26 maja 2015

[Recenzja] Jethro Tull - "The Christmas Album" (2003)



Ostatni studyjny album Jethro Tull to... płyta z utworami na Boże Narodzenie. Wydawnictwa tego typu mają to do siebie, że nadają się do słuchania tylko podczas konkretnego okresu w roku. Na szczęście, "The Jethro Tull Christmas Album" nie jest żadnym zbiorem przesłodzonych, kiczowatych piosenek o wiadomej tematyce. Oczywiście, teksty Iana Andersona skupiają się wokół świąteczno-zimowych klimatów, ale napisane są w typowy dla niego, przewrotny sposób, ze sporą dawką humoru. A muzycznie jest to typowy Jethro Tull, z mnóstwem fletu, folkowych melodii i rockową energią. Może tylko kwartet smyczkowy w "First Snow on Brooklyn" wyraźnie przywołuje klimat Bożego Narodzenia.

Same kompozycje w większości nie są premierowe. Zespół ponownie nagrał kilka utworów ze swoich wcześniejszych albumów i singli ("A Christmas Song", "Another Christmas Song", "Jack Frost and the Hooded Crow", "Weathercock", "Fire at Midnight", "Ring Out Solstice Bells" i "Bourée") oraz solowych wydawnictw Andersona  ("Birthday Card at Christmas") i Martina Barre'a ("A Winter Snowscape"). W repertuarze znalazły się także tradycyjne pieśni bożonarodzeniowe (np. "God Rest Ye Merry, Gentlemen", "We Three Kings" - tutaj jako "We Five Kings"), ale także interpretacje "Pavane" Gabriela Fauré'a i XVI-wiecznej pieśni "Greensleeves" (tutaj jako "Greensleeved"). Całości dopełniają dwie zupełnie premierowe, udane kompozycje Andersona ("Last Man at the Party", wspomniana "First Snow on Brooklyn").

Wszystko to składa się razem na bardzo przyjemny, spójny album. Na pewno bardziej udany od wielu poprzedzających go regularnych albumów Jethro Tull, zdecydowanie najlepszy od czasu co najmniej "Crest of the Knave". Choć w dużej mierze jest to zasługa utworów w znacznej części już w latach 70. (tutejsze wersje, o dziwo, nie wypadają słabiej - pomijając mniej porywające wykonanie "Bourée"). Nie jest to oczywiście wydawnictwo na miarę największych osiągnięć zespołu z tamtej dekady (choć od tych gorszych, jak "War Child" i "Too Old to Rock'n'Roll: Too Young to Die!", na pewno bardziej udane), natomiast jest to jedyny album bożonarodzeniowy, po który mam ochotę sięgnąć z własnej woli.

Ocena: 7/10

PS. Reedycja albumu z 2009 roku zawiera drugi dysk, zatytułowany "Christmas at St Bride's 2008". Jest to zapis świątecznego występu Jethro Tull z udziałem chóru w londyńskim St Bride's Church. Repertuar mocno pokrywa się z dyskiem studyjnym, ale doszły m.in. "Living in These Hard Times" (odrzut z okresu "Heavy Horses") i fragment "Thick as a Brick".



Jethro Tull - "The Jethro Tull Christmas Album" (2003)

1. Birthday Card at Christmas; 2. Holly Herald; 3. A Christmas Song; 4. Another Christmas Song; 5. God Rest Ye Merry, Gentlemen; 6. Jack Frost and the Hooded Crow; 7. Last Man at the Party; 8. Weathercock; 9. Pavane; 10. First Snow on Brooklyn; 11. Greensleeved; 12. Fire at Midnight; 13. We Five Kings; 14. Ring Out Solstice Bells; 15. Bourée; 16. A Winter Snowscape

Skład: Ian Anderson - wokal, flet, gitara, mandolina i instr. perkusyjne; Martin Barre - gitara; Andrew Giddings - instr. klawiszowe, bass (1,3,6-8,10,12,14), akordeon (2,13,15); Jonathan Noyce - bass (2,5,9,11,13,15); Doane Perry - perkusja i instr. perkusyjne (1,4,6,8,10,12,14)
Gościnnie: James Duncan - perkusja i instr. perkusyjne (2,3,5,9,11,13,15); Dave Pegg - mandolina (3), bass (4); Gábor Csonka - skrzypce (10); Péter Szilágyi - skrzypce (10); Gyula Benkő - altówka (10); András Sturcz - wiolonczela (10)
Producent: Ian Anderson


1 komentarz:

  1. Świetny album. Nie wyobrażam sobie przed świętami nie przesłuchać go w całości przynajmniej kilka razy. W swojej kategorii świątecznych albumów jest to po prostu arcydzieło. Choć trwa ponad godzinę ani przez moment nie nudzi. A poszczególne utwory? Każdy z siedmiu starszych utworów Jethro Tull jest lepszy od tego w swojej pierwotnej wersji, szczególnie dotyczy to "Another Christmas Song" który z kompletnie bezwbarwnego kawałka stał się ciepłą niezwykle kojącą balladą. Oprócz tego pięć udanych adaptacji tradycyjnych pieśni, szczególnie urzekają "Holly Herald" i "God Rest Ye Restly Merry Gentlemen". To tego dwa dobre zupełnie nowe utwory "Last Man At The Party" i prześliczny "First Snow On Brooklyn nagrany z kwartetem smyczkowym. Słuchając go wprost czuję zapach choinki i widzę płomienie dobiegające z kominka. Całości dopełniają "Birthday Card At Christmas" oraz A Winter Snowscape". Stanowią klamrę albumu. Pierwszy w bardzo optymistyczny sposób otwiera album uświadamiając nam że nadeszły święta będące powodem do radości. Drugi z kolei w trochę smutny sposób uświadamia nam że dobiegły one końca. Święta minęły i pozostała i czeka nas długa mroźna zima. Również uważam go za najlepszy album świąteczny jaki poznałem.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.