6 października 2017

[Recenzja] Gentle Giant - "Playing the Fool: The Official Live" (1977)



Dość późno muzycy Gentle Giant zdecydowali się na zarejestrowanie swojej pierwszej koncertówki. Album "Playing the Fool: The Official Live" ukazał się w styczniu 1977 roku, a nagrany został jesienią poprzedniego roku, podczas kilku europejskich koncertów (w Düsseldorfie, Monachium, Paryżu i Brukseli). A więc już po pierwszych oznakach twórczego zastoju (album "Interview"), ale jeszcze przed drastyczną zmianą stylu, jaką przyniosły kolejne longplaye. Na "Playing the Fool" nic jeszcze nie zapowiada tego, co wkrótce miało się wydarzyć. Dlatego też można potraktować to wydawnictwo jako podsumowanie pierwszego, najbardziej ambitnego okresu w twórczości grupy.

Wydawać by się mogło, że zespół taki, jak Gentle Giant, czyli starannie aranżujący i dopracowujący w najmniejszym detalu swoje kompozycje, nie będzie drastycznie ich zmieniał podczas koncertów. Nic bardziej mylnego. Tzn. faktycznie, niektóre utwory nie odbiegają daleko od studyjnych pierwowzorów (np. "Just the Same" czy "Free Hand"), w innych za to zmieniono całkiem sporo. Najbardziej przearanżowane zostały utwory "On Reflection", "Funny Ways" i "So Sincere", wzbogacone zupełnie nowymi, bardzo ciekawymi partiami. Zespół chętnie łączył ze sobą fragmenty różnych utworów, co dało szczególnie ciekawy efekt w piętnastominutowym "Excerpts from Octopus", zawierającym pomysłowo ze sobą połączone cytaty z utworów "The Boys in the Band", "Raconteur Troubadour", "Acquiring the Taste", "Knots" i The Advent of Panurge", a także całkiem nowe motywy. Szkoda natomiast, że jeden z moich ulubionych utworów zespołu, "Peel the Paint", został drastycznie okrojony i posłużył jako wstęp do mniej ciekawego "I Lost My Head".

Na podziw zasługuje kunszt muzyków, którzy bez problemu odtwarzają tutaj te wszystkie złożone partie. Przede wszystkim wielogłosowe partie wokalne, z mistrzowskim zastosowaniem kontrapunktu, w takich utworach, jak "On Reflection", "So Sincere" i "Knots". Ale również w warstwie instrumentalnej - dwoją się i troją, żeby zachować bogate aranżacje kompozycji. Można wręcz odnieść wrażenie, że gra tutaj więcej, niż pięciu muzyków. To dzięki temu, że każdy członek zespołu gra na kilku instrumentach. Nierzadko zamieniają się rolami - przykładowo, w utworach, w których Ray Shulman musiał zagrać na skrzypcach lub drugiej gitarze, rolę basisty przejmował Derek Shulman. Nie kojarzę żadnego innego zespołu, który praktykowałby coś takiego podczas koncertów.

"Playing the Fool: The Official Live" to po prostu obowiązkowa pozycja w kolekcji każdego wielbiciela Gentle Giant. Bo choć w repertuarze znalazły się same utwory znane ze studyjnych albumów (nie licząc ledwie minutowego coveru jazzowego standardu "Sweet Georgia Brown"), to ich wykonania często są wzbogacone o coś nowego, nadającego im nieco innego charakteru. Najbardziej zachwycające jest jednak to, że aranżacje są tutaj równie bogate, jak w studyjnych dokonaniach zespołu. Zagrać tak złożone utwory na żywo, w małym składzie, to nie lada sztuka.

Ocena: 8/10



Gentle Giant - "Playing the Fool: The Official Live" (1977)

LP1: 1. Just the Same 2. Proclamation / Valedictory; 3. On Reflection; 4. Excerpts from Octopus; 5. Funny Ways
LP2: 1. The Runaway 2. Experience; 3. So Sincere; 4. Free Hand; 5. Sweet Georgia Brown; 6. Peel the Paint / I Lost My Head

Skład: Derek Shulman - wokal, saksofon, flet, bass, instr. perkusyjne; Kerry Minnear - instr. klawiszowe, wiolonczela, flet, instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Gary Green - gitara, flet, instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Ray Shulman - bass, gitara, skrzypce, trąbka, flet, instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Producent: Gentle Giant


2 komentarze:

  1. Ponieważ tu jest mało komentarzy, a będę pisał o GG, to napiszę pod tą recenzją :D

    Niedawno słuchałem "Giant for a Day" - celowo , by nie mieć porównania z poprzednimi albumami odczekałem po słuchaniu "Missing Piece" trochę czasu. Nawet po ponad dwumiesięcznej przerwie od słuchania ich dokonań z 1970-77 płyta ta jest dla mnie raczej kiepska, z 'momentami' (bodajże drugi czy trzeci utwór) ale nawet te 'momenty' są góra przeciętne - tyle że błyszczą w porównaniu z resztą kawałków. Ponoć "Civilian" jest nieco lepszy od GFaD, może go kiedyś posłucham, ale póki co odechciało mi się odkrywać tę mniej chlubną stronę dyskografii GG.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co pamiętam, "Giant for a Day" idzie bardziej w stronę popu, a "Civilian" - hard rocka, ale oba prezentują bardzo zbliżony poziom.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.