Q & A

To jest archiwum dyskusji ze strony "Q & A". Nowe pytania można zadawać tutaj (link).

200 komentarzy:

  1. Jak szybko będą stąd znikały nowe pytania? Powiem szczerze, że przez chwilę (zanim nie zobaczyłem linku do archiwalnych dyskusji) przez moją głowę przewinęła się masa podejrzeń i spekulacji

    Skąd taki pomysł by robić archiwum? I jak będziesz przenosił przeterminowane dyskusje stąd - tam?

    Skoro do lat 90. dopiero dochodzisz, to w jaki sposób unikniesz masy gównianej muzyki która wtedy jeszcze bardziej przykrywała tę wartościową?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przekroczeniu 200 komentarzy kolejne są niewidoczne, a link do ich pokazania nie jest zbyt dobrze oznaczony i łatwo go przeoczyć. Dlatego regularnie kasowałem komentarze, żeby nie przekroczyć tej liczby. Ale to dość mozolne zajęcie, poza tym nazbierało się dyskusji, które chciałem zatrzymać, żebym za jakiś czas nie musiał pisać tego samego.

      Stąd nic nie będę przenosił. Po prostu będą tworzone kolejne strony archiwum. Jeszcze nie wiem, czy w ogóle będę coś kasować.

      *

      Rankingi RYM można ustawić w ten sposób, że pokazują wyniki tylko na podstawie ocen konkretnych użytkowników. Zebrałem kilkudziesięciu takich użytkowników, którym ocenom mogę mniej lub bardziej ufać (ta lista tylko częściowo pokrywa się z listą znajomych). Po dodatkowym zaznaczeniu opcji niepokazywania albumów już przeze mnie ocenionych, otrzymuję całkiem ciekawe listy propozycji. A przynajmniej ilość gównianej muzyki jest tam mniejsza.

      Usuń
    2. Dobry sposób z tym RYM'em a wie może pan jak to działa że rym wybiera ważniejsze płyty, w sensie jak wchodzi się na dyskografię danego wykonawcy to zazwyczaj te płyty są napisane pogrubioną czcionką?

      Usuń
    3. To po prostu ileś tam (chyba 2000) albumów, które są najwyżej w ogólnym rankingu. A na miejsce w nim ma wpływ zarówno średnia ocen, jak i ich liczba.

      Usuń
    4. Dokładnie to 10 000 najlepiej ocenianych wydawnictw (jakiegokolwiek formatu) na stronie jest pogrubione.

      Usuń
  2. czemu usunąłeś te wszystkie pasjonujące dyskusje w Q & A xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałbym podziękować i pogratulować panu tego bloga. Dzięki panu spojrzałem inaczej i dużo się dowiedziałem o różnej muzyce, pana wizja się spełnia. Dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co Pan sądzi o tym tracku? https://youtu.be/tY92NAdGaR4

    OdpowiedzUsuń
  5. Co sądzi Pan o moim planie?
    Prosty rock z lat 60 (np.: wcześni Beatles oraz Rolling Stones) -> Mądrzejszy rock z lat 60 (np.: późni Beatles oraz Beach Boys) -> prog rock oraz psychodela (np.: Yes, King Crimson oraz Pink Floyd) -> Kraut rock (np.: Can oraz Popul Vuh) -> normalny jazz -> jazz dla nadludzi -> ̶p̶u̶n̶k̶ awangarda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1) To jest jakiś hałas, przypadkowe dźwięki.

      2) Jest to jakiś pomysł na poznawanie muzyki, ale raczej zbyt powierzchowny. Proponowałbym raczej na razie skupić się na dobrym poznaniu jednej z tych rzeczy. Np. na muzyce rockowej z drugiej połowy lat 60., bez podziału na konkretne style (czyli i psychodelię, i blues rock, i początki proga, i wczesny hard rock). Co konkretnie warto poznać? Tutaj pomocne mogą okazać się moje teksty z cyklu "50 lat temu" (link) (niestety, na razie omówiłem tylko lata 1966-68). A sięganie po wcześniejszy rock to raczej strata czasu.

      PS. Przypadkiem skasowałem Twój wcześniejszy komentarz, w którym pytałeś mnie, czy jakiś wykonawca używał pewnego azteckiego instrumentu. O ile mi wiadomo, nikt go nie używał.

      Usuń
    2. @Seventy A masz swojego RYM'a jak nie to polecam założyć, nie mogłem się przekonać do tej strony ale teraz uważam że jest świetna a jak masz to możesz podać link? Nie znasz wczesnych The Beatles? ile czasu już słuchasz muzyki?

      Usuń
    3. @przemek9810 No to tak:
      2017 roku przesłuchałem sporo albumów następujących zespołów:
      Can
      Yes
      Led Zeppelin
      Deep Purple
      Black Sabbath
      Rolling Stones
      Jimi Hendrix
      Cream
      Soft Machine
      Kraftwerk
      Fleetwood Mac
      The Who
      Doors
      Joy Division

      Potem zacząłem bardziej słuchać punku a później metalu.
      Od kilku miesięcy mam ochotę na powrócić to rocka, ale tym razem mam zamiar wziąć się za to na poważnie.

      Na chwilę kończę Chucka Berrego, potem przejdę do Elvisa a po nim to już prosta droga do klasycznego rocka z lat 60.

      Rate your music jeszcze nie mam. Za to mam spotify, ale tego nie podam, bo się wstydzę :p

      Usuń
    4. Od kilki miesięcy mam ochotę powrócić do rocka*
      Za niedługo kończą Chucka Berrego*
      Ach te literówki...

      Usuń
    5. @Seventy Pewnie nie raz jeszcze przesłuchasz i całe dyskografię zespołów które już znasz a bo gust ci się rozwinie albo będziesz chciał sobie coś przypomnieć. Ja od 2016r. przesłuchałem dyskografię The Beatles z 3 razy a jak podliczyć kiedy słuchałem danego albumu bo mi się spodobał albo chciałem go już ocenić jako bardziej rozwinięty słuchacz to i 5 razy. Ale przesłuchałeś całą dyskografię Chucka Berrego? Jeśli chodzi o Elvisa przesłuchaj tylko najważniejsze płyty bo i tak dojdziesz do tego że każda piosenka jest prawie taka sama i nic więcej w tej muzyce nie odkryjesz. To po prostu klasyka Rock'n'rolla którą trzeba znać jako ciekawostkę historyczną, mówię tak na niektóre płyty że są tylko ciekawostką o wartości historycznej. I polecam RYM dzięki temu będziesz wiedział co przesłuchałeś, kiedy i jak rozwija się twój gust.
      Co do Elvisa to polecam następujące płyty:
      - Elvis Presley (1956)
      - Elvis Is Back!
      - From Elvis in Memphis
      - Elvis: TV Special
      - Elvis in Person at the International Hotel, Las Vegas, Nevada
      - Elvis' Golden Records
      - Elv1s: 30 #1 Hits (lub jaka kolwiek składanka hitów)
      Tak naprawdę płyty te wiele od siebie się nie różnią ale najczęściej występują w jakiś Top'ach i itp.
      Nie wstydź się Spotify każdy jest na jakimś etapie rozwoju i to jest normalne ja mam bardzo różną muzykę na Spotify i to jest spoko bo jestem ciekawy muzyki, bo to jest moja pasja.

      Usuń
    6. Bez przesady, wystarczy przesłuchać ten pierwszy album. A to i tak wyłącznie w celach poznawczych, żeby wiedzieć co to w ogóle jest ten Elvis i rock and roll. Poświęcenie choćby minuty dłużej na jego twórczość będzie bezsensowną stratą czasu.

      Usuń
  6. Czy jest jakiś utwór którego się Pan autentycznie boi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, czemu miałbym się bać muzyki? Chyba musiałaby być strasznie kiepska ;)

      Usuń
    2. Inaczej. Jak dobrze wiemy, muzyka wywołuje u odbiorcy różne emocje. Więc, czy jest jakiś utwór który wywołuje w Panu niepokój, strach itp.?

      Usuń
    3. W normalnym stanie to nie. Ale bywa, że słucham muzyki późno w nocy i w trakcie tego tak częściowo zasypiam, ale wciąż słyszę muzykę. W takim stanie zdarza się, że jakieś free jazzy, avant-progi, niektóre fusion czy psychodele, mogą wywoływać niepokój. Pierwszy raz czegoś takiego doznałem przy koncertowej części "Ummagummy" Floydów, ale najlepsze efekty były przy "Live in Japan" Coltrane'a ;) Z drugiej strony, mogą się też pojawić bardziej pozytywne doznania. Przy "Recollections" Milesa Davisa miałem wizje lewitowania wśród indyjskich świątyń, a później w kosmosie.

      Usuń
    4. A wlaśnie jak oceniasz "Live in Japan" Coltrane'a?Czy była recenzja?Czy są tam saksofonowe odloty na całego/

      Usuń
    5. Przecież jest tu strona ze spisem wszystkich recenzji, do tego na każdej stronie jest pasek boczny z linkami do postów o konkretnych wykonawcach, a zawsze można też skorzystać z wyszukiwarki w lewym górnym rogu: https://pablosreviews.blogspot.com/search?q=coltrane+live+japan.

      Usuń
  7. Pytanie którego chyba nigdy nie było, Jakich słuchawek pan używa jaki typ, czy ma pan tylko jedną parę? czy więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było, ale trochę się zmieniło odkąd na nie odpowiedziałem ;) Do komputera używam teraz nauszników Sennheiser HD 200 PRO, a do odtwarzacza mp3 wciąż mam douszne Creative EP-630.

      Usuń
    2. Ja używam Shure SE 215 i polecam tylko po trzech latach zaczął przerywać kabel na zgięciu ale to nic bo można go wymienić, każdą słuchawkę można odłączyć ręcznie.

      Usuń
    3. Ja niestety ma uszkodzone lewe ucho i słuchawki dokanałowe powodują u mnie duży ból. Tak więc na ulicy ma małe nauszne AKG K451 i jestem bardzo zadowolony bo lepiej grają niż douszne, lepsza scena i przestrzeń. W domu też mam AkG tyle że duże. W ogóle świetna firma której niestety już nie ma od jakiegoś czasu a słuchawki innych firm jakoś brzmieniem mi nie podchodzą. Często mają pudełkowate brzmienie albo przebasowione a te obie AKG nie dość że bardzo szczegółowe to jak pisałem świetna scena tzw. estradowa.

      Usuń
  8. Ja autentyczną traumę przeżywałem przy słuchaniu (tak, tak) Trance Visionary, do którego miałem 2 czy 3 podejścia (i zawsze wymiękałem na drugim kawałku) i pewnej, solowej, płycie polskiego gitarzysty, który grał w jednym z najbardziej wyświechtanych zespołów ostatniego 30 lecia.

    Pawełq - dawno temu wspominałem Ci o tej płycie i tym gitarzyście, do słuchania całości już Cię nie namawiam (sam na to bym już nie miał ochoty) - ale zapytam się, co sądzisz o tej solówce co zaczyna się w 3:01? Gość uchodzi w wielu kręgach za najlepszego polskiego gitarzystę, jak dla mnie to za często popada on w grę jaką uprawiają Satyrjani czy Vernon Reid, tu moim zdaniem jedna z lepszych jego solówek:

    https://youtu.be/D57yXVJxEhQ?t=180

    Twoim zdaniem jest on dobry, czy raczej popisuje się techniką zamiast grać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale po co się katować tym syfem Wishbone Ash, jak można posłuchać proto-techno ze świetnie wtopioną gitarą na "E2-E4" Manuela Göttschinga?

      Nie podoba mi się to solo z linka. Z jednej strony łysy próbuje być hipermelodyjny, a z drugiej cały czas chce błyszczeć swoją techniczną biegłością.

      Usuń
    2. Ja już się nie katuję, ale po płyty autentycznie dobre i z wyższej półki sięgam ostrożnie, żeby się do nich nie zrazić tylko dlatego, że jestem za mało osłuchany. Poza tym - przekora, coś oceniasz bardzo nisko, a ja jestem (prawie) zawsze ciekaw co Ci się aż tak nie podoba.

      To i tak jedna z tych mniej nastawionych na techniczne popisy solówek, jest jeszcze ta: https://youtu.be/GnI3Rg66k54?t=240 (wczoraj o niej zapomniałem, tę z poprzedniego komentarza robiłem wczoraj z uczniem i mi się przypomniał ten krążek) w sumie bardziej melodyjna. Więcej już go nie linkuję jakby co ;)

      Po czym poznajesz, że "próbuje być hipermelodyjny"

      a, płyta o której wspominałem, że była dla mnie traumą (i kiedyś pisałem, że jest dla mnie okrągłym zerem) to nic Skawińskiego, a solowa płyta Perkoza który udzielał się przez kilkanaście lat w T.Lovie, słyszałem dawno i w przeciwieństwie do Trance Visionary wiedziałem, że nie ma co temu dawać szans, bo to tylko męczarnia.

      Uwielbiam o to pytać, dlatego raz jeszcze - co z poprawami?

      Usuń
    3. Tak to dla mnie brzmi, jakby jednocześnie chciał budzić zachwyt wśród gitarzystów, których jara techniczne granie, a zarazem grać jak najbardziej melodyjnie, przypadkowi słuchacze nieodróżniający prostych od skomplikowanych zagrywek, też byli zachwyceni. I to mu się udało, bo sądzę, że właśnie słuchaczom z tych dwóch grup ta solówka będzie się podobać.

      Naprawdę nie wiem, co z poprawami. Nie mam na to teraz ani ochoty, ani za wiele czasu.

      Usuń
  9. Co sądzi Pan o następujących zespołach:
    Death
    Dream Theater
    Tool
    Yes (recenzje tego zespołu nie są dostępne)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Death to rzadki przykład metalu, który nie jest kiczowaty, sztampowy, ani banalny. Niestety, wokal mnie odrzuca. Cenię ich dwa ostatnie albumy, ale nie wracam do nich w ogóle.

      Dream Theater to straszny syf. Połączyli to, co najgorsze w neo-progu (wtórność, kicz, nuda, bezsensowne rozwlekanie utworów niekończącymi się popisami, melodyjna miałkość) z tym, co najgorsze w heavy metalu (sztampa, kicz, banał i obowiązkowy ciężar, który wyklucza jakieś ciekawe eksperymenty z brzmieniem). Oni nawet nie grają muzyki, tylko popisują się swoimi technicznymi umiejętnościami.

      Tool w dużo lepszy sposób połączył inspiracje progiem i metalem, przede wszystkim unikając kiczu, ale znów - elementy metalowe strasznie ich ograniczają. Właściwie każdy ich utwór jest zrobiony z tych samych elementów. A do tego lubią nagrywać bardzo długie albumy, które przez tę monotonię są strasznie nużące.

      Yes to klasyk. Muzycy nagrali sporo badziewia (który pokazuje, dlaczego musiało pojawić się coś takiego, jak punk rock), ale też trochę dobrej muzyki. "Fragile", "Close to the Edge" i "Relayer" to prawdopodobnie najlepsze, co w symfonicznym progresie wydano (zależy jeszcze, co do niego zaliczać - ja King Crimson, Gentle Giant i Van der Graaf Generator bym nie zaliczył, ale niektórzy to robią).

      Usuń
    2. "Muzycy nagrali sporo badziewia (który pokazuje, dlaczego musiało pojawić się coś takiego, jak punk rock)" - strasznie mnie to zainteresowało, możesz rozszerzyć?

      Usuń
    3. Od połowy lat 70. progrockowy mainstream był już progresywny wyłącznie z nazwy. Zmierzał w coraz gorszym kierunku, tzn. był coraz bardziej wtórny, coraz mniej ambitny, za to nadrabiał coraz większym patosem i kiczem. Trzeba było to przerwać i udało się, gdy wybuchła tzw. punkowa rewolucja. Oczywiście, miała ona wiele negatywnych skutków (np. praktycznie całkowite wyparcie ambitnej muzyki z mediów, które zresztą wciąż trwa i tak juz pewnie będzie zawsze), ale i pozytywnych - np. powstanie post-punku, który był muzyką poszukującą (jak rock progresywny w swoich początkach), ale korzystał z innych środków wyrazu, dzięki czemu jest to muzyka pozbawiona patosu i innych wad schyłkowego prog rocka.

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że doceniasz skutki punkowej rewolucji bardziej niż kiedyś ;)

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że piszesz to kolejny raz, tak jak i opinie o tych zespołach. Zamieścisz te wypowiedzi w FAQ? :P

      Usuń
    6. @Robert - Prędzej czy później ktoś i tak zacząłby grać coś innego. To, co robili punkowcy nie było żadną rewolucją w sensie muzycznym. Od dobrych paru lat grano tak poza głównym nurtem. W 1977 stało się tylko tyle, że paru przygłupów kierowanych przez sprytnego menadżera zrobiło wokół siebie dużo szumu, a prasa muzyczna się tym podnieciła.

      @Artur - oczywiście, że pisałem. Musiałbym chyba zrobić osobna podstronę, na której napisałbym swoje zdanie o każdym wykonawcy, którego nie chcę recenzować...

      Usuń
    7. Tych przygłupów którym dałeś 1 czy ci ocenieni na 6?

      Treść i rok komentarza w zasadzie pasuje do tych drugich, ale wydźwięk do pierwszych.

      A takie krótkie podsumowanie na temat wielu zespołów na których recenzje nie znajdzie się tu miejsce (albo wyleciały), a o które padają tu pytania byłoby całkiem spoko. Wówczas każdy komentarz "co sądzisz o" byłby do kasacji, ewentualnie tylko dodawałbyś nowy zespół do listy.

      Usuń
    8. Oczywiście chodzi o Sex Pistols. Ramones nie mieli sprytnego menadżera i gdyby nie ta cała "punkowa rewolucja", to by w ogóle nie zostali przez nikogo zauważeni.

      Usuń
    9. To jest jednak death metal więc musi być taki wokal. Istnieją zespoły wykonujące tzw.melodyjny death metal gdzie pojawia się normalny wokal (In Flames) i brzmi to tandetnie.

      Usuń
    10. I na tym polega główny problem z metalem. Wszystko musi być zrobione w konkretny sposób. W death metalu muszą być growle, w melodic death metalu growle muszą się przeplatać z popowym śpiewem, w power metalu muszą być rycerskie zaśpiewy, itd. Nudy!

      Usuń
  10. Pytanie nie związane z muzyką - jakie są Pana ulubione filmy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem, że już spory czas temu zawiesiłeś filmweb -też mam jazdy z adblockiem, ale w 90% pomaga przeładowanie strony-wejście na inną podstronę i powrót na poprzednią.

      U Ciebie nic się nie dało z nim zrobić?

      Usuń
    2. FW mnie wkurzył tym, że najpierw zrobili tak, że mój adblock przestał blokować reklamy, a zaczął blokować strony filmów, a po niedługim czasie wprowadzili płatna wersję strony bez reklam. Dowcip polega na tym, że treści na tej stronie tworzą głównie użytkownicy, a nie ci, do których idzie kasa z reklam. Tym ostatnim nawet nie chce się akceptować treści dodawanych przed użytkowników. Gdyby chociaż te reklamy nie zajmowały większej części strony i nie były tak nachalne, to mógłbym rozważyć wyłączenie adblocka. Więc nawet jakoś nie próbowałem rozwiązać tego problemu, tylko zgrałem swoje oceny do pliku i wyniosłem się stamtąd.

      Usuń
  11. Co sądzi Pan o Buckethead? To taki dziwny gitarzysta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem tyle, że grał w GN'R, co jest wystarczającym powodem, by nie dowiadywać się niczego więcej.

      Usuń
  12. A teraz uwaga, padnie parę zakazanych nazw (będę się starał je omijać).

    Dla jaj lubię i obserwuję stronę pewnego muzycznego szmatławca, gdzie system ocen to od 4 do 5 gwiazdek, chociażby po to żeby zobaczyć jak ograniczeni są wielbiciele takiego prostackiego rocka

    Wczoraj pojawiła się na FB recenzja nowej płyty niemieckiego zespołu gdzie rytm jest wybijany cepem, a czasem, żeby zatrzymać tych bardziej pop przy głośniku, pojawia się tandeta na klawiszach. Nawet nie zamierzam tego słuchać, ale przeczytałem.

    Gość się podniecił, z tego co pamiętam o 10 z 11 utworów pisał jak mu się podobają, prawie bez żadnych(przywoływanie Bitlesów i Depachów to przecież szczyt elokwencji) konkretów. Wyróżniającym się wyjątkiem był zachwyt nad utworem, gdzie pojawiło się porównanie do... eurodance. Oczywiście nie omieszkałem zauważyć, że coś nie gra jeżeli pisze się dla pisma z 'rock' w nazwie a jednocześnie zachwyca takim gatunkiem jak eurodance. Zaraz dostałem po łbie, że "nie do pomyślenia jest doceniać różne gatunki muzyczne" i mój faworyt: "Jestem ciekawy czy jesteś też pierwszy do dissowania przykładowo king crimson za jazzowe naleciałośc". Za mną się nikt nie wstawił i jeszcze wytknął, że mimo zdjęcia Rush w tle to zapewne istnieją dla mnie tylko dwa pierwsze albumy, bo potem wprowadzili elektonikę.

    Moje rady dla ewentualnych terazrockowców i wnioski na ich temat.

    1) czytelnik tylko rocka jest nie tylko ograniczony muzycznie. on nie potrafi przeczytać ze zrozumieniem krótkiego komentarza na portalu społecznościowym (zatem recenzji w swojej muzycznej biblii też nie zrozumie)

    2) jak piszesz recenzję płyty nie przyznawaj się do słuchania (chyba, że było np. w ramach przegranego zakładu albo tortur na przełuchaniu, o czym warto wspomnieć w recenzji) sieczki

    3) jeżeli przyznasz się w takiej recenzji do słuchania sieczki to jedynym ratunkiem jest napisanie tej recenzji w tonie krytycznym i wskazanie tej sieczki jako jeden z gwoździ do trumny.

    PS. co do Rush to "Vapor Trails" podobno nagrywali klejąc różne oddzielne riffy w całe utwory, wcześniej takim kolażem było "Limbo". Nie pamiętam gdzie to przeczytałem, ostatnio ale podobnie robiła Fecallica na późniejszych albumach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby pisał to terazrockowy ekspert od największego gówna, czyli red. Koziczyński? Ten sam, który za ambitną elektronikę uważa późny Linkin Park? Ten sam, dla którego muzyka zaczyna się od powstania RHCP i obejmuje wyłącznie rockowy mainstream?

      Komentarze na stronach TR piszą jakieś dzieci i starsi, którzy najwyraźniej nie tylko w rozwoju muzycznym zatrzymali się na etapie dzieci. Nie oczekuj od nich czytania ze zrozumieniem, umiejętności argumentowania, ani innych zdolności wymagających myślenia.

      Usuń
  13. https://www.youtube.com/watch?v=ZPwxUayAzy8 Cy zgadza się Pan z tym materiałem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chce mi się tego oglądać, więc odniosę się do tego komentarza, który wyświetla się na początku filmu. Już dziesiątki razy pisałem w komentarzach, że recenzja musi zawierać subiektywną opinię recenzenta. Jest to publicystyczny, a nie informacyjny gatunek dziennikarski. A więc jego celem jest wyrażanie opinii, a nie informowanie o czymś.

      Usuń
  14. Trochę mnie przerażają te pojawiające się w coraz większych ilościach szemrane konta z których ktoś (w liczbie pojedynczej lub mnogiej) zadaje coraz durniejsze pytania.

    GNR nagle się stało dla Ciebie synonimem największego (zapewne zaraz po Ramones i elektronicznych poczynaniach Scorpions) gówna, skoro piszesz, że nie chcesz poznawać Bucketheada tylko dlatego że tam grał?

    Tak, to on :D

    Strony Antyradia i Trocka to siedliska największego muzycznego kałmuctwa, dla którego liczy się tylko to, żeby coś grało, byle nie za skomplikowanie, ale też żeby to nie było disco polo - bo przecież muzyka podobna kompozycyjnie grana na ostrych gitarach i z większym wrzaskiem jest nieporównywalnie bardziej ambitna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, ale co zrobić? Nie wyłączę przecież całkiem komentarzy, a może to wszystko jednak na serio?

      GN'R od Ramones różni się tym, że muzycy pierwszego ogarniają przynajmniej podstawy gry na instrumentach, co ich zdaniem usprawiedliwia pozowanie na wielkich wirtuozów, w czym przoduje niejaki Ukośnik. Trudno znaleźć wiele takich zespołów, które grając tak prosto, robią to z tak wielkim nadęciem.

      Wiedziałem! To musiał być on.

      To wiadomo nie od dziś. Z kolei wokół Trójki skupiają się słuchacze, którzy uważają, że ambitne granie polega na tym, by grać jak najbardziej smutne i długie kawałki.

      Usuń
  15. Czym różni się rock psychodeliczny od rocka progresywnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu zadajesz mi pytanie, na które odpowiedź możesz znaleźć za pomocą Google?

      Z drugiej strony, jak miałbyś czerpać wiedzę z Wikipedii i potem żyć w błędnych przekonaniach, to może faktycznie nie jest takie głupie zadanie mi tego pytania.

      To dwa zupełnie różne style, które mogą - ale nie muszą - występować jednocześnie.

      Rock psychodeliczny to muzyka która ma brzmieć, jakby była stworzona za pomocą narkotykowych (i często faktycznie była tworzona pod ich wpływem). Główni przedstawiciele to The Doors, Jefferson Airplane, Grateful Dead, 13th Floor Elevators, Quicksilver Messenger Service, The Byrds z okresu "Fifth Dimension", The Beatles z okresu "Revolver"/"Sgt. Pepper", Pink Floyd z Sydem Barrettem, Gong z Daevidem Allenem. Po prostu posłuchaj tych wykonawców (ale nie jakiś przypadkowych albumów, tylko tych przed chwila wymienionych, a jeśli nic nie wymieniłem, to wszystkich z lat 60.), to będziesz wiedział czym się ta muzyka charakteryzuje i potrafił ją rozpoznać.

      Rock progresywny nie jest natomiast określonym sposobem grania - chodzi o poszerzanie granic rocka, łączenie go z innymi gatunkami lub wprowadzanie zupełnie nowych rozwiązań (zwłaszcza brzmieniowych). Cechuje go ogromna różnorodność. Ja posłuchasz dokonań wielkiej dziewiątki proga, przedstawicieli sceny Canterbury, krautrocka, avant-proga i zeuhlu, to nie znajdziesz wielu elementów wspólnych dla wszystkich tych wykonawców - poza kreatywnością i tym, że każdy posiada rozpoznawalny styl.

      Usuń
    2. Rock psychodeliczny też można znaleźć na pierwszej płycie the Cars,ELO-Out of Blue,a także u Joan Jett-Crismon and Clover-chociaż to cover z lat 60.

      Usuń
    3. Albo trollujesz, albo nie odróżniasz rocka psychodelicznego od pop rocka.

      Usuń
  16. Spotkałem się z opinią, że Kraut Rock to jeden z najbardziej oryginalnych i innowacyjnych gatunków w historii współczesnej muzyki. Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest kwestia tego, czy się z tym zgadzam, tylko faktów. A te możesz samodzielnie zweryfikować. Z jednej strony szukając jak najwięcej informacji na ten temat (polecam google.com), a z drugiej - słuchając jak najwięcej albumów (w czasach YouTube'a i serwisów streamingowych to żaden problem).

      Czemu zadajesz mi tyle pytań, nawet nie odnosząc się potem do moich odpowiedzi?

      Usuń
    2. Bo jest przybyszem z innej galaktyki i chce zebrać jak najwięcej informacji o ludziach, a się nie zaklimatyzował jeszcze i nie wie, czym to się je

      Usuń
  17. Ja nie mam z ich polityką problemu, inna sprawa że wchodzę tam zapewne dużo rzadziej niż Ty zwykłeś to robić. Skończyły mi się trochę filmy które bym chciał ogrądać ;)

    Proponowałbym wziąć pod lupę niektórych użytkowników. Bo naprawdę to co piszą robi się dziecinne i idiotyczne, a nawet poszedłbym dalej i powiedział że to zwyczajny brak szacunku do Ciebie. Zresztą o szersze info uderzaj do RedMorley, zawsze śmieszy mnie gdy na forum udaje faceta pisząc o sobie w męskim rodzaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam problem przede wszystkim z reklamami. Nienawidzę tego szpetnego ścierwa, którego wszędzie pełno (nie tylko w internecie). Dlatego u mnie żadnych reklam nigdy nie będzie.

      Dlaczego uważasz, że skończyły Ci się filmy i jakie oglądasz?

      Skąd takie przekonanie, że za wszystkim stoi ta osoba i jest kimś innym, niż się podaje?

      Usuń
    2. Bardzo mnie to intryguję panie @Filip Malenta [tm] Jakie są te prawilne pytania jak wygląda to prawilne konto bo ja nie wiem, czy ktoś zadaje pytania typu "Hej paweł co tam dzisiaj jadłeś na śniadanie?" nie, wszystkie pytania dotyczą muzyki (no z wyjątkiem tego o filmach) ale nie rozumiem jak można się czepiać tego że ktoś zadaje debilne w twoim mniemaniu pytania bo to jego sprawa i ewentualnie pana Pawła, to jest jakiś spisek ktoś specjalnie się umówił aby zadawać tutaj głupie pytania tak???

      Usuń
    3. Reklamy mam w sumie w dupie, chyba że nawijają mi się specjalnie pod kursor, żebym kliknął. Mówisz o stronie, że nie będzie reklam? Poważna sprawa, jeżeli miałeś już takie propozycje, żeby coś u siebie reklamować. Ja bym skorzystał.

      Kiedyś (ze 2 lata temu) miałem fazę na horrory, która po całej masie zawodów, że żaden nie jest w stanie przerazić mnie na tyle bym bał się zgasić światło, przeszła w fazę na durne "gore", które z założenia nie mają już straszyć, tylko raczej są schematyczną sieczką robioną typowo pod target. Ostatnio z kolei kino kopane lat 80. i 90., wszystko to przeplatane bezbarwnymi filmami dramato-thrillero-obyczajowymi których treść i tytuły zapomina się dość szybko. Parę fajności się trafiło, ale to raczej przypadkiem. "Kieł" Kevina Smitha, czy "13 grzechów" to chlubne wyjątki. Obydwa nazywały się horrorami.

      Na ambitne kino muszę mieć czas i głowę, a że ostatnio od dawna obydwu nie miałem (to drugie zresztą było chyba widać po wypowiedziach na wspomnianym forum) to to trochę leży.

      Tę osobę znam osobiście, więc wiem co potrafi i jakie ma zagrywki i najwyraźniej pojawiła się tutaj "za mną". Zresztą co do bycia RedMorley to nie zaprzeczyła (ale i nie potwierdziła) gdy ją o to zapytałem. Kiedyś pisaliśmy maile, to tam Ci coś wspomniałem, że to prywatne brudy. Ale za dużo tu się zgadza, żebym uznał to za przypadki.

      GrTr to ja, do czego się w końcu przyznaję. Ale pozostałe dziwolągi - w życiu.

      Usuń
    4. No, horrorów to nie widziałem pewnie nawet dziesięciu takich, których obejrzenia nie uważałbym za stratę czasu. Ja w ostatnich miesiącach nadrabiam głównie klasykę kina, trochę tego ambitniejszego też (np. wiele filmów Kubricka, trochę Bergmana też).

      Nawet jeśli masz rację do tożsamości RedMorley, to jeszcze nie znaczy, że ta osoba tutaj pisze. Mnie nie zna osobiście, więc nie wiem czemu miałaby prowadzić tu taką grę. A jeden z użytkowników zadających głupie pytania (typu czy zrecenzowałem jakiś album lub coś, na co odpowiedź mógłby znaleźć w Googlach) pisze tutaj od wielu lat i nie wygląda mi to na prowokacje, tylko na kogoś, kto kompletnie nie ogarnia internetów.

      Usuń
    5. Nie zależy mi tu na żadnej "dobrej reputacji" czy czymkolwiek innym, więc twierdzenia pana Filipa jedynie mnie rozśmieszyły i jak to ma być jakiś sposób na udupienie mnie, czy cokolwiek to trochę słaby. Niemniej jednak, wymyślanie takich rzeczy i rozpowiadanie po różnych miejscach w internecie o kompletnie obcej (tak, obcej) osobie, jest poniżej granicy ludzkiej przyzwoitości.

      Filipa Malentę znam jedynie z jego komentarzy na tym blogu, pewnym forum i tego, że kiedyś słuchałem jego płyty, nie przypominam sobie natomiast, żebym kiedykolwiek zamienił z nim bezpośrednio słowo, ani w internecie, ani tym bardziej na żywo. Jeśli chciałbym potrollować gdzieś to:
      1) Znalazłbym do tego lepsze miejsce
      2) Nie robiłbym tego w tak nieudolny sposób
      3) Szybciej by mi się znudziło i nie ciągnąłbym tego tak długo
      Ale nie mam na to zbytnio ochoty. Tak samo jak na tłumaczenie się z tak debilnych zarzutów opartych o jakieś bezczelnie zmyślone informacje (swoją drogą jestem bardzo ciekawy, co może kierować człowiekiem, który w tak chamski sposób kłamie o osobach, które tylko kojarzy z internetu). Tak więc jak pan Filip się uprze przy swoim i będzie dalej próbował Ci wciskać te kłamstwa - proszę bardzo, dla mnie nic wielkiego się nie stanie, nie mam zamiaru tracić na taką pierdołę czasu, jak jemu zależy i się postara to czekam na kolejne informacje i dowody potwierdzające jego teorię. Dowiedziałem się już, że jestem kobietą i znam go osobiście, więc mam nadzieję dowiedzieć się więcej tego typu rzeczy, to całkiem zabawne :D

      Usuń
    6. Od początku te zarzuty wydawały mi się bardzo naciągane.

      Usuń
    7. Uderz w stół. W sumie ciekawe, że RM (o ile oczywiście nikt jej tego nie zakapował, co się tu odstawia) w ciągu niecałej godziny od komentarza natychmiast pojawia się tutaj i zaczyna nawijać wersy na swoją obronę.

      Skoro już wywleczono tutaj temat mojej płyty, o której chętnie bym już zapomniał, to własnie to zaważyło na wzięciu tej osoby pod lupę. Ledwo moja płyta pojawiła się na Rateyourmusic, to na drugi bodajże dzień była ocena od użytkownika o tym pseudo. To była pierwsza ocena, a pierwszą oficjalniej poinformowaną o tej płycie osobą był Paweł.

      Ja nie chwaliłem się nikomu, że zamierzam tam się umieścić. W ogóle nie kręciłem hype, RM zwyczajnie musiał szukać info na ten temat. Parę innych szczególików pominę, bo smRODO, bo nie chcę zasmiecać Pawłowi bloga, i wreszcie bo mam jakąś przyzwoitość, żeby nie walić tutaj po nazwiskach itd.

      Ja nie zamierzam już niczego szukać i węszyć, wchodzę na tu coś skomentować i widzę różne dziwności w stylu "Czy jest jakiś utwór którego się Pan autentycznie boi" to mi się przewraca w środku.

      Usuń
    8. Ale jaki ktoś miałby cel, żeby trollować takimi komentarzami?

      Usuń
    9. Z doświadczenia wiem, że trolle internetowe nie zawsze mają jakiś konkretny cel - często chodzi o to, żeby poprzez robienie z siebie idioty zapewnić sobie jakąś rozrywkę.

      Ale szczerze mówiąc, jestem pod wrażeniem - jako osoba totalnie spoza kręgów jakichkolwiek forów muzycznych i im podobnych, jestem zaskoczony jakie dramy tutaj bywają ;)

      Usuń
    10. Harris ma rację, poza tym jaki cel? Powiedzmy, że niektórzy nie są normalni.

      RedMorley - "Na Bloggerze od maj 2019". To znaczy, że tutaj bywa i to często, nie zadaje pod tym aliasem żadnych pytań, ale w momencie gdy pojawia się jej temat, to musi zainterweniować. W sumie nie wiadomo po co, nie dzieją się tu rzeczy które w nią godzą personalnie, więc mogłaby wziąć popcorn i sobie poczytać ;) Kto wie ten wie, kto nie wie ten się nie dowie. Aż się prosi o IP.

      Usuń
    11. Ze statystyk odwiedzin wynika, że wiele osób tylko czyta, a nic nie komentuje. Ale na pewno wiele z nich by się ujawniło, gdyby zostało w ten sposób sprowokowane. Według rachunku prawdopodobieństwa bardziej prawdopodobne jest, że nie masz racji do tożsamości RM. Jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że ta Twoja znajoma nie ma nic wspólnego z tymi komentarzami. Podobne pojawiają się tu zresztą od wielu lat.

      Usuń
    12. No dobrze, Pawle, nie będę się kłócił i szerzył paranoi, nie wiem co ma do tego rachunek prawdopodobieństwa, ale nie wykluczam, że nie mam racji.

      Nie mówię, że pisałem z RM, mówię, że jak zagadałem to tej znajomej to nie zaprzeczyła jak ją o to zapytałem czy to ona. Blogger też działa tak, że ktoś mógł dla jajec teraz zalogować się, nazwać się RedMorley i włożyć kijek w dyskusję.

      Zamierzasz w najbliższym czasie (np. miesiąc) zrobić poprawki "IV" i "Paranoid", skoro "In Rock" już odfajkowane?

      O, godzina jest 21:12, zgadnij o czym od razu pomyślałem jak na to spojrzałem

      Usuń
    13. Możesz mieć racje, ale moim zdaniem bardziej prawdopodobne są inne rozwiązania. Nie żeby mnie to jakoś bardzo obchodziło.

      "IV" słuchałem w zeszłym tygodniu i podtrzymuję dotychczasową ocenę. Dobrze się tego słucha w całości.

      Wiadomo o czym.

      Usuń
    14. Nie wiem, ktoś z Twojego bloga (o czym napisał) zaczął mnie właśnie mordować z jakiegoś fałszywca przez Facebook, więc to się robi męczące.

      Jakby nie można było tego załatwić tutaj.

      Halo, policja? Proszę przyjechać na Pablo's Reviews.

      A co do 2112, to co jak co, ale sekcję rytmiczną oni mają świetną. Mam wrażenie, że przynajmniej Peart to się trochę zmarnował w tym zespole. Ostatnio też przerabiam ich w celach dydaktycznych i najmniejszym problemem jest sama gitara

      Usuń
    15. Jak tak dalej będzie, to wyłączę stronę "Q&A", a komentarze pod postami będą podlegać twardej selekcji.

      Wiadomo, sekcja była tam najlepsza, ale co do gitary, to miała fajne brzmienie w okresie jak już odeszli od hard rocka, a jeszcze nie popadli w plastikowy kicz.

      Usuń
    16. Ok, ja już nie robię problemów, za innych nie ręczę ;) moim zdaniem to i tu powinno być bardziej ostre sito.

      Uważasz, że miał zadatki na te hiperambitne (wielka szóstka proga) gatunki rocka z wycieczkami w inne gatunki?

      Usuń
    17. Nie sądzę. To był zespół, którego członkowie mieli duże umiejętności, ale raczej niewielkie ambicje. Po prostu grali tak, jak akurat było modnie. Podejrzewam, że takiej też muzyki sami słuchali, a ambitniejsze rzeczy były im obce.

      Usuń
  18. Bo pewnie sam jest tą osobą. Sprawca często pojawia się na pogrzebie ofiary :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Co sądzisz o takiej muzyce? Bardzo dziwna rzecz :D

    https://www.youtube.com/watch?v=Wcm0-IWTzyw&list=PLOzqG3TCMdkx63oShqSNW4slUDNnKQp5z&index=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawałek typu: Grajmy prostą piosenkę, ale udziwnijmy ją studyjnymi efektami i wmawiajmy ludziom, że to awangarda. A nie na tym to polega.

      Usuń
    2. Czy uważasz że nowy projekt części członków ma jakiś potencjał? Dla mnie jest trochę taki przypadek Grety Van Fleet (mimo że muzycy obu grup są zupełnie różnej od siebie kategorii. Może się rozwiną i powstanie z tego całkiem ciekawa rzecz. Bo początki zawsze bywają słabe. To co ja teraz słyszę, to całkiem ciekawy przypadek awangardy o unikalnym charakterze.

      Usuń
    3. Nie wiem o jaki projekt chodzi. Włączyłem kawałek z linka, nie było to ciekawe, nie słyszę żadnego potencjału, nie widzę powodu, by słuchać czegoś więcej. Żeby tworzyć awangardę, trzeba mieć jakiś pomysł, umiejętności, wiedzę. Nie wystarczy zagrać paru prostych akordów na gitarze, coś tam zaśpiewać, a potem w jakiś przypadkowy sposób zniekształcić to studyjnymi efektami, żeby było dziwnie. Ale to takie wydziwianie na siłę, za którym nic ciekawego się nie kryje. Żadna awangarda.

      Chcesz ciekawej rockowej awangardy, to posłuchaj np. Franka Zappy, Captaina Beefhearta, Henry Cow, Art Bears, Art Zoyd, Univers Zero, Magmy, Gongu, Comusa, Dun, Kultivator. Ci wykonawcy od początku kariery mieli na siebie jakiś pomysł, byli bardzo dobrymi muzykami i posiadali solidną wiedzę na temat muzyki klasycznej, jazzu czy właśnie poważnej awangardy. I najwybitniejsze dzieła zwykle stworzyli na początku swojej kariery. Więc to nieprawda, że początki są słabe. Słabo jest wtedy, gdy ktoś gra dłużej, niż ma pomysłów.

      Usuń
    4. W takim razie, muszę stwierdzić że dałeś sie nabrać na oczywisty trolling XDD

      Cały ten "zespół" to tylko mój komediowy projekt, który założyłem z kolegami. Naszym zamysłem jest tworzenie "muzyki" "dla beki". Właściwie, to odpowiadam w całości za warstwę muzyczną ( (koledzy tylko udzielają się wokalnie). Mike Von Panzerfaust = Metal Mike. Cała reszta, nie gra na żadnym instrumencie XDDDDD

      Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
    5. Kiedy niby dałem się nabrać, skoro od początku mówię, że to wszystko ściema, a nie awangarda? Podejrzewałem też, że masz z tym coś wspólnego, bo to naprawdę nie jest twórczość, która mogłaby tak zainteresować słuchacza (sorry, jeśli uraziłem uczucia twórcy).

      Za resztę trollingu też Ty odpowiadasz?

      Usuń
    6. https://i.kym-cdn.com/photos/images/newsfeed/000/738/025/db0.jpg ;)

      Usuń
  20. cześć, czy znasz może jakieś zespoły, które łączyły hard rocka i krautrocka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kin Ping Meh, Birth Control i Nosferatu, choć ten ostatni ma jednak więcej wspólnego z brytyjskim progiem, niż krautem. Ta odmiana krautrocka jest jednak najmniej ciekawa - elementy hardrockowe wymuszają prostsze rozwiązania i przyhamowanie eksperymentów.

      Polecić mogę też Lucifer's Friend (debiut) i Night Sun. To jest zwykły hard rock, mieszanka elementów zaczerpniętych od Black Sabbath, Led Zeppelin i Deep Purple. Ale to niemieckie zespoły z właściwego okresu, więc mimo wszystko jakieś minimalne podobieństwa z krautrockiem tam są.

      Usuń
  21. Pisałeś że nie lubisz Electric Light Orchestra a co sądzisz o pierwszych 2 płytach Roxy Music i Supertramp - Crime of the Century ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Supertramp to okropieństwo, a Roxy Music nie robi na mnie żadnego wrażenia - ani pozytywnego, ani negatywnego.

      Usuń
    2. Ja bardzo lubie ELO,zespół który łączy świetnie rock`n`roll z wstawkami muzyki klasycznej ;czasem z dodatkiem soul czy country.Niektórzy o nich piszą jako kontynuacji Beatlesów(z okresu Sier.Pieprza i White album).Oczywiście mówie o okresie do płyty Out of Blue,bo potem zaczeła sie Disco-tandeta.

      Usuń
  22. Patrząc na to ile wspaniałej muzyki powstało w latach 66-75 Stosunkowo miało jest Arcydzieł jak na tak dużo wydawnictw. Widzę że przesłuchał pan płytę Flipper'a muszę to nadgonić, to był ulubiony zespół Kurta Cobaina a ja byłem jego fanem w wieku 13 lat od Nirvany zacząłem słuchać muzyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzdura. Powstało ich wtedy kilkadziesiąt razy więcej, niż od 75 do teraz i przed 66 rokiem (poza muzyką poważną). A w każdej kolejnej dekadzie wydawano coraz więcej albumów.

      Pochwal się swoim RYMem.

      Usuń
    2. https://rateyourmusic.com/~przemek9810

      Usuń
    3. Sporo fajnych rzeczy tam widzę. Co do tego, co wcześniej pisałeś, to pewnie sporo z tych albumów, których już słuchałeś, z czasem docenisz bardziej i uznasz za arcydzieła. A mnóstwo wspaniałych rzeczy masz jeszcze przed sobą.

      Usuń
    4. Dziękuje za dobre słowo, też tak myślę że są płyty które czekają aż je docenię zazwyczaj kiedy ich słucham to słyszę że to dobra muzyka ale nie potrafię się zachwycić jednoznacznie powiedzieć że to arcydzieło i dostają bezpieczne 8 lub 9/10.

      Usuń
    5. Bo ta najciekawsza muzyka zyskuje z kolejnymi przesłuchaniami, a przy pierwszych często wydaje się zbyt trudna, dziwna, itd., albo po prostu trzeba mieć do niej odpowiedni nastrój. Oczywiście, dobre osłuchanie pozwala docenić takie albumu od razu, ale niekoniecznie od razu je polubić, nie mówiąc o większym zachwycie.

      Usuń
    6. Np. Albumy jazz'owe, ciężko mi je ocenić bo zbyt mało ich znam, nie mam odnośnika do którego mógłbym porównać daną płytę. Mimo to czuje że ten gatunek możne mnie pociągać ostatnio byłem na koncercie jazz'owym gdzie grali komede min. Astigmatic było to przeżycie fascynujące przesiedziałem 1.30h w bezruchu słuchając tego Arcydzieła.

      Usuń
  23. Ostatnio czytałem recenzję eponimicznego albumu Rammstein, którą napisał znajomy, ten sam który zrecenzował Grete Van Fleet powołując się na Yes, a zarazem przyznając się do słuchania Nightwish. Żeby była jasność, to płytę niemieckiego zespołu ocenił na 5/6. Ale po co to piszę. W recenzji powołał się na podobieństwo elektronicznych wstawek do Kraftwerk. Natchnęło mnie to do ponownego pogmerania - i na RYM nurt Neue Deutsche Harte do którego twórców jest zaliczany R jest określany jako spadkobierca industrialu, który z kolei (wg. RYM) został zapoczątkowany w krautgranu. Wobec tego co mówi RYM (a nie zwykła wikipedia) jednak można powiedzieć, że Rammstein to jest 3 woda po krautrocku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naginasz fakty do swojej teorii. Według RYM definicja Neue Deutsche Härte brzmi: is a type of Hard Rock/Metal that incorporates various aspects of electronic music, specifically Electronic Dance Music. Nic o krautrocku. Ale podaje też, że jest to podgatunek Industrial Metalu, czyli genre that fuses Metal with elements from Industrial Music. Dalej nic o krautrocku. Jest to natomiast podgatunek Post-Industrialu, a więc styles and genres that were influenced by Industrial but differ from the noisy and unrefined nature (...). Takes the dark and mechanical aesthetic of early industrial, and combines it with more accessible genres, such as Rock or Electronic Dance Music. Wciąż nic o krautrocku. Ale to już styl wywodzący się bezpośrednio z Industrial Music. Dopiero w trzecim akapicie definicji tego stylu można przeczytać, że jest influenced by Musique concrète, Krautrock (...). Tyle, że nawet jeśli w oryginalnym industrialu były wpływy krautrocka, to nie znaczy, że przeszły one dalej do stylów wywodzących się z industrialu. Bo nie przeszły, na co wskazują ich definicje z RYMa, a przede wszystkim sama muzyka. Zresztą najważniejsza i tak jest definicja samego krautrocka: 1960s and early 1970s Germany. These groups combined a variety of influences and styles, including British and American Psychedelic Rock groups, the Free Jazz of Ornette Coleman and Albert Ayler, and experimental classical composers (most notably Karlheinz Stockhausen as well as the minimalists Terry Riley and Steve Reich). The desire to eschew conventional song structure and melody also led to some groups developing a more mechanical sound and feel for their compositions, which also often made use of early synthesizers and other electronic instrumentation. I jak to się ma do zespoliku grającego mieszankę topornego metalu i eurodance'u?

      Usuń
    2. Zjadło mi początek ostatniej definicji: progressive and experimental groups of late 1960s and early 1970s Germany.

      Usuń
    3. Tak, że jest niemiecki i gra maszynowo.

      Sam kiedys powiedziałeś, nie pamiętam pod jaką recenzją, że pewna mechaniczność była wspólna dla wszystkich niemieckich zespołów z lat 70. i że to był w zasadzie ich znak rozpoznawczy. I to też chyba dało mi asumpt do wciągnięcia w tę stylistykę Ramm,
      który pociągnął mechaniczność do kwadratu, odarł z ludzkości a na mikrofon posłał cyborga.

      Trochę mi ręce opadają jak widzę co tu się dzieje, trolling do którego ktoś się przyznaje, pisze że Cię wkręcił. Dziecinada.

      Skończyło się tak, ze masz mnóstwo czytelników-komentatorów ale ledwie 2 czy 3 jest na 100% autentycznymi osobami.

      Usuń
    4. To jest tylko jeden z wielu elementów, które składają się na krautrocka. Poza tym, w wyżej cytowanej definicji masz napisane, że ta mechaniczność wynika z chęci uniknięcia konwencjonalnych struktur i melodii. Czyli czegoś, co u R. jest ewidentnie obecne. Poprzednie zdanie mówi natomiast, że jest to połączenie brytyjskiej i amerykańskiej psychodelii, free jazzu i poważnej awangardy. Czyli rzeczy, których w twórczości R. kompletnie nie słychać. Bo inspirowali się czymś zupełnie innym - prostackim metalem i prostacką muzyką taneczną. I dlatego nawet ten pozornie wspólny element ma zupełnie inny charakter - w krautrocku jest to transowa i finezyjna mechaniczność, a u R. toporna i taneczna.

      Sensownie piszących komentujących jest co najmniej kilkunastu, a pozostali jeśli nie są autentycznymi osobami, to niby kim?

      Usuń
    5. Są jedną osobą, która postanowiła sobie zrobić jaja i sama animuje dyskusje z samym/samą sobą wciągając w to Ciebie?

      Twoja strona-blog utrzymuje się w internecie i jest aktualizowana już tak długo, że podejrzewam że jesteś w pewnych kręgach rozpoznawalny, całkiem możliwe że wśród tych którzy o Tobie usłyszeli trafił się jakiś super-śmieszek, który w wolnym czasie nie ma co robić, a jest za prymitywny by zrobić coś rozwijającego.

      Usuń
    6. Nie sądzę, żeby ktoś pisał z różnych kont. Czasem trafi tu jakiś dziwak, ale większość piszących kojarzę z działalności na RYMie, forach czy własnych blogach i nie podejrzewam o coś takiego.

      Usuń
  24. Tylko ten zespolik gra na stadionach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co z tego wynika, poza tym, że mnóstwo ludzi słucha gówna, co nie ma żadnego związku z tematem?

      Usuń
  25. Co sądzisz o Einsturzende Neubauten?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ważny i wpływowy zespół, całkiem intrygujący, ale jednak nie jest to coś, czego chciałbym słuchać na co dzień. Może za jakiś czas bardziej mi się spodoba. Na razie tylko doceniam.

      Usuń
    2. Zerknąłem sobie na twojego RYMa i zauważyłem, że oceniłeś tylko Kollaps i Halber Mensch. Polecam ci w takim wypadku Drawings of Patient O.T., które jest zdecydowanie najbardziej eksperymentalnym z ich wydawnictw, które usłyszałem oraz Silence Is Sexy, w którym biorą podstawowe składniki swojego brzmienia i wykorzystują je do tworzenia mrocznych, bardzo klimatycznych piosenek. Myślę, że te dwa albumy mogłyby ci się spodobać ;)

      Usuń
    3. Ok, ale na razie nie będę go słuchał, bo i tak za niedługi czas wezmę się za odkrywanie rocznika 1983 (aktualnie jestem w trakcie odkrywania 1982).

      Usuń
  26. Dwa pytania o Krautrocka:
    1 Czy zespoły Kraftwerk i Tangerine Dream są wliczone do krautrocka,czy bardziej do muzyki elektronicznej?
    2 W jakim języku śpiewał Damo Suyaki w zespole Can:niemieckim,japoński czy angielskim?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarnij się człowieku i przestań zadawać mi pytania, na które sam możesz znaleźć odpowiedzi w internecie. Skoro możesz wejść na Blogspota, to tym bardziej wejdziesz na Google.

      Usuń
    2. Chciałem cie spytać jako znawce.Niestety ale nie działa mi wikipedia i niektóre stronki ,bo mam starą wersje przeglądarki,a nowsza raczej nie pójdzie na moim kompie.

      Usuń
    3. Wikipedia powinna bez problemu chodzić na wszystkim, nie wiem jak to możliwe. Ale przecież odpowiedź na pytanie o Damo i Can można łatwo znaleźć na innych stronach, także u mnie - wystarczy zobaczyć w jakim języku są tytuły utworów na albumach "Tago Mago", "Ege Bamyasi" i "Soon Over Babaluma" (zresztą tytuł ostatniego właściwie rozwiązuje tę kwestię). Co do poprzedniego pytania, to tutaj akurat w różnych miejscach mogą być podawane inne, sprzeczne informacje. Oba zespoły wywodzą się ze sceny krautrockowej, ich najwcześniejsze dokonania wpisują się w tę stylistykę, ale potem poszły całkiem w elektronikę. Więc większość ich twórczości nie ma związku z krautrockiem.

      Usuń
    4. Taki ze mnie znawca, że pomyliłem "Soon Over Babaluma" z "Future Days". Na "Soon..." Suzuki już nie wystąpił, w przeciwieństwie do własnie "Future".

      Usuń
  27. Kiedyś (aczkolwiek z przyczyn moralnych robiłem to z anonima) utyskiwałem w komentarzach na to jaki straszliwy gust ma pewien człowiek, którego okres nastoletni przypadł na pierwszą połowę lat 80., który od dziecka do jakiegoś 16 roku życia katował mnie tego typu graniem, a zarazem w żaden sposób nie wychodził poza tę strefę. Tu jest link do dokumentu w którym zapisał sobie kawałki które będzie najprawdopodobniej katował (szczęśliwie beze mnie) w najbliższych miesiącach rozbijając się po drogach. Częsci utworów jeszcze nie dopisał, ale już wie jakie jeszcze zespoły go interesują

    https://docs.google.com/document/d/1P6yzCMRLXK21DkXxKN_5oL0czOR1QFbNWZSWQNgkkxI

    To tak w temacie Scorpionsów którymi ktoś mnie dziś uraczył. A do słuchania ambitnych rzeczy potrzebuję skupienia - wyłączenie światła, zamknięcie oczu, wolna głowa. Chcę słuchać i chłonąc, a nie słyszeć przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
  28. co jeszcze - własnie trafiłem na gatunek, który ktoś określił "progresywne disco polo"; Ale w obawie o własne zdrowie nawet nie zamierzam słuchać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak się odnieść do tego i do powyższego, więc tylko daję znać, że przeczytałem.

      Usuń
    2. Hmm... prog polo ciekawy gatunek może przełamywanie granic polega w nim na tym że momentami przypomina muzykę.

      Usuń
  29. Apropos filmów Kubricka, konfrontowałeś kiedyś słynny mit o idealnej synchronizacji "Echoes" z ostatnimi 24 minutami "Odysei Kosmicznej" Kubricka? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałem okazji. Czytałem, że podobno Floydzi mieli oryginalnie skomponować muzykę, ale Kubrick ją odrzucił (i rzekomo ten odrzucony materiał posłużył za punkt wyjścia do "Echoes", co raczej nie jest prawdą). Moim zdaniem dobrze się stało, bo wykorzystanie istniejącej muzyki klasycznej okazało się strzałem w dziesiątkę. Kubrick świetnie dopasował ją do scen. Nawet te pierdoły Johanna Straussa dobrze się komponują z całością, ale największe wrażenie robi muzyka Ligetiego.

      Usuń
    2. Ich "przygody" z Kubrickiem to w ogóle materiał na malutką telenowelę :D

      Usuń
    3. Nie tylko z Kubrickiem, bo przecież z Antonionim też mieli przygody (podobno w "Zabriskie Point" wykorzystał tylko te utwory zespołu, które muzycy uważali za najsłabsze).

      Usuń
  30. Czy według pana zespól U.K. uznawany za jeden z ostatnich w gatunku prog rocka jest wtórny, ich muzyka bardzo mi się spodobała jakiś rok temu ale nie wiem jak było by dziś. Jaka jest najtrudniejsza odmiana jazz'u, Free jazz? a najbardziej bardziej banalna vocal jazz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadałem już jakiś czas temu na pytanie o ten zespół, niestety skasowałem już tę dyskusję. U.K. to już marne popłuczyny po głównym nurcie proga, będące już wyraźną zapowiedzią miałkiego popu, jaki grał później Wetton. Podobno na żywo byli lepsi, ale studyjne albumy są kiepskie. Każdy zespół z wielkiej 9 proga jest lepszy. I wszystko, co ewentualnie może się podobać w U.K., zostało już na różne, zwykle lepsze sposoby przemielone przez dziewiątkę. To zespół wyłącznie dla osób, które bardzo lubią taką muzykę. Ale lepiej zagłębić się w mniej znane nurty proga: scenę Canterbury, krautrocka, zeuhl i inne awangardy.

      Najbardziej radykalne albumy można znaleźć we free jazzie, ale free jazz free jazzowi nierówny i są tam też nieco bardziej przystępne wydawnictwa. We wczesnym fusion też jest trochę trudnej muzyki w rodzaju "Bitches Brew". A na przeciwnym biegunie mieści się późne fusion i przede wszystkim smooth jazz (którego jednak nie zaliczałbym do jazzu, a do popu).

      Usuń
    2. Zespół U.K. można nazwać supergrupą:Znane osoby tam występują.
      A co z póżnego fusion jest trudne,skomplikowane?

      Usuń
    3. No właśnie w późnym fusion nie ma nic trudnego ani skomplikowanego.

      Usuń
  31. No to ja, tak dla odmiany, trochę pocieszę Przemka, bo Paweł chyba trochę go zdołował swoją jednoznacznie negatywną opinią. Dla mnie U.K. to ostatni wybitny zespół mainstreamowego progresu. Co do „azjatyckiej prefiguracji” to na eponimicznym debiucie niczego takiego nie uświadczymy. Na „Danger Money” jest jeden kawałek, który faktycznie świetnie pasuje („Nothing To Lose”). Kwestia oryginalności – w przypadku tego zespołu to skomplikowane i niejednoznaczne zagadnienie. Można wskazać wiele przykładów „za” i „przeciw”. W najnowszym „Lizardzie”, który ukaże się w czerwcu,będzie mój długaśny esej na temat tego zespołu. Wspomniana „oryginalność” będzie tam poddana gruntownej analizie.

    Tak przy okazji – używasz czasami określenia „Wielka Dziewiątka Rocka Progresywnego”. To chyba pomysł kogoś z „Ani rock, ani metal” (Bartosza?).Generalnie, z różnych względów, nie jestem zwolennikiem tego typu etykietek.
    Mając do wyboru znaną powszechnie „Wielką Szóstkę” i „Wielką Dziewiątkę” od biedy wybieram jednak ten pierwszy pomysł. Jest bardziej sensowny i logiczny – łatwy do obronienia, bo kryteria wyboru są jasne i oczywiste. W przypadku „Dziewiątki”, biorąc pod uwagę uwzględnione zespoły, nie trzyma się to kupy pod żadnym względem (komercyjnym, artystycznym). Co robi w niej Camel? Pod względem komercyjnym – nigdy nie zbliżył się nawet do czołówki progrocka. Nie był zespołem, który budował zręby gatunku, nie wniósł istotnych treści do jego rozwoju. Słowem, bazował na tym, co wcześniej już istniało. Pod względem artystycznym również nie są to „progresywne Himalaje”. Gentle Giant i VdGG? W sferze artystycznej - tak, jednak biorąc pod uwagę popularność i zakres wpływów – nie. Były to grupy niszowe, które tylko czasami ocierały się o popularność (vide przypadek fenomenu VdGG we Włoszech – szczególnie „Pawn Hearts”).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwzględnienie Gentle Giant i Van der Graaf Generator ma według mnie sens, bo u obu tych zespołów znajdziemy elementy, których u zespołów z wielkiej szóstki nie ma w ogóle, albo mają zupełnie inny charakter. Tym samym, bez znajomości tych zespołów obraz głównego nurtu rocka progresywnego ma się niepełny. Jeśli natomiast chodzi o Camel, to tutaj podzielam Twoje wątpliwości. Najchętniej używałbym sformułowania "wielka ósemka", ale nie chcę wprowadzać jeszcze większego zamieszania do tego, ile w końcu jest tych wielkich zespołów. A z tekstem o U.K. chętnie się zapoznam - być może trochę inaczej wtedy spojrzę na tę grupę.

      Usuń
    2. Nie czuje się urażony tym faktem że U.K. jest wtórne, przyjmuję to do informacji a kiedy poznam 9tke prog rocka to sam to stwierdzę. Póki co znam Pink Floyd od deski do deski a resztę znam pobieżnie.

      Ps. Trochę z innej beczki, kiedyś pytałem się tutaj od czego zacząć słuchanie Metalu. No i dzisiaj pierwszy raz w życiu przesłuchałem czysto Metalową płytę, nigdy mi nie było z tym gatunkiem po drodze ale strasznie się wynudziłem i było to trochę żenujące.

      Usuń
    3. A jaki to był album, ten metalowy?

      Usuń
  32. Odpowiedzi
    1. Ja się jednak nie mogę powstrzymać od komentarza. ;)

      Przemek: Początki są zawsze trudne. Proponuję się nie poddawać i słuchać dalej, może z czasem dojrzejesz do takiej muzyki i będziesz fanem. :D Mój pierwszy album metalowy to "Kill 'Em All" Metalliki poznany jakieś 16 lat temu i pamiętam że za pierwszym razem to był dla mnie hałas, a dziś uważam że to wielkie dzieło.

      Kolejne albumy metalowe to kolejne albumy Metalliki bo poznałem wtedy całą dyskografię, czyli mało oryginalnie. ;)

      Choć też nie pamiętam kiedy stałem się fanem muzyki metalowej, ale zapewne jakieś trzy lata później jak poznałem Judas Priest, Iron Maiden i TSA. Przy pierwszym kontakcie z Metalliką to oprócz czarnego albumu to lubiłem raczej pojedyncze utwory, bo wcześniej to był głównie hałas, a później nuda.

      Usuń
    2. Piotrze, metal to ten rodzaj muzyki, z którego można (powinno się) wyrosnąć, a dojrzeć to można do poważniejszych rzeczy. Na etapie Przemka, który powoli wchodzi w bogaty świat rocka progresywnego i jazzu, nie ma żadnego powodu, by przekonywać się do muzyki, która do zaoferowania ma tylko ciężar, agresję i prostotę.

      Usuń
    3. Choć to co napisałem to jest prawda to komentarz pisałem trochę z przymrużeniem oka. Już wcześniej napisałem w jakiejś dyskusji o metalu że może kiedyś przejdę na Waszą stronę że nie warto poświęcać takiej muzyce większej uwagi. Nie jestem żadnym ortodoksem metalowym i nigdy nie byłem, ale uważam że trochę metalu w rozwoju muzycznym nie zaszkodzi. Nawet jeśli w porównaniu do rocka progresywnego czy jazzu jest to prostsza muzyka i obiektywnie słabsza. :)

      Usuń
    4. Może Piotrowi chodziło o to że przywyknę do tego łojenia z czasem no i pewnie tak będzie jak wytrwam w słuchaniu tego metalu, ale dojrzewanie do tej muzyki to zdecydowanie złe określenie może jak ktoś słucha Disco polo i chcę zacząć obcować z czymś co brzmi jak muzyka. Można powiedzieć że ja wyrosłem z Nirvany bo nigdy metalu nie słuchałem w przeciwieństwie do mojego ojca który ma dużo kaset z metalem w tym chyba 6 Metallicy. I tu pan Paweł ma rację ta muzyka nie rozwinę mnie w żaden sposób bo znam już dzieła które są bardziej skomplikowane niż cały gatunek metal słuchałem tego tylko po to aby wiedzieć co to jest. I tutaj dodam że zawsze jestem otwarty na wszelką muzykę i nie mam problemu z poznaniem tej prostej jak i tej złożonej staram się to robić rozsądnie, wybierać z polecanych przez innych zespoły czy zespołu znane szeroko w mainstreamie nigdy nie słucham totalnych nonejmów.

      Usuń
    5. Piotr: No wiadomo jest słabsza a co do rozwoju muzycznego to właśnie w sumie są dwa powody aby ją poznać, pierwszy to aby wiedzieć co to w ogóle jest a drugi aby móc docenić lepsze płyty.

      Usuń
  33. Też kiedyś próbowałem słuchać Bathory, bo nazwa kojarzyła mi się z "Battery" wykrzykiwanym w refrenie kawałka pewnego thrashowego zespołu, a że wtedy byłem ich wielkim fanem to spodziewałem się więcej batery

    Ale nie dałem rady i te 8-9 lat temu

    OdpowiedzUsuń
  34. A przepraszam bardzo, przypomniało mi się że kiedyś przesłuchałem dyskografię Tool jednak to był trochę inny metal wokalista nie śpiewał ciągle w tak agresywny sposób i było więcej melodii. Na płycie Bathory było dużo łojenia prawie nie słychać melodii i wynudziłem się tak jak na Tool co gorsze że płyty Tool są strasznie długie. Takie gitarowe łojenie powinno być szybkie i krótkie a nie prog metal chcieli tworzyć..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ciekawe było to, że przesłuchałem kiedyś (3-4 lata temu) pierwszą płytę Tool, całkiem mi się to podobało, ale tak się złożyło, że nie sięgnąłem po kolejne płyty od razu - i jak z rok temu, może mniej właśnie przyszła pora na Anime i Lateralusia to w ogóle, w ogóle mnie to nie przekonało. Nawet nie pamiętam czy sięgałem po 10 000 days, chyba tak, ale też nie porwało.

      Usuń
  35. Co sądzisz na temat gry Allana Holdswortha? Przyznam się, że mi szczerze nigdy nie leżał, zawsze mi przypominał takiego ugrzecznionego McLaughlina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie nie mam mu nic do zarzucenia, alei jego gra nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Natomiast znamienne jest to, że współpracował z wieloma wybitnymi zespołami i muzykami (Gong, Soft Machine, The Tony Williams Lifetime, John Wetton, Bill Bruford), ale albumy, na których zagrał, wybitne wcale nie są.

      Usuń
  36. Bathory to akurat całkiem inny rzodzaj metalu niz jego klasyczna forma. Bathory to epickie granie, bardziej w w tej muzyce chodzi o klimat (nordycki). Metali najlepiej słuchać rzeczywiście od Metalliki, nalepiej Master of Puppets albo posłuchaj sobie Slayer - South of Heaven. A najlepiej jak pisze autor tej strony nie słuchać w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieźle to podsumowałeś na końcu, aby nie słuchać w ogóle spokojnie do tego nie trzeba mnie przekonywać. Co do grania Bathory to słyszałem "epickie" granie i dla mnie to był bardziej śmieszny patos jak epickość. Co ciekawe to właśnie z twojego polecenia przesłuchałem płytę Bathory bo była jako pierwsza podana w twoim komentarzu.

      Usuń
    2. Moim zdaniem nie ma lepszej płyty heavymetalowej niż debiut Iron Maiden - zdecydowanie warto się z nim zapoznać :)

      Usuń
    3. Iron Maiden już dodane.

      Usuń
  37. Mam dużo kaset i nie wiem co z nimi zrobić co gorsza w większości są na nich jakieś gówniane nagrania miałki pop i metal. Sprzedać? wyrzucić czy czekać aż powrócą do mody jak winyle lecz na to nie liczę no bo kaseta to dużo gorszy format.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno wciąż istnieją wielbiciele kaset. Ale zarobiłbyś na nich jakieś grosze.

      Usuń
    2. No cóż poczekam, może z czasem sprzedam.

      Usuń
  38. Kolejność akurat była przypadkowa. Akurat Bathory to nie jest dobry pomysł aby od niej zaczynać bo jest inny od reszty i specyficzny. Wymieniłem w tym komentarzu płyty które według mnie i wielu metalowców są najważniejsze w tym nurcie w sensie artystycznym, nie koniecznie pod względem komercyjnym. Sam oczywiście już tego nie słucham ale z racji tego iż się na tym wychowałem to się na tym znam. Może posłuchaj sobie Celtic Frost - To Mega Therion. To jest jak napisałeś szybkie i krótkie i usłyszysz tam melodje.

    OdpowiedzUsuń
  39. Jest już nowa płyta Whitesnake, tak tylko mówie wiem że recenzji nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nawet zamiaru tego słuchać.

      Usuń
    2. A czy jest jakiś zespół który darzysz na tyle dużym sentymentem, że gdy wyda nową płytę to ją przesłuchasz albo przesłuchasz i zrecenzujesz, nawet jeżeli będziesz wiedział, że nie będzie to płyta warta splunięcia? (vide ostatnie dokonania Purple, Scorpionsów)

      Usuń
    3. Z powodu sentymentu to raczej nie, ale z ciekawości, jak bardzo coś jest złe, to pewnie tak (choć wolałbym nie). Ci najpopularniejsi wykonawcy mogą nawet liczyć na recenzje. W końcu musi być jakaś równowaga dla tych wszystkich bezmyślnych zachwytów.

      Usuń
    4. Fakt ciekawość tego jak bardzo coś jest złe pociąga mnie do słuchania słabych płyt.

      Usuń
    5. Tak przy okazji Scorpions i Deep Purple to widziałem jakiś czas temu na stronie Teraz Rocka że mają wydać nowe albumy. Tylko nie pamiętam czy już zaczęli tworzyć swoje nowe dzieła czy dopiero planują. ;)

      Usuń
    6. Hej hej ale Deep purple (di papu, moja babcia tak na nich mówi) mieli zakończyć karierę po ostatnim albumie. Po co oni się tak błaźnią, niszczą dobre imię tego i tak już rozwodnionego zespołu

      Usuń
    7. Oni już nie mają czego niszczyć, dawno temu to zrobili. A Scorpions nagrali już co najmniej dwa albumy i zagrali pewnie z setki koncertów od czasu swojego głośnego przejścia na emeryturę. Takiego gadanie o zakończeniu działalności to tylko chwyt marketingowy, żeby przyciągnąć więcej ludzi na koncerty.

      Słuchanie nowych wypocin tej dwójki chyba sobie daruję. Ostatnie albumy były tak zdziadziałe, że tego nawet dla śmiechu nie da się słuchać.

      Usuń
    8. No tak di papu skończyli się na "Perfect Strangers" z resztą i tak mnie to nie obchodzi kto co będzie nagrywał dalej, nie mam zamiaru frustrować się i denerwować bo jakieś dziadki chcą znowu nagrać płytę, nie interesuje mnie to.

      Usuń
    9. Deep purple mieli ostatni dobry przebój:Sometimes i feel like screamin w 1996.
      A nowa płyta Whitesnake nazywa sie tak jak płyta zespołu Posion z 1990.Tak więc nawet pomysły na tytuły płyt sie kończą.

      Usuń
  40. No widzę że przesłuchał pan "Tyler, the Creator - Igor" głośno o niej ostatnio w młodzieżowych kręgach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z podobnych rzeczy ostatnio słuchałem jeszcze tegorocznego Flying Lotusa (prywatnie bratanka Alice Coltrane) i zeszłorocznego Denzela Curry. I wszystko to jest zdecydowanie ciekawsze od tego, co się współcześnie dzieje w rocku.

      Usuń
    2. W dzisiejszych czasach muzyka z gatunku rap jest wszędzie i może rozwija się w jakimś stopniu chociaż nie jestem osłuchany w tym gatunku i też nie mogę dużo o tym powiedzieć. A jak wiemy rock został przemielony na miliony sposobów przez wiele lat.

      Usuń
  41. Mam ciekawy pomysł i zapraszam innych czytelników do udzielania się pod tym komentarzem. Przejdę do rzeczy, w gimnazjum byłem zapalonym fanem Nirvany. Jak wiadomo w muzyce Nirvany, zazwyczaj występuje wokal ale było parę piosenek instrumentalnych i wtedy to uważałem że to jest bezsensu... Tak myślałem że muzyka instrumentalna jest bezsensu jak nie ma wokalu to jest nudno i po co tego słuchać i że taką piosenkę to łatwo jest napisać. A teraz druga historia kiedyś po poznaniu całej dyskografii Nirvany i przesłuchaniu Trochę deathcore stwierdziłem że nic mnie już tak nie pociąga jak muzyka Nirvany a nawet pochwaliłem się tym mamie... Dzisiaj wydaje mi się to śmieszne ale znałem tylko Nirvanę i nic nie wiedziałem o muzyce, a wy? pamiętacie może jakieś wasze muzyczne poglądy sprzed czasów kiedy to nie byliście tak osłuchani lub dopiero zaczynaliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, to ja może zacznę:

      do 2000 - śpiewanki, jakieś pojedyncze pioseneczki (Ramaya, Afric Simone, chyba też było w jakiejś reklamie)

      2001-2002 - zaczynam kojarzyć kawałki w radio, na fali był pamiętam wtedy Nickelfuck i ich How You Remind Me, jakieś kawałki typowo pop Shakira, Sophie Ellis-Baxter. Ojciec w samochodzie słuchał raczej papki. No i kasety Boney M i Stachursky'ego

      2002 - w domu pojawia się składanka ABBY greatest hits, którą ociec katuje do porzygu

      2003-2005 - nic szczególnego

      2006-07 - pop-papka i rap (ten bardziej wygładzony, nie jakiś underground gangsta), głównie jakies numery które kojarzyłem z radio, zacząłem bawić się w mp3

      jesień 2008 - Poznaję Nirvanę, ale poza SLTS i Territorial Pissings niczego innego nie lubię. Potem zaczynam dopiero lubić Nevermind, pojedyncze numery z Unplugged, Lake of Fire

      Mama wspomina o Joy Division i płycie "Seventeen Seconds" The Cure, która niby mi się podoba, ale nie była to muzyka, w którą wtedy celowałem

      wiosna 2009 - Zaczyna się szał na Oasis, wszystkim o nich truję. W międzyczasie zjarałem się syntezatorami z lat 80. (Koto, Laserdance) i płytą "Our Happy Hardcore" zespołu Scooter. I w ogóle niepokojąco dużo takiej lżejszej pop muzyki słuchałem. Ale wtedy nabrałem przeogromnej fazy na "All Along The Watchtower" Hendrixa, usłyszałem go w Forrest Gumpie i od razu mnie trafiło, z tamtego soundtracka bardzo spodobał mi się też "Fortunate Son". Doorsów spróbowałem, ale mi nie weszli - jak wchodziło to solo na organach 'light my fire' to mi się przestawało podobać.

      jesień 2009 - to czas mojego największego muzycznego rozwoju - idę do LO, Mickiewicza, poznaję niby trochę nowej muzyki, punkowo-hipisowski Jasiek, który słuchał Led Zeppelini, Dżemu, masy polskiego chłamu (Coma, Happysady, Farbeni, KSU), napomknął mi też o Ten Years After, Allman Brothers czy Free, ale żadnych konkretów od tych zespołów nie miał (poza Id like to change the world). Tylko nazwy i że fajne. Tatusiek też lubił Ten Years After (I want to know, Go Home i właśnie tego akustyka) to sobie pojedynczych numerów posłuchałem. A sam miałem ogromną podjarkę na wszystko zametkowane grunge (poza Pearl Jam), próbowałem się zmetalizować Metallicą (poza RTL łykałem wszystko do Black Albumu włacznie), Slayerem (aczkolwiek tylko debiut i Hell Awaits zdzierżyłem) i Fear Factory (uwielbiałem długie lata "Demanufacture")

      pierwsza połowa 2010 - stary hard rock: po kolei płyty Deep Purple (uwielbiałem debiut), Aerosmith, ACDC, Led Zeppelin (uwielbiałem dwójkę). Pink Floyd wydawał mi się nudny, nawet ten Dark Side of The Moon mi nie wchodził. Spróbowałem też grania z lat 60. Who, Bitlesi, CCR, czy lista top 40. psychedelic albums (był tam debiut Vanilla Fudge, Jefferson Airplane, Iron Butterfly). LA Woman Doorsów. Wtedy to była dla mnie ich jedyna strawna płyta. Z lżejszych rzeczy to Sektor Gaza. I przez chwilę AFI.

      Druga połowa 2010 - Po raz pierwszy usłyszałem nazwę King Crimson, mój pierwszy kawałek to "Epitaph", skwitowałem że to nic specjalnego, a bębny brzmią jak syntezator z lat 80. Potem próbowałem innych płyt (Islands, Lizard) ale mi oczywiście nie weszły.

      2011 - katowanie różnych zespołów z alternatywnego rocka lat 90. - oczywiście grunge, oprócz tego debiut Foo Fighters, Bush, "Monster" grupy REM próby słuchania Smashing Pumpkins (wtedy mnie nudzili). Ale i pierwsze głębsze zetknięcie z Cream - i od razu polubiłem płytę Disraeli Gears. W międzyczasie glam metal - Europe i Twisted Sister.

      potem, jak skończyłem liceum bywało z muzyką róznie i na tyle niejednostajnie że tak tak od razu tego wszystkiego nie jestem w stanie przywołac, może kiedyś spróbuję napisać o tym odrębny komentarz.

      Usuń
    2. Dzięki za tak wnikliwą analizę prawie całego muzycznego życia, znaczy się jego początków. Ale że ojciec cię katował Stachurskim to już powinno być karalne. Z tego co czytam to ja na pewno słucham muzyki dużo krócej bo i jestem młodszy. Ja podałem tylko te dwie anegdotki ale taka historia jak twoja też jest super, nawet i o to mi też chodziło. Ja jak byłem dzieciakiem to wiadomo niczego nie słuchałem tak dla siebie leciały jakieś pop gówna w telewizji to pamiętam miałem jakieś swoje ulubione piosenki. Nawet jak byłem mały to lubiłem dyrygować przy klaskaniu rubika hahah... Głównie to dzięki mojemu ojcu zacząłem słuchać Nirvany, pierwsza ulubiona piosenka "Lithium" katowałem ostro. Później na yt odkrywałem jakieś inne piosenki Nirvany a kiedy ściągnąłem kasety ze strychu to po raz pierwszy przesłuchałem wszystkie 3 płyty. W sumie to było takie pierwsze w życiu słuchanie płyty aby ją poznać jako całość i to chyba była 2 gimnazjum.

      Poznałem też inne grunge'owe zespoły Pearl jam Ten i ich trzecią płytę która bardzo mi się podobała, pobieżnie AIC i Soundgarden do których wróciłem dopiero 4 lata później. Ale w ten czas całe 3 lata katowałem Nirvanę i poznałem wtedy już wszystko razem z tymi instrumentalami oprócz niewydanych koncertów (w sensie są na jakimś video albo niedostępne). Po tym słuchałem na Spotify jakiś mało znanych zespołów grunge typu Tad, L7 i coś tam jeszcze i wtedy nie poszedłem w metal ale w deathcore liczyło się dla mnie głośniej i mocniej a to deathcore to to samo gówno co metal.

      Później coś się we mnie zmieniło, chciałem poznawać muzykę tak po prostu znać wszystkie klasyki i największe dzieła i nie przestawać. Zebrałem z internetu wszelkie Top'ki w głowie miałem 4 zespoły które znałem od zawsze (w sensie czasem ma się wrażenie że zna się coś od zawsze, a ja je znałem z nazwy i że są cenione) to Bitelsi (Myślałem że sierżant pieprz to arcydzieło!), Zeppelini, Doorsi i Pink Floyd. Teraz dociera do mnie że to był niezły zestaw startowy bo ta muzyka bardzo mnie rozwijała przecież jest tu i prog rock i hard rock, psychodela. Najpierw byli Bitelsi, zawsze czytałem recenzję wszystkie które znajdę na internecie. W między czasie przesłuchałem Deep Purple bo wujek słuchał i lubił razem z ruskimi szlagierami się w tym zasłuchiwał. W sumie oceny dla Deep Purple mam w głowie wyklarowane ale przesłucham jeszcze raz i ocenie.

      Na początku nie oceniałem wiedziałem że taki mam cel aby słuchać, otworzyłem się i słuchałem a to mi się spodobało. Oczywiście na początku miałem wielką manie słuchania całych dyskografii i niema że boli. Sam pomysł ocen pojawił się dopiero z 1,5 roku temu wcześniej w ogóle o tym nie myślałem. Wpadłem też na ten blog przypadkowo i powoli przekonywałem się do tego RYM'a bo Pan Paweł coś o nim mówił w komentarzach no i w tamtym roku założyłem. Przesłuchałem to co znałem od nowa i oceniłem, w ten sposób trwa to do dzisiaj przekonałem się też do wersji premium Spotify i od tej pory słucham tylko tam jak znajdę dany album oczywiście.

      Usuń
    3. Jak byłem w 3 klasie to granie Stachurskiego (kaseta z albumem "1996") mi się podobało :D

      Tatulo nie lubi i nie lubił Nirvany (tj głosu Kurta). Wolał Gunsy i Fajfus No More (gdzieś się walała kaseta z The Real Thing)

      Usuń
    4. Co ciekawe ostatnio załączyłem tego stachurskiego na słuchawkach bo na głośniku to wstyd, poziom zażenowania wybił poza skalę i zdałem sobie sprawę że to zwykłe tandetne disco polo. Teraz włączyłem tą płyte "1996" kurde ale to jest gówno...

      Usuń
  42. Pierwszym zespołem którego zacząłem słuchać był wtedy mega popularny Europe bo szalała w mediach piosenka The Final Countdown. Na kasecie (nie było wtedy w Polsce kompaktów a na zachodzie to była nowość) było napisane heavy metal (tak sobie wtedy pirackie firmy (bo oryginalnych wydań w Polsce nie było, oprócz jednostkowych wydań Polskich Nagrań). Wtedy zacząłem szukać zespołów heavy metalowych. W podstawówce ukradłem siostrze kasetę Sandry i wymieniłem się z kolegą na kasetę Iron Maiden - Live After Death i zacząłem szukać czegoś podobnego i jak wielu małolatów wtedy zajarałem się bardzo popularnym w tym czasie zespołem Helloween i ich sławnymi płytami Keeper of the Seven Keys Part 1 & 2, a mówiło się o nich niemiecki Iron Maiden. Potem, gdyż apetyt rośnie w miarę jedzenia, zacząłem szukać czegoś mocniejszego i kupiłem Slayer - South of Heaven i kasety Metalliki, potem Kreator, Sodom... Ale thrash już był za słaby a wtedy naszła moda na death metal to zacząłem słuchać takich rzeczy jak Obituary, stary Death (jeszcze nie ten późniejszy techniczny), Carcass itp. Potem jak już miałem z 18 lat to wróciłem do klasycznego heavy metalu i thrashu i tak było wiele lat. Dopiero kilka lat temu czyli jak miałem około 35 lat zacząłem najpierw od hard rocka typu Black Sabbath czy Led Zeppelin (które dawniej uważałem za popierdywanie) a potem przyszły King Crimson czy Frank Zappa i reszta. Teraz metalu w ogóle nie słucham. A taka ciekawostka. Jak miałem z 15 lat i kolega mojego ojca słyszał że słucham ostrej muzyki to puszczał mi Led Zeppelin, Deep Purple i ja się śmiałem że to zdziadziałe i że jakieś pierdy i że nudne. A on powiedział "zobaczysz że jak wydoroślejesz to będziesz tego słuchał i się sprawdziło. Ale ojciec mi mówi że my teraz patrzymy na te wszystkie zespoły jak na klasykę (którą się stała po latach) itd a wtedy kiedy te zespoły grały to była muzyka po prostu dla młodzieży i nikt jej poważnie nie traktował. No ale taka jest kolej rzeczy i zmiana pokoleń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli sporo lat w tym metalu przesiedziałeś, chyba znasz wszystko na wylot z tego gatunku. A później też dosyć późno zacząłeś w wieku 35 lat jak ja zaczynałem słuchać na poważnie to chyba miałem 17 lat, ale lepiej późno jak wcale. W pewnym sensie Metallica Enter Sandman to teraz już też klasyka.

      Usuń
    2. Zależy dla kogo. Dla mnie nie. Dla kogoś kto się urodził po czarnej Metallice to pewnie tak. Dla kogoś takiego to staroć. Dla mnie klasyka to lata 70-te czyli to co bylo przede mną. Tak na marginesie to nigdy nie lubiłem czarnej Metalliki. To takie mocniejsze Bon Jovi.

      Usuń
    3. No w sumie zależy mi to bardziej chodziło o pojęcie klasyki w znaczeniu masowym, osobiście nie etykietkuję albumów mówiąc że to klasyka. Oczywiście takie albumy istnieją ale kojarzę to z czymś prekursorskim i wpływowym np. The Beatles czy Led Zeppelin więc wszystkie klasyki zamknęły by się w 66-75r.

      Usuń
    4. Bez przesady. Później też było sporo oryginalnych, a tym bardziej wpływowych wykonawców. Chociażby recenzowane przeze mnie w ostaniach miesiącach Joy Division, Talking Heads, Gang of Four.

      Usuń
    5. No tak, trochę to uogólniłem.

      Usuń
  43. No ale np. Rush - Moving Pictures jest przecież klasykiem a to 81 rok.

    OdpowiedzUsuń
  44. Interesowałeś się kiedyś bootlegowymi koncertówkami Mwandishi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, a prawdę mówiąc, w ogóle nie interesuję się bootlegami.

      Usuń
  45. Rozumiem i szanuję, proponuję jednak, żebyś zrobił wyjątek dla tego wydawnictwa: https://www.youtube.com/watch?v=Y_po1WnVpPo Mamy tutaj nie tylko trwające 45 minut Hornets, które wypada niesamowicie, ale też świetną, 20 minutową wersję You'll Know When You Get There. Świetna jakość dźwięku i naprawdę niezwykłe wykonanie.

    OdpowiedzUsuń
  46. Bootlegi Mwandishi to wątek, który warto eksplorować. Udało mi się zebrać wszystkie, o których czytałem. Mam materiał z tras koncertowych „Mwandishi”, „Crossings” i „Sextant”. W porównaniu z albumami studyjnymi sporo różnic. Konkretne przykłady: „Ostinato” - wersja studyjna – circa 13 min, koncertowa 50 minut, „You'll know when you get there” – studyjna – circa 12 minut, koncertowa – 40 minut, „Sleeping Giant” – studyjna – 24 minuty, koncertowa – 56 minut.

    OdpowiedzUsuń
  47. Nasz muzyczny rozwój? W sumie fajny wątek, dlatego pozwolę sobie wrzucić swoją historię.ęść

    Część pierwsza

    Z okresu przedszkolnego pamiętam szlagiery Jerzego Połomskiego, Andrzeja Dąbrowskiego i innych szansonistów – niektóre nawet mi się wtedy podobały; w wieku sześciu lat usłyszałem po raz pierwszy „Nights in white satin”, The Moody Blues i „Sailing”, Roda Stewarta – to były pierwsze utwory muzyki rockowej, które przypadły mi do gustu

    7-10 lat – ulubieni wykonawcy: Boney M, ABBA, Bee Gees, kręciły mnie również różne glam rockowe hiciory Suzi Quatro, The Rubettes („Sugar baby love”)

    11-14 lat – czas słuchania głównie polskiego rocka: Perfect, Kombi, Lombard, Lady Pank; zdecydowanie ulubiony zespół to jednak: Republika, a Grzegorz Ciechowski to muzyczny guru; w wieku 13 lat poznałem Genesis, Yes i bardzo mi się spodobały (wówczas znałem tylko ich pop-rockowe płyty z lat 80-tych, poza tym: Howard Jones, Frankie Goes To Hollywood, Nik Kershaw, Depeche Mode, U2, faworyt zagraniczny - Genesis

    15 lat – ulubiony zespół: Dire Straits (przede wszystkim „Brothers in arms” i „Alchemy” – wtedy mój koncertowy album wszech czasów), poza tym słuchałem dużo Stinga, Marillion

    16 lat – Genesis zostaje zdecydowanie numerem jeden, poza tym pojawiają się nowi artyści: Peter Gabriel („So”, wkrótce także „IV”), Talk Talk, grono wykonawców ze stajni 4AD, zaczynam świadomie słuchać rocka progresywnego, próbuję poznawać płyty z różnych gatunków muzyki rockowej (m.in. hard rock, heavy metal, new wave…), szybko jednak dochodzę do wniosku, że muzyka rockowa pozbawiona komponentów innych, bardziej szlachetnych gatunków (jazz, muzyka poważna) zupełnie mnie nie interesuje, dlatego nie zachwyca mnie hard rock, natomiast heavy metal wręcz mierzi

    17 lat – muzyczna rewolucja – zaczynam głęboko wchodzić w progres (Genesis, Yes, ELP, Jethro Tull, King Crimson, The Moody Blues…); wiosną zobaczyłem w telewizji „Pink Floyd at Pompeii” i przeżyłem wstrząs, natomiast w czasie wakacji poznałem „Ummagummę” i to zupełnie przewartościowało moje podejście do muzyki – zacząłem świadomie szukać różnych zakręconych dziwadełek; pojawia się rock elektroniczny: wszystko zaczęło się od fascynacji płytą Tangerine Dream „Cyclone”, potem przyszły krążki Klausa Schulze (np.„Dziękuję Poland”), Vangelisa („Heaven and hell”), Kraftwerk („Die mensch-maschine”, „Trans- Europe Express”) i wiele innych

    18 lat – dalsze penetrowanie progresu, wejście w rockową awangardę (Frank Zappa, Soft Machine), zaczynam słuchać muzyki poważnej, początkowo ma to dość chaotyczny charakter, nie wiem dokładnie, co może mnie zainteresować, słucham więc mnóstwo różnych rzeczy, wiele z nich mi się nie podoba, odkrywam stopniowo, że klasycyzm to nie moje rejony (Haydn mnie strasznie nudzi, nie specjalnie kręci Mozart, bardzo spodobał mi się natomiast Beethoven), w przypadku romantyzmu podobnie: większość rzeczy nie robi na mnie większego wrażenia – po latach, po części, się to zmieni

    19 lat – zaczynam nieco bardziej świadomie poruszać się po świecie muzyki poważnej, czytam wszystkie dostępne książki z zakresu historii i teorii muzyki, poza tym zbieram różne czasopisma muzyczne: odkrywam, że w świecie muzyki poważnej najbardziej podoba mi się twórczość z XX wieku, choć późny neoromantyzm także jest dość interesujący; próbuję wchodzić w jazz, jednak pierwsze kroki są odstręczające – w radiu grają głównie mainstream z lat 50-tych, 60-tych i współczesny, mocno konserwatywny – to zdecydowanie nie są moje klimaty; dostęp do płyt nie był wówczas łatwy, dlatego jeździłem regularnie na „łowy” do Warszawy i Krakowa – na giełdzie płytowej w klubie „Pod Przewiązką” pojawiał się Piotr Kosiński, u którego zdobyłem mnóstwo niezwykle rzadkich wówczas płyt (np. Franka Zappy), bardzo pomogły mi także różne wydawnictwa „Rock Serwisu” (biografie, dyskografie, książki, tłumaczenia tekstów)

    OdpowiedzUsuń
  48. Część druga:

    19 lat – zaczynam nieco bardziej świadomie poruszać się po świecie muzyki poważnej, czytam wszystkie dostępne książki z zakresu historii i teorii muzyki, poza tym zbieram różne czasopisma muzyczne: odkrywam, że w świecie muzyki poważnej najbardziej podoba mi się twórczość z XX wieku, choć późny neoromantyzm także jest dość interesujący; próbuję wchodzić w jazz, jednak pierwsze kroki są odstręczające – w radiu grają głównie mainstream z lat 50-tych, 60-tych i współczesny, mocno konserwatywny – to zdecydowanie nie są moje klimaty; dostęp do płyt nie był wówczas łatwy, dlatego jeździłem regularnie na „łowy” do Warszawy i Krakowa – na giełdzie płytowej w klubie „Pod Przewiązką” pojawiał się Piotr Kosiński, u którego zdobyłem mnóstwo niezwykle rzadkich wówczas płyt (np. Franka Zappy), bardzo pomogły mi także różne wydawnictwa „Rock Serwisu” (biografie, dyskografie, książki, tłumaczenia tekstów)

    20-24 lata – zaczynam słuchać jazz-rocka (Mahavishnu Orchestra, Weather Report, Return To Forever), zaczęło się jednak od grup jazz-rockowych tworzonych przez rockmanów (Colosseum II, Brand X, Blood, Sweat and Tears), stopniowo zaczynam poszukiwać rzeczy, w których pierwiastek jazzowy będzie odgrywał coraz bardziej istotną rolę; eksploracja muzyki współczesnej – nadal czytam dużo książek muzykologicznych i różnych czasopism (jazz, rock, muzyka poważna), szalenie pomocne okazują się szczególnie różne książki Bogusława Schaeffera (poświęcone głównie muzyce współczesnej) i Joachima Ernsta Berendta (jazz) – pozwalają mi znacznie skuteczniej penetrować różne nieznane obszary muzyczne, poza tym umożliwiają lepiej zrozumieć muzyczną awangardę; ulubieni kompozytorzy w tym czasie to: Strawiński, Stockhausen, poza tym Ravel, Beethoven, Bach; zaczynam bliżej poznawać dodekafonię (Berg, Webern, Schönberg), punktualizm (Stockhausen, Boulez) i inne; poznaję bliżej nowe nurty progresywne (scena Canterbury, zeuhl, RIO, krautrock; dalsze poszukiwania w obrębie innych gatunków; w czasie studiów 90% płyt, które kupowałem były brane w ciemno na podstawie różnych tekstów w czasopismach muzycznych, książkach, itp. – w radiu nie były one grane, w ten sposób nabyłem płyty Gentle Giant, Caravan, Matching Mole, Henry Cow, National Health, Hatfield and the North, Egg oraz mnóstwo albumów ze świata jazzu – w czasie studiów miałem sporo czasu, często przesiadywałem więc w czytelni, poznając różne archiwalne czasopisma i książki, notowałem co ciekawszych artystów, by potem poszukiwać ich płyty

    24-27 lat – po ogólnym spenetrowaniu muzyki rockowej coraz częściej sięgam po płyty stricte jazzowe, choć nadal jazz-rock to mój ulubiony nurt w tym gatunku, wchodzę coraz mocniej we free jazz, który coraz bardziej mnie interesuje (późny Coltrane, Circle, Cecil Taylor, Pharoah Sanders, Sun Ra, Anthony Braxton i wielu innych)

    Dalsze lata to przede wszystkim systematyczne pogłębianie poznanych obszarów. Bardzo pomocny okazał się oczywiście Internet, który umożliwił poznanie wielu bardzo mało znanych artystów, o których nie można było poczytać w książkach czy też czasopismach muzycznych.

    Ostatnie lata – systematyczne osłabianie więzi ze światem muzyki rockowej i jazzowej, rosnąca rola muzyki poważnej – praktycznie wszystkie epoki (w najmniejszym stopniu klasycyzm), ulubione nurty i kompozytorzy: średniowiecze (ars nova, ars subtilior), muzyka sakralna baroku (Monteverdi, Bach), muzyka fortepianowa XIX wieku (Beethoven, Schubert, Schumann, Liszt, Brahms), przełom XIX/XX wieku – impresjonizm (Debussy, Ravel, de Falla). Muzyka polska: Mikołaj z Radomia, Chopin (szczególnie okres środkowy i późny), Szymanowski (okres środkowy, czyli w uproszczeniu impresjonistyczny), Penderecki – lata 1959 – 1974, a więc czas awangardowego sonoryzmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciał spenetrować klasykę ale na to jeszcze przyjdzie czas, przesłuchałem parę tych najpopularniejszych klasyków i najbardziej lubię Beethoven'a ale to jeszcze za 4-5 lat. Widzę że nie poszedłeś w metal podobnie jak ja przede mną jeszcze cały prog rock do poznania i jazz.

      Usuń
  49. W najnowszym Teraz Rocku jest artykuł o Popol Vuh i wywiad z Soft Machine, tzn z jednym z muzyków. Choć ogółem PV zajmuje dwie strony, a SM jedną stronę... Może Cię zainteresuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się sprawdzać co za bzdury tam nawpisywali. Oni tam kompletnie się na takiej muzyce nie znają. Pamiętam, jak pisali, że od improwizacji King Crimson bolą zęby, a Gentle Giant zarzucali pretensjonalność. Kiedyś też ponoć Zappa oberwał ich ignorancją, ale tego nie widziałem. Choć nic chyba nie przebije recenzji "Nosferatu" Popol Vuh, w której przy każdym utworze było wymienione jakiej scenie filmu Herzoga towarzyszył, mimo że większość utworów w ogóle nie pojawiła się w filmie.

      Usuń
    2. Pamiętam że KC we wkładce to był jeden z lepiej ocenionych przez nich zespołów. Na 13 albumów studyjnych chyba 7 miało maksymalną ocenę, koncerty też pozytywnie oceniali, przynajmniej te podstawowe bo serii KCCC to nie czytałem.
      Reszta to nie wiem, ale po sprawdzeniu w indeksie TR widzę że Zappa jak już był to też pozytywnie oceniany, nawet wkładka była w 1996 roku.

      Usuń
    3. W 1996 roku skład redakcji był inny. Obecnie tacy wykonawcy w ogóle nie mają wkładek - tylko jakieś nowe badziewie albo po raz kolejny różne metalliki. A ten cytat pochodzi właśnie z tej wkładki o King Crimson, z części o KCCC.

      A z ciekawości - z jakim muzykiem Soft Machine jest ten wywiad?

      Usuń
    4. Mam ten numer z Zappą z grudnia 1996, ale nie chce mi się teraz czytać co tam napisali. Ale oceny raczej wyższe niż niższe. Znaczy jest parę trójek, Wujaszek Mięcho 3,75. Ale za to w tym samym numerze "From The Muddy Banks of Whiskas" wiadomego wykonawcy dostało 4 gwiazdki na 5.

      Usuń
    5. Nie pamiętam, z tego co zapamiętałem to z liderem. Nie wiem kto tam jest szefem. Zespół ma wystąpić w tym roku w Polsce. Przekartkowałem tylko TR w kiosku bo byłem ciekaw ile dali najnowszemu albumowi Whitesnake i Rammstein.

      Usuń
    6. Czyli z kimś z obecnego składu, w którym nie ma nikogo, kto grałby na najwcześniejszych, najważniejszych albumach. Zresztą oni i tak zawsze pytają o same pierdoły, rzadko o coś faktycznie związanego z muzyką.

      Usuń
  50. Spodobał mi się ten poruszony wyżej wątek muzycznej ewolucji i to w sumie coś z czego jestem dumny, więc i ja się podzielę.

    Generalnie jeśli mam jakoś nakreślić początek mojego większego zainteresowania muzyką, to powiedziałbym że zaczęło się to mniej więcej w wieku 14 lat. Wtedy też poznałem pierwsze zespół, który przekonał mnie do siebie całokształtem swojej twórczości. Było to Queen. Z początku oczywiście wolałem ich dokonania z lat 80., chociaż już wtedy części nie trawiłem. Z czasem przekonałem się też do ich wcześniejszych płyt.

    Moją kolejną wielką fascynacją było Pink Floyd rok później. Oczywiście z początku jako smutny nastolatek uwielbiałem The Wall, z czasem zacząłem też doceniać wcześniejsze płyty, tak mniej więcej od Ummagummy wzwyż. Z jakiegoś powodu bałem się wskoczyć w ich najwcześniejsze dokonania, jednak jakiś czas później to się udało i do dziś są to moje ulubione ich dzieła. Mniej więcej w czasie, kiedy udało mi się przekonać do twórczości Syda Barretta natrafiłem w jakiś sposób na Franka Zappę. Na początku również słuchałem jego późniejszej, bardziej komediowej twórczości, jednak - podobnie jak w przypadku Pink Floyd - udało mi się polubić jego dokonania z pierwszą inkarnacją The Mothers, co w sumie mogę nazwać pierwszym eksperymentalnym zespołem jaki przypadł mi do gustu.

    Nie oznacza to, że słuchanie późniejszego Zappy na mnie nie wpłynęło - wiek 16 i 17 lat to przede wszystkim odkrywanie prog rocka, wtedy kochałem wszelkiego rodzaju Jethro Tull, Yes, Genesis i inne tego typu pierdoły. Co ciekawe, nie mogłem się przekonać do King Crimson, głównie przez to, jak trudno było dostać się do ich muzyki. W międzyczasie przeżyłem okres fascynacji Bobem Dylanem.

    Krótko przed 18 urodzinami zainteresowałem się bardziej interesującymi rzeczami jakie narodziły się z punku. Wtedy zakochałem się w The Velvet Underground, ale również Talking Heads czy twórczości solowej Petera Gabriela. Wielkim odkryciem również było dla mnie Radiohead, które w całkiem dobry sposób odświeżyło moje perspektywy muzyczne. Niedługo później przekonałem się do King Crimson.

    Po naprawdę długim okresie zgłębiania ich twórczości poznałem CAN. Tago Mago bardzo zatrząsnęło moim światem muzycznym. Poznałem też wtedy inne klasyki krautrocka, jak Amon Duul czy Ash Ra Tempel. Moim następnym przystankiem stał się John Coltrane, którego płyta Ascension wywróciła mój ówczesny umysł do góry nogami. Zaczął się okres fascynacji free jazzem, który przypadł mniej więcej na moje 19 urodziny. Słuchałem wtedy artystów pokroju Aylera, Sun Ra, Cecila Taylora czy Mariona Browna.

    Po jakimś czasie zaczęła przyciągać mnie do siebie muzyka elektroniczna, w szczególności industrial. Zapoznałem się z pionierami pokroju Einsturzende Neubauten, Cabaert Voltaire czy This Heat. Mimo, że lubię tych artystów to nie miałem jeszcze okazji bardziej podążyć tą ścieżką, w niedalekiej przyszłości jednak z pewnością to zrobię.

    Ostatnie miesiące to z pewnością głównie bardziej eksperymentalne odmiany jazz fusion pokroju Soft Machine, Milesa Davisa czy sekstetu Mwandishi. Oczywiście to wszystko co tutaj wymieniłem to mocno skrócona i pozbawiona większych detali wersja mojego rozwoju muzycznego, ale myślę, że w całkiem dokładny sposób opisałem to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czemu zaraz pierdoły? Każdy z tej trójki - Jethro Tull, Yes i Genesis - ma przecież po parę naprawdę dobrych albumów. No chyba, że zasłuchiwałeś się w ich twórczości z lat 80. i późniejszej ;)

      Usuń
  51. A, no i Velvet Underground też spróbowałrm mając te 17-18 lat. Prawie od razu mnie zniechęcili już na debiucie - nie podszedł mi koncept "stoi facet przy mikrofonie i pieprzy do nieciekawego tła"

    Od lat gubi mnie podejście "oczekuję zajebistości". Tyle że teraz oczekuję jej coraz rzadziej. Co nie zmienia faktu, że wciąż tej zajebistości szukam.

    OdpowiedzUsuń
  52. W temacie "Tylko/Teraz Rocka" znalazłem ciekawe porównanie ocen z 1992 i 2019, kiedy to dwa razy pojawiła się wkładka o Queen. Nie przytoczę wszystkich ocen, ale te najciekawsze:

    1992: Debiut i Works 2; Dwójka 2,5; Flash Gordon 3; Hot Space i Kind of Magic 3,5; 5 gwiazdek tylko dla Opery i Innuendo(!!)

    Innuendo to "skończona doskonałość" a "Bijou" to "arcydzieło delikatności"

    2019: Debiut 3,5; Dwójka 4,5 (może spojrzeli na Twój blog?); Flash Gordon 3; Hot Space 2,5; Jazz 4,25; 5 gwiazdek znowu dla Opery i Innuendo; ; Made In Heaven 4,5;

    Smaczki z opisu Flash Gordon z 2019

    "gdy muzycy Queen przeprosili się z syntezatorami, zrobili z nich świetny użytek"
    "Udany skok w bok, dowód wszechstronności muzyków"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam nie wiem, który zestaw ocen gorszy. W pierwszym zdecydowanie za nisko dwa pierwsze albumy, szczególnie w porównaniu z pozostałymi ocenami. Za to w drugim te dwa albumy i "HS" mają odpowiedniejsze oceny, ale pozostałe są przegięte.

      Wkładka o Queen była jeszcze w bodajże 2006 lub 2007 roku, może znajdę ten numer.

      PS. A na stronie cisza o śmierci Roky'ego Ericksona (specjalnie zajrzałem). Ważniejsza jest informacja o nowych wypocinach syfu o nazwie Alter Bridge (muzycy z Creed + wokalista od Ukośnika, to musi być straszne gówno). Rock psychodeliczny wg TR zaczyna i kończy się pewnie na Beatlesach, Doorsach i wczesnych Floydach.

      Usuń
    2. Alter Bridge 2 płyty słyszałem. Wszystko na jedno kopyto, pisane po linii najmniejszego oporu pioseneczki do radia - ani melodyjne, ani czymś zaskakujące. Oczywiście w stylistyce półballadowej kopii kopii Pearl Jam. Nie rozumiem, z czego wynika jakiekolwiek zainteresowanie takim graniem.

      Usuń
    3. Polecam zaopatrzyć się w indeks Tylko / Teraz Rocka, można ściągnąć z ich strony. To jest spis po kolei co było w każdym numerze od początku, jakie wkładki były, co recenzowali, ile gwiazdek jaki album kiedy dostał itd. Można wtedy sobie sprawdzić o czym i kiedy pisali. :)

      Usuń