20 maja 2018

[Recenzja] Herbie Hancock - "Man-Child" (1975)



Herbie Hancock postanowił nagrać ten album w znacznie poszerzonym składzie. W sesji wzięło udział równo dwudziestu instrumentalistów, w tym wszyscy członkowie Head Hunters (włącznie z byłym perkusistą Harveyem Masonem), a także tacy muzycy, jak chociażby Wayne Shorter, Stevie Wonder, czy gitarzysta Wah Wah Watson. Album "Man-Child" stanowi logiczne rozwinięcie "Head Hunters" i "Thrust" - Herbie odchodzi tu jeszcze dalej od swoich jazzowych korzeni, na rzecz typowego funku. Ograniczone zostały improwizacje, które na dwóch poprzednich albumach wciąż odgrywały istotną rolę. Zamiast tego otrzymujemy zbiór dość krótkich (jak na standardy Hancocka), zwartych kawałków o zdecydowanie tanecznym charakterze (np. singlowy "Hang Up Your Hang Ups", "Heartbeat", czy "Steppin' in It" zbudowany na linii basu podobnej do tej z "Chameleon"), uzupełnionych dwiema łagodnymi balladami ("Sun Touch" i nieco mniej komercyjna "Bubbles" prowadzona ładną partią gitary).

Nie da się ukryć, że "Man-Child" to granie bliskie ówczesnego mainstreamu. Ta cała plejada znakomitych instrumentalistów, nie bardzo ma tu możliwość zaprezentowania pełni swoich umiejętności. Za bardzo dają się ograniczać konwencji, grają zbyt prosto i monotonnie, jak na swoje możliwości. Choć z drugiej strony, udaje im się utrzymać pewien poziom i uniknąć popadania w sztampę i kicz. Niemniej jednak jest to już ten moment w karierze Herbiego, gdy jego muzyka przestaje mnie ekscytować. 

Ocena: 6/10



Herbie Hancock - "Man-Child" (1975)

1. Hang Up Your Hang Ups; 2. Sun Touch; 3. The Traitor; 4. Bubbles; 5. Steppin' in It; 6. Heartbeat

Skład: Herbie Hancock - instr. klawiszowe; Bennie Maupin - saksofon, saxello, klarnet basowy, flet, instr. perkusyjne; Wayne Shorter - saksofon; Ernie Watts - saksofon i flet; Jim Horn - saksofon i flet; Jay DaVersa - trąbka; Bud Brisbois - trąbka; Dick Hyde - tuba i puzon; Garnett Brown - puzon; Wah Wah Watson - gitara i syntezator; Dewayne McKnight - gitara; David T. Walker - gitara; Paul Jackson - bass; Henry E. Davis - bass; Louis Johnson - bass; Mike Clark - perkusja; Harvey Mason - perkusja; James Gadson - perkusja; Bill Summers - instr. perkusyjne
Gościnnie: Stevie Wonder - harmonijka (5)
Producent: David Rubinson i Herbie Hancock


8 komentarzy:

  1. Mistrz funku, Stevie Wonder we własnej osobie, pojawił się na takim albumie tylko po to, by zagrać na HARMONIJCE??:/ Strata, wielka strata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie była to przysługa za występy Herbiego na jego albumach ;)

      Usuń
    2. Ostatnie zdanie oznacza, że już kończysz z recenzjami HH? Nagrał jeszcze dużo płyt, to nawet nie połowa ;)

      Usuń
    3. Niekoniecznie kończę, ale zbliżam się ku końcowi.

      Usuń
    4. Jestem ciekaw jak skwitowałbyś Future 2 Future...

      Usuń
    5. Powiem bez ogródek - to jest straszne gówno, w które lepiej nie wdepnąć. Muzyk o takim statusie nie powinien zabiegać o młodszą publiczność, poprzez czerpanie tego, co najpaskudniejsze we współczesnym popie.

      Usuń
  2. ja liczę że ocenisz VSOP, które trochę odkupiło winy Herbiego, w jego coraz bardziej komercyjnej muzyce, co zaczął od połowy lat 70tych.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Tego, co najpaskudniejsze".. tak jakby we współczesnym popie (pomijam te ewentualne, wyróżniające się na plus wyjątki, które mnie trudno by było wskazać) cokolwiek nie było paskudne :D

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".