5 kwietnia 2017

[Recenzja] Fleetwood Mac - "The Original Fleetwood Mac" (1971)



"The Original Fleetwood Mac" to kolejna składanka w dorobku Fleetwood Mac. Tym razem zawierająca wyłącznie materiał nigdy wcześniej niepublikowany. Utwory zostały zarejestrowane podczas różnych sesji, w latach 1967-68. Najstarsze nagrania pochodzą z sierpnia 1967 roku, gdy grupa jeszcze formalnie nie istniała. Peter Green, John McVie i Mick Fleetwood wciąż byli wtedy członkami zespołu Johna Mayalla, który pozwolił im wykorzystać część swojego czasu studyjnego. Rezultatem były dwa utwory: zadziorny instrumental "Fleetwood Mac" - nazwany tak przez Greena na cześć sekcji rytmicznej - wyróżniający się świetnymi solówkami lidera na gitarze i harmonijce, oraz bardzo typowa bluesowa ballada "First Train Home". To właśnie po ich nagraniu Green podjął decyzję o stworzeniu własnego zespołu, w skład którego mieli wejść także Fleetwood i McVie.

Pozostałe utwory zostały zarejestrowane przez zespół na przestrzeni kilku miesięcy, w tym samym czasie, co albumy "Fleetwood Mac" i "Mr. Wonderful". Nie są to jednak typowe odrzuty, bo kompozycje trzymają wysoki poziom, a czasem nawet przewyższają kawałki, które trafiły na wspomniane albumy. Naprawdę trudno zrozumieć dlaczego podczas układania tracklisty debiutanckiego longplaya nie uwzględniono takich utworów, jak ciężki blues "Drifting", z elektryzującymi solówkami Greena, czy przepięknej ballady "A Fool No More" (ponad dekadę później nagranej przez Petera na jego drugi solowy album, "In the Sky", w jeszcze bardziej poruszającej wersji). Niewiele ustępuje im żywiołowy instrumental "Watch Out". Z sesji "Mr. Wonderful" ostał się natomiast bardzo dobry "Worried Dream" - kolejna bluesowa ballada, zgrabnie dopełniona partiami pianina w wykonaniu Christine Perfect. Album zawiera także kilka nagrań z udziałem Jeremy'ego Spencera. Akustyczne bluesy "Mean Old Fireman" i "Allow Me One More Show", oba zarejestrowane bez pomocy pozostałych muzyków, oraz rockandrollowy "Can't Afford to Do It" urozmaicają całość, jednak najlepiej wypada "Love That Woman" - przyjemny blues o zdecydowanie "bielszym" odcieniu, niż pozostałe nagrania grupy z tego wczesnego okresu.

"The Original Fleetwood Mac" to bardzo dobre uzupełnienie dyskografii Fleetwood Mac. Longplay spokojnie mógł ukazać się pomiędzy "Mr. Wonderful" i "Then Play On" jako regularny album - pewnie nikomu nie przyszłoby na myśl, że to zbiór pozostałości po poprzednich sesjach.

Ocena: 8/10



Fleetwood Mac - "The Original Fleetwood Mac" (1971)

1. Drifting; 2. Leaving Town Blues; 3. Watch Out; 4. A Fool No More; 5. Mean Old Fireman; 6. Can't Afford to Do It; 7. Fleetwood Mac; 8. Worried Dream; 9. Love That Woman; 10. Allow Me One More Show; 11. First Train Home; 12. Rambling Pony #2

Skład: Peter Green - wokal i gitara (1-4,6-8,11-12), harmonijka (7,12); John McVie - bass (1-4,6-9,11,12); Mick Fleetwood - perkusja (1-4,6-9,11,12); Jeremy Spencer - wokal i gitara (5,6,9,10), pianino (9)
Gościnnie: Christine Perfect  - pianino (8)
Producent: Mike Vernon


6 komentarzy:

  1. WIem, że nie lubisz późnego, softrockowego wcielenia Fleetwood Mac, ale jest szansa na recenzję chociaż jednej płyty z tego okresu np. "kultowego" "Rumours" ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam do Ciebie pytanie, rozwijam tu wątek spod jednej z najnowszych recenzji - mianowicie napisałeś o pop-okresie FM, że "jest tak popularny, że nie można go zignorować".

    Czy miałeś na myśli, że trzeba go poznać? Co z tego, że jest popularny, skoro to wiąże się z niską jakością artystyczną - rudy brzydal z akustykiem też jest ogromnie popularny, a chyba nikt z tutaj zgromadzonych nie ma zamiaru dobrowolnie go słuchać.

    Przy okazji, szkoda, że większość ludzi z którymi rozmawiam kojarzy Fleetwood Mac własnie z "Rumorsami" czy następnym w dyskografii "Donaldem" i nie ma pojęcia o dokonaniach tego zespołu z końca lat 60. (też się w niego zagłębiam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy tego chcemy, czy nie, Fleetwood Mac z okresu "Rumours" to klasyka. Warto więc wiedzieć, jak to w ogóle brzmi, żeby potem nie wyjść na ignoranta, który nie zna klasycznych albumów.

      popularny (...) wiąże się z niską jakością artystyczną

      Nie, nie zawsze. Często tak, ale jest tez mnóstwo wybitnych artystycznie albumów, które osiągnęły sukces komercyjny, jak i mnóstwo bezwartościowych gniotów, które odniosły klapę. Nie można więc uogólniać, każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie.

      Oczywiście, popowy Fleetwood Mac to spadek jakości w porównaniu z okresem bluesowym, ale też bez przesady, żeby od razu zrównywać go z jakimś współczesnym chłamem.

      Nie od razu skumałem czemu nazywasz następny po "Rumoours" album "Donaldem", ale sprawdziłem rzeczywisty tytuł i już wiem ;)

      Usuń
    2. Chodziło mi o to, że w tym wypadku popularność wiązała się z niską wartością artystyczną - jakby FM dalej ciął bluesa to by aż tak daleko nie zajechał - sam chyba początkowo nie lubiłeś twórczości FM z Greenem.

      Póki co posłucham raczej "Klin House", bo jestem ciekaw przejściowego okresu między Greenem a tą babką ;)

      tyle razy słyszałem "Dreams" i "The Chain" (jakoś ludzie lubią to udostępniać na wallu, mimo że nie są to ich czasy) że sobie raczej odpuszczę Rumors. Chyba że coś mi odbije to wtedy sobie nie odpuszczę. Ale póki co...

      Usuń
    3. Kojarzyłem tylko Fleetwood Mac z popowego okresu. Po jego wczesną twórczość sięgnąłem po usłyszeniu Greena i sekcji rytmicznej u Johna Mayalla. Więc lubiłem takie granie i od początku podobał mi się wczesny Fleetwood Mac, choć nie wszystko, co nagrali. Był tam jeszcze taki gość, drugi gitarzysta Jeremy Spencer, który lubił muzykę z lat 50. i czasem ciągnął zespół w stronę takiego archaicznego grania. Tej części bluesowego okresu nie lubię.

      "Klin House" to pozostałość po krótkim okresie, kiedy dowodzenie grupą przejął Spencer. Całość brzmi bardzo archaicznie. To ich najsłabszy album z tych, które słyszałem. Nie jest to przejściowa muzyka między bluesowym i popowym okresem, a coś zupełnie innego, nie pasującego do reszty dyskografii. Przejściowy charakter mają pozostałe albumy wydane między "Then Play On" i eponimicznym poprzednikiem "Rumours", których nie pamiętam z tytułów. Ale to przeciętne, zupełnie niecharakterystyczne wydawnictwa.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.