4 października 2014

[Recenzja] Uriah Heep - "Look at Yourself" (1971)



"Look at Yourself", trzeci album Uriah Heep, ozdobiony został pomysłową okładką - pierwsze wydania miały na niej umieszczoną srebrną folię, dzięki której można było wykonać tytułowe polecenie, czyli spojrzeć na siebie. Pod względem muzycznym longplay prezentuje zwrot zespołu ku ciężej, bardziej hard rockowej muzyce. Czego najlepszym przykładem rozpędzony "Look at Yourself" - z bardzo purplowym, ostrym brzmieniem organów Hammonda, dominujących w akompaniamencie, a także ciekawie ubarwiony różnymi perkusjonaliami, na których zagrali członkowie "afro-popowej" grupy Osibisa. Inne przykłady, to równie szybkie i ciężkie, a ponadto już bardziej gitarowe, "Tears in My Eyes", "I Wanna Be Free" i - zwłaszcza - "Love Machine". Ale już w "Shadows of Grief" fragmenty hard rockowe, z naprawdę ciężkim gitarowo-hammondowym riffem, są równoważone klimatycznymi, mrocznymi przejściami (słychać w nich echa "Set the Controls for the Heart of the Sun" Pink Floyd). Ta ponad ośmiominutowa, zróżnicowana kompozycja pokazuje, że zespół nie zapomina o wplataniu do swojej twórczości elementów rocka progresywnego.

Okładka wydania amerykańskiego.
Inspirację taką muzyką najlepiej jednak słychać w najsłynniejszym utworze z tego albumu - "July Morning". Ponad 10-minutowej balladzie, z długimi fragmentami instrumentalnymi. Kompozycja zyskała popularność zwłaszcza w krajach wschodnioeuropejskich, gdzie ma wręcz status rockowego arcydzieła. Jednak stawianie jej w jednym rzędzie np. z "Stairway to Heaven", "Child in Time", "Epitaph" czy "Shine on You Crazy Diamond", jest sporym nadużyciem. Co nie zmienia faktu, że to bardzo dobry utwór, na pewno jeden z najładniejszych w repertuarze Uriah Heep. Nie można tego natomiast powiedzieć o drugiej balladzie, jaka się tutaj znalazła - kiczowatej "What Should Be Done", w której przesłodzonej partii wokalnej towarzyszą zupełnie nierockowe chórki, a akompaniament stanowią głównie delikatnie brzmiące instrumenty klawiszowe. Nijak nie pasuje to do reszty albumu i obniża jego ocenę.

Ocena: 8/10



Uriah Heep - "Look at Yourself" (1971)

1. Look at Yourself; 2. I Wanna Be Free; 3. July Morning; 4. Tears in My Eyes; 5. Shadows of Grief; 6. What Should Be Done; 7. Love Machine

Skład: David Byron - wokal (2-7); Mick Box - gitara i dodatkowy wokal; Ken Hensley - instr. klawiszowe, gitara, wokal (1), dodatkowy wokal; Paul Newton - bass i dodatkowy wokal; Iain Clark - perkusja
Gościnnie: Loughty Amao, Mac Tontoh i Teddy Osei - instr. perkusyjne (1); Manfred Mann - syntezator (3)
Producent: Gerry Bron


3 komentarze:

  1. Na pewno jedna z najlepszych płyt Uriah Heep, być może najlepsza. Słuchając takich numerów jak Look At Yourself albo Shadows of Grief nie mozna usiedzieć spokojnie. To ciężki rock na najwyższym poziomie, jaki prezentowała wtedy jedynie "Wielka Trójka" hard rocka (z niewielkimi wyjątkami - zgadnijcie jakimi? :-)) Nic wtedy nie wskazywało, że późniejsze lata okażą się dla zespołu zupełnie nieudane i dopiero u progu XXI w. uda się wrócić na odpowiednie tory nagrywając płyty dorównujące czy też przewyższające albumy z lat 70. Reasumując Look at Yourself to znakomita hard rockowa płyta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1971 to jeden z najlepszych muzycznych roczników, z którym mogą równać się tylko... dwa poprzednie ;) Ukazało się wtedy tyle genialnych longplayów, że "Look at Yourself" pewnie nie zmieściłby się w mojej pierwszej dziesiątce najlepszych/ulubionych albumów z ciężkim rockiem tego roku.

      Usuń
  2. Też mam kilku swoich faworytów, np. Indian Summer, które według wielu słuchaczy w tym też czytelników tego bloga nie jest aż takie dobre na jakie zostało wykreowane. Ja akurat należę do "wyznawców" tego albumu. Natomiast nie rozumiem fenomenu zespołu Groundhogs. Próbowałem ale nie "weszło". Może wrócę do tego za rok albo dwa.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.