - zawiera zapis pięciu występów z bardzo interesującego, przejściowego etapu, gdy właśnie formował się skład nazwany póżniej Drugim Wielkim Kwintetem Milesa Davisa. Ściślej mówiąc, podczas pierwszych trzech koncertów, z lipca 1963 roku, trębaczowi towarzyszyli już Herbie Hancock, Ron Carter i Tony Williams, lecz saksofonistą wciąż był George Coleman. Dopiero na dwóch ostatnich płytach, zawierających nagrania z października kolejnego roku, można usłyszeć już ten słynny skład w komplecie, z Wayne'em Shorterem, który niedługo wcześniej dołączył do kwintetu. Występy z C...

[Recenzja] McCoy Tyner & Joe Henderson - "Forces of Nature: Live at Slugs'" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 18.11-24.11 Materiał z tego wydawnictwa czekał na swoją premierę blisko sześćdziesiąt lat. Podobnie jednak, jak wiele innych jazzowych archiwaliów, które z różnych przyczyn nie zostały wydane w epoce, powodem opóźnienia zdecydowanie nie jest jakość tego nagrania. W przypadku " Forces of Nature: Live at Slugs'" o poziom wykonania byłem spokojny widząc nazwiska grających tu muzyków. Pianista McCoy Tyner oraz saksofonista Joe Henderson byli wówczas, w połowie lat 60. jednymi z najbardziej popularnych i cenionych przedstawicieli swoich instrumentów. Towarzyszący im na basie Henry Grimes był z kolei ważną postacią sceny freejazzowej jako stały współpracownik Alberta Aylera, a początkujący wówczas perkusista Jack DeJohnette wkrótce miał stać się jednym z najbardziej rozchwytywanych bębniarzy fusion. Henderson i Tyner, główne postaci tego kwartetu, mieli już wcześniej okazję wielokrotnie ze sobą grać. Przede wszystkim podczas różnych sesji dla Blue Note, gdy obaj ...

[Recenzja] Approaching Mountains - "Calm - For Radar Systems" (2024) / Merope - "Vėjula" (2024)

Obraz
Muzyka litewska to temat słabo przeze mnie zgłębiony. Nieco lepiej znam raptem dwoje muzyków z tego kraju. Pierwszą z nich jest Indrė Jurgelevičiūtė, wokalistka i instrumentalistka grupy Merope, a drugim Alex Aarens, instrumentalista oraz producent tworzący pod pseudonimem Approaching Mountains. I tak się akurat złożyło, że oboje wydali w tym tygodniu nowe albumy. To nie jedyny zbieg okoliczności. Twórczość obu projektów, które już wcześniej łączyły inspiracje litewskim folkiem, jeszcze bardziej się tu do siebie zbliża. Merope na  "Vėjula"  odważniej sięga po brzmienia elektroniczne i eksperymentuje z produkcją, a Appr Mounts na  "Calm - For Radar Systems" idzie w zupełnie przeciwnym kierunku, proponując materiał w większym stopniu oparty na tradycyjnych brzmieniach. Approaching Mountains - "Calm - For Radar Systems" (2024) 1. Heart Hz†; 2. Frozen in the Searchlight; 3. Heaven Dripping Ceiling; 4. Riga (Ext. 0+); 5. Bleeding Channel; 6. 8.2 Mm // Atlantic ...