Q & A

Tutaj można zadawać pytania niezwiązane z konkretnymi postami. Mogą dotyczyć różnych form sztuki, nie tylko muzyki.

Ważne: Zanim zadasz pytanie, upewnij się czy nie ma odpowiedzi na nie na stronie FAQ (link)

Archiwalne dyskusje są dostępne tutaj (link).

175 komentarzy:

  1. Wyślę komentarz tutaj, miał iść pod postem Filipa. Mam nadzieję, że to nie problem. :P

    Jeśli płyta jest dobra i niepodobna do tego, co się słyszało wcześniej, to jeden odsłuch to zazwyczaj za mało, żeby porządnie ją przetrawić. Nie wiem, czy po 5 odsłuchach nadal całkowicie zrozumiałem muzyczną zawartość "Bitches Brew". Co innego jakaś pięciotysięczna pop punkowa płyta, którą można po pół godziny ocenić, ale po co słuchać czegoś takiego? ;)

    A co do list rocznikowych - czas na głosowanie, czy w ogóle ilość czasu na dzień jest ograniczona, nikt nigdy nie przesłucha wszystkiego, więc automatycznie płyty one hit wonderów, jeśli nikt ich nie poleca, przepadają w odsłuchach. Akurat ta płyta The Mamas & the Papas ma ocenę 3.0/5 z 5 ocen moich znajomych (w tym jedno zaskakujące 4/5, ale temu użytkownikowi coraz mniej wierzę), więc wątpię, żeby tam było coś ciekawego poza singlami (z których jeden i tak każdy zna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla porządku wstawiam link do początku dyskusji: https://pablosreviews.blogspot.com/p/q-a_2.html

      Jak ja zacząłem przesłuchiwać płyty w dużych ilościach, to byłem już świetnie zorientowany w poszczególnych stylach, więc mogłem po pierwszym odsłuchu stwierdzić czy to tylko nudne epigoństwo czy coś, czemu warto poświęcić więcej uwagi.

      Usuń
    2. Ta płyta nie odstaje in minus od płyt Bitlesów sprzed Gumiaka, więc nie wiem czy tak bardzo by się Pani nie podobała, Panie Escobar.

      Nazwa tego bloga jest bardzo kokainowa

      Usuń
    3. Pani? Podobieństwo do wczesnych Beatlesów nie jest już dla mnie w ogóle zachętą.

      Usuń
    4. "Panu", miało być, trafiłem w 'i' zamiast 'u'

      Usuń
  2. W sumie wyżej został poruszony temat Bitches Brew, więc i ja nawiążę do tego albumu, bo od ostatnich kilku dni chodzi mi po głowie jedno pytanie.
    Kto posłuchał tej płyty i stwierdził "tak, to jest dobry punkt żeby zainteresować się jazzem"? Trudno mi powiedzieć jakie były doświadczenia innych osób z tym albumem, ale ja poczułem, że jestem w stanie go docenić dopiero po mniej więcej roku relatywnie intensywnego słuchania jazzu. A zresztą, nawet nie chodzi o to, że ta płyta garściami bierze z free jazzowych zagrywek, ale po prostu popatrzmy się na długość utworów - toż standardowy słuchacz muzyki rockowej się przerazi, jak zobaczy, że utwór tytułowy trwa 26 minut! Myślę, że to, że BB jest powszechnie uznawane za album od którego warto "zacząć" jest jednym z powodów, dla których obecnie jazz ma bardzo mało miejsca w mainstreamie. Myślę, że jeśli chce się zacząć to lepiej wziąć się za, nie wiem, Somethin Else Addreleya czy nawet Jacka Johnsona. Znacznie mniej przytłaczające i bardziej zjadliwe dla większości ludzi. A co ty o tym sądzisz, bo w sumie ciekawi mnie twoje zdanie na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio ktoś poleca "Bitches Brew" na początek słuchania jazzu? Nigdy się z takim twierdzeniem nie spotkałem.

      Choć z drugiej strony, album w chwili wydania był prawdziwym bestsellerem, a zachwycali się nim raczej słuchacza rocka, zaś krytykowali jazzowi ortodoksi. I nie mam pojęcia, czy to dlatego, że wówczas ludzie byli bardziej otwarci na niekonwencjonalną muzykę, czy po prostu mniej trzeźwi ;)

      Usuń
    2. Jak słuchałem tylko rocka i chciałem wyjść poza rock do muzyki ambitnej to pewien jazzman który uczył mnie wówczas gry na gitarze polecił mi właśnie "Bitches Brew"

      więc nie jest to takie rzadkie.

      Usuń
    3. Z dżezowych płyt na RYM "Kind of Blue" i "A Love Supreme" mają najwięcej ocen, więc wydawało mi się, że to to są dwie najoczywistsze płyty do poznania. Raczej kto jest zainteresowany muzyką, powinien korzystać z RYM, bo lepszych rankingów nigdzie nie ma (może na forum jazz'n'Magma).
      Ale w sumie na dobre do jazzu przekonał mnie raczej konglomerat "Hot Rats"-Mahawiśnu-"Head Hunters"-Komeda-"Ascension"-"Out to Lunch"-"Get Up With It", więc ja to już nie wiem, jak to jest z tą przystępnością.

      Usuń
    4. Mnie się zawsze wydawało, że dla rockowego słuchacza najbardziej przystępny z jazzu jest fusion - ale nie takie pokręcone, jak "Bitches Brew", tylko takie bliskie rocka, z dużą ilością gitary i ciężkim brzmieniem. A więc przede wszystkim "Jack Johnson", Mahavishnu Orchestra, Billy Cobham, "Mind Transplant" Alphonse'a Mouzona, Return to Forever od trzeciego albumu, itd. A na drugim miejscu spiritual, ze względu na podobny klimat do rocka psychodelicznego. Ale raczej Pharoah Sanders i Alice Coltrane, niż John Coltrane.

      Dla słuchaczy elektroniki z kolei najbardziej przystępne wydają się albumy Hancocka (te bardziej eksperymentalne z czasów Mwandishi, i te funkowe z Head Hunters), "On the Corner", tego typu albumy.

      A cały akustyczny jazz (tym bardziej free jazz) wydaje się czymś, do czego trzeba jednak dłużej dojrzewać, oswajać z zupełnie innymi środkami artystycznego wyrazu.

      Usuń
    5. Ja do tego free jazz'u jeszcze nie dojrzałem wiadomo, ale zauważyłem że uwielbiam atonalne partie saxofonu ogólnie lubię ten instrument. Zacząłem lubić ten gatunek za to że jest ciekawy, improwizację są ciekawe a sztampowy rock nie mówiąc o popie już mnie nudzi bo nic mnie w nim nie zaskakuję. I ogólnie brzmienie prawie całego gatunku jazz jest takie klarowne, po prostu to brzmi tak świetnie, podobny efekt jest na ciemnej stronie księżyca ta płyta brzmi genialnie mam wrażenie że tam muzyka przepływa przez moje uszy. Nie wiem jak oni to zrobili.

      Usuń
    6. Szczerze mówiąc, nie do końca zgadzam się z twoim zdaniem na temat akustycznego jazzu. Myślę, że słuchacze zespołów pokroju Cream czy Grateful Dead nie mieliby większych problemów z wejściem w bardziej przystępne i energiczne płyty z jazzem akustycznym. Mam na myśli tutaj coś w stylu A Night In Tunisia Blakleya czy Speak No Evil Shortera. To całkiem przystępne i łatwe dla ucha, a jednocześnie bardzo mocne granie.

      Usuń
    7. Teoretycznie tak powinno być. Jednak wydaje mi się, że dla większości słuchaczy rocka - nawet tego nieco ambitniejszego, jak wspomniane zespoły - barierą nie do przeskoczenia są:

      - brak gitary,
      - brak wokalu,
      - subtelniejsze brzmienie sekcji rytmicznej,
      - brak piosenkowych struktur.

      Usuń
  3. Co sądzisz o....

    O płycie z orkiestrą symfoniczną Mudy Bluesa? Poza tym, że to łgarze, bo blues to jest tylko z nazwy, to mi się wybitnie nie spodobało robienie pseudoambitnych kawałków przez łączenie prostych piosenek pop folkowych w większe całości przez wypełnianie tła orkiestracją. Taki "Nights In White Satin" byłby niezłym utworem, gdyby poskromili swoje zapędy i zrobili po prostu z tego akustycnzy kawałek z dyskretnym melotronem i solo na flecie, a nie siedmiominutowy kolos otoczony patosem.

    staty na dziś: przesłuchałem 7 płyt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony podejście Moody Blues do łączenia rocka z muzyką poważną było bardzo naiwne, niedopracowane i niezamierzenie pretensjonalne. Szczególnie słychać to w porównaniu z tym, co później robiła Magma i inni wykonawcy avant-progowi, ale przecież także King Crimson czy Gentle Giant. Jednak z drugiej strony trzeba pamiętać, że właśnie te pierwsze próby MB, Procol Harum i The Nice przyczyniły się istotnie do powstania rocka progresywnego. Na debiucie Crimson (i wielu innych albumach różnych wykonawców) ewidentnie słychać wpływ "Days of Future Passed". Tylko u Fripp a i spółki było to zrealizowane już dużo lepiej, z podniosłymi partiami melotronu i fletem zamiast pretensjonalnej orkiestry, muzycy posiadali też zdecydowanie większe umiejętności kompozytorskie, wykonawcze, aranżacyjne. Niemniej jednak MB, PH i TN całkowicie zasłużyły sobie na miano proto-proga i choć ich muzyka jest daleka od doskonałości, to właśnie tam pojawiły się pewne idee, więc wypada to znać i (w granicach rozsądku) cenić.

      Usuń
    2. Są szanse na recenzję w przyszłości? ;)

      Z TMB mogę polecić albumy od "Days Of Future Passed" do "Seventh Sojourn" choć za wybitne uznałbym tylko te dwa. "In Search Of The Lost Chord", "A Question OF Balance" i "Everu Good Boy Deserve's A Favour" za bardzo dobre. Natomiast "On The Threshold Of A Dream" i "To Our Children's Children's Children" za dobre.

      Jeśli chodzi o Procol Harum to polecam koniecznie pierwsze cztery, "Grand Hotel" i może "Exotic Birds And Fruit". Chociaż takie "Novum" też jest bardzo dobre. ;)

      The Nice nie miałem okazji poznać.

      Usuń
  4. A co sądzisz o Eloy ? Moim zdaniem momentami mocno zajeżdżają Floydami. Przykładowo ich kawałek Gallery z płyty Colors to taka hybryda Floydów i rockowych kawałków Crimsonów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eloy to taka uboższa, kiczowata kopia Pink Floyd z lat 70.

      Usuń
  5. Zna pan coś podobnego np. utwór, najlepiej płytę która brzmi jak outro "Van der Graaf Generator - White Hammer" Ta końcówka ciężki riff z saxofonem to jest coś niesamowitego, mogli to jeszcze bardziej rozwinąć mógłbym tego słuchać i słuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie podobnego to nie znam, ale podobne partie saksofonu znajdziesz we free jazzie. Elektryczny Miles Davis, szczególnie z koncertów, też powinien Cię zainteresować. Sugerowałbym też eponimiczny album Morning Glory, który jakiś czas temu recenzowałem.

      Usuń
  6. Czy na RYM są jakieś statystyki które pozwalają sprawdzić np. ile albumów z danej dekady się przesłuchało?

    Kiedyś mówiłeś, że przesłuchałeś ponad 700 (teraz pewnie jeszcze więcej) albumów z lat 60. - chyba nie liczyłeś tego na piechotę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest link na stronie profilu. Tu masz moje statystyki:
      https://rateyourmusic.com/stats/userstats?user=RocknRollWillNeverDie

      Usuń
  7. Czy byłby Pan w stanie wymienić swoje top 10 ulubionych utworów Beatlesów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu akurat Beatlesów? Poza tym wolę pisać i myśleć o wykonawcach w kategorii albumów, niż utworów.

      Ale powiedzmy, że na chwilę obecną byłyby to: "I Want You (She's So Heavy)", "Yer Blues", "While My Guitar Gently Weeps", "Tomorrow Never Knows", "Love You To", "Eleanor Rigby", "Paperback Writer", "Rain", "We Can Work It Out", "Day Tripper".

      Usuń
  8. A byłby Pan w stanie zrobić listę swoich 10 ulubionych płyt? Tylko 10.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę mi smutno, że w ostatnich dniach największą popularnością cieszą się recenzje płyt tak gównianego zespołu. Ale rozumiem to, bo niewiele osób posłucha, przetrawi i wreszcie zrozumie taką Magmę.

    Czy kolejne płyty "Talking Heads" też będziesz recenzował? Pamiętam, że parę miesięcy po raz pierwszy świadomie usłyszałem w radio ich utwór wiedząc, że "To jest TH, Paweł to poleca" - ale ogromnie mnie zniechęcił - było to "Road to nowhere" z jednej z ostatnich płyt tego zespołu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, żeby czytający coś z tych recenzji wynieśli.

      Nie kojarzę tego utworu, więc nawet nie wiem, czy jest reprezentacyjny. Z tego, co mi wiadomo, późniejsze albumy idą bardziej w stronę popu. Ja najbardziej lubię kawałek "I Zimbra", w którym gościnnie zagrał Robert Fripp z King Crimson i brzmi, jak zapowiedź "kolorowej trylogii". Kolejne recenzje pewnie się pojawią, bo jesteś chyba już trzecią czy czwartą osobą, która o to pyta. Ale jeszcze nie wiem kiedy będę kontynuował. Na pewno wcześniej opisze drugi album Tuxedomoon.

      Usuń
    2. z Twojego RYMa wynika, że szczyt już został osiągnięty.

      I Zimbra, nie, to koszmar, te okrzyki brzmią jak wyjęte z "Kung Fi Fighting" Carla jakiegośtam

      Usuń
    3. Słucham właśnie "Road to Nowhere" i nie podoba mi się. Na pierwszych albumach grają ciekawszą muzykę, szczególnie tych produkowanych przez Briana Eno.

      Usuń
    4. Nie koszmar, tylko bardzo fajne połączenie post-punka, funku i muzyki afrykańskiej. Posłuchaj lepiej jak tam wszystko super chodzi w warstwie rytmicznej.

      King Crimson nagrał niemalże własną wersję tego kawałka - "Thela Hun Ginjeet".

      Usuń
    5. No ja myślę, że Ci się nie podoba ;)

      Chodzić, chodzi, ale nie jest to coś super. Już wolę tę "podróbkę" Joy Division z następnej płyty.

      A co do monotonii i jednostajności - za najlepszy utwór z debiutu The Stooges uważam własnie ten ponad 10 minutowy mantrowy kawałek. Rzecz w tym, żeby coś co jest monotonne nie było inwazyjne - a wiele jazzo krautów niestety jest zbyt inwazyjne jak dla mnie. Naprzyksza się i jest za ostre by stworzyć klimat.

      To może posłucham tę wersję KC, głos Byrne'a też mi się zbytnio nie podoba.

      Usuń
    6. Po prostu trzeba się przestawić na słuchanie i rozumienie czegoś innego, niż to, co jest w bardziej konwencjonalnych odmianach rocka.

      Usuń
    7. Filip, spisujesz sobie gdzieś te oceny i przesłuchane albumy? Innymi słowy - masz konto na RYM?

      Usuń
    8. Spisuję w zeszyciku, a co 50 albumów rysuję szlaczek.

      A tak na serio - mam nadzieję, że doszedł priv na RYM?

      Usuń
  10. "A Rainbow In A Curved Air" Rileya - polecam posłuchać.
    Te syntezatorowe i saksofonowe przeplatanki - coś niesamowitego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Co Pan sądzi o czymś takim? https://www.youtube.com/watch?v=G5FDls2byWI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Momentami ciekawe, momentami bez sensu, ale co mnie w tym uderzyło, to wyraźny wpływ, a przynajmniej podobieństwo do twórczości Gong. Jeśli więc nie znasz trylogii "Radio Gnome Invisible" (albumy "Flying Teapot", "Angel's Egg", "You"), to radzę jak najszybciej to nadrobić.

      Usuń
    2. Hah, no tak myślałem, że skądś styl Gonga wydawał mi się znajomy. :D Podobnie jak ostatnio poznałem "Sextant", to przecież pół późniejszej "chilloutowej" elektroniki. Im lepiej poznaję lata 70., tym bardziej mam wrażenie, że w latach 90. naprawdę nic nowego nie wymyślono, tylko po prostu dawne, dobre granie wróciło pod nowymi nazwami, a jednocześnie pamięć o "oryginałach" nie do końca przetrwała.

      Usuń
    3. W jaki sposób to przypomina twórczość Gong?

      Jeszcze nie zapoznałem się z twórczością Gong, ale jeśli to co Pan napisał jest prawdą, to narobił mi Pan smaka na ten zespół :)

      Usuń
    4. @Artur - zmieniło się brzmienie, a to też bardzo istotny element (i jego rola rośnie z kolejnymi dekadami, bo właściwie już tylko na tym polu można zaproponować coś faktycznie nowego). Jednak zdecydowanie muzyka lat 90. nie wzięła się znikąd ;)

      @Seventy - po prostu posłuchaj, sam dasz radę wyłapać podobieństwa, bo są dość oczywiste.

      Swoją drogą, pod koniec lat 90. ukazało się coś takiego:
      https://rateyourmusic.com/release/album/gong/you-remixed-phase-1-and-phase-2/

      Usuń
    5. Artur, na RYMie masz oceniony jeden album psybientowego System 7, a to projekt byłych muzyków Gong - Hillage'a i Giraudy. Taka ciekawostka ;)

      Usuń
    6. Faktycznie, haha. Zapomniałem o istnieniu tej płyty, ciekawe czy nadal są to 4 gwiazdki...

      Usuń
  12. Będzie recenzja Count Basie? Bo na RYMIE widziałem, że oceniłeś "Atomic Mr. Basie" na 7

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie, nie bardzo mnie interesuje taka muzyka, nie widzę powodu, by ją polecać lub zniechęcać do niej.

      Usuń
    2. Przesłuchałem właśnie, i to jest taki prosty, nie absorpcyjny jazz- w sam raz do kafejki jako muzyka tła czy można sobie to puścić przy pracy- takie 5-6/10

      Usuń
  13. Nie chcę spamować pod konkretnymi recenzjami, więc zapytam tutaj:

    Czy gradacja gatunków i przez to wykonawców ma rację bytu?

    W sensie Black Sabbath jest gorszy od VdGG, a Gentle Giant gorszy od Charlesa Mingusa. Bo każdy z tych wykonawców wziął się za gatunek, który wymaga różnego nakładu pracy, umiejętności, ćwiczenia. Mnóstwo wykonawców próbuje grać heavy, mniej gra prog (prawdziwy nie "dłużej-trudniej"), najmniej gra jazz (prawdziwy, nie elevator)
    Porównam to znowu do róznych profesji

    Black Sabbath to np. może być introligator, dobrze oprawi książkę, ale tak naprawdę jego usługi nie są niezbędne
    Charles Mingus to np. chirurg, bez niego wielu ludzi by umarło.

    i wg mnie nie ma sensu jednego oceniać na najwyższe oceny, a drugiemu kiedykolwiek dawać niższa notę od niego, skoro ten pierwszy zesrałby się gdyby miał zagrać w ten sposób.
    Ja oceniam wg tego klucza "grasz rock?" ok, ale nie wymaga to dużych nakładów, więc więcej jak 3/5 nie dostaniesz. Grasz jazz? Jeżeli faktycznie to jazz, a nie pierdolenie, które ma niby być jednostajne, a tak naprawdę w kółko i bez celu grasz to samo, bo nie wiesz jak pójść dalej - dostajesz wysoką ocenę. A jak nie jakoś bardzo wysoką, to na pewno dam Ci więcej szans, bo nie poszedłeś po linii najmniejszego oporu, starałeś się"

    Stąd wielu rockowych wykonawców tnę równo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie kwestia tego, czy gradacja ma sens. To po prostu fakt, że jeden rodzaj muzyki jest nierówny innemu. Na pewno słyszałeś jakieś kawałki disco polo i jakieś utwory jazzowe. Nie powiesz chyba, że różnica jakościowa jest tylko kwestią subiektywnego odbioru przez indywidualnego słuchacza?

      Za to sensu nie ma w dalszej wypowiedzi. Posługując się podanym przykładem, jeśli do oceny pracy introligatora podszedłbyś tak samo, jak do oceny muzyki, to np. w opiniach Google zostawiłbyś komentarz w stylu:

      Bardzo ładnie oprawił mi książki, profesjonalna robota, jestem bardzo zadowolony. Ale zabiegu chirurgicznego to by nie umiał przeprowadzić, więc tylko 3/5.

      Absurd, prawda? Więc dlaczego jedną miarą oceniać sportowców startujących w różnych dyscyplinach? Albo wykonawców grających różną muzykę, o zupełnie innych założeniach?

      Usuń
    2. Aha, no i to, że ktoś bierze się za ambitniejszy rodzaj muzyki, nie czyni go automatycznie bardziej wartościowym od kogoś, kto zdecydował grać coś mniej ambitnego. Jeśli ten od jazzu gra kiepski jazz, to wcale nie jest lepszy od kapeli grającej dobry rock.

      Usuń
    3. Pisałeś o wykonawcach rockowych którzy "dobrze robią swoją robotę" - wykonawca disco polo też może robic dobrze swoją robotę (bo muzyka zapewnia radość i jest dobra do popicia i potańczenia) i umotywować tak pięć gwiazdek.

      Sportem jest muzyka, gdzie są różne ligi. A dyscypliny to są sztuki. A miarą wobec lekarza i introligatora przydatność dla społeczeństwa. Niestety w RYM nie ma podziału na gwiazdki dla rocka gwiazdki dla drone gwiazdki dla metalu

      na kiepski jazz ponoć nigdy nie trafiłeś

      Usuń
    4. Rock czy jazz można grac na mnóstwo sposobów. Disco polo wyłącznie na jeden, który zawsze będzie najbardziej prymitywną rozrywka bez wartości artystycznych. A ponieważ jest to odmiana szeroko pojętej muzyki tanecznej, należałoby stwierdzić, że discopolowcy robią muzykę taneczną na bardzo niskim poziomie. Na przeciwnym biegunie można natomiast postawić Herbiego Hancocka z Head Hunters.

      W sporcie też nie masz różnych rodzajów nagród dla różnych dyscyplin. I skoczek narciarski, i pływak za 1. miejsce dostanie złoto, za 2. srebro, itd. A jeśli chcesz oceniać muzykę pod kontem przydatności dla społeczeństwa, to z dużym prawdopodobieństwem okaże się, że jednak disco polo zasługuje na najwyższe oceny.

      Na kiepski nie, bo jednak trzeba mieć jakieś umiejętności, by grac ten rodzaj muzyki, ale na nudny czy bezbarwny trafiłem niejednokrotnie. Sama przynależność do jazzu nie czyni tej muzyki automatycznie lepszej od innych gatunków.

      Usuń
    5. Porównywanie muzyka (jakiegokolwiek) do chirurga jest głupie, ponieważ bez muzyki człowiek może się obejść a bez chirurga, niekoniecznie.

      Usuń
    6. ,,Nie powiesz chyba, że różnica jakościowa jest tylko kwestią subiektywnego odbioru przez indywidualnego słuchacza?''

      Moim zdaniem tak, to kwesta subiektywnego odbioru. Mnie jako słuchacza guzik obchodzi, jak bardzo ktoś się starał przy tworzeniu muzyki. Najważniejszy jest efekt. Jeśli ktoś uważa, że Disco polo jest lepsze od jazzu to... no cóż, ma do tego pełne prawo. Jazz jest bardziej złożony muzycznie? A co jeśli, kogoś to nie obchodzi? Każesz mu zmienić zdanie?

      Usuń
    7. Pamiętam jak opisywałeś jeden z ostatnich albumów Hancocka to napisałeś, że "na letnią imprezę" będzie w sam raz. No ok, ale powinieneś dodać, że pod warunkiem że na imprezie będzie Paweł, Bartosz, Filas i żeby nie był to bal samców Konstancja, bo jak ja odpaliłem ten album to po kilku sekundach usłyszałem, że nie jest to funk w stylu Leona Haywooda, tylko coś co wymaga już jakiejś wprawy.

      Więc myślę, że jeżeli nie dzieli się muzyki tylko na dobra-zła, ale i na konkretne kategorie, to nie powinno się wrzucać HH i Zenka do jednego worka.

      Przydatność, ok - rozwojowość, to ile można skorzystać na słuchaniu. A urżnięcie się na weselu to nie jest żaden zysk. Lekarz uratuje Ci życie, odkryje nowy lek, rodzaj terapii. A introligator. No przestań, co on może poza zrobieniem ładnej okładki.

      Skąd wiesz czy nudny - czy może nie wszedłeś w trans o który chodziło? O to, to... to bardzo indywidualne czy uznasz, że monotonia to był zamysł, czy to coś wynikajacego z kiepskich umiejętności kompozycyjnych.

      Usuń
    8. Tylko, że disco polo można łatwo porównać do bratnich nurtów w rodzaju euro dance, czy electro-disco. I w porównaniu z nimi niemal zawsze prezentuje się jako biedniejszy krewny. Tylko, że nawet ich estetyka jest na ogół dość przaśna w porównaniu z funkiem, czy "ambitniejszą" elektroniką taneczną. A radość sprawić może każdy rodzaj muzyki w zależności do słuchacza, więc tym tokiem myślenia każda muzyka to pięć gwiazdek.

      Ja trafiłem na kiepski jazz, "Tutu". ;) (widać że już wszystkie ważne rzeczy Milesa przerobiłem, skoro się biorę za takie rzeczy, heh)

      Usuń
    9. @Seventy - jak tak uważasz, to jest to tylko i wyłącznie twój problem. Ponieważ indywidualny odbiór muzyki jest u każdego inny, o jej rzeczywistej wartości decydują obiektywne wartości, które można zmierzyć i porównać, jeśli się na tym zna.

      @Filip - po prostu są różne rodzaje muzyki tanecznej. Trochę murzyńskiego funku słyszałem i Hancock z drugiej połowy lat 70. wcale od tego nie odstaje.

      Ja nic o monotonii nie pisałem. Za nudna muzykę uważam taką, która jest np. schematyczna i odtwórcza. A to już nie kwestia indywidualnego odbioru, tylko obiektywizmu.

      @Artur - gdybym każdy gatunek miał oceniać inną miarą, to "Tutu" w skali jazzu miałby góra 2/10. Ale w skali całej muzyki jest to mniej więcej 5/10. Więc nawet kiepski jazz trzyma jakiś poziom.

      Więc mówisz, że przesłuchałeś wszystkie ważne albumy Milesa - a koncertówki i boksy z kompletnymi sesjami też? Bo bez tego nie jesteś nawet w połowie ;)

      Usuń
    10. A powinno być na odwrót - tj. w skali całej muzyki zdobycie wysokiej oceny powinno być trudniejsze, bo wtedy porównanie jest nie tylko na tle tego gatunku, ale i innych - przykładowo "Master of Reality" w skali chamskiego riffowania może mieć ocenę 10, ale jak dołożymy na tło jazz, awangardę i rock progresywny to chamskie riffowce nie będą zasługiwały na więcej niż 5-6/10

      Usuń
    11. ,, ... o jej rzeczywistej wartości decydują obiektywne wartości, które można zmierzyć i porównać, jeśli się na tym zna.''

      Nawet jeśli ktoś jest świadomy obiektywnych wartości danego działa, to wcale nie oznacza, że będą miały one wpływ na jego zdanie. To, czy obiektywne wartości (np. : złożoność) będą postrzegane jako wady bądź zalety, jest całkowicie zależne subiektywnych odczuć.

      Usuń
    12. A dlaczego nie mają zasługiwać na więcej?

      Jeśli ktoś osiągnął mistrzostwo w swojej dyscyplinie, to zasługuje na złoty medal. Po prostu dostaje go za co innego.

      Usuń
    13. @Seventy - tak, tylko wtedy zdanie tej osoby nie będzie miało żadnego znaczenia ani wartości dla nikogo, poza nią samą.

      Usuń
    14. ,, tak, tylko wtedy zdanie tej osoby nie będzie miało żadnego znaczenia ani wartości dla nikogo, poza nią samą.''... oraz ludźmi, którzy odbierają dane dzieło w podobny sposób.


      Pan też tak robi. Przecież prostota Black Sabbath nie przeszkadza Panu w wystawianiu wysokich ocen dla tego zespołu.

      Obiektywnie, BB tworzą muzykę prostą, ale ich twórczość podoba się Panu do tego stopnia, że ignoruje Pan wcześniej wspomnianą ''wadę''

      Usuń
    15. Po pierwsze, recenzja polega na tym, że autor dzieli się swoją opinią, jest subiektywny, ale jeśli chce być profesjonalny, to pisze też o obiektywnych wadach i zaletach dziełach. To właśnie robię.

      Po drugie, nikt nikomu nie broni mieć własnego zdania. Ale według mnie nie ma sensu, w pisaniu np. pod moimi recenzjami komentarzy, że komuś się coś nie podoba i uzasadnia to jedynie subiektywnymi powodami. To wyłącznie jego sprawa, że mu się nie podoba, nie musi o tym nikogo informować. Co innego, gdyby miał jakieś zastrzeżenia dotyczące obiektywnej wartości - to akurat może być ciekawe uzupełnienie.

      Po trzecie, co to w ogóle za pomysł, że prostota jest wadą? W jednych dziełach sprawdza się ascetyzm, w innych rozpasanie, a jak ktoś tego nie kuma, to nie ma żadnego pojęcia o muzyce.

      Usuń
    16. Jeszcze przykład do "po drugie": Jak ktoś napisze pod recenzja "Kind of Blue", ze mu się nie podoba, bo nie ma gitarowych riffów i solówek, to świadczy to wyłącznie o ignorancji komentującego, a nie o tym, że coś jest nie tak z albumem.

      Usuń
    17. Ale można zasunąć w drugą stronę - "Black Sabbath jest tak naprawdę płytą wtórną wobec lat 60. samo przestrojenie gitary w dół i próba zaszokowania odbiorcy rozpoczęciem płyty utworem opierającm się na dysonującym trytonie i tekstem o szatanie jest czymś tak niskim, że już dlatego należy solidnie zastanowić się czy jest czym się zachwycać". NIB dodatkowo nieomal plagiatuje motyw z "Sunshine Of Your Love", nie wspominając o innych utworach z dekady jak hymn Iron Butterfly.

      Braki umiejętności w śpiewaniu Ozzy Osbourne próbuje ukryć pod groteskową manierą śpiewania, pominąwszy jednak nawet walory 'techniczne' to zastosowanie takiego zniekształcenia moze mieć tyle samo zwolenników co przeciwników.

      A jakby zacząć jeszcze porównywać "Black Sabbath" do twórczości wspomnianych Milesa i Coltrane'a okazałoby się, że naprawdę jest to ordynarny rockizm, ograniczający się do kilku riffów, solówek na prostych patencikach i solidnej (ale nic ponadto) sekcji rytmicznej, a ocena 10 topnieje przeokrutnie.

      A co do lekarza i dekarza czy innego introligatora - niech oceną (a zarazem przydatnością) za ich pracę będą zarobki. A wiadomo kto tłucze większą kasę.

      To co powiedziałem jest obiektywne, nie ma żadnych "nie podoba mi się", to w zasadzie fragment pierwszej recenzji ode mnie, która czeka jeszcze na dopieszczenie i opublikowanie.

      A właśnie - BS był pierwszym zespołem który recenzowałeś, wtedy chyba jeszcze bazując na subiektywnych doznaniach. Chcesz powiedzieć mi, że po rozszerzeniu swojej wiedzy dalej znajdujesz argumenty, żeby go tak wysoko oceniać?

      Każdy rockowy album można zmiażdżyć, jeżeli da się jako tło muzykę idącą w stronę jazzu.

      Usuń
    18. Teraz po prostu naginasz fakty do swojej opinii. To, co uważasz za "obiektywne wady" można bardzo łatwo przekręcić w "obiektywne zalety": charakterystyczne, niższe brzmienie gitary i rozpoznawalny wokal sprawiają, że zespół ma swój własny styl i brzmienie, dzięki czemu nie jest to już blues rock, ale nowy styl - hard rock, a zdaniem niektórych heavy czy doom metal. A więc nie dość, że oryginalne, to jeszcze nowatorskie.

      Uparcie próbujesz porównywać dwie zupełnie różne rzeczy. A pisząc o zarobkach sam się zaorałeś (po raz wtóry), bo taki Sabbath zarobił dużo więcej od jakichkolwiek jazzmanów.

      Usuń
    19. Chcesz powiedzieć mi, że po rozszerzeniu swojej wiedzy dalej znajdujesz argumenty, żeby go tak wysoko oceniać?

      Nie znajduję żadnych powodów, by oceniać go niżej. O wadach, jeśli są, wspominam w poszczególnych recenzjach.

      Usuń
    20. Z tym naginaniem faktów i opinii można się spierać w nieskończoność, bo poprzez 'przekręcanie' tak samo można obronić ten nieszczęsny Stalaggh. Albo żeby nie powtarzać już tego jak mantry - ekstremalne odmiany metalu. Black Sabbath nie zaproponował poza zmianą tonacji i brzmienia nic nowego, a już na pewno nie na debiucie.

      Napisałem, że zarobki są oceną wartości w przypadku tych zawodów. Żeby być intro musisz skończyć jakąś tam szkółkę, żeby być lekarzem - lata kształcenia. I koniec końców jeden z zawodów jest niszowy, dla tych którzy się w tym lubują i tak naprawdę mogłoby go nie być, drugi jest niezbędny. A nie powiedziałem że zarobki (=sukces komercyjny) są miarą jakości wykonawców. Tutaj wszystko idzie odwrotnie proporcjonalnie.

      Nie znajdujesz takich powodów - a czy próbujesz je znaleźć?

      Usuń
    21. A to już jest coś bardzo subiektywnego - Ty słyszysz w czymś nowatorstwo (więc są to zalety) ja zaś słyszę wtórność - więc moim zdaniem te 'znaki rozpoznawcze' Black Sabbath to nieporadnie ukrywane epigoństwo

      Usuń
    22. Słyszysz wtórność, bo się po prostu kiepsko znasz na muzyce i ignorujesz chociażby tak ważny aspekt, jak brzmienie.

      A nie powiedziałem że zarobki (=sukces komercyjny) są miarą jakości wykonawców. Tutaj wszystko idzie odwrotnie proporcjonalnie.

      Ach tak? Więc dlaczego np. Miles Davis zarobił na muzyce więcej, niż dajmy na Pentagram (czyli taki sobie klon Black Sabbath)? Tylko się coraz bardziej pogrążasz kontynuując tę dyskusję.

      Ponieważ znów zaczynasz mnie nudzić i zajmować zbyt wiele czasu, dostajesz żółtą kartkę. Nie będę publikował komentarzy, w których na coś narzekasz albo próbujesz mnie wciągać w dyskusje, których jedynym celem jest przekonanie mnie do Twoich racji. I nie obchodzi mnie, czy znów pójdziesz się na mnie żalić na jakimś publicznym forum, będę to ignorował.

      Usuń
    23. A czy ja dostałem żółtą kartkę? ( ͠° ͟ʖ ͡°)

      Usuń
    24. A co to jest ta żółta kartka?

      Usuń
    25. A oglądałeś kiedykolwiek mecz piłki nożnej?

      Usuń
    26. Ale jak widzisz, moje komentarze nie mają ani charakteru prześmiewczego, ani nie mają na celu obrażania Cię, więc nie wiem skąd taka groźba.

      Po prostu liczę na argument którego nie można podważyć. I dlatego kontynuuję tę dyskusję.

      A co do Pentagramu, to jest to podrzędny zespół, równie dobrze można było wpisać 90% NKRów by storpedować ten argument. Nie liczmy raczej zespołów drugoligowych, bo w ten sposób można dojść do kapel bez kontraktu.

      Usuń
    27. Męczy mnie taka dyskusja.

      Sam nie podałeś żadnego argumentu, którego nie można podważyć. Kompletnie ignorujesz kwestie brzmienia, rozpoznawalności czy tego, że w takiej konwencji właśnie prostota i taki rodzaj śpiewu się sprawdza.

      I manipulujesz dowodami, bo inaczej nie można nazwać tego, że wychodzisz z jakąś tezą (popularność jest wprost proporcjonalna do jakości), po czym dopuszczasz tylko te przykłady, które ją potwierdzają. No to ciekawe, co powiesz na to, że np. Pink Floyd sprzedał więcej albumów od AC/DC - pierwszy z nich jakieś 250 milionów, drugi 200 milionów, a więc oba należą do pierwszej ligi. Zresztą najlepiej wpisz sobie hasło "List of best-selling music artists" na Wikipedii, to zobaczysz, że kolejność jest tam całkowicie przypadkowa. Bo to nie nauka, żeby istniały jakieś wzory.

      Usuń
    28. Kogo niby Sabbath naśladował?
      Gdy zadebiutowali, wywrócili świat muzyczny do góry nogami. Nikt nie grał i nie brzmiał tak jak oni! Nie bez przyczyny mówi się o Sabsach, że są ojcami metalu.
      Sam Iommi skomponował większość riffów, które przez następne dekady były kopiowane przez kolejne zespoły metalowe. W sumie do dziś.
      Faktycznie Filipie kompletnie olewasz kwestie brzmienia tego zespołu jako zespołu - całości. To był początek lat 70 a już potrafili nagrać albumy tak mocarne brzmieniowo, w sumie do dziś nastąpił regres tego brzmienia - ale to zawdzięczamy Metallice, która po nagraniu Justice kompletnie spierdoliła brzmienie metalu i rocka też.

      Usuń
    29. Na pierwszy albumie faktycznie słychać silny wpływ blues(rock)a, ale zagrany jest w tak bardzo indywidualny sposób, że właściwie można mówić o innym rodzaju muzyki. Z jednej strony charakterystyczne brzmienie - obniżenie strojenia nie tylko zaowocowało większym ciężarem, ale też nadało posępnego klimatu. Z drugiej strony, na debiucie słychać zupełnie niepowtarzalną współpracę gitary i basu, które pełnią równorzędną rolę - nikt wcześniej tak nie grał. Niestety, na kolejnych albumach tego już nie ma, ale tam z kolei zespół całkowicie odchodzi od bluesa, rozwija i dopracowuje swój styl, cały czas wzbogaca go o nowe elementy - to też bardzo dobrze o nim świadczy, bo przecież nie musiał nic zmieniać, bezpieczniej byłoby grać cały czas to samo.

      Usuń
    30. Nie wiem, wskutek gróźb nie chcę się już wykłócać, ale pokręcenie gałami wzmacniacza i zestrojenie gitar nie jest dla mnie żadnym instrumentem. Bas już wcześniej bywał czymś więcej niż tylko instrumentem z sekcji rytmicznej, więc to też mnie nie przekona.

      Gdyby nie Led Zeppelin to Black Sabbath by też nie miało swojego kształtu, więc niejako sporo im wiszą.

      Usuń
    31. To nie żadne groźby, tylko zwykła informacja, żeby potem znowu nie było zdziwienia, że nie publikuję postów (choć wtedy też wcześniej ostrzegałem).

      Brzmienie jest nie mniej ważnym elementem dzieła muzycznego, jak np. harmonia czy rytm. Bas już wcześniej bywał czymś więcej, niż tylko instrumentem z sekcji rytmicznej, ale w inny sposób. Black Sabbath wcale nie gra jakoś podobnie do Led Zeppelin, bardziej prawdopodobne są wspólne inspiracje, no ale jak się tylko przesłuchuje płyty, zamiast je poznawać i nie czyta nic na ich temat, to się potem nie wie co z czego wynika, a co jest innowacją.

      Usuń
    32. Wtedy nie było ostrzeżeń, tylko od razu "czarna lista"

      Co to znaczy "poznawać płyty"? Słuchać ich 5 razy i zastanawiać sie nad każdym dźwiękiem?

      A oprócz tego - co wypadałoby czytać na temat wykonawców tej rangi? Wikipedię, co twierdzili że słuchali za młodu, czy specjalne książki z biografiami tych zespołów? Nie każdy wykonawca zasługuje na analizy i nie każdy jest analizowany (wtedy nie ma gdzie o nich czytać)

      Usuń
    33. Nieprawda. Najpierw były prośby, żebyś przestał mnie wciągać w takie bezowocne dyskusje.

      W przypadku jednych albumów wystarczy słychać przez 5 minut, żeby wszystko wiedzieć (jak jest się już wystarczająco dobrze osłuchanym, a to jest tylko jakiś epigon), a w przypadku i pięć pełnych, uważnych odsłuchów może się okazać za mało. A czytać najlepiej wszystko, co jest dostępne.

      Usuń
    34. No dobra, sterroryzowany zadam jeszcze jedno pytanie. Mam nadzieję, że nie jesteś takim arbitrem jak Howard Webb czy Pierluigi Collina.

      Może pod recenzjami wyjątkowo wymagających dawałbyś 'literaturę źródłową', gdzie można się dowiedzieć czegoś na temat danego dzieła lub landszaftu i uniknąć posądzeń o bycie ignorantem? Nie piszę tego złośliwie (może trochę) ale skoro sam czytasz, to może podzieliłbyś się źródłami swojej wiedzy?

      Powiem Ci szczerze, że mnie to obraża, że sięgam po jakąś płytę, którą tutaj opisujesz, słucham ją, a Ty i tak wymagasz bezwzględnego podziwu wobec niektórych wykonawców, wyzywając w ten sposób tych, którzy go nie podzielają.

      A odbierać muzykę każdy może inaczej. Nie mówię tu o gustach, a o czynnikach neurologiczno-poznawczych.

      Usuń
    35. Nie wiem co masz na myśli, nikogo nie wyzywam, po prostu piszę, jak jest - jak ktoś o muzyce nic nie czyta, nie jest zbytnio osłuchany i opierając się wyłącznie na swoich odczuciach po jednokrotnym przesłuchaniu albumu wydaje na jego temat kategoryczny osąd, to jest ignorantem.

      Masz komputer z dostępem do internetu, więc nie powinno być problemem samemu coś wyszukać. Nie jestem od tego, by wszystko podawać na tacy.

      Usuń
    36. Są albumy które wymagają szerokiej wiedzy (awangarda, jazz, fusion) jak i albumy, których przesłuchanie jest jak zjedzenie chleba i można szybko stwierdzić co one wnoszą.

      Usuń
    37. Pod warunkiem, że masz już jakąś wiedzę i osłuchanie. I nie jesteś sam dla siebie jedynym autorytetem.

      Usuń
  14. A jakie płyty jazz'owe są słabe? czym cechuję sie słaby a czym dobry jazz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie powinno brzmieć czym jest dobra, a czym zła muzyka, bo gatunek nie ma tu nic do rzeczy. I powinieneś uściślić, czy pytasz mnie o moje preferencje, czy o obiektywne wartości.

      Usuń
    2. Z tego co napisałeś wyżej, to jednak gatunek ma do rzeczy - bo Tutu jako jazz jest dwójkowy, a jako "muzyka" - piątkowy.

      Usuń
    3. Nie zrozumiałeś o co mi chodzi - może z mojej winy. W takiej jazzowej skali ocena "2" miałoby wyższą wartość, niż "2" w skali ogólnej. To dlatego, że najgorszy jazzowy album, jaki słyszałem - który w tej skali miałby 1/10 - jest i tak sporo lepszy od najgorszych albumów w ogóle, jakie słyszałem - i w ogólnej skali, jaką faktycznie stosuję, ma 4/10. Bo wypada korzystniej w porównaniu z ogółem muzyki, niż tylko z jazzem. Dlatego kiedyś napisałem, że nie ma słabego jazzu. Jest natomiast lepszy i gorszy.

      Usuń
    4. Kiepskiego jazzu nie ma wcale / jest mało (oczywiście, nie wliczam tu tego smooth) przede wszystkim dlatego, że za granie tego stylu nie biorą się ludzie, którzy nie mają o nim pojęcia ani wystarczających umiejętności, by go grać.

      Usuń
  15. Dlaczego "Queen Forever" ma tak niską ocenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ta kompilacja pokazuje Queen z najmniej ciekawej strony. Na regularnych albumach te ballady nie przeszkadzają, niektóre są całkiem w porządku, ale w takim natężeniu stają się nieznośne. Do tego te niby-premierowe utwory, które mają zachęcić do kupna...

      Usuń
  16. Dziwię się, że są tutaj: Cactus, Dust, Lynyrd Skynyrd jako przedstawiciele Amerykańskiego rocka, a zabrakło debiutu Bloodrock- według mnie zespół album ten przewyższa te Dust, a można go spokojnie dać na równi z Cactus. Dla mnie jest to takie 6-7/10. Być może przesłucham dalsze ich albumy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są wszystko rockowe średniaki, a Dust to właściwie amatorzy. Jakbym dalej tkwił w takiej muzyce, to pewnie już dawno temu bym opisał Bloodrock, ale teraz, jak już poszerzyłem horyzonty, nie widzę sensu w pisaniu o czymś tak nieistotnym i niewyróżniającym się.

      Usuń
  17. Kiedy recka "Guns n' Roses - "The Spaghetti Incident?".

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspomniałeś kiedyś, że masz zamiar zrecenzować też zespoły "odchodzące od" Gong. Jakie, poza Paragong, byś polecił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na myśli miałem przede wszystkim Pierre Moerlen's Gong, czyli właściwie bezpośrednią kontynuację głównego wcielenia zespołu (niestety, bez humoru i "kosmosu", to jest taki bardziej konwencjonalny jazz rock). Jest jeszcze np. New York Gong, czyli Daevid Allen + muzycy, którzy potem założyli post-punkowy Material (m.in. Bill Laswell).

      Usuń
    2. Właśnie z tych "okołogongów" słuchałem Planet Gong (które w całkiem interesujący sposób przedłuża wizję Allena, dodając do tego punkowe elementy), Paragong i New York Gong (które chyba jest bardziej wpływowe niż dobre). Nie brałem się za Moerlena, warto?

      Usuń
    3. Na RYM widzę, że już słuchałeś "Shamal" i "Gazeuse!". Gong Moerlena to kontynuacja tego stylu, więc już wiesz, czego się spodziewać. Możesz sprawdzić "Downwind", a jak nie podejdzie, to raczej nie ma sensu brnąć dalej.

      Usuń
    4. Koncertówka Planet Gong w sumie potwierdza to, co pisałem niedawno o "You" pod recenzją "Fish Rising". Pomysł Allena na zespół się wyczerpał, a bez kreatywnych współpracowników brzmi to jak słabsza wersja "Flying Teapot". Ale momenty są super (szczególnie ostatni utwór - to byłby mocny punkt na każdej części trylogii) i ogólnie przyjemnie się tego słuchało.

      Teraz natomiast słucham albumu "Vibrarock" wibrafonisty Roberta Wooda, nagranego z pomocą paru muzyków Gong (Moerlen, Howlett, Malherbe) i jest to jedna z ciekawszych około-gongowych rzeczy. Z kolei "Clearlight Symphony" grupy Clearlight (z udziałem Hillage'a, Malherbe'a i Blake'a) raczej nie polecam. To taka symofoniczno-progowa wersja "Tubular Bells" Oldfielda. Niby nie było jakieś złe (dałem 6/10), ale w pewnym momencie zacząłem coraz częściej zerkać ile jeszcze zostało do końca.

      Usuń
  19. Już odlajkowałem Teraz Rock na fb, przeglądając tablice fb i widząc ich posty zawsze miałem w głowie "kurde ale mnie to gówno obchodzi, że ten powiedział tamto a ten jadł to na śniadanie".

    OdpowiedzUsuń
  20. Combat Rock oceniłeś wyżej niż London Calling, czy będziesz to opisywął?

    OdpowiedzUsuń
  21. Czy istniały jakieś polskie dobre zespoły rock'owe. Wiem że mamy dobre płyty jazz'owe ale coś z rocka jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Breakout, Niemen, SBB, może Nurt, jeśli chodzi o "klasyczne" dekady.

      Usuń
    2. Wiem, że to pytanie nie do mnie, ale pozwolę sobie odpowiedzieć. ;) Z lat 60/70 polecam jeszcze zespół Skaldowie i Budkę Suflera. Choć w przypadku tego drugiego głównie pierwsze dwa albumy, ewentualnie okres Romualdem Czystawem (bez albumu olimpijskiego) choć to już był zwrot w kierunku pop-rocka.

      Usuń
    3. Pierwsze albumy Budki Suflera to coś, czego niby da się słuchać (a dałoby się nawet z przyjemnością, gdyby nie wokale), ale tak naprawdę, to nie ma po co tego słuchać. Wtórne to jak cholera względem zachodniej muzyki, przy czym jest od niej pod każdym względem gorsze. No właśnie... Przemek, na Twoim miejscu na razie w ogóle bym się nie brał za polski rock. Poznaj najpierw dobrze zagraniczną muzykę. Potem słuchając polskiej, będziesz słyszał, że to wszystko już było zrobione wcześniej, lepiej. Polscy wykonawcy rockowi byli kompletnie pozbawieni własnej tożsamości. No, pewnym wyjątkiem był Niemen, ale tylko czasami i tylko wtedy, gdy odchodził od rocka.

      Usuń
    4. W sumie lepiej zapoznać się ze współczesnymi wykonawcami, jak np. Alameda, Lonker See, Merkabah, Light Coorporation.

      Usuń
    5. Miałem dokładnie te same przemyślenia Pawle, właśnie że kiedy poznam muzykę zagraniczną i posłucham polskiej to zobaczę jak wtórna ona jest.

      Usuń
    6. No jeśli chodzi o polskiego rocka, to nasza scena post-punkowa akurat nie ma żadnego powodu do wstydu w porównaniu z Zachodem. Coldwave na RYM jest zdominowany przez Polaków, a Kult naprawdę nie brzmi jak żaden inny zespół (zuy_pan dobrze to wyjaśnił na forum ani o rocku ani o metalu). Oczywiście nie zastąpi to poznania wielkiej dziewiątki post-punku (Gang of Four, Joy Division, New Order, Public Image Ltd, Talking Heads, Television, The Cure, Tuxedomoon, Wire), bo potem ludzie się rozpływają nad geniuszem Republiki, a nie mają jakiegokolwiek porównania z ich bezpośrednimi inspiracjami.

      Usuń


    7. Z polskiej zimnej fali trzeba też wspomnieć o Siekiera - Nowa Aleksandria. Teoretycznie jest to trochę zrzyna z debiutu Killing Joke, ale jak dla mnie nawet lepsza od oryginału, tak klimatyczna to płyta.

      Usuń
    8. Wszystkim tu zebranym - i nieuprzedzonym - proponuję zapoznać się z Mentalstorm. W przeciwieństwie do ww wykonawców nie próbuje udawać niczego z wyższej półki poprzez bycie dziwnym, postowo-dronowym freakiem, a stawia na sprawdzoną metodę "riffu i chorusa", zarazem nie tracąc własnej tożsamości - o czym świadczy fakt, że Szef tego serwisu nie umiał wymienić chociażby jednego wykonawcy, którego byłby epigonem

      @Artur O. , @przemek9810 - widzę, że tego nie słuchaliście. Na co czekacie?

      Usuń
    9. Zapomniałeś dodać, że sam to nagrałeś. A podobne jest np. do Steve'a Vaia, Dream Theater i innych wykonawców, którzy nie wiedzą, że jak się nie gra jakiejś eksperymentalnej, awangardowej itp. muzyki, to jakaś kompozycja i melodia musi być.

      Usuń
    10. Warto jeszcze wspomnieć o zespole Klan. Płyta Mrowisko to kawał porządnego w sumie progresywnego grania:)

      Usuń
    11. Klan to kolejny epigon, a ich "Mrowisko" to jeden z mnóstwa zupełnie nieistotnych dla muzyki albumów. Gdyby ukazał się na zachodzie, to mało kto w ogóle zwróciłby na niego uwagę, bo grających w podobnym stylu i na takim poziomie kapel było wtedy pełno i nie robiły kariery. Ale ukazał się w Polsce, gdzie był kiepski dostęp do zachodniej muzyki, więc zrobiono tu z niego jakieś arcydzieło, którym nie jest. A progresywne jest to tylko w takim sensie, że stylistycznie nawiązuje do progresywnie grających zespołów.

      Usuń
    12. Ja powiem tak, może i te wszystkie polskie zespoły typu Klan, Breakout, Budka Suflera, Perfect itd były wtórne względem zagranicy, ale to jednak klasyka polskiej muzyki. Dlatego uważam, że jak się jest Polakiem i się interesuje taką muzyką to warto to znać i docenić, że w Polsce też powstawała muzyka na poziomie, nawet jeżeli nie była odkrywcza względem zagranicznej. Sytuacja była jaka była wtedy, słaby dostęp do zagranicznych wykonawców, pewnie też sami polscy muzycy nie mieli łatwo w funkcjonowaniu.
      Można po prostu nie porównywać polskiej muzyki z zagraniczną, ja tak robię i nie mam problemu z tym żeby jej słuchać i cieszyć się nią. :) Na pewno nie zamieniłbym czasu który poświęciłem na jej słuchanie, na czas spędzony z nawet lepszymi zagranicznymi wykonawcami.

      Usuń
    13. Arcydziełem z pewnością nie jest. Ale jest to po prostu dobry rockowy album, do tego polski nagrany w 1970 roku... Słychać na niej wiele wpływów zachodniej muzyki ale czy to źle?

      Usuń
    14. @Piotr, Łukasz - problem z taką polską muzyką polega nie tylko na tym, że jest wtórna i spóźniona względem zachodniej, ale przede wszystkim na tym, że wyraźnie ustępuje temu, czym jest inspirowana. Rozumiem, że mogła robić wrażenie w czasach, gdy nie było jak jej porównać z zagraniczną, że (jeśli się jej wtedy słuchało) można mieć do niej sentyment, a nawet, że można po nią sięgnąć, gdy tak bardzo lubi się jakąś stylistykę, że chłonie się dosłownie wszystko. Ale kompletnie nie widzę sensu w polecaniu jej kolejnym pokoleniom, które mają dostęp do praktycznie całej istniejącej muzyki.

      Usuń
  22. Wszyscy tu obecni na pewno o tym wiedzą kto to nagrał, a jeżeli by ich to zainteresowało - sprawdziliby sami, zresztą tego nie ukrywam. Ale dlaczego zrobiłeś to w ramach "uprzejmie donoszę"?

    Vai to dzikie onanizmy do prostych podkładów, podobnie DT, gdzie całość to przeładowany zmianami rytmu pseudometal, gdzie onanizmy uprawia nie sam gitarzysta a cały zespół. Tool z solówkami i cukierkowatością która weszła w miejsce posępności. Trochę na siłę dałeś te porównania (nigdy wcześniej do DT nie nawiązywałeś), raczej po to by zniechęcić ewentualnych słuchaczy.

    Czy naprawdę musimy to jeszcze raz wałkować? Komentarz był wskazówką dla innych, suplementem do wykonawców których sam tu dałeś. A nie wciąganiem Cię w dyskusję o czymś, czemu obniżyłeś skrajnie z tyłka ocenę o półtorej gwiazdki, chyba tylko z powodów personalnych.

    A co do eksperymentalnej muzyki, to niedługo idę zjeść obiad z fasolą, dzięki czemu będę miał parę godzin na nagrywanie partii aerofonu do mojej nowej, awangardowej płyty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już nie ukrywasz, bo nie masz jak, a wcześniej wcale nie pisałeś, jakbyś sam to nagrał. A nie sądzę, żeby każdy tu o tym pamiętał i jeszcze mógłby ktoś pomyśleć, że to faktycznie coś wyjątkowego, skoro poleca to osoba zwykle wszystko krytykująca. A to coś, gdzie nie ma nic godnego uwagi.

      Usuń
    2. Ale to Ty tak uważasz, nie wiem po co w przedbiegach zniechęcać ludzi do czegoś, co mogą odebrać zupełnie inaczej.

      Dalej jednak nie powiedziałeś, czego jestem epigonem. To że gitara jest na podobnie karkołomnym poziomie co u ww twórców, nie oznacza że z nich wziąłem cały koncept. Tym samym tropem można powiedzieć, że solówki Nicka Jonasa na żywo mają freejazowy charakter, bo są atonalne i swobodnie traktujące pojęcie rytmu.

      Usuń
    3. Nie tylko ja tak uważam. Podobnie pisali o tym na forum ani o metalu ani o rocku.

      To czy się świadomie czymś inspirowałeś, czy wyszło tak przypadkiem, nie ma znaczenia (tym bardziej dla Ciebie nie powinno mieć, skoro tak chętnie wytykasz innym wykonawcom podobieństwa, często bardzo na wyrost). Liczy się to, że zamysł jest podobny. Całość jest tylko pretekstem do zaprezentowania swoich technicznych umiejętności, reszta jest tylko nieistotnym - choć koniecznym - dodatkiem. Podkłady są proste, nieangażujące, nic tam ciekawego się nie dzieje. Celowo starałeś się odejść od konwencjonalnego rocka (to dobrze), ale nie dałeś nic ciekawego w zamian (to bardzo źle). I ja naprawdę wolałbym już posłuchać czegoś prostego i schematycznego, ale mającego jakiś charakter, coś wyrazistego (np. melodycznie), zapamiętywanego, posiadającego jakiś klimat albo przeciwne - stawiającego na czystą energię. A u Ciebie naprawdę nie niczego atrakcyjnego ani dla fanów prostego rocka (bo oni chcieliby czegoś, gdzie jest więcej czadu, riffów i melodii, no i przydałby się też wokal), ani dla słuchaczy ambitniejszych rzeczy (bo nie oszukujmy się - to jest zwykły rock, ale pozbawiony wcześniej wymienionych rzeczy). Zostają więc wielbiciele gitarowego onanizmu. Nie podejrzewam, żeby tacy byli wśród moich Czytelników, bo już dawno ich zniechęciłem do wpadania tu.

      Usuń
    4. Ok, nie chcę kontynuować dyskusji na ten temat, bo spoczywa nade mną widmo czerwonej kartki, zresztą takie przestrzeganie czytelników jest działaniem paskudnym. Na forum siedzą ludzie z wykolejonym postrzeganiem muzyki, o czym wówczas nie wiedziałem. Dlatego już rzadko tam bywam. Może wrócę jak przesłucham 1500+ płyt, ale póki co nie mam tam czego szukać.

      Kiedy jakaś poprawka, Szefie?

      Usuń
    5. Mam prawo decydować z kim, jak i o czym chcę dyskutować i jakie treści będę publikować. Tego trollingu pod ostatnią recenzją nie opublikuję.

      A na forum może i niektórzy są wykolejeni, ale akurat o muzyce pojęcie mają. Co nie znaczy, że się zgadzam ze wszystkimi opiniami, zdecydowanie nie.

      Nie mam żadnych poprawkowych planów.

      Usuń
    6. To nie był trolling, posłuchałem, i ponieważ jak sam napisałeś - to jest czerpanie z post punku lat 80. a nie coś nowego to wyszedłem z założenia, że epigonizm można uprawiać samemu, nie potrzeba do tego trzech innych typów. A jak ktoś potrzebuje, to może powinien rzucić granie.

      Co innego jak cały zespół twórczo na siebie działa i inni członkowie również mają dodatni wpływ. Wtedy nie tnę.

      Nie zabraniam Ci przecież? Ja nie będę już o tej płycie mówił, do czego też mam prawo, ale dalej uważam, że manipulowanie czytelnikami w taki sposób, , że dajesz nazwy zespołów których nie ukrywasz, że nie lubisz a porównania do których są naciągane - jest działaniem szkodliwym.

      @RR też mógłby w sumie posłuchać. To rock i czad, sądzę że jemu mogłoby się to spodobać.

      Usuń
    7. Jeśli nie trolling, to wyjątkowo durna logika. To przecież oczywiste, że w zespole gra kilku muzyków przede wszystkim po to, żeby móc grać koncerty. Poza tym, muzyka grana przez jedną osobę udającą cały zespół zawsze będzie uboższa, nienaturalna, poszczególne partie będą całkiem pozbawione jakiejkolwiek interakcji. Dalej kompletnie nic nie kumasz, jeśli chodzi o muzykę.

      Ty te niskie oceny powszechnie cenionym albumom chyba wystawiasz tylko po to, żeby się dowartościować. Dostałem kiepskie oceny na RYMie, to innym tez poobniżam.

      Spróbuj chociaż przez chwilę pomyśleć logicznie. Czy to moja wina, że grasz jak wykonawcy, których ja nie lubię, a w ogóle nie przypominasz tych, których lubię? Mam Cię porównać do Coltrane'a, żeby Ci było miło, choć pod żadnym względem go nie przypominasz? I co szkodliwego jest w pisaniu do kogo podobnie grasz, skoro w ten sposób możesz dotrzeć do właściwego targetu? Nikogo innego nie ma to czym zainteresować, więc tylko robię wszystkim przysługę. Tobie i tym, którzy lubią takie granie, i tym, którzy nie lubią.

      Usuń
    8. Streszczę się, akapit na akapit

      Muzyka tworzona przez jedną osobę udającą cały zespół, zawsze będzie uboższa, nienaturalna: dwa słowa - Manuel Gottschlig. Poza tym tutaj jest pewne założenie, odgórnie zły stosunek do solowych artystów. Grać koncerty, być w interakcji. Ale co jeżeli z tej interakcji nie wychodzi nic z wartością dodaną? Kopiować np. Dream Theater to mogę sobie sam, nie potrzebuję do tego innych kołków. Co innego jakby to wymiernie wzbogacali. Podobnie jest z black midi.

      Nie daję - Octopus, Wish You Were Here, Hot Rats. Ale interesuje mnie też ile artysta musiał włożyć własnej pracy w stworzenie tego. Moje spojrzenie na muzykę jest bogatsze od Twojego - bo patrzę też jako muzyk. Niskie oceny lecą głównie w tych, którzy albo moim zdaniem nie zasługują na miano legendy, albo nowych twórców, którzy w mojej opinii nie grają nic wartościowego - a już na pewno nie bardziej wartościowego ode mnie.

      Tutaj raczej nie ma ludzi, którzy lubią DT, a porównanie do DT jest Twoim subiektywnym odczuciem. A nuż zniechęcisz kogoś kto słyszałby tam zupełnie co innego. Ktoś tutaj na stronie porównał kiedyś to do Dead Can Dance, tyle że bez wokalu.

      Danie oceny z przyczyn personalnych nie jest profesjonalne. A ja dobrze pamiętam, że z 2,5 do 1 zleciało gdy obrobiłem Ci tyłek u Rumuna. 2/10 u Ciebie ma GVF, a wyższą ocenę już np. taki Marillion Serio?

      Myślę czy nie zrobić re-recordingu, i w ogóle wszystko zrobić tam re

      Usuń
    9. Właśnie zdradziłeś, że nie znasz solowej twórczości Manuela Göttschinga. Nigdy nie udawał zespołu, tworzył zupełnie inny rodzaj muzyki. Akurat w elektronice jednoosobowy skład się sprawdza doskonale, dlatego grana jest głównie przez solowych wykonawców. Ale większy skład - jak np. w Tangerine Dream - nie szkodzi, bo przecież przy komponowaniu i nagrywaniu każdy wnosi tam swoje pomysły i umiejętności, a na koncertach ktoś musi obsługiwać te wszystkie maszyny. A poza tym dlaczego wymagasz od każdego muzyka, żeby umiał grać na wszystkich instrumentach? To głupie.

      Nie wiesz, ile kto włożył w coś pracy. Tego się nie da zmierzyć, nie ma na to żadnych reguł. Niedawno przeglądałem swój artykuł z najważniejszymi utworami AC/DC i przeczytałem tam, że nad "Thunderstruck" pracowali kilka miesięcy. Tymczasem różni jazzmani po prostu biorą instrument i nie zastanawiając się wiele po prostu grają i w parę godzin mają nagrany cały album. Można na to podać mnóstwo kontrprzykładów, ale to tylko potwierdzi, że nie ma reguł. A spojrzenie na muzykę, co już wielokrotnie pokazałeś, masz wyjątkowo ubogie. Ignorujesz większość aspektów, skupiasz się niemal wyłącznie na tym, czy umiałbyś to zagrać. W dodatku nie starasz się niczego zrozumieć, niczego dowiedzieć, tylko chcesz wynaleźć jak najwięcej wad, żeby dowartościować się jako muzyk.

      Albo coś jest do czegoś podobne, albo nie jest. To kwestia faktów, nie subiektywnego odczucia. Ja skupiam się na faktach i widzę dokładnie takie samo podejście: pokazać techniczne umiejętności, olać resztę.

      Masz rację, że nie jest to profesjonalne. Tylko, że ja wcześniej, wbrew sobie zawyżałem ocenę. GVF i Marillion, pomimo swojego epigoństwa, są jednak znacznie bardziej wyraziste. I jest w tym więcej swobody i naturalności, gdyż faktycznie grają zespoły.

      Usuń
  23. A ja dalej czekam na poprawki yes'ów.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pawle czy pojawią się recenzje zespołów Änglagård oraz All Traps On Earth? Jeżeli nie znasz to warto posłuchać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałem, to też są epigoni i to mocno spóźnieni. To raczej retro-, niż neo-prog, więc jest to bardziej słuchalne. Ale właściwie nie ma po co tego słuchać, bo inni grali już w tym stylu ciekawiej. Takie retro granie cierpi przede wszystkim na kompletny brak wyrazistości.

      Usuń
  25. Dlaczego "Dr. John, The Night Tripper - Gris-Gris" ma tak niską ocenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie pamiętam, nie podszedł mi.

      Usuń
    2. To dobrze bo mi też, wynudził mnie.

      Usuń
    3. Nic tam nudnego. Bardzo osobliwa mieszanka tropików, soulu i murzyństwa w psych-rockowym sosie oraz gęsty klimat Nowego Orleanu. Kompozycjom nie ma wiele do zarzucenia. Może spróbować innym razem? ;)

      Usuń
    4. Pewnie nie ma nic trudnego, ale taka stylistyka, jak opisałeś, może po prostu komuś nie odpowiadać. Spróbować ponownie zawsze można. Wiele albumów, które po pierwszym odsłuchu oceniłem na 6 czy 7, po kolejnych znacznie zyskiwało. Dlatego warto wracać do takich pozycji, przynajmniej jeśli słychać, że nie jest to jakieś epigoństwo, amatorstwo czy inne ...ostwo ;)

      Usuń
    5. Napisałem nudnego, nie trudnego. ;)

      Usuń
    6. A trudnego by pasowało bardziej ;)

      Usuń
  26. Lepiej słuchać Nirvany czy Feel'a na początek. Usłyszałem takie stwierdzenie że lepiej jak nastolatek słucha Nirvany jak tego drugiego gówna by miał słuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że lepiej słuchać Nirvany, bo to spoko zespół rockowy, tylko wiesz - przytoczone stwierdzenie (niekoniecznie z tymi akurat zespołami) to taka próba pokazania, że się ma lepszy gust, niż przeciętny słuchacz radia. No niby tak, ale taka osoba i tak jest zwykle na początkowym etapie. Bo poza tym największym syfem i spoko rockowymi zespołami, istnieje cały ogrom innej muzyki. Wiele osób zdaje się nie być tego świadomym, bo media sugerują im, że jedyną alternatywą dla grania w stylu Nirvany, Metalliki, innych zespołów metalowych i powiedzmy Pink Floyd, jest tylko rafiowy syf.

      Usuń
    2. O to stwierdzenie głaszcze moje ego, ale to i tak nic nie zmienia. Odpaliłem parę piosenek tego Feel'a po pierwszych akordach słychać ze to gówniana produkcja i dalej i tak nic z tego nie będzie. A Nirvana, tego chociaż fajnie się słucha i nie brzmi tak infantylnie i tandetnie.

      Usuń
    3. No bo tak naprawdę nie ma nic złego ani w samej Nirvanie, ani w słuchaniu jej (abstrahując już od tego, czy się subiektywnie podoba). Tylko, że na konstrukcji przytoczonego przez Ciebie stwierdzenia można też zbudować argument przeciwko temu zespołowi - mówiąc, że zamiast niego lepiej słuchać czegoś ambitniejszego (a takiej muzyki jest cały kosmos). Więc w sumie nic z tego wynika i lepiej po prostu wymienić jakieś konkretne, najlepiej obiektywne powody, dla których można/warto czegoś słuchać.

      Usuń
  27. Co z cyklem Looking Back? Będzie kontynuowany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów go zawiesiłem. Nie było dużego zainteresowania, a nowa forma się nie sprawdziła, bo kolejne wpisy były bardzo schematyczne i raczej nieciekawe. Szkoda tylko playlist, bo według mnie ten pomysł miał potencjał, tylko wykonanie było takie sobie. Ale myślę nad osobnym działem z tematycznymi playlistami ze starannie dobranymi utworami. Co o tym sądzisz (bo Ciebie najbardziej te playlisty interesowały)?

      Usuń
    2. Z mojej perspektywy playlisty się sprawdziły, po jednym utworze z każdego recenzowanego albumu, ewentualnie jakieś bonusy, jako zachęta do sięgnięcia po album. Chyba że utwory nie były reprezentatywne dla albumów, ale z tych albumów które już przesłuchałem (jest ich na razie tylko 5, ale mam już wypisane 17, ale spokojnie powinienem dojść do 20, a nawet więcej) to raczej były. Także nawet jak kolejnych takich zestawów już nie będzie to tych dotychczasowych póki co nie usuwaj, bo z nich korzystam.

      Co do tematycznych playlist to nie wiem jak bardzo miałyby być tematyczne. Konkretny wykonawca? Konkretny styl? Konkretny rok? Ale jestem zainteresowany, także jak coś to przesłucham.

      Usuń
  28. Będą kiedyś recenzję Procol Harum, bardzo spodobała mi się płyta "Grand Hotel".

    OdpowiedzUsuń
  29. Co pan myśli o Ratt mi przypomina trochę Van Halen ale bardziej prostacki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie myślę, nawet tego nie słuchałem. Recenzję Procol Harum nie planuję.

      Usuń
  30. tego słynnego dawno temu zespołu to chyba nie słyszałeś https://www.youtube.com/watch?v=BpI1fcJdFrA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałem, ale w sumie brzmi jak wszystko inne z tego stylu i czasu, więc jakbym słyszał ;)

      Usuń
  31. A co sądzisz o popularnej w Polsce (dzięki słynnym radiowcom) płycie Camela Stationary Traveller ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słuchałem jej. Chyba próbowałem, ale było to zbyt miałkie i ckliwe, by dalej w to brnąć.

      Usuń
    2. Płyta miała potencjał ale została zepsuta totalnie tandetnym i plastikowym brzmieniem lat 80-ych.

      Usuń
    3. W latach 80. nie było jednego brzmienia. King Crimson na
      "kolorowej trylogii" też brzmi "ejtisowo", ale zupełnie inaczej.

      Usuń
  32. Piszeę to w znaczeniu pejoratywnym bo akurat brzmienie Traveller takie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale samo "brzmienie lat 80." nie jest pejoratywnym określeniem, tylko neutralnym i nieprecyzyjnym.

      Usuń
  33. A jakie masz zdanie o dwóch podobno kultowych płytach z berlińskiej trylogii Davida Bowie takich jak Low i Heroes ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać na RYMie, Bowie nie robi na mnie wrażenia. Akurat "Low" podobał mi się najbardziej ze wszystkich jego albumów, których słuchałem, głównie za sprawą tych instrumentalnych utworów. Z "Hereos", szczerze mówiąc, pamiętam tylko tytułowy kawałek.

      Usuń
  34. Który z zespołów Kraut-rocka i avant-proga gra najdzwiwniejszą i najtrudniejszą muzyke?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia. Pewnie jakiś kompletnie zapomniany zespół, który był tak dziwny i trudny, że nikt nie chciał wydać jego muzyki.

      Usuń
    2. Na pewno trudno to stwierdzić, ale połamane rytmy bardzo wciągają...

      Usuń
  35. A z tych które były recenzowane?

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.