Q & A

Tutaj można zadawać pytania niezwiązane z konkretnymi postami. Mogą dotyczyć różnych form sztuki, nie tylko muzyki.

Ważne: Zanim zadasz pytanie, upewnij się czy nie ma odpowiedzi na nie na stronie FAQ

Pytania i odpowiedzi będą po jakimś czasie kasowane, aby uniknąć bałaganu. Najciekawsze pytania, a nawet całe dyskusje, będą przenoszone na stronę FAQ.


121 komentarzy:

  1. Od jakiegoś pół roku ten blog się regularnie zmienia na gorsze, Twoje wpisy są coraz bardziej aroganckie i z większą śmiałością opluwające klasyczne rockowe granie (najnowsza recenzja)

    Uśmiech wzbudza coraz bardziej gorączkowe odcinanie się od etykietki blogera, poprzez dawanie sprawiających wrażenie profesjonalnych działów "FAQ" czy "Q&A". Im bardziej lecisz w stronę jazzu tym butniej się tu robi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dużo muzycznych blogów i stron, które możesz czytać zamiast tej. Bez problemu znajdziesz tutaj listę polecanych blogów - wszystkie o tematyce stricte rockowej. Możesz też czytać Teraz Rocka, który od kilkunastu lat pisze w kółko o tym samym i prawie wszystko ocenia pozytywnie. Swoją drogą - od kiedy ocena 7/10 jest opluwaniem? Na pewno nie w mojej skali.

      Taką wybrałem drogę rozwoju i jestem zadowolony z tego, że robię tu to, na co mam ochotę. Nie widzę powodu, by się ograniczać dlatego, że Czytelnicy nie chcą rozwijać się muzycznie razem ze mną.

      Czy zadałeś sobie, panie Patryku, w ogóle trud posłuchania tych jazzowych albumów, które tu polecam? Akurat one mają - czy to brzmieniowo, czy ze względu na samo podejście muzyków - więcej wspólnego z rockiem, niż wiele rzeczy uznawanych za rockowe. Milesowi Davisowi w okresie, który teraz opisuję, zdecydowanie bliżej było do rocka, niż tradycyjnego jazzu. A John Coltrane grał na saksofonie w taki sposób, że inspirowali się nim rockowi gitarzyści, od Roberta Frippa, po Jimiego Hendrixa i Duane'a Allmana. Jak najbardziej jest to muzyka, którą może docenić, a nawet polubić rockowy słuchacz. Wystarczy trochę otwartości. I wbrew pozorom, jest to muzyka znacznie mniej pretensjonalna od chociażby takiego 2066 and Then.

      Natomiast te działy nie mają nic wspólnego z odcinaniem się od bycia blogerem. "Q&A" ma zmniejszyć ilość komentarzy nie na temat pod recenzjami (swoją drogą, nie widziałem, żeby jakaś strona miała taki dział), a "FAQ" - ograniczyć pojawianie się tych samych pytań. I tyle, nic więcej za tym się nie kryje.

      Usuń
  2. Witam. Chciałbym pogratulować Panu świetnego bloga. Dzięki takim ludziom jak Pan, ta muzyka, mam na myśli głównie ,,starego rocka progresywnego'', jazz - rocka/fusion, nie zginie w mrokach dziejów ;) Szczere gratulacje i podziękowania za Pana pracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i dziękuję za miłe słowa ;) Dawniej ten blog nazywał się "Rock'n'Roll Will Never Die!" i w nazwie tej chodziło właśnie o podtrzymywanie pamięci o starym, dobrym rocku.

      Usuń
  3. Hej. Chcę wejść w wartościową muzykę - co i rusz uświadamiam sobie jakie prymitywne jest to czego do tej pory słuchałem. I za bardzo nie wiem gdzie zmierzać - bo brnąć w takie granie już nie chcę. Od czego zacząć?

    ps. Nie lubię King Crimson, Floydzi też mi nie podpasowali (obydwu próbowałem i to więcej niż jedną płytę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Pink Floyd i King Crimson to najbardziej ambitni wykonawcy, jakich dotąd słuchałeś, a nie podpasowali, to nie wiem czy jest sens iść dalej w tym kierunku. Bo to jednak podstawa i dobry punkt wyjścia. Ich albumy są jednocześnie przystępne i dobrze przygotowują do słuchania trudniejszych rzeczy. Warto przesłuchać całe dyskografie (oprócz PF bez Watersa), bo prawie każdy album tych zespołów jest trochę (PF) lub bardzo (KC) inny od poprzednich. Zanim kategorycznie stwierdzisz, że nie lubisz Pink Floyd, posłuchaj najpierw ich wczesnych dokonań, starając się zrozumieć o co w nich chodzi ("The Piper at the Gates of Dawn", "A Saucerful of Secrets", "Ummagumma"). Tak samo z King Crimson - sięgnij po "Islands" i "Lizard" (przygotowują do słuchania jazzu), "Larks' Tongues in Aspic" i "Starless and Bible Black" (wprowadzenie do awangardy), a także "Discipline", "Beat" i "Three of a Perfect Pair" (świetny wstęp do post-punku i nowej fali); "The Power to Belive" to też fajne granie, bardzo współczesne, więc może łatwiej się do niego przekonać. Potem możesz się brać za Jethro Tull, Genesis, Yes i ELP, bo to też łatwe w odbiorze, a ambitne (jakie albumy? np. te, które wysoko oceniłem). A potem koniecznie Gentle Giant i Van der Graaf Generator. Następnie możesz wziąć się za krautrock, scenę Canterbury lub dziwaków w rodzaju Zappy i Beefhearta - nie będę teraz wnikał w szczegóły, bo na to za wcześnie.

      Możesz też zacząć od innej strony, a mianowicie od dobrego poznania rocka psychodelicznego - późni Beatlesi, The Doors, Hendrix, The Byrds, Grateful Dead, 13th Floor Elevators, Quicksilver Messenger Service, Jefferson Airplane, The United States of America, Fifty Foot Hose, Silver Apples i wiele innych, ale to na początek będzie chyba wystarczające.

      Usuń
    2. Ja myślę, że ciężko mierzyć wszystkich "ambitnych wykonawców" jedną miarą, a przede wszystkim nie od razu się ich polubi - osłuchanie znacznie pomaga.

      Warto "poeksperymentować" z pozostałymi zespołami "wielkiej dziewiątki" progrocka i tak jak Paweł wspomniał, wszelaką psychodelą. Nie bez znaczenia jest też to, czego się słucha obecnie, np. będąc fanem elektronicznej muzyki tanecznej, lepiej "weszła" mi klasyczna prog-elektronika i krautrock, niż niektóre z pierwszych płyt King Crimson.

      Usuń
  4. Czy istnieje ryzyko, że jazz na poziomie, tak jak rock, też się skończy zaczniesz opisywać tutaj samą elektronikę i to wszystko czego muzyką nazwać nie można?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zbyt odległa przyszłość, by się nad tym zastanawiać. Nie tylko jazzu, ale i ciekawego rocka wciąż mam wiele do opisania. O elektronice będę na pewno pisać, właściwie już zacząłem, a co się kryje pod wszystkim, czego muzyką nazwać nie można nie mam pojęcia. Na pewno będę pisał o tym, co trzyma poziom, a nie o jakimś radiowym syfie (bo właśnie tego bym nie nazwał muzyką).

      Usuń
  5. Panie Pawle co sądzi pan o książce 1001 albumów... Osobiście wydaje mi się wartym uwagi zestawieniem które aktualnie przesłuchuje tkwiąc w początkach prostych lat 60s.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam mieszane odczucia. Jest to na pewno jakiś punkt wyjścia do poznania muzycznego mainstreamu, nawet są tam jakieś bardzo nieliczne pozycje wykraczające poza mainstream ("Trout Mask Replica" Beefhearta, "Third" Soft Machine, "Bitches Brew" Davisa), ale dominują niestety albumy, które po prostu odniosły wielki sukces komercyjny. Rock z lat 60. i początku 70. jest tam dość dobrze reprezentowany, jest prawie wszystko, co być powinno, także nieco mniej popularne wydawnictwa. Ale z późniejszego okresu nie ma prawie nic z tego, co faktycznie jest godne uwagi. A umieszczenie w tym tysiącu ledwie kilkunastu albumów jazzowych to kpina.

      Usuń
    2. To prawda, ale myślę że taki jest urok wszelkich top'ów zawszę czegoś komuś będzie brakować. Albumów jazzowych rzeczywiście jest mało do tej pory przesłuchałem tylko 13ście z tego topu a jestem na 64 roku. Mimo pewnych nieścisłości jak brak pewnych płyt i literówki w polskiej wersji, ja bym polecił ten top dla każdego kto chce zapoznać się w szerszym stopniu z historią muzyki.

      Usuń
    3. Dlatego mam mieszane, a nie negatywne odczucia. Bo z jednej strony - faktycznie, jak ktoś chce poszerzyć swoje muzyczne horyzonty, znajdzie w tej książce podstawowe pozycje z głównych rodzajów muzyki rozrywkowej, które mogą go zachęcić do dalszego poszukiwania w obrębie tych stylistyk. To ważne - nie można poprzestać na tym, co jest tam zawarte. Bo z drugiej strony, warto mieć świadomość, że jest to jednak historia nieco zafałszowana, przedstawiona z perspektywy amerykańskich słuchaczy (z europejskich wykonawców uwzględniono tylko tych, którzy odnieśli duży sukces w USA) i skupiająca się na tym, co popularne, a nie na tym, co było faktycznie ważne, nowatorskie i wpływowe.

      Warto też zadać pytanie, czy taka książka jest w dzisiejszych czasach niezbędna? Absolutnie nie. Jest internet, można wejść w rankingi na Rate Your Music, ustawić pokazywanie albumów z danego rodzaju muzyki i otrzymuje się znacznie dłuższą listę, ułożoną na podstawie głosów znacznie większej ilości słuchaczy, niekierujących się popularnością. I zwykle w pierwszej setce takich ranków (a często i dalej) są w większości albumy rzeczywiście godne uwagi ;)

      Usuń
    4. Top był robiony pod USA to fakt co można zauważyć po przejrzeniu płyt, szkoda że nie ma tam nic polskiego. Czy osobiście przesłuchał byś ten top? widzie na RYM'ie masz sporo płyt ocenionych z książki więc pewnie została by ci jakaś połowa. Co do rankingów na RYM to świetna sprawa ale najlepszy album na liście to Radiohead OK Computer co wygląda dosyć śmiesznie a najlepszy grunge'owy to popowy Nevermind co nie zmienia faktu że RYM jest genialny dla takich ludzi jak my a kupno książki nie jest konieczne chociaż ja lubię wąchać i wertować kartki niczym bibliofil.

      Usuń
    5. Znam ponad 400 albumów z tego tysiąca. W większości są dobre, wiele nawet należy do moich ulubionych. Ale pozostałych 600 raczej nie miałbym ochoty słuchać, to praktycznie sam pop i hip hop.

      Ten ogólny ranking RYM jest dziwny, ale rankingi z konkretnymi stylami są całkiem sensowne. Oczywiście wysokie miejsca okupują głównie popularne albumy (jak "Nevermind" czy "OK Computer"), ale między nimi są też i mniej znane, a ciekawe.

      Usuń
    6. Rozumiem że nie ma pan ochoty zabierać się kiedykolwiek za pop i rap ze względu na prostotę tej muzyki. Tak ten ranking RYM'u jest dziwny ale możliwości jakie daje są świetne, po przesłuchaniu płyt z książki zabiorę się za listy z RYM'u.

      Usuń
    7. To nie są płyty, które mogłyby mnie jakkolwiek rozwinąć. Może gdybym był początkowym słuchaczem, ale raczej wątpię.

      Usuń
    8. Rozumiem nie są to płyty które mogły by rozwinąć, każdy ma inne podejście do słuchania muzyki. Pan stawia na rozwój siebie jako słuchacza a ja na rozwój i poznanie jak największej ilości płyt każdego gatunku.

      Usuń
    9. Ale czy to są jakieś przeciwstawne podejścia? Można je połączyć i zamiast słuchać po prostu jak największej ilości płyt, starać się wybierać pozycje potencjalnie wartościowe. Przesłuchanie tysiąca albumów to zajęcie na wiele miesięcy (na cały rok, przy słuchaniu trzech każdego dnia). Szkoda więc tracić czas na słuchanie np., stu albumów hiphopowych lub stu albumów reggae, jeśli po dziesięciu dojdzie się do wniosku, że to jednak nie jest muzyka, w jaką chciałoby się aktualnie (lub w ogóle) zagłębiać.

      Usuń
  6. Właśnie zostałem pouczony na forum TerazRocka że Metallica jest wyższą formą muzyki od jazzu. A nawet że najwyższą :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wchodzenie na Teraz Rocka, by rozmawiać o muzyce bardziej złożonej niż Metallica, to jak pójście na plac zabaw w celu rozmowy o fizyce kwantowej.

      Usuń
    2. Wiem ale to takie urocze i zabawne jak pouczają mnie gimbusy że jazz to prostota jak disco polo a Metallica to filharmonia wiedeńska.

      Usuń
    3. Choć ten gość akurat był jednak starszy bo mnie zjechał że muszę mieć 15 lat jeżeli słucham jazzu i nie doceniam Metalliki.

      Usuń
    4. Gdzie można znaleźć to forum? Bo ja znalazłem "Teraz Muzyka" i w sumie nie wiem co jest co.

      Usuń
    5. Strona Teraz Rocka zmieniła nazwę na Teraz Muzyka. Od tamtej pory nie piszą już wyłącznie o tych samych kilkunastu wykonawcach z rockowego mainstreamu, ale także o kilku współczesnych gwiazdkach popu oraz o filmach i serialach (stąd właśnie zmiana nazwy z "rock" na "muzyka" - żeby mogli poruszać także tematykę pozamuzyczną). Oczywiście, wciąż 50% treści dotyczy Metalliki, choć powoli zaczyna ustępować miejsca Grecie Van Fleet.

      Forum nie ma, chodzi pewnie o komentarze pod newsami.

      Usuń
    6. Wejść powyprowadzać z równowagi to mogę właśnie tam, bo nie dość, że słuchają chujowej muzyki, to jeszcze są ślepo przekonani, że każda inna to zło.

      Nie przeszkadza Ci, że w Twoim serwisie znajduje się odnośnik do bloga gdzie jest zachwalany (zapewne nie masz pojęcia co to za zespół) Nocny Kochanek? Psuje to obraz całości.

      Usuń
    7. To pewnie się zdziwisz, bo wiem. Tzn. słyszałem kiedyś jeden kawałek w radiu podczas przerwy w robocie. To są ewidentne jaja z takiej muzyki, więc ja to nawet popieram. Oczywiście, ma to zerową wartość artystyczną, ale zawsze miło popatrzeć jak ktoś się nabija z metalowców, a oni sobie nie zdają z tego sprawy, tylko jeszcze im się podoba.

      A przeszkadzać, to mi ten odnośnik nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Google indeksuje moją stronę z nazwą tego linku, dzięki czemu może na nią potencjalnie wejść ktoś szukający recenzji tego albumu. Pewnie nie skorzysta z szansy poznania ciekawszej muzyki, ale może jednak coś go zainteresuje.

      Usuń
    8. Ale ludzie tego naprawdę doznają - tj. chodzą na koncerty, kupują płyty, jest to ich główna muzyka której słuchają. A to już takie dobre nie jest.

      Usuń
    9. Niby tak, ale gdyby nie było tego zespołu, to ci ludzie i tak by czegoś takiego słuchali i myśleli sobie, że to największe osiągnięcie ludzkości. Większą szkodę zrobili wykonawcy, którzy taką muzykę wymyślili.

      Usuń
    10. Czy naprawdę jest sens przejmować się tym że ktoś słucha tamtego albo tego, zawsze będą ludzie którzy będą słuchać złej i dobrej muzyki tak jak zawsze była zła i dobra muzyka. Jeśli ktoś odwiedzi bloga pana Pawła i zainteresuje się muzyką ambitniejszą to dobrze ale jeśli nie to co z tego, to jego wybór.

      Usuń
    11. Ale jeżeli wchodzi się na blog Pana Pawła i można znaleźć odnośnik do tej chujozy, która z większym prawdopodobieństwem zainteresuje przeciętnego słuchacza, to już takie dobre nie jest.

      Usuń
    12. Ale jak kogoś zupełnie nie interesuje rozwój gustu, tylko chce słuchać identycznie grających kapel, to choćby przeczytał wszystkie moje recenzje i tak nie zmieni swojego podejścia. Więc lepiej żeby sobie poszedł na taki blog, gdzie treści są pisane pod niego, zamiast zostać tutaj i marudzić, że chciałby recenzje jakiejś podrzędnej grupy metalowej.

      Usuń
    13. A teraz mam już dwa odnośniki :p

      Usuń
    14. Pomyślałem że skoro już tu zaglądam to mogę też coś napisać. :)

      Paweł z Twojej wypowiedzi "zawsze miło popatrzeć jak ktoś się nabija z metalowców, a oni sobie nie zdają z tego sprawy, tylko jeszcze im się podoba" odnoszę wrażenie jakbyś miał słuchaczy muzyki metalowej za jakiś kretynów, albo ja mam jakieś wyjątkowo dobre zdanie o słuchaczach takiej muzyki. Nie wiem kto może traktować NK poważnie? Zapewne osoby które nie znają polskiego i nie rozumieją tekstów i nie interesują się o czym tam wokalista śpiewa. Bo muzycznie nie widzę aby to była parodia. Oryginalności w tym nie ma żadnej, ale według mnie to solidne rzemiosło.
      Poza tym sami członkowie tego zespołu też są metalowcami, i zanim zaczęli robić sobie jaja to tworzyli zespół Night Mistress i z tego co czytałem grali heavy metal "na serio". Także nie sądzę żeby teraz nabijali się na serio, bo wtedy sami siebie by obrażali.

      Sądzę też, że ten zespół wśród tak zwanych "prawdziwych metalowców" nie jest lubiany i podchodzą do niego tak jak np. Filip M. ;)
      Też bez przesady, że słuchanie takiego czegoś jest takie złe. Nie samą ambitną muzyką się żyje. Oczywiście tu można dyskutować co jest ambitną muzyką, bo ja na przykład bardzo lubię Metallikę, Iron Maiden i jeszcze sporo innych zespołów metalowych i uważam ich za wartych uwagi, a Wy niekoniecznie. Ale wracając do tego co było wcześniej jest według mnie czas na to żeby posłuchać np. rocka progresywnego czy blues rocka, ale też fajnie jest czasem posłuchać coś lżejszego i nie koniecznie na serio jak np. ten Nocny Kochanek i taka muzyka też może sprawić sporo radości. Przynajmniej ja tak mam, Wy możecie uważać inaczej. :)
      Wiadomo że jak ktoś słucha głownie tego i uważa to za jakieś nie wiadomo jakie dzieło itd to nie jest za dobrze, ale tak jak też zauważyliście to jego wybór.

      Usuń
    15. Pamiętaj, że słyszałem tylko jeden kawałek, wiele miesięcy temu. Był to "Zdrajcy metalu". I pod względem muzycznym (zarówno partie instrumentalne, jak i wokalne) był on tak bardzo stereotypowy i przerysowany, że brzmiał dla mnie jak parodia. Ale jednocześnie komuś, kto słucha takiej muzyki, jak najbardziej może ona się podobać, nie budząc podejrzeń, że została nagrana dla jaj. A tekst? Nie wydaje mi się, żeby odbiegał od standardów np. Manowar.

      Usuń
  7. Pewnie rozdrapię stary temat, ale co tam :)

    Odwiedzam tą stronę już od paru lat, ale dopiero niedawno postanowiłem zacząć się bardziej udzielać.

    Dzięki pańskiemu blogowi poznałem trochę ciekawych płyt (głównie bluesowych i jazzowych, akurat proga i kraut zdążyłem poznać wcześniej), ale te ciągłe przytyki wymierzone w hard'n'heavy sprawiają że przychodzę tu z coraz mniejszą przyjemnością. Może lepiej byłoby po prostu wyrzucić te stare recenzje w diabły i skupić się na nowościach?

    Przy recenzji "British steel" miałem wrażenie, że całość napisał piętnastolatek który koniecznie musi udowodnić wyższość swojego gustu muzycznego. Zgadzam się, że Judasze to muzyka prosta i niezbyt wymagająca, ale można było to napisać w bardziej dojrzały sposób. W ogóle mam wrażenie, jakby pan się trochę wstydził tamtych starych recenzji. I ja wiem, że aktualizacja staroci nabija wyświetleń, ale myślę że blog byłby w stanie sam się obronić bez tego.

    Naprawdę dużo przyjemniej czyta się nowe recenzje, o ile znowu nie ma w nich szpilek wymierzonych w miłośników cięższych brzmień. Wtedy czuć pasję, a nie jad.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro już wiesz, czego się spodziewać po danych recenzjach, to możesz czytać tylko te, które Ci odpowiadają ;) Jakbym miał pisać tylko zgodnie z oczekiwaniami Czytelników, to już dawno nic bym nie pisał - tak sprzeczne są te oczekiwania.

      Niedojrzała byłaby taka recenzja, w której krytyka sprowadzałaby się do "słabe, bo nie podoba mi się". A tutaj jednak padają konkretne argumenty. Przede wszystkim jest to muzyka czysto użytkowa, do poskakania na koncercie, a nie nosząca żadnych artystycznych wartości. Niedojrzałość widzę raczej w wystawianiu wysokich not temu albumowi tylko dlatego, że dobrze się przy nim skacze ;) (i innych czysto subiektywnych pobudek, bez odwołania się do szerszej perspektywy, niż heavy metal).

      Tamte stare recenzje jak najbardziej są powodem do wstydu. Ze względu na poziom mojej ówczesnej wiedzy, ale i na zawyżanie ocen, żeby nie podpaść Czytelnikom.

      Usuń
  8. Witam, mam nietypowy problem. Mam listę swoich ulubionych zespołów i nie wiem w jakim kierunku mam rozwinąć swój gust muzyczny. Czy mógłbyś mi doradzić w jakim kierunku iść ? Nie chcę z jednej strony popadać w banał, ale z drugiej takie gatunku jak free jazz są dla mnie niestrawne. Oto lista: Led Zeppelin, Pink Floyd, The Doors, Queen (głównie lata 70), King Crimson, Black Sabbath (okres Ozzy'ego oraz Dio), Gentle Giant, Cream, Velvet Underground, Jimi Hendrix Experience, The Rolling Stones (do 75), Deep Purple (lata 70), Talking Heads, The Police, Jethro Tull, The Yardbrids, Genesis, Emerson, Lake And Palmer, The Stooges, David Bowie (lata 70), Yes (lata 70)
    A przy okazji jak oceniasz mój aktualny gust ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super zestaw startowy ;) Na free jazz jeszcze przyjdzie pora, mnie też zajęło sporo czasu, żeby się do niego przekonać. Na razie widzę kilka możliwych dróg - możesz podążyć jedną lub kilkoma z nich:

      1) Skoro przerobiłeś pionierów hard rocka, to warto cofnąć się wstecz do blues rocka - najlepiej poznać wszystkich wykonawców, których polecam w tym tekście, najlepiej zaczynając od Johna Mayalla, bo to podstawa wszystkiego.

      2) Możesz też poznać trochę więcej samego hard rocka, ale tutaj nie warto za dużo się zagłębiać, bo większość tego stylu to kopiowanie tego, co już znasz. Polecam debiuty Lucifer's Friend i T2, "Flying" UFO, wczesny Uriah Heep, może "Lonesome Crow" Scorpions.

      3) Słyszałeś już więszość głównych przedstawicieli rocka progresywnego (nawet Gentle Giant!), został tylko Van der Graaf Generator. Warto zagłębić się w różne poboczne nurty. Może nie od razu w jakieś awangardy, ale na pewno w Scenę Canterbury (na początek najłatwiejsze będą Caravan i Hatfield and the North) i w krautrock (możesz zacząć od tego, co tu już opisałem z tego nurtu, w takiej właśnie kolejności).

      4) Za to z rocka psychodelicznego słyszałeś niewiele. Polecam poznać absolutne podstawy, czyli: The Byrds, 13th Floor Elevators, Grateful Dead, Jefferson Airplane, Quicksilver Messenger Service (tylko debiut i "Happy Trails"), Janis Joplin.

      5) Słuchałeś też trochę proto- i post-punka, więc polecam Joy Division, Modern Lovers, Public Image Ltd., Television, Gang of Four, Magazine, Wire.

      A z dróg nr 1) i 3) można bezpośrednio trafić na tę ścieżkę:
      6) Jazz rock i jazz fusion. Na początek polecam: Colosseum, jazzrockowe albumy Franka Zappy ("Hot Rats", "Waka/Jawaka", "The Grand Wazoo"), Soft Machine, Nucleus, Mahavishnu Orchestra, Return to Forever.

      Aha - nie wiem jak dobrze znasz wykonawców, których wymieniłeś. W przypadku więszości z nich warto sięgnąć też po koncertówki, przynajmniej te oficjalne ;)

      Usuń
    2. Ad 6) jak mogłem zapomnieć o Tony Williams Lifetime?! To bardzo rockowe jazz fusion, coś jak jazzujący Hendrix, niektóre kawałki spokojnie można uznać za rock psychodeliczny. Na albumie "(turn it over)" gra nawet Jack Bruce z Cream, świetny jest też wcześniejszy "Emergency". Ale ogólnie na rzeczy z tego punktu pora przyjdzie raczej po zaznajomieniu się z wcześniejszymi.

      Usuń
  9. Jednego nie rozumiem. Pisałeś kiedyś że skasowałeś recenzje (czy też jej nie napisałeś) Def Leppard bo to gówno a widzę że masz w pizdu recenzji Whitesnake które dokładnie takim samym gównem jest jak i nawet nie większym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten późny to tak, ale wczesny nie był taki zły. Bliżej mu było do blues rocka, niż komercyjnego hard rocka w stylu "1987". Na pierwszych albumach grają 3/5 Deep Purple z czasów Mark III / IV i jest to taka gorsza wersja "Burn".

      Usuń
    2. Ja wciąż czekam choćby na wznowienie "High 'n' Dry" ;)

      Usuń
    3. Ja czekam na recenzję "Rock is a Hard Place" Aerosmith - nie jest to jeszcze komercyjny, gówniany rock z drugiej połowy lat 80-tych (vide Permanent Vacation"), natomiast zawarli ciekawe nawiązania do swoich korzeni.

      Usuń
    4. Co do samego Def Leppard - lubię dwa pierwsze albumy i "Gods of War" - chociaż ten ostatni jest nieudolną próbą stworzenia czegoś ambitniejszego.

      Usuń
    5. Nie będzie więcej recenzji Aerosmith, Def Leppard, ani niczego podobnego. Najwyżej będą poprawki tych, które już się pojawiły.

      Usuń
  10. a jak z twoim przekonaniem do Zappy, dalej bardzo słabe??? czy kiedyś pojawią się jeszcze, jakieś recenzje jego płyt???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio w ogóle nie słuchałem, ale na pewno wrócę i pewnie coś zrecenzuję, może nawet w tym roku.

      Usuń
    2. No Waka/Jawaka i Grand Wazoo by się do tego Hot Rats przydało.

      Usuń
  11. Gratuluję bardzo ciekawej strony. Trafiłem tutaj za sprawą zespołu Radiohead. Miło że przekonałeś się do tej grupy. Pewnie jestem tutaj w mniejszości, ale to moja kultowa kapela która ukształtowała mój gust muzyczny.
    Miles Davis to też absolutnie moja czołówka, to jedna z tych postaci "na zawsze". Miło że piszesz o jazzie.
    No to teraz polecę coś od siebie. Jako że jesteś fanem rocka psychodelicznego i ogólnie tego z przełomu lat 60-tych i 70-tych, to nam coś co może Cię zainteresuje. Dodatkowo pojawiło się tutaj pytanie o poznawanie muzyki z krajów "trzeciego świata" czy ogólnie spoza Zachodu.
    Moim wielkim odkryciem w 2011 roku był irański wykonawca Kourosh Yaghmaei. W naszej części świata wydano jego nagrania pt. Back from the brink. Pre revolution psychodelic rock from Iran 1973-1979.
    Nagrania bardzo surowe w brzmieniu. Żadnego poprawiania w studio, po prostu żywe granie. Dodatkowo uroku całości dodaje fakt że piosenki są w języku perskim.
    Wydaje mi się że Kourosh to odnaleziony po latach skarb i pokazany nam, tutaj w tej części świata.
    Do kogo bym go porównał? Głos coś jakby Niemen i Harrison razem :)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego nie znam. Mam nadzieję, że porównanie do Niemena dotyczy muzycznej kreatywności, a nie sposobu śpiewania? ;)

      Usuń
    2. Nie, bardziej pewnej specyficznej barwy głosu, dość oryginalnej, nietuzinkowej. Ale rzeczywiście Kourosh nie przesadza z przeciążeniem głosu i chórkami żeńskimi.
      Muzyka to bardziej psycho piosenki w stylu zachodnich lat 60-tych, no ale Iran był opóźniony o te kilka lat.

      Usuń
  12. Fajny jazz-rockowy Zappa to na szczęście nie tylko „Hot Rats”, „Waka/Jawaka” i „The Grand Wazoo”. Trzeba trochę pokopać w płytach koncertowych. Znajdziecie tam prawdziwe perełki. Jazda obowiązkowa dla każdego zwolennika bardziej ujazzowionego grania:

    You Can't Do That on Stage Anymore, Vol. 2 – 2CD (1988, koncert z Helsinek z 1974 roku)
    Road Tapes: Venue #2 Finlandia Hall, Helsinki, Finland 23, 24 August 1973 – 2CD (2013)
    Roxy By Proxy – słynny koncert z 1973 roku (2014)
    The Roxy Performances – poszerzona wersja Roxy By Proxy – pełny zapis czterech koncertów, siedmiopłytowe wydanie,warto posłuchać pierwszych pięciu krążków, bo dalej są różne dodatki(2018)

    Wszystkie powyższe pozycje są, moim zdaniem, znakomite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Koncertów Zappy jeszcze nie słuchałem, poza "Roxy & Elsewhere". Pora nadrobić zaległości.

      Usuń
    2. Zwłaszcza słynnych i kultowych Helsinek.

      Usuń
    3. Wszystkie te koncerty są znakomite.
      Od siebie dołożę następujące koncerty które warto posłuchać:
      - Roxy & Elsewhere
      - Make A Jazz Noise Here
      - The Best Band You Never Heard In Your Life
      oraz albumy:
      - One Size Fits All
      - Sheik Yerbouti
      - Joe's Garage
      - Shut Up 'n Play Yer Guitar
      - Läther

      Usuń
  13. Co myślisz o Leonardzie Cohenie? Są w przyszłości szanse na recenzje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałem trzy najpopularniejsze (chyba) albumy. Były w porządku, ale nie zrobiły na mnie wrażenia.

      Usuń
    2. Songs of Love and Hate to świetna płyta, jest piękna i bardzo emocjonalna, mało kto poza Cohenem coś takiego potrafi zrobić. Poza tym Cohen to jednak taka muzyka, że tekst ma tu duże znaczenie, szczególnie, że był on naprawdę dobrym poetą.

      Usuń
    3. I na tym polega dla mnie problem z twórczością Cohena czy Dylana - muzyka jest tam często jedynie dodatkiem do tekstu, przez co często nie jest zbyt atrakcyjna sama w sobie. A ja słucham muzyki dla muzyki, teksty mnie nie interesują.

      Usuń
    4. To akurat racja, że muzyka jest tu głównie formą przekazania poezji, ale nie warto się zamykać na tego typu rzeczy. Słucha się tego po prostu inaczej i w innych celach niż np. rocka progresywnego.

      Usuń
    5. Niby tak, ale z drugiej strony u grającego w podobnych klimatach Townesa Van Zandta, a tym bardziej u Roya Harpera, warstwa muzyczna sama w sobie jest interesująca.

      Usuń
    6. U Cohena większe znaczenie muzyka ma na płytach z lat 80.; w sumie poszedł w stronę popu jak każdy wtedy, ale niekoniecznie dało do zły efekt. Najnowszą też można posłuchać. Natomiast przez te kilka pierwszych płyt z trudem się przebiłem właśnie dlatego, że niewiele jest tam... muzyki.

      Usuń
  14. Będą kiedyś recenzje zespołu Tool, uważam że nie jest to zespół wysokich lotów. Dużo osób się podnieca że gdzieś tam będzie koncert czy że zaraz nowa płyta a może ja nie rozumiem tego fenomenu. Przesłuchałem całą dyskografie a każda płyta potwornie mnie znudziła monotonnym graniem. Szczególnie ostatni utwór na pierwszej płycie na którym słychać cykanie świerszczy i jakieś odgłosy nic ponadto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie o Tool byłoby niezwykle nudnym zajęciem. Mam wrażenie, że zespół gra w kółko jeden utwór, nieznacznie go modyfikując.

      Usuń
    2. To jednak się nie myliłem, bo mam to samo wrażenie. A w recenzjach piszą że to arcydzieła i super zespół.

      Usuń
    3. Gorzej, gdy bredzą o rzekomej progresywności tego zespołu.

      Usuń
  15. To trzeba było dać mu pół a nie 3 gwiazki, to niekonsekwencja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czego dotyczy ten komentarz. Tool? Ich albumom dałem po trzy gwiazdki (jednemu dwie i pół), bo zbierając wszystkie za i przeciw wychodzi, że to lekko ponad średnie granie, a nie niesłuchalne. Niekonsekwencja byłaby wtedy, gdybym napisał, że to poziom "Trance Visionary" lub Ramones, dając znacznie wyższą ocenę.

      Usuń
    2. no ale tak czy inaczej płyty nudne dostają 3/10

      Usuń
    3. Nie, jeśli nadrabiają czymś innym. Na stronie ze skalą ocen jest zresztą sprecyzowane, że chodzi przede wszystkim o albumy wtórne i nic nie wnoszące, a Tool jednak wypracował sobie własny styl, może nie gra niczego odkrywczego, ale nie sposób pomylić go z innym wykonawcą.

      Usuń
  16. Czemu niektóre komenty wiszą już ponad rok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te dwa pierwsze komentarze fajnie pokazują dwie skrajne opinie na temat tej strony, a odpowiedzi na trzeci może się kiedyś komuś przydać.

      Usuń
  17. Co sądzisz o czasopiśmie Lizard?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super sprawa, że istnieje gazeta, w której można poczytać o ambitniejszym rocku i jazzie ;) W dodatku artykuły są bardzo merytoryczne i wyczerpujące, a w przeciwieństwie do tych z Teraz Rocka nie ograniczają się do historii, ale zawierają także rzeczową analizę muzyki. Może i nie wszyscy wykonawcy, o których piszą, są z najwyższej półki, ale pismo musi czymś zachęcić do kupna... Za to nie podoba mi się dział z recenzjami, są zbyt powierzchowne, a oceny często za wysokie (np. pochwały dla ostatniego albumu Stevena Wilsona mocno kontrastowały z tym, co można było przeczytać w innych działach tego numeru). Ale ogólnie mam zdecydowanie pozytywne wrażenia.

      Usuń
  18. Panie Pawle będzie jakiś poradnik wtajemniczający laików do lepszej muzyki w sensie jak zacząć i od czego, zespoły które każdy musi znać i tp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy posiadam wystarczającą wiedzę, żeby coś takiego napisać, i czy to w ogóle dobry pomysł, żeby jedna osoba decydowała o tym, czego trzeba słuchać. Sprawa jest o tyle trudna, że każdy słuchacz to indywidualny przypadek i co innego może go przekonać do zagłębiania się w ambitniejszą muzykę.

      Co nieco na ten temat napisałem już w dwóch powyższych wątkach (tutaj i tutaj). A takim poradnikiem poniekąd jest cała ta strona, choć niestety bardzo obszernym, chaotycznym i częściowo nieaktualnym.

      Usuń
    2. Rozumiem czyli najlepiej będzie jeśli każdy to pytanie zada indywidualnie w jakim kierunku ma się rozwijać, myślę że to rozsądna decyzja.

      Usuń
    3. Dokładnie tak. Wiedząc czego dana osoba już słuchała i co jej się podobało, mogę spróbować pokierować jej rozwojem.

      Z drugiej strony, stworzenie listy albumów, które warto znać, żeby mieć jakieś pojęcie o muzyce i jej różnorodności, nie jest złym pomysłem. Ale to czasochłonne zajęcie i lepiej byłoby, gdyby została przygotowana przez kilka dobrze osłuchanych osób - wtedy zmalałoby prawdopodobieństwo pominięcia czegoś ważnego oraz umieszczenia albumów, które może wcale nie są tak ważne, jak może się wydawać jednej osobie.

      Usuń
    4. W takim razie, chciałbym rozwinąć się w kierunku jazz'u którego jeszcze do końca nie rozumiem no i prog rocka lub jeszcze bardziej skomplikowanych form muzycznych. Przez ostatnie 3 lata poznałem trochę zespołów czyli: Cream, Led Zeppelin, Pink Floyd, The Beatles, The Doors, Queen, Nirvana, Alice in chains, Soundgarden, Pearl Jam, Audioslave, Blind Faith, Buffalo Springfield, Derek i Dominos, Janis Joplin, Mad Seanson, Joy Division, My Bloody Valentine, Sex Pistols, Stone Temple Pilots, Temple i Dog, U.K., Van Halen i Yes, trochę rapu też ale to nie jest istotne szczególnie lubię Pink Floyd i Cream jak i U.K. z ważnymi dokonaniami Yes lubię prog rocka i długie utwory które mogą być trudne jak i kakofoniczne. Wszystkich zespołów których wymieniłem przesłuchałem wielokrotnie całe dyskografie znam trochę lat 50-tych czyli te klasyki jak Elvis czy Sinatra. Lubię z jazzu Bill Evans - Sunday At The Village Vanguard (1961) i Charles Mingus - The Black Saint And The Sinner Lady (1963) to moje ulubione płyty z tego gatunku co by mi pan jeszcze polecił czy proponował rozwinąć się w jakimś gatunku.

      Usuń
    5. W zasadzie mógłbym polecić to samo, co w odpowiedzi na komentarz Buneja, ale podejdę do tego bardziej indywidualnie, jak obiecałem ;)

      Cream? W takim razie koniecznie musisz poznać The Allman Brothers Band, Jimiego Hendrixa i Rory'ego Gallaghera, szczególnie albumy koncertowe, odpowiednio: "At Fillmore East", "Band of Gypsys", "Irish Tour'74". Do kompletu dodam jeszcze "Happy Trails" Quicsilver Messenger Service. Na wszystkich jest dużo improwizacji, których słuchanie pomaga wejść w jazz. Poza tym John Mayall - album "Blues Breakers" to jeden z najważniejszych rockowych albumów, ale zwróc też szczególną uwagę na "The Turning Point" i "Jazz Blues Fusion", na których są elementy jazzu. Podobnie "East-West" The Butterfield Blues Band. I "Valentyne Suite" Colosseum. Z blues rocka warto poznać też np. Ten Years After, Keef Hartley Band ("Halfbreed"), Jeff Beck Group ("Truth").

      Z rocka progresywnego koniecznie musisz poznać King Crimson i Van der Graaf Generator, dokonania z lat 70. (KC nagrywał dobre rzeczy także później, ale w innych stylach). To też dobre wprowadzenie do jazzu, szczególnie "Islands" i "Lizard" KC. Polecam też Gentle Giant - tutaj wpływy jazzowe są znikome, ale wraz z wcześniej wymienioną dwójką, jest to bardzo dobry wstęp do bardziej awangardowych rzeczy. Podobnie jak krautrock i scena Canterbury, tutaj jednak długo by wymieniać co i jak. Oraz oczywiście Frank Zappa - albumy wymienione wyżej w innych komentarzach.

      Jazz można poznawać na dwa sposoby. Albo od takiego "typowego" jazzu, albo od tego, który ma dużo wspólnego z rockiem. Ty, jak widzę, zacząłeś od tego pierwszego. W takim razie powinieneś zapoznać się z twórczością Milesa Davisa ("Kind of Blue" i inne z lat 1957-67), Johna Coltrane'a ("A Love Supreme" i wszystko wcześniej), a także Herbiego Hancocka, Wayne'a Shortera, Erica Dolphy'ego, Charlesa Mingusa, Krzysztofa Komedy ("Astigmatic") i wielu, wielu innych. Tak naprawdę możesz brać w ciemno cały* jazz z lat 60. i końcówki lat 50. - nie zawiedziesz się, wszystko trzyma wysoki poziom.

      *Oprócz free jazzu, bo na to raczej jeszcze za wcześnie. Ale polecam posłuchać od czego się zaczęło - "The Shape of Jazz to Come" Ornette'a Colemana.

      Jeśli zaś chcesz spróbować drugiego sposobu, to jazz fusion ma wiele wspólnego z ambitniejszymi formami rocka. Zacząć najlepiej od Milesa Davisa ("Jack Johnson" to dobra rzecz na początek), Mahavishnu Orchestra, Return to Forever, "Head Hunters" Herbiego Hancocka, "Mind Transplant" Alphonse'a Mouzona, wczesne albumy Billy'ego Cobhama, Weather Report. Ciekawym nurtem jest także spiritual jazz, który klimatem nie jest odległy od rocka psychodelicznego. Główni przedstawiciele, poza Johnem Coltrane'em to: Pharoah Sanders ("Karma"), Alice Coltrane ("Journey on Satchidananda"), Joe Henderson ("The Elements").

      Dobrej zabawy ;)

      Usuń
    6. Dziękuje za odpowiedź, złoty z pana człowiek. Przyznam że chyba wszystko co pan wymienił znam z pańskiego bloga, w sensie oglądałem poczytałem ale nigdy nie słuchałem. Jeśli chodzi o Jimiego Hendrixa to słuchałem parę płyt rok temu i nie bardzo podszedł ale rok temu nie znałem tyle co dzisiaj więc to w sumie nieistotne. Wszystko co pan wymienił czeka w bliższej lub dalszej kolejce do przesłuchania, a "Blues Breakers" znam bardzo dobry album. Słuchałem pierwszej płyty King Crimson bardzo fajne granie, Generator czeka w kolejce. Z Gentle Giant słuchałem "Octopus" Świetna płyta która bardzo wciąga. Zacząłem od typowe jazzu dzięki książce 1001 albumów... może mnie pan kojarzy bo pytałem jako anonim co pan o niej sądzi. I naturalnie poznałem już pierwsze dokonania Milesa Davisa nie rozumiem do końca "Kind of Blue" ale to chyba kwestia czasu a "A Love Supreme" niedługo będę słuchał i myślę że mi się spodoba lubie też Stana Getza Jazz Samba jak i płyta z Gilberto o przyjemnym wokalu. Myślę że na free jazz przyjdzie jeszcze czas. Co ciekawe nigdy nie przesłuchałem zespołów grających prostego rocka np. AC/DC i metalu ale wiem że nic nie stracę z tego tytułu bo nie jest to dla mnie zbyt ciekawa muzyka. Jeszcze raz dziękuje, pozdrawiam.

      Usuń
  19. Co pan sądzi o muzyce country? Dla mnie prostacka muzyka której nie da się słuchać, słyszałem że to takie amerykańskie disco polo z czym się zgodzę i nigdy już nie ruszę płyty z tego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Country to muzyka prosta, z reguły pozbawiona artystycznych aspiracji, ale nie kiczowata i nie prymitywna, więc porównanie jest nie trafione. To tak, jakby westerny zrównywać z badziewiem pokroju "Kac Wawa" (nie widziałem jakby co).

      O country miałem kiedyś bardzo negatywne zdanie. Do czasu, aż usłyszałem Townesa Van Zandta. To prosta muzyka, ale na wysokim poziomie. Trzymając się filmowego porównania, jego twórczość jest jak westerny Sergio Leone. Od tamtego czasu unikam wyrażania tak kategorycznych opinii na temat całych gatunków muzycznych, które znam powierzchownie, a które przecież też mogą mieć swoich Van Zandtów.

      Usuń
    2. Ja widizałem Kac Wawę, bo byłem ciekawy czy serio to jest aż takie gówno jak mówią i to jest gorsze niż disco polo...

      Usuń
  20. 1.Co sądzisz o zespole Kult? Masz jakiś ich ulubiony album (o kilka albumów cię nie podejrzewam :)) czy chociażby utwór? Dla mnie ten zespół byłby lepszy, gdyby na siłę nie dodawali to swojej twórczości takiej dawki suchego kiczu - niekiedy to naprawdę nie jest strawne (apogeum to jest jednak obecna twórczość Kazika)

    2. Któremu albumowi BS z Osbournem obecnie obniżyłbyś ocenę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Kult (i solowego Kazika) znam tylko z tych radiowych przebojów. Nie zachęciły mnie - a wręcz przeciwnie - by słuchać całych albumów.

      2. Żadnemu. Recenzje były aktualizowane niespełna rok temu i są to już raczej definitywne wersje.

      Usuń
    2. No, może "Paranoid" powinien mieć niższą ocenę.

      Usuń
    3. Z Kultu trzeba znać koniecznie jeden album - "Spokojnie". To jest jeśli nie najlepsza, to jedna z kilku najlepszych polskich płyt nowofalowych. I nie warto zniechęcać się na podstawie "radiowych przebojów", bo nie są zbyt reprezentatywne dla tego albumu, poza tym to jest naprawdę bardzo dobra płyta na światowym poziomie. Pozostałe płyty Kultu do 98 roku też są w większości okej (te późniejsze lepiej przemilczeć), ale nie traci się jakoś wiele, jak się ich nie zna, natomiast "Spokojnie" to jest rzecz, której koniecznie trzeba posłuchać.

      Usuń
  21. "Posłuchaj, to do Ciebie" też niczego sobie - podoba mi się szczególnie "Hej, Czy Nie Wiecie" - fajna partia saksofonu w środku utworu, bardzo klimatyczna. Sam kawałek jest oczywiście w tyle co do rozwoju muzycznego co najmniej 20 lat - już wtedy w Polsce grano nowocześniej. Utwór nadrabia klimatem i przekazem.

    OdpowiedzUsuń
  22. Co pan sądzi o gatunku Deathcore. Słuchałem jak miałem 15 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym kiedykolwiek słyszał, to zapewne miałbym bardzo negatywną opinię.

      Usuń
  23. A co sądzisz o takiej formie jazz fusion ? https://www.youtube.com/watch?v=NolrcYGVJ_A&index=1&list=PLArAJlC1y559RiRAl-SWGNGEEoBRHxN6n

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest techniczny death metal i z żadnym jazzem, ani nawet z jazz-rockiem, nie ma nic wspólnego. A album oceniłem na 7/10. Wokal jest paskudny i sprawia, że nie jest to coś, czego chciałbym słuchać. Muzyka jest bardzo dobra, ALE w kontekście metalu. Z szerszej perspektywy słychać, że jest to granie nieporównywalnie mniej kreatywne i finezyjne od fusion czy np. ambitnego proga.

      Usuń
  24. Napisałem jazz fusion bo ogólnie przyjęte jest że to połączenie death metalu z jazzem, to nie mój wymysł.Wokal rzeczywiście paskudny (choć death metal własnie ma mieć paskudne wokale bo sam w sobie jest paskudny). Ale to własnie dzięki Atheist-Unquestionable Prsesence i Cynic-Focus, Pestilence-Spheres i Death-Individual Thought Patterns kiedyś przestałem słuchać metalu i doszedłem do jazzu. Więc na pewno jest to bardziej inspirujący metal niż Maideny, Metalliki i Morbid Angele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziennikarze muzyczni często piszą bzdury wynikające z braków w wiedzy. To właśnie przykład takiej sytuacji. Jazz fusion to odmiana jazzu z wpływami innych gatunków, zwykle (ale nie zawsze) rocka. A twórczość Atheist to po prostu ekstremalny metal z wykorzystaniem technicznych umiejętności.

      Usuń
  25. Nie tylko dziennikarze ale sami muzycy Atheist czy Pestilence mówią że nie tylko inspirowali się jazzem ale grają jazz metal. Więc myślę że dziennikarze powielają to co mówią muzycy w tym przypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzycy często mają jeszcze mniejsze pojęcie o muzyce (w sensie rozeznania w gatunkach, co z czego wynika, też brakuje im osłuchania). Skoro jednak mówią, że inspirowali się jazzem, to pewnie tak było. Tylko że tego zupełnie nie słychać w ich muzyce. A o przynależności do jakiegoś gatunku czy stylu decyduje sama muzyka - to, co w niej słychać - a nie to, co o niej mówią twórcy.

      Jak słucham Soft Machine, Colosseum czy "Hot Rats", to nie muszę szukać informacji czym się inspirowali twórcy, bo słyszę, że jazzem. A słuchając Atheist, słyszę tylko inspirację death metalem i lepszy warsztat wykonawczy.

      Usuń
    2. Coś w tym jest bo akurat tak się składa że muzyka Atheist i im podobne przepadły bo nie przypadły do gustu słuchaczom, jedynie dobrze o nich pisali dziennikarze ale słuchacze woleli (wolą) typową prymitywną młóckę. To w death metalu 2 liga. No ale patrząc na muzykę to jest akurat ogólna prawidłowość bo na stadionach i na milionach dolców gra Metallica, Madonna czy Zenek Martyniuk a nie Miles Davis czy Frank Zappa.

      Usuń
    3. Sądzę, że Davis i Zappa nie grają na stadionach przede wszystkim dlatego, że nie żyją ;)

      A Atheist nie przepadł, to ceniony zespół w swojej niszy. Praktycznie cały ekstremalny metal to nisza. Jedynie parę nazw jest znanych poza nią, raczej ze względu na jakieś kontrowersje lub dobrą promocję, niż dlatego, że takie granie ma coś do zaoferowania szerszej publiczności.

      Usuń
    4. Davis i Zappa to była metafora. Nawet gdyby żyli to by i tak nie grali a i jak żyli to też nie grali:)) Grały ówczesne Metaliki i Madonny.

      Usuń
    5. Na brak wielbicieli i płynącej od nich kasy też nie narzekali. Zresztą ich najbardziej aktywne i twórcze lata przypadły na czasy, kiedy nie grało się na stadionach. Jedyne większe koncerty, jakie się wtedy odbywały, to festiwale. Na tych występowali, przed wielką publicznością.

      Usuń
  26. Co tak nagle przystanęło z poprawkami? Będą jakieś w najbliższym czasie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od tego, czy będę miał na to czas i chęci. Nie będę się zmuszał do pisania.

      Usuń
  27. Będą tu może solówki Phila Collinsa? Jako dobre płyty popowe (chyba że według ciebie nie są dobre, to sory). Nie widziałem tu jeszcze popu, a również uważasz, że może być dobry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dobry pop uważam np. twórczość Petera Gabriela lub Kate Bush - wykonawców łączących przystępność z pewnymi artystycznymi ambicjami. A solowy Collins to praktycznie same słodkie ballady do grania w radiu i supermarketach.

      Nie mam w planach pisać o popie.

      Usuń
  28. https://tiny.pl/tm2dp - kurde, no musiałem :) Jeśli odsłuchasz, to napisz co o tym sądzisz. Byłbym wdzięczny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie znajduję w takim graniu niczego ciekawego. Po minucie miałem dość, nie przesłuchałem reszty.

      Usuń
  29. Myślałeś kiedyś nad opisaniem dokonań solowych Tonego Williamsa sprzed Lifetime?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie myślałem. Jakoś mnie na tyle nie zachwyciły.

      Usuń
  30. Po jakiej ilości świadomie poznanych albumów był pan w stanie oceniać je trafnie za pierwszym przesłuchaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyki nie da się oceniać w pełni obiektywnie, więc trudno mówić o trafnym ocenianiu. Na czym miałoby ono polegać? Ja przy pierwszym przesłuchaniu potrafię tylko stwierdzić, czy album posiada obiektywne walory (i jakie) czy nie posiada żadnych. Ale żeby go właściwie ocenić, potrzeba więcej przesłuchań. Natomiast co do pytania, to nie ilość ma znaczenie, lecz to, czego się słucha.

      Usuń
    2. Nic nie da się ocenić obiektywnie, wszystko jest wypadkową doświadczeń z których powstaje filtr. Może zapytam inaczej po jakim czasie pan nie zmieniał tak znacznie danej oceny po pierwszym ocenieniu, no pytanie może trudne ale czy jest pan w stanie coś o tym powiedzieć.

      Usuń
    3. Dawniej też nie zmieniałem znacząco ocen. Natomiast w ostatnich latach obniżyłem sporo ocen albumom, które znam od dawna, bo poszerzyły mi się horyzonty i wiele rzeczy, które kiedyś wydawały się absolutem, okazało się przeciętne lub kiepskie. Tak więc znów - nie czas i nie ilość przesłuchanych płyt ma znaczenie, tylko poznanie muzyki, która zmienia pogląd na to, co znało się wcześniej.

      Usuń
    4. Rozumiem, mam takiego same odczucia. Dziękuje.

      Usuń
  31. W którym roku/latach według ciebie Hawkwind wypalili się artystycznie? - według mnie nie warto poznawać dyskografii tego zespołu gdzieś po "Sonic Attack", albumy robione później brzmią, jak by były robione na siłę (nie dziwota, oni wydawali nowe albumy co rok)- te rozbudowane kompozycje są takie sztuczne, żeby tylko były. A lata 90-te i 2000-te to już w ogóle muzyka "kalkulatorowa" (określam tak denną elektronikę), chodzi mi o takie coś jak "Electric Teepe" czy "White Zone".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia. W ogóle nie słuchałem albumów wydanych po 1980 roku, a z wcześniejszych też nie wszystkie.

      Usuń
  32. Cześć! Znów chcę ci polecić płytę, która myślę, że cię zainteresuje. Nawet nie będę próbował napisać jej nazwy, więc daję ci link do RYM: https://rateyourmusic.com/release/album/%E6%98%8E%E7%94%B0%E5%B7%9D%E8%8D%98%E4%B9%8B-%E4%B8%89%E4%B8%8A%E5%AF%9B-%E7%9F%B3%E5%A1%9A%E4%BF%8A%E6%98%8E/%E5%A4%A7%E5%8B%98%E5%AE%9A-daikanjyo/
    Jak widać po tagach, jest to płyta łącząca w sobie avant folk, bluesa i free improv. Jedyne, co mogę o niej powiedzieć to to, że robi to w sposób absolutnie wybitny, każdy z muzyków tutaj prezentuje najwyższy poziom i myślę, że bardzo docenisz tę płytę :). Jeśli ci się spodoba, to mogę ci polecić później też kilka albumów gościa, który gra tutaj na gitarze i śpiewa, czyli Kana Mikamiego, którego solowa kariera wyrzuciła z siebie jeszcze kilka równie interesujących wydawnictw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! No, zobaczymy, czy docenię ;) Dzięki za polecenie, już dodałem do kolejki i za jakiś czas przesłucham.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.