21 lipca 2017

[Recenzja] Van Der Graaf Generator - "Pawn Hearts" (1971)



"Pawn Hearts" to najsłynniejszy album Van Der Graaf Generator. Podobnie jak inne wydawnictwa grupy, nie odniósł sukcesu na dwóch najważniejszych rynkach - brytyjskim i amerykańskim. Zdobył natomiast zaskakującą popularność we Włoszech, gdzie doszedł na sam szczyt notowania najlepiej sprzedających się albumów. Zespół stał się tam prawdziwą gwiazdą. W samym 1972 roku grupa zagrała aż trzy włoskie trasy koncertowe, czasem w ciągu jednego wieczoru występując trzykrotnie. Tak intensywne koncertowanie było jednak zdecydowanie ponad siły muzyków. W dodatku wcale nie poprawiło ich sytuacji finansowej i wciąż tonęli w długach. Jeszcze w tym samym 1972 roku grupa podjęła decyzję o zawieszeniu działalności (a tak naprawdę o przeobrażeniu w solowy zespół Petera Hammila, nagrywający i występujący pod jego nazwiskiem).

"Pawn Hearts" początkowo miał być albumem dwupłytowym. Pierwszą płytę miały wypełniać nowe kompozycje, natomiast drugą - nowe wersje, nagrane na żywo bez udziału publiczności, "przebojów" z poprzednich albumów, a także - wzorem floydowej "Ummagummy" - indywidualne utwory poszczególnych muzyków. Choć zespół zrealizował swój zamysł w studiu, wydawca kategorycznie odmówił publikacji podwójnego albumu. W rezultacie opublikowane zostały wyłącznie premierowe kompozycje nagrane przez cały zespół (część pozostałe nagrania można znaleźć na niektórych kompaktowych reedycjach). Album w oryginalnej wersji europejskiej składa się z trzech utworów - blisko dziesięciominutowych "Lemmings" i "Man-Erg" na stronie A, oraz ponad dwudziestominutowego "A Plague of Lighthouse Keepers" na stronie B. Oryginalne amerykańskie i kanadyjskie wydanie dodatkowo, jako drugi utwór na stronie A, zawiera singlowy "Theme One" - rockową interpretację radiowego dżingla, skomponowanego przez George'a Martina dla BBC Radio 1.

Album, nawet w porównaniu z wcześniejszymi wydawnictwami Generatora, jest dość trudny w odbiorze i skomplikowany. A może powinienem napisać, że album jest udziwniony? Już na otwarcie pojawia się długi "Lemmings", w którym dzieje się tyle, że nie sposób tego wszystkiego ogarnąć nawet po kilku przesłuchaniach. Kompozycja sprawia wrażenie chaosu, pełnego dysonansów, agresywnych partii instrumentów i wręcz schizofrenicznych partii wokalnej, choć nie brak tu też bardziej melodyjnych fragmentów, pojawiających się znienacka w zupełnie niespodziewanych miejscach. Jest w tym utworze coś hipnotyzującego, naprawdę intrygującego. Odrobinę uspokojenia przynosi "Man-Erg", którego znaczna część to po prostu zgrabna ballada, z dużą ilością subtelnych klawiszy i wyrazistą melodią. Jednak ta sielanka w pewnym momencie zostaje gwałtownie przerwana bardziej agresywnymi i pokręconymi dźwiękami. Finałowa suita "A Plague of Lighthouse Keepers" to natomiast dziesięć krótkich utworów, z tekstami opowiadającymi jedną historię, ale dość odrębnych pod względem muzycznym, przez co całości nieco brakuje spójności. Choć poszczególne momenty wypadają naprawdę dobrze. Nie brakuje ładnych melodii, świetnych partii instrumentalnych, ani bardziej awangardowych momentów. Gościnnie znów wystąpił tutaj Robert Fripp z King Crimson, jednak jego gitarowa solówka wypada wyjątkowo przeciętnie.

"Pawn Hearts" zdecydowanie nie jest moim ulubionym albumem Van Der Graaf Generator (o wiele większe wrażenie robią na mnie poprzedni "H to He, Who Am the Only One" i następny "Godbluff"), jednak niezaprzeczalnie jest to dzieło, które powinien znać każdy szanujący siebie słuchacz rocka progresywnego. 

Ocena: 8/10



Van Der Graaf Generator - "Pawn Hearts" (1971)

1. Lemmings; 2. Man-Erg; 3. A Plague of Lighthouse Keepers

Skład: Peter Hammill - wokal, gitara, pianino; David Jackson - saksofon, flet, dodatkowy wokal; Hugh Banton - instr. klawiszowe, bass, dodatkowy wokal; Guy Evans - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Robert Fripp - gitara
Producent: John Anthony


8 komentarzy:

  1. Taki klasyk i tylko 8? ;) Dla mnie Pawn Hearts to arcydzieło skończone, jeden z najlepszych albumów, jakie dane mi było słyszeć. Hammil jako wokalista jest niesamowity, a partie saksofonu w tym zespole powalają. Ode mnie 10/10 ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ilością punkcików bym się nie przejmował. W końcu każdy może sobie subiektywnie ocenić dany album. Ważne jest to, aby argumentacja była sensowna. U mnie ma 10/10. To jeden z tych albumów progresywnych, w przypadku których nie mam żadnych wątpliwości, czy zasługuje na najwyższą ocenę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem za głupi na progresję - przykro mi.

    Czy w tym gatunku chodzi o to, by jeden 10 minutowy kawałek to było w rzeczywistości 4 krótkich fragmentów, które czasem zupełnie z tyłka (a czasem coś się ścisza tylko po to by powrócić w innej postaci) przechodzą jeden w drugi?

    To po pierwsze - proga każdy może, po drugie - płyta ma ode mnie 4, bo 'momentami niezła'. A że te niezłe momenty przechodzą potem w kijowe - to już inna, przykra, sprawa.

    Tak, jest udziwniony i chaotyczny. I jest aż na 8?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie ta dziwaczność i pozorna chaotyczność jest atutem VDGG.

      A zakładanie, że w tym gatunku o coś chodzi, w sensie, że podlega jakimś zasadom, jest błędem. Każdy z przedstawicieli rocka progresywnego grał inaczej, pewne elementy się u nich powtarzały, ale wszystkie łączyła tylko jedna rzecz - chęć tworzenia czegoś niekonwencjonalnego, wykraczającego poza ramy rocka.

      Usuń
  4. To jest tylko wycinek,kawałek tej całej masy albumów, które wtedy powstały i ktoś określił je mianem progresywnych.Niektóre płyty przetrwały inne wręcz przeciwnie..Ale co mnie najbardziej zastanawia w czym ten prog jest lepszy od innych gatunków? W czym ten album jest lepszy od innych?To tylko kolejna cegiełka w progresywnym murze.Oddzielili się nim od pozostałych bo myślą że kim są? A ten podobno najsłynniejszy album Van Der Graaf potwierdza wszystkie grzechy prog rocka.
    Rozbuchanie ,przesada i pseudoliterackie odloty niesione irytujacym głosem Hammilla i to ma być ta progresja.
    Może czegoś nie rozumiem, ale muzyka jest do słuchania tak po prostu dla frajdy odkrywania nowych brzmień, radości, przyjemności a nie meczenia słuchacza wydumanymi wizjami.Pamiętam miałem kiedyś niezły zakręt na proga ale z każdym poznawanym albumem,dodam że chodzi głównie o klasykę, przechodzilo mi .Tak gust się zmienia i czasem wyrasta się z proga bo to tylko gatunek.Bo taki stał się przez lata.Pretensjonalny jak śpiew Jona Andersona.Masturbacja instrumentalna i rozbuchane a ponoć nowatorskie formy nie mają za wiele wspólnego z muzyką. Są tylko cwiczeniem dla tych którym się wydawało i wydaje że są tacy postępowi. Z tych kręgów zostałem tylko przy King Crimson bo jako nieliczni autentycznie przesuwali granice swojej muzyki nie popadajac w śmieszność.
    Niewiele napisałem o samym albumie, ale prawdę mówiąc nie mam zamiaru analizować go tylko po to aby z zachwytem stwierdzić jaki to on nie jest odważny.
    To tylko jedna z cegielek w progresywnym murze.Już dawno go przeskoczyłem bo zaslanial mi dostęp do bogactwa muzyki bez jakichkolwiek ograniczeń zwłaszcza gatunkowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie albumy przetrwały na licznych fizycznych egzemplarzach i w postaci cyfrowej. A to nie jest jeden z wielu jakiś tam albumów, tylko jeden z najlepszych w dorobku zespołu, które faktycznie wnosił coś nowego do muzyki rockowej - przetwarzane na własny sposób inspiracje muzyka klasyczną, współczesną muzyką poważną i nowoczesnym jazzem, zwłaszcza free, a także eksperymenty z brzmieniem. A to, że tak trudna muzyka jest dla kogoś męcząca, to nie znaczy, że coś jest nie tak z tą muzyką, tylko ze słuchaczem, który najwyraźniej nie potrafi słuchać czegoś bardziej skomplikowanego, niż piosenek niewykraczających poza typowo rockowe schematy.

      W czym rock progresywny jest lepszy od innych rodzajów rocka? W tym, że jest niesamowicie różnorodny, bo jego przedstawiciele czerpią z przeróżnych nierockowych rodzajów muzyki (nawet jeśli mają wspólne inspiracje, to przetwarzają je w inny sposób). I dlatego jest to jeden z niewielu rodzajów rocka, które mogą otworzyć słuchacza na przeróżne rodzaje muzyki.

      Zabawne, że piszesz o wyzbyciu się ograniczeń gatunkowych, jednocześnie psiocząc na jeden rodzaj muzyki (i to ten najbardziej różnorodny, otwierający na inne gatunki). Nie widzę tu żadnej logiki ani sensu. Czyżbyś uległ jakiemuś wypadkowi po przeskoczeniu muru?

      Usuń
  5. Napisałem o wyzbyciu się ograniczeń gatunkowych bo nie lubię podziałów. Sam rock progresywny stał się obecnie karykatura tego czym był kiedyś. Zaś ja sam decyduję o tym w którą stronę chcę pójść poszerzając horyzonty muzyczne.Nie potrzebuję do tego prog rocka.Słuchając tych wykonawców nie czuję potrzeby zgłębiania jakiejś konkretnej stylistyki.Raczej traktuję ich jako oddzielne byty muzyczne.To dziennikarze mają potrzebę używania słów -kluczy,przylepiania etykietek. Muzyka pozostanie muzyką bez względu na nazwy.Nikt nie lubi gdy zostaje do czegoś przyporzadkowany. Przez wiele lat słuchałem prog rocka,ale nie czułem otwierania się na inne stylistyki bo byłem pod progresywna skorupą.
    Czy np.taki Joy Division nie jest wartościowy?
    To jeden z wielu przykładów gdzie do osiągnięcia artystycznego celu nie były potrzebne rozbudowane, wielowymiarowe formy.Wystarczyła szczerość przekazu.
    O! Teraz mnie olsnilo na omawianej tu płycie jak i na wielu innych podobnych jej wszystko wydaje się sztuczne, wysilone, takie wystudiowane.
    Wrzucone do gatunku który teoretycznie poszerzając formułę staje się jej niewolnikiem.Progresywnie nudne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mylisz dwa różne style: rock progresywny i neo-prog.

      Do tego pierwszego stylu zaliczają się ci wszyscy wykonawcy, którzy nie chcieli grać w określony sposób, tylko eksperymentowali. Ich twórczość bardzo się od siebie różni. Pomiędzy poszczególnymi wykonawcami można wskazać pewne wspólne elementy, ale nie ma takiego, który występowałby u wszystkich (poza chęcią robienia czegoś nowego).

      Natomiast neo-prog (i jego pochodne typu prog metal, retro prog, itd.) polega właśnie na graniu w ściśle określony sposób.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.